2 października 2013

072

Siedzieliśmy z Tomem tak przytuleni przez dłuższy czas, dopóki chłopak nie odsunął mnie od siebie i nie otarł moich łez szczęścia swoimi dłońmi. Były silne, ale i delikatne. Długie smukłe palce dotykały moich policzków, zagarniając słone krople tak, aby mógł zobaczyć moje zaczerwienione oczy oraz mokre policzki.
- Wyglądam strasznie - powiedziałam. - Spuchnięte oczy, warga, mokre policzki. Jeszcze niech tylko zacznie padać i będzie naprawdę super. - Chłopak zaśmiał się jedynie. - To wcale nie jest zabawne - dodałam zdenerwowana.
- Jest - ponownie zachichotał. - Brakowało mi tego twojego nieprzejmowania się wyglądem w niektórych momentach oraz narzekania, że źle wyglądasz, gdy tymczasem jesteś piękna i urocza - uśmiechnął się.
- Mam rozumieć, iż uważasz, że wyglądam teraz ‘pięknie i uroczo’? - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Tak, tak właśnie uważam - powiedział i pocałował mnie delikatnie w usta.
- Powinnam na ciebie nakrzyczeć, że całujesz mnie, kiedy moja warga jest w trakcie umierania, ale tak strasznie mi ciebie brakowało, że nie będę narzekać - uśmiechnęłam się i pogłębiłam pocałunek.
Usta Toma były delikatne, nie chciał sprawiać mi bólu, ale ja zniosłabym wszystko, byle tylko przetrzymać tę chwilę do nieskończoności. Siedzieliśmy w parku na ławce i cieszyliśmy się swoją obecnością po tak długim okresie niepewności i niezdecydowania. Czułam, że teraz nic nie zagraża naszemu związkowi i zawsze będziemy razem, dopóki któreś z nas nie przestanie mieć drugiego po dziurki w nosie. Nasz związek był piękny i czułam, że przetrwa absolutnie każdy kryzys.
Kiedy już się od siebie oderwaliśmy, zauważyłam, że zapadł już zmrok.
Ile tutaj siedzieliśmy?, zastanawiałam się w myślach.
- Odprowadzę cię do domu, dobrze? - zaproponował Tom.
- Z przyjemnością skorzystam z zaproszenia - uśmiechnęłam się do niego i razem ruszyliśmy w stronę mojego domu.

- Rozmawialiście jeszcze o Devilish? - zapytałam w pewnym momencie.
- Więcej już się chyba nie da - uśmiechnął się blado. - Wałkujemy ten temat odkąd powstał zespół. Nie wiemy już, do czego mamy się odwołać. Próbowaliśmy wszystkiego. Tylko cud nas może uratować.
- Ech, Tom - pogłaskałam go po ramieniu - tak bardzo chciałabym wam pomóc spełnić marzenie.
- Nie przejmuj się tak - udawał, że jest mu wszystko jedno. - Damy sobie radę. Jak nie w tym roku, to w następnym, a może za dwadzieścia lat. Kiedyś będziemy dawać koncerty dla wielu milionów ludzi, zobaczysz - dodał wesoło.
- Jesteś stuknięty, naprawdę - stwierdziłam. - Nic wam się nie udaje, a ty się nie załamujesz. To nie jest normalne.
- Nie obrażaj mnie tylko - fuknął, wyprostował się i wypiął pierś, co wyglądało przezabawnie.
Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, więc kiedy wybuchłam, Tom rzucił mi zdziwione spojrzenie, po czym śmiał się wraz ze mną.
Rozmawialiśmy jeszcze o różnych sprawach, a kiedy dotarliśmy pod mój dom, pożegnaliśmy się czule i długo nie mogliśmy wypuścić się nawzajem z silnego uścisku. Przytulałam go, jakbym miała go nigdy więcej nie zobaczyć.
Zobaczę go, pomyślałam. Jutro z samego rana.
Kiedy weszłam do domu, pokazałam się mamie, która nie widziała mnie jeszcze i usłyszałam od niej same pochlebne opinie na temat mojego nowego wyglądu. Cieszyłam się, że jej się podobało. Sama nie widziałam się jeszcze w całej okazałości, więc stanęłam w pokoju przed wysokim lustrem i dokładnie się sobie przyjrzałam. Wyglądałam inaczej. Ale podobało mi się to. Długo wyczekiwana zmiana sprawiła, że poczułam się lepiej. Jednak nie nowy kolor włosów, a właściwie stary, sprawił, że czułam wszechogarniającą mnie radość. Nie kolczyk w wardze dawał mi poczucie szczęścia. To Tom Kaulitz sprawił, że byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Tom Kaulitz był moim chłopakiem; miłością mojego życia. To ten chłopak przywrócił mi chęci do życia i jemu zawdzięczałam to wszystko, co się ze mną i we mnie działo. Czułam szczęście i miłość. A to za sprawą tego hiphopowca z warkoczykami.
Uśmiechając się sama do siebie wykonałam wieczorną toaletę i poszłam spać tuż po dwudziestej trzeciej.

Rano obudził mnie dzwoniący budzik, oznajmiając, że czas szykować się do szkoły. Wstałam wyjątkowo chętnie i znowu wyczułam, że uśmiecham się pod nosem oraz nucę jakąś bliżej nieokreśloną melodię. Wzięłam z szafy czyste ubrania, wzięłam w łazience szybki prysznic, zrobiłam makijaż, przeczesałam długie włosy, które puściłam luźno na ramiona i sprawdziłam, jak mi się goi warga. Nie była tak spuchnięta jak poprzedniego dnia i zauważyłam, że już nie mam problemów z mówieniem oraz, że już tak bardzo nie boli. Przejrzałam się nowej Carrie w lustrze i stwierdziłam, że ta dziewczyna wygląda świetnie.
Wróciłam do pokoju, gdzie spakowałam książki, prezent dla Georga, który już dawno temu kupiłam z Billem, czyli portfel, płytę i perfumy, bo przecież tego dnia były jego urodziny i wypadałoby dać mu prezent, a drugi, jeśli coś wymyślę innego, podczas imprezy urodzinowej, która miała odbyć się w drugą sobotę kwietnia,  czyli za dwanaście dni. Musiałam kupić sobie jeszcze sukienkę na tę okazję, co planowałam zrobić jeszcze w tym tygodniu. Miałam dużo planów, a tak niewiele czasu… Wrzuciłam jeszcze upominki dla znajomych, które kupiłam w Breydin.
Przestając na chwilę zamartwiać się tym wszystkim, zjadłam śniadanie w kuchni, po czym wyszłam z domu, gdzie pod furtką zastałam Toma.
Pomachałam do niego spod drzwi na przywitanie, zamknęłam je na klucz, po czym ruszyłam uśmiechnięta w stronę chłopaka.
- Dzień dobry - pocałowałam go w policzek.
- Hej, jak tam? - odrzekł, łapiąc mnie za rękę. Był w wyśmienitym humorze. - Wyspałaś się?
- Oczywiście. A ty?
- Nie bardzo. Bill przyszedł trochę wstawiony do domu i chrapanie słychać było przez drzwi. Czasem potrafi dać nieźle w kość.
- Pijany w poniedziałek? - zdziwiłam się.
- Już świętujemy dziewiętnaste urodziny Georga - zaśmiał się. - Ja nie piłem, bo spędziłem wieczór z tobą, ale pewnie dzisiaj i w ciągu najbliższych dwóch tygodni poleją się hektolitry alkoholu.
- Alkoholicy - zaśmiałam się pod nosem. - Mam dla Hagena prezent w torbie. Oby mu się spodobał.
- A co mu kupiłaś? - zaciekawił się, a ja pokazałam mu prezent.
- To nie jest nic wielkiego. Znam go bardzo słabo, ale na kolejne urodziny bardziej się postaram. Muszę też wybrać coś dla niego na tę imprezę - dodałam.
- Pomogę ci. Weźmiemy też Billa, może on coś doradzi - zaproponował.

Dotarliśmy do szkoły kilkanaście minut przed ósmą i jak zwykle pod salą spotkaliśmy się z Gustavem, Georgiem i Anette, którzy wesoło o czymś rozprawiali. Kiedy mnie ujrzeli, zachwycali się i mówili, że wyglądam świetnie. Dostali swoje upominki i byli bardzo zadowoleni. Georg podziękował również za prezent i życzenia urodzinowe; był wyraźnie na kacu, ale z trzeźwością umysłu ponownie zapraszał mnie na imprezę dwunastego kwietnia. Przyjęłam i zapewniłam, że będę.

Na drugą lekcję przyszedł Bill, wyraźnie zmęczony. Nie poznał mnie, ale wyraził się dość precyzyjnie o moim nowym wyglądzie.
- Zajebista jesteś teraz - rzekł głośno, unosząc oba kciuki w górę.
Podziękowałam i uśmiechnęłam się w odpowiedzi.

Po lekcjach wracałam z bliźniakami do domu. Tom poinformował Billa, że w piątek przed urodzinami Georga pójdziemy w trójkę na zakupy, na co ten chętnie się zgodził.
- Muszę sobie kupić jakąś sukienkę - westchnęłam - i buty.
- Jestem dobry w dobieraniu strojów dziewczętom - uśmiechnął się Tom.
- Tak, ty najchętniej ubrałbyś ją w kusą mini i bluzkę z dekoltem do pępka - Bill wywrócił oczyma. - Nie zgadzam się, dla jej dobra, byś towarzyszył jej podczas zakupów.
- To ciekawe jak ty byś ubrał moją dziewczynę? - odparł wyzywająco starszy Kaulitz.
- Inaczej, niż teraz sobie ją wyobrażasz - odrzekł prowokująco.
Irytujące było wysłuchiwanie, jak chłopcy mówią o mnie w osobie trzeciej, jednak musiałam cierpliwie poczekać, aż w końcu zakończą tę wymianę zdań. Stanęło na tym, że młodszy Kaulitz wybierze się ze mną w sobotę na zakupy, aby pomóc mi w wyborze sukienki, butów i dodatków na imprezę urodzinową. Dla Toma miało być to niespodzianką.
- Zobaczysz ją dopiero w sobotę, dwunastego kwietnia w tym stroju - zarządził Bill. - Jeśli dowiesz się wcześniej, co kupiła, to cię zabiję - zagroził - was oboje - tu spojrzał na mnie.
- Zrobisz ze mnie potwora? - przestraszyłam się.
- Raczej piękną królewnę - posłał mi szeroki uśmiech. - Już mam wizję! - ruszył szybciej, wymachując rękoma. - To będzie arcydzieło! Muszę poszukać w Internecie…
- Zwariował - powiedział Tom z szeroko otwartymi oczyma. - Trzeba mu w końcu znaleźć jakąś dziewczynę, bo długo tak nie pociągniemy. Będzie mi cię zabierał, aż w końcu mu ulegniesz.
Zmieszałam się, nie bardzo wiedząc, co mam powiedzieć.
- Jeśli o mnie chodzi, to naprawdę nie musisz się martwić. Bill może i kiedyś wzbudzał moje zainteresowanie, może moglibyśmy kiedyś być razem, ale teraz naprawdę liczysz się jedynie ty.
- Och, rozumiem - zaśmiał się pod nosem. - Chciałem po prostu podkreślić fakt, że mój brat potrzebuje kogoś, kto byłby jego oczkiem w głowie. A tym kimś musi być dziewczyna, która będzie miłością jego życia.
- Sugerujesz, że powinniśmy coś zrobić w tym kierunku? - zainteresowałam się.
- Jeśli w najbliższym czasie mój bliźniak nie znajdzie sobie dziewczyny, to zwariuję - jęknął. - Ona oczywiście nie może być zwyczajna. Musi być niedostępna, skryta i może być nawet skłonna do przemocy. Oby tylko miała ładne dłonie i usta, bo na to Bill zwraca największą uwagę - wyjaśnił Tom.
Bill dawno zniknął nam z oczu, więc doszliśmy do wniosku, że możemy go do woli obgadywać. Omawialiśmy jeszcze z Tomem to, jaką dziewczynę musi mieć jego brat.


______________________________________
Czy trzeba tutaj coś dodawać? Może jedynie zapytanie, czy myślicie, że Bill znajdzie sobie dziewczynę?



2 komentarze:

  1. hahahah xd Ja myślę, że Tom i Carrie znajdą mu dziewczynę xD Nie może być inaczej :D Odcinek bardzo pozytywny, szczególnie końcówka mnie rozbawiła. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech Carrie będzie z Billem ! : ( Byli by taką fajną parą :D

    OdpowiedzUsuń