25 września 2013

071

Kończą mi się zapasy odcinków, więc teraz nie będę publikować za często. Pisać będę mogła jedynie w weekendy, a mam co opisywać, ponieważ publikuję przecież dwa opowiadania. Za wszelkie opóźnienia przepraszam!
____________________

Wysłałam wiadomość do Toma parę minut po szesnastej. Przez ten czas, kiedy siedziałam w parku na ławce, rozmyślałam o tym, jak potoczy się nasza rozmowa. Nie miałam pewności w stosunku do niczego i nie chciałam wałkować tego wszystkiego po raz setny, albo nawet tysięczny. Chciałam raz na zawsze skończyć ten temat i mieć absolutną pewność. Tom odpisał mi, że będzie punktualnie, ponieważ musi wcześniej załatwić sprawę z ojczymem, ponieważ coś do niego miał. Odpisałam mu, że rozumiem i nie ma problemu, abym poczekała; nawet, jeśli miałby przyjść spóźniony, co oczywiście było nieprawdą, ponieważ problem był - nie mogłam się doczekać.
Chłopak przyszedł o 16:45. Podwiózł go Gordon białym samochodem, którego marki nie zauważyłam. Ojczym chłopaka zauważył mnie i pomachał mi na przywitanie, a ja odwzajemniłam gest i lekko się uśmiechnęłam. Widziałam, jak Tom wychodzi z samochodu i patrzy w tym samym kierunku, co Gordon. Nie poznał mnie.
Patrzył zdziwiony z szeroko otwartymi oczyma. Zatrzasnął drzwi auta i pomachał Gordonowi na pożegnanie i zwrócił się w moją stronę, gdy samochód zniknął mu z pola widzenia. Wstałam i czekałam, aż chłopak do mnie podejdzie. Robił to jakby w zwolnionym tempie. Przemierzał chodnik i cały czas jakby próbował wyszukać mojego spojrzenia.
Po nieskończenie długim czasie stał naprzeciwko mnie i wpatrywał się w moje oczy nic nie mówiąc. Nie wiedziałam sama, co mam powiedzieć. Wyglądał tak samo, jak widziałam go ponad tydzień temu pod swoim domem. Te same brązowe oczy, niemal czekoladowe, ten sam kolczyk w wardze, te same warkoczyki z czarnych włosów, które sprawiały, że wyglądał tak seksownie.
Ogolił się dzisiaj rano, pomyślałam niewiadomo dlaczego.
Milczeliśmy tak długi czas, aż w końcu chłopak pierwszy się odezwał:
- Dzień dobry - uniósł niepewnie kąciki ust do góry.
- Cześć - również próbowałam się uśmiechnąć, jednak wyszedł mi z tego dziwny grymas.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział jak gdyby nigdy nic. Rozumiałam jego zwlekanie. Mimo, iż bardzo chciałam w końcu odbyć tę rozmowę, ale kiedy przyszło co do czego, nie spieszyło mi się już.
- Nie szkodzi. Nie czekałam długo - skłamałam.
Znowu milczenie, które trwało kolejne długie minuty.
- Nie powiesz nic? - zapytał jakby z pretensją.
- Cóż miałabym ci powiedzieć? - odparłam odrobinę zirytowana.
- Nie mam pojęcia. Może: jak było na kursie? - podsunął, próbując załagodzić.
- Zatem, jak było?
- W porządku. Wiele się nauczyłem. Myślę, że to bardzo przyda się dla naszego zespołu - cieszyłam się, jednak wciąż nic nie mówiłam. - A jak podobało ci się u dziadków? Kiedy pytałem Anette, mówiła, że jesteś zadowolona…
- Tak, było wspaniale. Chciałabym tam pojechać w wakacje. - Z tobą, dodałam w myślach.
- Świetnie. Może usiądziemy? - zaproponował, a ja dopiero zorientowałam się, że jeszcze stoimy. Zajęliśmy miejsca na tej samej ławce, na której na niego czekałam.
Słońce już się chyliło ku zachodowi i powstrzymałam się, aby nie zerknąć na zegarek. Zrobiło się chłodniej, ale nie było zimno. Był trzydziesty dzień marca, więc wiosna w pełni, jednak zima pozostawiła jeszcze chłodne wieczory i poranki.
- Doskonale wiesz, dlaczego chciałem się z robą spotkać - potaknęłam - zupełnie nie wiem, jak mam z tobą rozmawiać. Zapewne wiesz już, że Bill wygadał się o tym, że cię pocałował.
Poczułam dreszcze, ale pokiwałam głową.
- To naprawdę nie była moja wina - powiedziałam cicho. Nie mogłam oderwać oczu od jego czekoladowych tęczówek.
- Wiem, on wszystko wyjaśnił. Nie mam mu tego za złe, a tym bardziej tobie. Zdaję sobie sprawę, że teraz gram rolę mało zainteresowanego chłopaka i w ogóle niezazdrosnego, ale to mój brat i mam do niego całkowite zaufanie. Do ciebie też. Jednak… wtedy, nie mówiąc ci o tym, że wyjeżdżam, chciałem, abyś cierpiała, ponieważ byłem na ciebie wściekły, że nie dowiedziałem się tego od ciebie… Było mi przykro.
Rozumiałam go. Jednak nie przerywałam mu, ponieważ czułam, że musi to wszystko w końcu powiedzieć.
- To było szczeniackie, że nie powiedziałem ci, że muszę wyjechać, ale nie byłem wtedy sobą. Chciałem sprawiać ci ból za każdym razem, kiedy cie widziałem i przypominało mi się to, co zrobiłaś. Co zrobił mój brat. Najśmieszniejsze jest to, że Billa traktowałem normalnie i nie miałem mu za złe. Wybaczyłem mu od razu - zrobił pauzę, po czym znowu zabrał głos. - Pewnie jest ci teraz przykro…
- Nie, naprawdę - zaprzeczyłam od razu. - Rozumiem to wszystko. Zdaję sobie sprawę, że Bill jest najważniejszą osobą w twoim życiu, ważniejszą od kogokolwiek innego. Jeśli sama byłabym na twoim miejscu, zrobiłabym dokładnie to samo, co ty. Bill jest twoim bliźniakiem i osobą, z którą dzielisz wszystko. On jest najważniejszy, a ja byłam potem - mówiłam całkowicie szczerze i miałam nadzieję, że Tom to zrozumie i nie będzie uważał, że mówię to tylko dlatego, aby wzbudzić w nim jakiekolwiek emocje.
- Cóż, dziękuję.
- Nie masz za co.
Ponownie milczenie, które trwało najdłużej z tych wszystkich. Przez ten czas Tom przyglądał mi się badawczo, a ja czułam, że się czerwienię, jednak nie przejmowałam się tym w tamtej chwili. Chciałam spalić się pod tym jego przenikliwym spojrzeniem.
- Zmieniłaś kolor włosów - powiedział znienacka - i masz kolczyk - uśmiechnął się, dotykając spuchniętej jeszcze wargi. - Kiedy zrobiłaś?
- Dzisiaj - odpowiedziałam. - Pewnie zauważyłeś, że niewyraźnie mówię - zaśmiałam się gorzko.
- Owszem - posłał mi ciepły uśmiech.
Milczenie, które potem zapadło było tak męczące, że już nie mogłam go znieść. Najchętniej wykrzyczałabym mu, aby w końcu raczył powiedzieć mi, co z nami będzie, ale stwierdziłam, że będzie to idiotyczne. Zdusiłam w sobie te emocje i czekałam, aż przemówi.
- Przemyślałem wszystko przez ten czas, kiedy nie widzieliśmy się. Chciałem się z tobą skontaktować podczas kursu, ale nie wiedziałem, co miałbym ci powiedzieć. Ten telefon… pierwszy i zarazem ostatni… wykonałem pod wpływem impulsu. Anette mówiła, że twój wyjazd się przeciągnie, więc chciałem konkretnie wiedzieć, kiedy mam szykować się na rozmowę z tobą. Wtedy już wiedziałem, co chcę ci powiedzieć, ponieważ niemal minutę przedtem zadecydowałem, co zamierzam zrobić. Wiem, że teraz gram rolę jakiegoś cholernego aktora, który przeciąga wszystko jak w jakimś romansidle, ale przemyślenie wszystkiego i zastanawianie się nad doborem słów podczas niepatrzenia ci w oczy to coś zupełnie innego, niż mówienie do ciebie i spoglądanie w te twoje brązowe oczy.
- Rozumiem - zdołałam tylko powiedzieć.
- Dobra, a zatem do rzeczy - wziął głęboki oddech, po czym zaczął znowu. - Myślałem o nas. Przypominałem sobie to wszystko, co się między nami wydarzyło; ten udawany związek zaproponowany przez ciebie, potem ta impreza, kiedy powiedziałem ci, że chyba się w tobie zakochałem, a potem to wszystko, co było między nami. Nasze kłótnie i zgody. To było wbrew pozorom zabawne i chciałbym mieć z tobą jeszcze wiele takich wspomnień…
- Ale… - powiedziałam, wyczuwając, że będzie to cholerne ‘ale’, które zadecyduje o wszystkim. Zawsze było tak, że najpierw ktoś mówi do kogoś wszystkie miłe rzeczy, potem wtrąca to ‘ale’, rozwalając wszystko w drobny mak. I teraz tak się właśnie stało. Mój własny mur uczuć, wybudowany na tę rozmowę w postaci opanowania runął. Miałam łzy w oczach. Łzy wściekłości na siebie i desperacji.
- Przepraszam? - chłopak mnie nie zrozumiał. Wówczas byłam na niego wściekła, że zmuszał mnie do wypowiedzenia moich obaw głośno; jakbym się dość przed nim nie skompromitowała.
- Zawsze po takim wyznaniu jest jakieś ‘ale’, które wszystko niszczy. W tym przypadku zapewne tak jest, znając moje szczęście - uśmiechnęłam się krzywo.
- Masz zbyt pesymistyczne podejście do swojej osoby - jego uśmiech był dziwnie szczery i pełen uczucia.
- Sugerujesz coś? - zamrugałam, pozwalając stojącym w oczach łzom, skapnąć na spodnie.
- Owszem, sugeruję - odpowiedział tajemniczo.
Posłałam mu zdziwione spojrzenie, a on zaśmiał się cicho.
Spojrzał mi w oczy, przysunął się bliżej i pocałował mnie lekko w usta, próbując nie urazić bolącej jeszcze wargi.
Kiedy się ode mnie odsunął, zamrugałam zszokowana jego zachowaniem. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczyma, nie wiedząc, co się dzieje.
- Ech, widzę, że wciąż nie rozumiesz - westchnął ciężko.
- Owszem, nie zaprzeczam, iż nie bardzo wiem o co ci chodzi - odparłam.
- Chcę mieć z tobą wspomnienia o naszym związku do końca życia. Może nie zapytam cię zaraz, czy chcesz zostać moją żoną, bo to byłoby ponad moje możliwości, ale chciałbym wciąż tworzyć z tobą związek. Być twoim chłopakiem, partnerem, osobą, którą kochałabyś za wszystko. Chciałbym, aby obdarzyła mnie zaufaniem i miłością. Abyś nie zwracała uwagi i akceptowała to, że oglądam się za innymi dziewczynami, mogę być denerwujący, stawiać cię na drugim miejscu zaraz po Billu… Chciałbym też, żebyś odwzajemniła moją miłość - kiedy to mówił, patrzył mi w oczy. - Kocham cię.
Patrzyłam na niego i patrzyłam. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Miałam ochotę się uszczypnąć, aby mieć pewność, że to nie jest jakiś nadzwyczajny sen, który zaraz się skończy. Chciałam, aby to była rzeczywistość, a nawet, gdyby niestety było to snem, to pragnęłam, aby trwał wiecznie.
- To mi się śni, prawda? - zapytałam.
- Biorąc pod uwagę to, że jest mi już trochę chłodno, to jest to wątpliwe - uśmiechnął się.
Nie mówiąc nic, przysunęłam się do niego i mocno przytuliłam. Nie miałam pojęcia, co jeszcze mogłam w tamtej chwili zrobić. Pocałowanie go wydawało mi się czymś absurdalnie nieodpowiednim. Było to coś zwykłego, a ja musiałam zrobić coś zupełnie innego. Coś, co dałoby Tomowi poczucie, że odwzajemniam jego uczucia i jestem gotowa spędzić z nim tyle czasu, ile on będzie tylko chciał.
- Kocham cię - powiedziałam na koniec, aby potem dać upust łzom, które z łez smutku zamieniły się w potok szczęścia.
Czułam, że w końcu moje serce odzyskało odpowiedni rytm.

________________________________________
W końcu Tom, mam nadzieję, że nie męczyłam Was zbyt długo tym pobytem Carrie u dziadków. Ale już się pogodzili i są piękną parą. Do kiedy, to się jeszcze okaże.

5 komentarzy:

  1. Kurcze.. jaka to ludzie maja sile do tego by wybaczac.U mnie w miescie ostatnio mialo miejsce morderstwo z powodu zawiści. Facet nie mogl wybaczyc dziewczynie, ze jest z innym i zadzgal jej chlopaka.. Dlatego podziwiam Toma, ze nie zrobil czegos rownie niedobrego.. Te slowa, co do niej powiedzial, byly piekne :) Pozdrawiam
    Little

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak czytam rozmowy Toma i Carrie, to wydają mi się tacy dojrzali... Zupełnie nie na swój wiek ;D Ale cieszę się, że sobie wszystko wyjaśnili. Nawet się trochę wzruszyłam! Nie wiem, czy to konkretnie przez te ich rozmowę, ale można uznać, że tak XD Także cóż :D Oby tylko Carrie nie spieprzyła już nic więcej, że tak to dobitnie ujmę xd No i Tom mam nadzieję też :D Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha, wyobrażam sobie Twoją minę, zaraz po zobaczeniu kto jest autorem tego oto komentarza. Mniej więcej... Taka: O.o ?
    Huhu. Koniec. Tak, Traumer właśnie odpalił bloggera na laptopie (y), fchuj dawno tego nie robiłam, o czym zresztą doskonale wiesz, bo nie widziałaś moich komentarzy już... długo... Boshe, dlaczego jak jestem chora to ciągle gadam takie głupoty? -.- Nie służy mi to, a Tobie tylko zlasuje się mózg.
    Teraz naprawdę już koniec... Przechodząc do Angellowej twórczości. Przyznam, że zarówno ten, jak i poprzedni odcinek nie zafascynowały mnie tak bardzo jak wszystkie poprzednie. Brakowało i w nich pewnej spontaniczności i włożenia odrobiny serca.. Były inne... Gołym okiem widać, że nie pisałaś tego myśląc "ale super! kocham to opo i muszę stworzyć coś epickiego", raczej towarzyszyły Ci myśli typu... "kuuuurde, wypadałoby dodać tu coś w końcu". Ale mniejsza, bo i tak cieszę się, że Carrie i Tom znowu razem < 3 O to chodzi... A brak spójności i mało logiczne zdania w dwóch pierwszych akapitach to drobiazg, który mógł zdarzyć się każdemu.

    Masakra... Czy ja właśnie rozpisałam Ci się tu jak bym kurde jakimś znawcą była? -.- Kopnij mnie Angell najmocniej jak potrafisz. Nie truję Ci dłużej.
    Kocham, czekam i będę komentowała częściej, niż ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
  5. ...I jest appy end na razie^^
    Ale czemu akurat Bułgaria? :D
    Fajnie, że Carrie i Tomowi się układa ^^ I Carrie ma fajnego tatę :D
    ------------------------------------
    Nie odpuszczaj tej matury, piszesz świetnie, polonistka się nie zna c: Tylko uwaga: znajduję troszkę powtórzeń, zwłaszcza przy opisie tej pięknej pani z odc. 70 *.* "miała, miała, miała"... "powiedziała, powiedziała..." To się troszkę rzuca w oczy (;
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń