17 września 2013

070

Zanim przeczytacie odcinek, to proszę o szczere odpowiedzi na pytanie: czy ja piszę tak beznadziejnie i nieskładnie, że nie można mnie zrozumieć, a co za tym idzie - odpuścić sobie maturę ustną z języka polskigo i położyć na to chuja i nie męczyć się dłużej?
Moja polonistka chyba tak właśnie uważa, ponieważ oddając mi moją pracę, powiedziała, że nie jest dokładna (zajęła mi trzy strony) i powinnam poprawić. Jestem tak zdenerwowana, że mam ochotę rzucić szkołę.
A teraz odcinek. Trochę beznadziejny, ale kolejny będzie lepszy.
____________________

Tom wysłał mi takiego esemesa, że nie wiedziałam tak naprawdę, co mam zrobić. Byłam zaskoczona, chociaż wiedziałam, że to nieuniknione.

,,Jeśli wróciłaś już do Berlina, to proszę, spotkajmy się. Chciałbym, abyśmy sobie w końcu wszystko wyjaśnili.”

Nie wiedziałam, czy chłopak śpi, czy nie, jednak postanowiłam odpisać jak najszybciej, aby nie było więcej żadnych niedomówień między nami.

,,Wróciłam. Może będzie Ci pasować po szkole? O 16:30?”

Nie dostałam odpowiedzi, więc pewnie już spał.
Byłam zmęczona i zdenerwowana; chciałam już mieć za sobą tę rozmowę. Chciałam w końcu mieć pewność. Byłam przygotowana na najgorsze i doszłam do wniosku, że dam radę i jeśli Tom dojdzie do wniosku, że mnie już nie potrzebuje w swoim życiu, to przystanę na to i jakoś sobie poradzę.
Wzięłam długą kąpiel w łazience, rozmyślając o tym, jak może wyglądać moja wymiana zdań z chłopakiem, a około drugiej nad ranem wróciłam do swojego pokoju. Zasnęłam, gdy tylko położyłam głowę na poduszce, a mój sen był lekki.

Obudziła mnie komórka, sygnalizująca, że ktoś próbuje się ze mną skontaktować. Nie patrząc na wyświetlacz nacisnęłam zieloną słuchawkę. Nie wiedziałam, która jest godzina, ani z kim mam przyjemność rozmawiać.
- Tak? - powiedziałam jeszcze ochrypłym głosem. Czułam przyszywający ból głowy i piekły mnie oczy.
- Nie idziesz dzisiaj do szkoły? - skądś znałam ten głos. Jednak mój zaspany mózg nie rejestrował tak szybko, jakbym tego chciała.
- Nie - odparłam krótko, wciąż intensywnie myśląc, kto do mnie dzwoni. W końcu oddaliłam komórkę i spojrzałam na rejestrowane połączenie. Serce od razu mi przyspieszyło. - Dostałeś moją wiadomość? - zapytałam. Byłam już całkowicie przytomna. Aż usiadłam na łóżku.
- Tak, dostałem. Miałem nadzieję, że po lekcjach wybierzemy się na spacer - nadzieja w głosie Toma sprawiła, że poczułam rozlewającą się falę ciepła po całym ciele.
- Tylko ja już mam plany na dzisiejszy dzień - powiedziałam niepewnie.
- Ach, tak… Czyli o wpół do siedemnastej? - upewnił się.
- Jeśli chcesz, to mogę poczekać na ciebie pod szkołą, albo gdzie byś chciał. I tak będę w pobliżu - chciałam, aby to zabrzmiało najnaturalniej. Przeciwnie do tego, co czułam.
- Może być. Jeszcze dam ci znać.
Pożegnaliśmy się krótkim bezuczuciowym ,,cześć”.
Ta rozmowa była taka, jakiej chyba w tym czasie potrzebowałam, aby utwierdzić się w tym, że muszę w końcu mieć pewność. I przed siedemnastą miałam już wiedzieć co i jak.
Zerknęłam jeszcze na zegarek, który wskazywał siódmą trzydzieści i chciałam zabić starszego Kaulitza za to, że tak wcześnie wytrącił mnie ze snu, skoro położyłam się tak późno. Zdrzemnęłam się jeszcze dwie godziny, po czym byłam jak nowonarodzona. Wzięłam czyste ubrania, czyli ciemne jeansy i koszulkę wraz z bielizną i poszłam się odświeżyć. Skończyłam po piętnastu minutach, po czym zeszłam na śniadanie. W kuchni zastałam oboje rodziców, co mnie ucieszyło, ponieważ chciałam akurat z nimi porozmawiać. Wzięłam sobie kanapkę z talerza stojącego na blacie kuchennym i usiadłam na krześle.
- Chciałam się dzisiaj wybrać do fryzjera i zrobić sobie kolczyk w wardze - postawiłam ich przed faktem dokonanym. - Dużo myślałam nad tym i jestem w pełni przekonana, że chcę mieć ten kolczyk.
- Chyba nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia - rzekł tata, nawet nie odrywając oczu od gazety, którą czytał.
- Nie masz nic przeciwko temu? - zdziwiłam się. - Ani ty? - spojrzałam na mamę.
- Kochanie, jesteś prawie dorosła i musisz nauczyć się podejmować decyzje samodzielnie - mama się uśmiechnęła. - Kolczyk w wardze to nie tunel na pół metra. Jeśli ci się nie spodoba, będziesz go mogła wyjąć, a jeśli pójdziesz do profesjonalnego studia, nie ma prawie żadnego ryzyka zakażenia.
- Zgadzam się z mamą - odezwał się tata.
Ustaliliśmy wspólnie, że ustalę sobie wizytę u fryzjera, a jeśli będę znała już godzinę, wtedy zadzwonię do studia, aby umówić się na kolczyk. Denerwowałam się tym drugim, ponieważ zamierzałam sobie zrobić pierwszy kolczyk w innym miejscu niż ucho, a do tego zadecydowałam, że jeśli nie będą potrzebni rodzice, to pójdę tam sama.
Zajęłam w salonie kanapę i w książce telefonicznej wyszukałam numer fryzjera. Umówiłam się na czternastą, ponieważ tylko wtedy mieli wolną godzinkę. Kiedy powiedziałam, co chcę zrobić z włosami, miła pani powiedziała, że mogę przyjść o tej godzinie. Potem znalazłam studio i tam ustaliłam wizytę na dwunastą. Potwierdziłam, że mi pasuje i zapytałam, czy rodzice będą potrzebni.
- Jeśli ma pani ukończone osiemnaście lat, to nie - wyjaśniła kobieta, z którą rozmawiałam.
- Mam siedemnaście, ale za kilka miesięcy będę już pełnoletnia.
- Hmm… - mruknęła. - Wolałabym, aby rodzice jednak byli przy tym, kiedy pani przyjdzie. Chciałabym otrzymać podpis na zgodzie. Potem mama lub tata będą mogli sobie iść.
- No dobrze, dziękuję.
Potwierdziłam jeszcze raz swoje przybycie, po czym się rozłączyłam.
Wyjaśniłam rodzicom, że muszą pojechać ze mną do studia, a tata przyjął chętnie propozycję.
- Nie wiedziałam, że jesteś aż tak chętny, aby mi towarzyszyć - zaśmiałam się.
- Jak ci oszpecą twarz, to będę miał okazję się im odwdzięczyć - odpowiedział nastawiony bojowo.
Nie było dyskusji.

Wyjechaliśmy z tatą spod domu o wpół do dwunastej. Wciąż czułam wielkie zdenerwowanie przed zrobieniem kolczyka i nie słabło ono w ogóle, a przeciwnie - rosło z każdym kilometrem, z którym się zbliżaliśmy do studia. Tata włączył stację rockową, co odrobinę mnie odprężało, a do tego mówił o jakichś głupstwach, których w ogóle nie słuchałam. Zastanawiałam się całą drogę, z której to strony - prawej czy lewej - będzie lepiej wyglądał mój nowy kolczyk. Zapytałam o to tatę, kiedy prawie byliśmy na miejscu.
- Z lewej. Zdecydowanie - powiedział od razu.
- Dlaczego nie z prawej? - zapytałam.
- Lepiej wygląda z drugiej.
Zdecydowanie ojca kompletnie mnie zdziwiło. Stał się człowiekiem nie do poznania, ale musiałam korzystać z tego, że był takim dobrym tatusiem, ponieważ to mogłoby być tylko przejściowe.
Wysiadłam pod budynkiem, a za mną ojciec. Westchnęłam głośno dla rozluźnienia i ruszyłam w stronę wejścia. W studiu nie było jasno; światła były przyciemnione, na ścianach różne wzory tatuaży oraz zdjęcia ludzi z kolczykami w przeróżnych miejscach. Po prawej stronie stało kilka kanap ze skórzanymi obiciami oraz kilka foteli. Po lewej stronie była niby recepcja, a za ladą stała wysoka, czarnowłosa dziewczyna. Miała na sobie czarny gorset i czarną spódnicę, a jej długie włosy sięgały za ramiona. Miała niemal czarne oczy, podkreślone czarnymi cieniami i usta pomalowane krwistoczerwoną szminką; paznokcie miała pomalowane pod kolor ust.
- Dzień dobry - przywitała się z uśmiechem, w ogóle nie pasującym do niej. Miała kilka kolczyków: w brwi, górnej wardze i smiley’a, którego zauważyłam, kiedy się uśmiechała. - W czym mogę pomóc?
Wyjaśniłam jej, że umówiona byłam na godzinę dwunastą, a pani, z którą rozmawiałam powiedziała, że rodzic musi podpisać zgodę. Dziewczyna powiedziała, że wszystko rozumie, po czym podała ojcu jakiś dokument i kazała zaczekać na kanapie, jeśli ja chcę przejść przez zabieg sama.
Uspokoiłam tatę i poszłam za dziewczyną do dużego pomieszczenia. W nim było o wiele jaśniej, niż w holu, ale wystrój podobny: na ścianach wisiały zdjęcia. Umeblowanie było bardzo skromne, ponieważ stał tam stół z wszelkimi przyrządami do zabiegów oraz fotel, na którym dziewczyna kazała mi się położyć.
- Poczekaj chwilę, zaraz zawołam Damona i to on zrobi ci kolczyk - uśmiechnęła się. - Odpręż się, wtedy będzie ci łatwiej - mrugnęła do mnie i zniknęła za drzwiami.
Łatwo ci mówić, pomyślałam, ale spróbowałam zastosować się do jej wskazówek.
Parę minut później do pomieszczenia wszedł wytatuowany goryl w czarnej skórze i glanach.
- Cześć - uśmiechnął się, a mnie na moment odjęło mowę, ponieważ miał tak niski głos, iż byłam pewna, że śpiewa w jakimś zespole metalowym.
- Hej - odwzajemniłam gest, kiedy odzyskałam język.
- To będzie twój pierwszy kolczyk? - zapytał i zaczął grzebać przy sprzęcie.
- Tak. I trochę się boję - rozmowa z nim sprawiała, że czułam się trochę bardziej pewnie.
- Nie ma czego - mrugnął do mnie. - Nie robię tego po raz pierwszy, więc masz jakąś gwarancję, że ci nie utnę wargi - zaśmiałam się. - Ten facet na korytarzu to twój tata? - potaknęłam. - Patrzył na mnie, jakby chciał powiedzieć, że już nie żyję.
- Serio? - zaśmiałam się. - Może tylko tak strasznie wygląda. Ale zgodził się na kolczyk, więc pobije cię tylko wtedy, kiedy mnie oszpecisz.
- Przyjmuję wyzwanie - uśmiechnął się szerzej.
Następnie Damon pokazał mi różne kolczyki, abym sobie wybrała; wzięłam srebrną kulkę, gdyż mężczyzna polecił mi ją na początek. Potem kazał mi się wygodnie oprzeć, pozwolił, abym ewentualnie chwyciła poręcz fotela i wtedy się zaczęło.

Wyszłam z pokoju zadowolona i pomachałam Damonowi na pożegnanie.
- Zapraszam do siebie na kolejny - uśmiechnął się, a ja odpowiedziałam, że na pewno jego wybiorę.
Tata patrzył na mnie z otwartymi oczyma. Nie wiedziałam, czy reakcja była negatywna, czy pozytywna. Wolałam jednak poczekać na jego opinię, gdy będziemy w samochodzie. Dziewczynie zza lady zapłacił za zabieg, a także zaproponował, abym wybrała inne kolczyki. Wzięłam jeden - czarną kulkę, który podobał mi się najbardziej. Na koniec usłyszałam od dziewczyny, że wyglądam świetnie. Podziękowałam i wyszliśmy razem z tatą.
Moja warga była opuchnięta, nie mówiłam doskonale, lecz jako tako dawałam sobie radę. Usiadłam na miejscu pasażera i czekałam na to, aż tata się odezwie. Kiedy tego nie zrobił, sama zaczęłam temat.
- I jak?
- Wyglądasz… inaczej. Już nie jak moja słodka córeczka - wyczułam nutkę żalu w jego głosie. - Ale ślicznie ci z tym czymś - uśmiechnął się, a ja pocałowałam go w policzek.
Następnie udaliśmy się do fryzjera, gdzie powróciłam do swojego naturalnego ciemnego brązu, co poszło bardzo łatwo pani fryzjerce. Tata znowu musiał zapłacić, ale stwierdził, że efekt jest powalający. Byłam zadowolona z tego dnia. Teraz tylko czekała mnie nieunikniona rozmowa z Tomem, której bałam się bardziej niż zrobienia kolczyka.
Powiedziałam tacie, aby wysadził mnie w parku przy szkole, ponieważ miałam półtorej godziny do spotkania z chłopakiem i chciałam trochę się przespacerować. Nie opłacało mi się wracać z powrotem do domu, więc ojciec się zgodził i wysadził mnie tam, gdzie chciałam. Czekając, rozmyślałam o tym, co ma nastąpić.

_______________________________________
W kolejnym odcinku wszyscy dowiecie się, co będzie dalej z Carrie i Tomem. Jakieś sugestie?

2 komentarze:

  1. jezuuu, jak ja kocham to opowiadanie. mam nadzieje ze wszystko sie uda, pozdrawiam, buziaki ; *

    OdpowiedzUsuń
  2. niech będzie z Billem<3

    OdpowiedzUsuń