6 września 2013

069

Przez długą chwilę miałam na twarzy uśmiech; to, co usłyszałam od Billa na temat jego brata, wprawiło mnie w stan takiego zadowolenia i euforii, iż czułam, że mogłabym teraz wyruszyć pieszo do Bułgarii jedynie po to, aby przekazać Tomowi, że jest zaproszony do moich dziadków na wieś i że kocham go całym sercem. Jednak nie mogłam za dużo wyobrażać sobie tego wszystkiego, gdyż pozostała mi niedokończona rozmowa z młodszym Kaulitzem, którą trzeba było doprowadzić do końca.
- A czy Tom wspominał ci coś o tym, że może już nic do mnie nie czuje, może chce mnie zostawić…? Cokolwiek dotyczącego naszego związku? - zapytałam z nadzieją. Liczyłam na to, że dowiem się czegoś więcej niż tego, że Tom ma mnie dość i że zastanawia się nad tym, czy aby przypadkiem mnie nie zostawić…
- Mówił tylko, że musi sobie wszystko przemyśleć, a wyjazd do Bułgarii jest w tym przypadku najlepszym wyjściem. Wiem, że nic ci nie powiedział, ale bał się, że gdybyś dowiedziała się wcześniej, to cierpiałabyś bardziej…
- Ech, możliwe - westchnęłam tylko.
- Dobra - spojrzał na zegarek - jest prawie trzecia nad ranem, więc musimy już jechać. Jeszcze oczywiście jutro szkoła… O której będziesz w Berlinie? - zapytał.
- Nie wracam jutro  - spojrzał na mnie zdziwiony, więc mu wytłumaczyłam: - Pisałam Anette w wiadomości, ale pewnie wam nie przeczytała… Wracam dopiero w niedzielę wieczorem. Tata chce tutaj zostać na dłużej, a ja nie mam nic przeciw temu. Nie jestem pewna, czy w poniedziałek pójdę do szkoły…
- Rozumiem. A kiedy masz zamiar porozmawiać z Tomem?
- Nie wiem. Będę musiała ustalić z nim, kiedy on będzie chciał. On wraca w piątek, więc jeszcze sobie trochę ode mnie odpocznie - uśmiechnęłam się słabo.
- Powiesz mu o naszej rozmowie? - zapytał niepewnie.
- A chcesz, bym powiedziała? - nie chciałam i miałam nadzieję, że jego odpowiedź będzie negatywna.
Byłam pewna, że Tom byłby wściekły, kiedy dowiedziałby się, iż rozmawiałam z jego bratem. Ale z drugiej strony, sam nie powiedział mi o tym, co takiego wpłynęło na to, że zastanawiał się nad zerwaniem ze mną. Ale czy wyjazd za granicę, nie uprzedzając mnie o tym, nie był wystarczającym sygnałem na to, że już nie jesteśmy parą?
Powinnam przestać myśleć o nim, jak o moim chłopaku, pomyślałam. Lepiej niech ten związek pójdzie już w zapomnienie, bo nie ma już dla niego żadnych szans.
- Lepiej będzie, jeżeli Tom nie dowie się o tej rozmowie - z zamyślenia wyrwał mnie głos Kaulitza. - Ja też mu nic nie powiem.
- W porządku - odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę samochodu.
Stuknęłam w szybę i Gustav się obudził; wyszedł z auta i stanął naprzeciw mnie.
- Nie ukrywam, że jestem na ciebie zły - powiedział, co mnie zdziwiło. - Tyle czasu cię nie widziałem - wyjaśnił, a mnie zrobiło się jakoś lżej. Chłopak przytulił mnie mocno.
- Wracam dopiero w niedzielę wieczorem, więc zobaczymy się pewnie dopiero we wtorek - wyznałam smutno.
Gustav tylko westchnął głośno, zrezygnowany, jeszcze raz mnie przytulił i wsiadł z powrotem do samochodu. Zobaczyłam Billa, stojącego po drugiej stronie i niepewna, czy dobrze robię, ruszyłam ku niemu.
- Dziękuję, że tutaj przyjechałeś i wyjaśniłeś mi wszystko. To było totalnie szalone, ale dzięki temu wiem, na czym stoję. Przynajmniej częściowo - uśmiechnęłam się do niego.
- Zawsze możesz na mnie liczyć. Nawet, jeżeli wybrałaś mojego brata zamiast mnie - powiedziawszy to, schylił się trochę, pocałował mnie delikatnie w policzek i przytulił.
Pocałunku niemalże nie czułam, za to uścisk był tak mocny, że chwilę nie czułam ramion. Bill chyba zawarł w nim wszelkie uczucia, jakie do mnie żywił.
Pomachałam im na pożegnanie i ruszyłam do domu.

Kolejne dni spędziłam na pomaganiu dziadkowi, tacie, Lucasowi i Cecilli przy robieniu zagrody. Nie czułam się w nastroju do żadnych żartów i tym podobnych rzeczy, przez co chodziłam smutna, zamyślona, jakby nieobecna. Wszystko robiłam automatycznie, a wszelkie próby nawiązania ze mną rozmowy na jakikolwiek temat, trafiały w próżnię i spełzało na niczym. Chciałam wrócić jak najszybciej do Berlina, odbyć z Tomem nieuniknioną rozmowę i wciąż robić wszystko, aby nie płakać, ani nie użalać się nad sobą przez rozstanie z nim. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Z jednej strony czułam ulgę, że Tom w jakiś minimalny sposób się mną interesował, nawet jeśli było to za pośrednictwem brata, a z drugiej nie wiedziałam na czym stoję. To było tak strasznie pokomplikowane, że miałam dość i dałabym wszystko, aby coś w końcu było pewne.
W niedzielę, około osiemnastej, tata nakazał mnie i mamie, abyśmy się spakowały, ponieważ wyruszamy z powrotem do Berlina. Byłam gotowa po półgodzinie i zeszłam na dół, aby zapytać, co mam dalej ze sobą począć.
- Pewnie zjecie kolację i polecicie, co? - zapytała babcia. - Bo bez jedzenia to was nie puszczę. Jeszcze wam przyniosę ze spiżarni jakichś dżemów, bo my mamy tego za dużo. Nawet Lucas wziął trochę dla siebie, prawda? - zwróciła się do niego, a on potaknął. - Chodźcie, dzieciaki ze mną.
Poszliśmy z Lucasem za babcią, nie odzywając się do siebie. Ja wciąż byłam przygnębiona sprawą z Tomem, a on tym, że wyjeżdżam, o czym powiedział mi dnia poprzedniego.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, babcia opowiadała, jak to było kiedyś, kiedy ona przyrządzała ze swoją mamą konfitury, a potem zimą je jadła ze swoim rodzeństwem. Miała chyba z milion słoików poustawianych na półkach, a mnie i Lucasowi dała chyba połowę; ledwie donieśliśmy to do kuchni, aby zapakować to w jakieś kartony, które dziadek przyniósł z garażu.
- Mamo, to za dużo! - jęknął tata.
- Jeśli chcecie, to wam jeszcze przyniosę - powiedziała, jakby nie słysząc sprzeciwów taty.

Godzinę później, Lucas poprosił mnie o ostatni spacer. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie za dużo ostatnio rozmawialiśmy, ale jednak zgodziłam się; szczerze powiedziawszy, to czułam, że będzie mi brakować tych wspólnych przechadzek do lasu, wychodzenia na łąkę, aby poleżeć na trawie i patrzeć się w niebo.
Szliśmy naszą stałą trasą i milczeliśmy. Jednak ta cisza była nieprzyjemna, a napięcie dało się wyczuć na kilometr. Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć…
- Wyjeżdżasz - zaczął pierwszy. - Będzie mi ciebie brakowało.
Nie odezwałam się. Nie potrafiłam ubrać w słowa tego, co chciałam wypowiedzieć. Niby Lucas był tylko znajomym, ale w ciągu tych kilku dni sprawił, że potrafiłam się uśmiechać; zapomniałam o problemach i czułam, że żyję…
- Nie umiem nic odpowiedzieć - rzekłam cicho.
- Miałem nadzieję, że powiesz to samo. Że będziesz tęsknić - uśmiechnął się blado.
Nie wiem, co mną pokierowało…
Stanęłam naprzeciw niego i rzuciłam mu się na szyję, przytulając się do niego najmocniej, jak to było możliwe, starając się go nie udusić. Emocje wypłynęły ode mnie automatycznie, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, ale w głębi duszy szukałam odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie Lucasa chciałam w tym momencie przytulić. Dlaczego nie kogoś z moich przyjaciół? Dlaczego chciałam tutaj zostać i nie wracać do Berlina? Dlaczego tak nagle zaczęłam panicznie bać się rozmowy z Tomem, którą miałam z nim odbyć?
Odsunęłam się od chłopaka ze spuszczoną głową i łzami w oczach, hamując je przed całkowitym spłynięciem po moich policzkach.
- Przepraszam - wyszeptałam. - Nie powinnam.
- Czy wyglądam na kogoś, kto ma do ciebie żal za to, że pokazałaś, że go lubisz? - uśmiechnął się lekko. - Wątpię, więc przytul mnie jeszcze raz i będę mógł powiedzieć, że starczy mi to na tych kilka miesięcy, kiedy nie będziemy się widzieć. Bo obiecałaś, że przyjedziesz tutaj w wakacje, prawda? - zapytał.
- Jasne. Ale wtedy też będzie tutaj mój chłopak - jeśli jeszcze Tom będzie moim chłopakiem, dodałam w myślach.
- Właśnie dlatego chcę, żebyś mnie przytuliła - znowu uścisnęłam go po przyjacielsku, a następnie udaliśmy się z powrotem do domu dziadków.

Wyjechaliśmy około dwudziestej pierwszej, a podróż trwała około trzech godzin. Przez ten czas zastanawiałam się, jakim cudem Bill dotarł z Berlina do Breydin przez dwie, skoro tata, jadąc maksymalnie sto dwadzieścia kilometrów na godzinę, był pod naszym domem godzinę później. Nie chciałam jednak znać odpowiedzi na to pytanie, ponieważ pewnie dowiedziałabym się, że Gustav dostał milion mandatów za: przekroczenie prędkości, przejeżdżanie na czerwonym świetle, przejeżdżanie na pasach i tak dalej. Niech to lepiej pozostanie owiane tajemnicą.
Kiedy weszłam już do swojego pokoju było po północy; rodzice pozwolili mi nie iść do szkoły, więc mogłam położyć się jeszcze później, a nawet zarwać noc. Zorientowałam się, że moja komórka dawno odeszła ze świata żywych, więc podłączyłam ją pod ładowarkę i odczekawszy dziesięć minut, włączyłam ją i sprawdziłam czy ktoś aby nie próbował się do mnie dodzwonić, bądź w jakiś inny sposób skontaktować.
Trzy nieodebrane wiadomości i żadnych połączeń.
Pierwszy SMS był od Anette:

,,Idziesz jutro do szkoły, czy znowu będziesz się lenić?”

Odpisałam od razu, ponieważ nadana została po dziewiętnastej.

,,Nie, nie idę. Przed chwilą wróciłam od dziadków. Planuję zrobić coś szalonego, ale nie powiem co. Wszyscy będziecie mieć niespodziankę.”

Nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale już dawno postanowiłam, że pójdę do fryzjera i zrobię kolczyk. Miałam zamiar działać już w poniedziałek.
Kolejna wiadomość była nadana około dwudziestej i dostałam ją od Gustava, co mnie zdziwiło.

,,Wszystko jest dobrze? Anette jakoś ostatnio nie opowiadała żadnych ekscytujących momentów z Twojego pobytu u dziadków. Wiesz, trochę się martwię, ponieważ jak wtedy rozmawiałaś z Billem, to nie wyglądałaś za dobrze. Odezwij się, jak będziesz mogła.”

,,Jasne, że wszystko jest okay! Musiałam sobie przemyśleć to wszystko kilka razy i może dlatego byłam w słabej formie i nie utrzymywałam z An takiego dobrego kontaktu. Ale jest dobrze, nie martw się o mnie. Twoja wiadomość dodatkowo poprawiła mi nastrój. To miłe, że się przejmujesz, ale naprawdę nie ma czym.”

Zdziwiłam się jeszcze bardziej, gdy dostałam odpowiedź po kilku minutach.

,,Nie powiem - ulżyło mi. Przepraszam, że się tak wtrącam, ale po prostu chciałem wynagrodzić Ci odrobinę to, co było wtedy w lesie…”

,,Przestań się tak przejmować! Już dawno o tym zapomniałam!”

,,Ja nie, ale skoro mówisz, że wszystko dobrze, to niech będzie, że to zaakceptuję. Miłych snów!”

,,Dziękuję za wszystko, Gust! Dobranoc.”

Ostatnia wiadomość zdziwiła mnie jeszcze bardziej i wprawiła moje serce w euforię, a przynajmniej w dziwny stan tak, że zaczęło łomotać jak szalone. Mimo, że jeszcze jej nie otworzyłam i nie przeczytałam treści, to ręce mi drżały.


______________________________________
Tego, jaką wiadomość dostała Carrie i od kogo dowiecie się w kolejnym odcinku. A może macie jakieś pomysły, od kogo to mogło być?

1 komentarz:

  1. Pierwsza !, chyba. (anonimek jako pierwszy zawsze spoko ; ))
    jezuuu jak ja kocham to opowiadanie bym moga ciagle czytac i czytam, mam nadzieje ze to sms od Toma i ze jej pisze ze ja kocha i wgl. mam nadzieje ze dlugo nie bedziesz kazala nam czekać na nexta ; D buziaki ; *

    OdpowiedzUsuń