21 sierpnia 2013

067

Odcinek miałam dodać jutro, albo jeszcze kiedy indziej, jednak doszłam do wniosku, że skoro to już ten moment, na który wszyscy czekaliśmy (łącznie ze mną), to trzeba przyspieszyć publikację. Już od kolejnego odcinka wraca normalna fabuła i opowiadanie będzie można nazwać FFTH.
_________________

Siostra!
- Miło mi cię poznać - uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie rękę, którą uścisnęłam.
- Mnie również. Lucas nic mi nie mówił, że ma siostrę studiującą prawo - powiedziałam.
Zrobiło mi się lżej na sercu…
- Widocznie zapomniał o starej Cecilii - zrobiła smutną minę. - Zapamiętam to sobie - spojrzała gniewnie na brata.
- Przepraszam, przepraszam! - uniósł ręce w geście obrony. - Wyleciało mi z głowy, znamy się zbyt krótko.
- A ty jesteś jego dziewczyną, tak? No, no, bracie, zaszalałeś - Cecilia poklepała go po plecach, a on jedynie pokręcił głową, nie odzywając się. Ja też nie wiedziałam, co powiedzieć. - A… och… nie… wy nie jesteście parą… No to teraz powiedziałam! - była totalnie zażenowana, bardziej niż ja i Lucas razem.
- Nic się nie stało - próbowałam ratować sytuację.
- Pewnie się tylko przyjaźnicie, a ja was tylko wprowadziłam w głupią sytuację. Mogłam o to spytać samego Lucasa, kiedy bylibyśmy sam na sam… Tak mi głupio…
Na szczęście mama obojga przyszła na ratunek i zagoniła nas wszystkich na altanę, żeby napić się herbaty na świeżym powietrzu, skoro na dworze było ponad dwadzieścia stopni. Zarówno ja, jak i dwójka rodzeństwa, chcieliśmy jej pomóc w przygotowaniu napoju, jednak ona stanowczo odmówiła, toteż we trójkę poszliśmy pod altanę i zaczęliśmy rozmawiać. Cecilia opowiadała o swoim studiowaniu w Berlinie oraz o tym, że przez ostatnie dwa lata była w Hiszpanii, gdzie dokształcała się w zakresie prawa, a teraz może pochwalić się certyfikatem międzynarodowym, który głosił, że ma prawo do przyjmowania klientów nawet z zagranicy. Cecilia była prawnikiem do spraw finansowych, jednak mówiła, że marzy jej się bycie sędzią.
- Z tym jeszcze muszę poczekać kilka lat - zaśmiała się. - Mam dopiero dwadzieścia cztery, więc jeszcze mam czas na dokształcanie się.
Nie wyglądała na tyle lat. Myślałam, że ma jakieś dwadzieścia, albo dwadzieścia jeden. Zapewne opalenizna, jaką nabyła w Hiszpanii nadawała jej młodszy wygląd.
Rozmowa toczyła nam się przez jakieś trzy godziny. Wtedy to Lucas powiedział, że musi iść do moich dziadków, aby im pomóc.
- Idę z wami - powiedziała Cecilia, kiedy obydwoje wstaliśmy i chcieliśmy się pożegnać. Te słowa trochę mnie zdziwiły.
- Nie będziesz chyba szła, żeby patrzeć jak dajemy pasze zwierzętom - zaśmiałam się.
- A kto powiedział, że będę patrzeć?

Widok Cecilii w spodenkach ogrodniczkach i koszulce oraz trampkach totalnie mnie zdziwił. Zdecydowanie wyobrażałam ją sobie w sukniach, szpilkach i rozpuszczonych włosach, a nie takim stroju i końskim ogonie, a także bez makijażu. To była całkowita niespodzianka.
Jednak w jeszcze większe zdziwienie i szok wpadłam wtedy, gdy przywitała się z moimi dziadkami jak z własnymi, po czym sama poszła do szopy i nałożyła kalosze.
- Twoja siostra potrafi zadziwić - powiedziałam do Lucasa.
- O tak - potwierdził. - Ale ona zawsze miała dobry kontakt z twoimi dziadkami. Kiedy jeszcze mieszkała w Breydin pomagaliśmy im we dwoje. Potem wyjechała i przychodziłem sam. Teraz, kiedy zostanie tutaj na dłużej to pewnie będzie pomagać ojcu w sklepie, bo ostatnio cieszy się dużą ilością klientów i nie zawsze daje sobie radę sam - wytłumaczył.
- Dlaczego właściwie im pomagacie? Przecież nie musicie tego robić - zapytałam, ponieważ nie dawało mi to spokoju.
- Kiedy raz twoja babcia zachorowała na grypę w zimie, co było dość dawno, to mama ją odwiedzała i pomagała twojemu dziadkowi w takich prostych rzeczach. Sam zacząłem z nią przychodzić i wtedy również pomagałem; najbardziej przy zwierzętach. A potem, gdy babcia wróciła do zdrowia, robiłem i robią to dla przyjemności w dalszym ciągu.
- To miłe z twojej strony - posłałam mu uśmiech, a potem udaliśmy się za Cecilią, która wydawała się być w swoim żywiole, kiedy próbowała wydoić krowę.

Około osiemnastej Lucas z Cecilią pożegnali się z nami i wrócili do siebie do domu. Tata jeszcze oznajmił im, że jeśli chcą, to jutro z samego rana dziadek przywiezie deski z tartaku i będziemy zaczynać robić zagrodę. Obydwoje powiedzieli, że będą na pewno, co bardzo mnie ucieszyło. Naprawdę polubiłam obydwoje i chciałam spędzać z nimi jak najwięcej czasu.
Gdy wyszli, tata zawołał wszystkich na rozmowę do kuchni. Powiedział, że to bardzo ważna sprawa i każdy musi usłyszeć to, co on ma do powiedzenia.
- Zostaniemy  tu jeszcze do końca tygodnia - oznajmił, co mnie bardzo ucieszyło. - Dostałem telefon z pracy, że mogę wziąć zaległy urlop, ponieważ w firmie i tak nie dzieje się teraz zbyt wiele, więc skorzystam z tego i spędzę trochę czasu z wami. Melanie też nie ma nic do roboty siedząc w domu, a Carrie jakoś się zwolni z zajęć. Przecież wiele nie straci nie idąc trzy dni do szkoły. Do Berlina wrócimy w niedzielę i będzie to najlepsze rozwiązanie. Co wy na to? - zapytał mnie i mamę.
- Ja jestem za - powiedziałam od razu. Ulżyło mi, że nie będę musiała chodzić do szkoły, gdy Toma w niej będzie. On prawdopodobnie wracał z Bułgarii w sobotę rano; przynajmniej taką wiadomość dostałam od Billa.
Muszę jeszcze zapytać go, kiedy dokładnie wraca jego brat, pomyślałam i zdecydowałam, że gdy tylko będę sama, napiszę wiadomość do Kaulitza.
- To ustalone - mama również była zadowolona.
Zjedliśmy kolacje całą rodziną, dyskutując o różnych sprawach, a potem ja udałam się do łazienki, by się odświeżyć, a następnie, grubo po dwudziestej pierwszej, do swojego pokoju. Wzięłam komórkę, sprawdzając, czy nie mam żadnych wiadomości i, ku mojemu zdziwieniu, miałam jedną. Była od Toma.

,,Kiedy wracasz z Breydin?”

,,W niedzielę wieczorem. A co Cię tak nagle zaczęło interesować?”

Nie dostałam odpowiedzi, tylko chwilę później chłopak do mnie zadzwonił.
- Miałaś wrócić jutro - powiedział chłodnym głosem, nawet się nie witając.
- Wyszło inaczej - miałam nadzieję, że mój ton był równie zimny jak jego. Jednak nie mogłam ukryć radości, jaką sprawiała mi ta rozmowa. Nawet jeśli nie była przepełniona uczuciem.
- Dlaczego?
- Ojciec wziął urlop. A ty kiedy wracasz z Bułgarii?
- W piątek wieczorem. Miałem w sobotę, ale wyrobię się wcześniej - mówił już inaczej. Jakby… jakby mu zależało.
- Po co właściwie dzwonisz? I dlaczego do tej pory się nie odezwałeś? - zdołałam z siebie wydusić, ponieważ łzy nabiegły mi do oczu. Nagle zapragnęłam być przy nim. Czuć zapach jego perfum, wtulić się w jego miękką bluzę, poczuć dotyk jego dłoni splatającej się z moją…
- Nie mogłem wcześniej. Teraz dopiero mam chwilę wolnego czasu. Kurs jest naprawdę ciężki…
- Podoba ci się tam?
- Bardzo. Tu są niesamowicie ludzie; świetna zabawa i nauczyłem się tak dużo… Tu można łatwiej dostać się do szkoły muzycznej niż w Niemczech. Ale chciałbym już wrócić. Chciałbym z tobą porozmawiać… - serce zabiło mi mocniej.
- O czym? - szepnęłam.
- O nas. Chyba powinniśmy coś w końcu ustalić. Rozmawiałem o wszystkim z Billem, mam nadzieję, że nie jesteś o to zła, ponieważ to mój brat. Pozwolił mi się wygadać i razem wszystko przeanalizowaliśmy. Dowiedziałem się też czegoś, kiedy byłem jeszcze w Niemczech, a tego raczej powinienem dowiedzieć się od ciebie, a nie od B... nie od innych - w ostatniej chwili się poprawił, jednak ja wiedziałam chyba, co jest grane. - Jednak to nie jest rozmowa na telefon. Przemyślałem wszystko dokładnie i musimy o tym porozmawiać w cztery oczy.
- Tom, proszę cię… - już nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. - Tom, kocham cię i nie wiem, co się między nami popsuło. To z mojej winy, sam przecież powiedziałeś… Ale ja chcę to naprawić. Proszę, pozwól mi na to… - nie odezwał się. - Tom… - wyłam do słuchawki jak bóbr.
- Nie utrudniaj mi tego - głos mu się załamał, ale po chwili już się uspokoił. - Muszę kończyć - usłyszałam głos w głębi słuchawki, który wołał go po imieniu, aby kładł się już spać. - Jutro wcześnie wstaję, a jeszcze chciałbym pograć… Dobranoc, Carrie.
- Dobranoc, Tom.
Rozłączył się po dłuższej chwili, w której ja nasłuchiwałam jego oddechu i przypominałam, jak kilka sekund temu wypowiedział ostatnie zdanie, życząc mi dobrej nocy. Powiedział to z taką czułością… Albo mi się wydawało. Jednak byłam pewna, iż wypowiedział to innym tonem niż ten, jakim ze mną rozmawiał.
Po raz kolejny byłam w rozsypce po rozmowie z chłopakiem. Miałam jednak stuprocentową pewność, że coś, czego Tom się dowiedział, wiedział to od Billa. Przecież urwał po tym, jak wypowiedział pierwszą literę jego imienia. Zastanawiało mnie jedynie to, co takiego Kaulitz mógł powiedzieć swojemu bratu. Musiałam się tego dowiedzieć, więc wysłałam mu wiadomość:

,,Dzwonił do mnie Tom. Zapewne wiesz wszystko, co wydarzyło się ostatnimi czasy między nami, ponieważ Twój brat mi o tym powiedział. Nie wiem, o czym z nim rozmawiałeś, ale wiem na sto procent, że czegoś się od Ciebie dowiedział. Jeśli czegoś, co zadecydowało o tym, że chce ze mną porozmawiać, to proszę, powiedz mi, co takiego mu powiedziałeś.“

Była dwudziesta trzecia, kiedy wysłałam do Billa wiadomość, a odpowiedź dostałam dwadzieścia minut później.

,,Carrie, przepraszam! Wiem, że nie powinienem nic mówić, ale wygadałem się zupełnie niechcący! Nie chciałem tego, naprawdę! Przepraszam!”

Przeraziłam się nie na żarty! Wysłałam mu jeszcze jednego esemesa:

,,O co chodzi, do jasnej cholery?! Co mu powiedziałeś?!”

Nie dostałam odpowiedzi, tylko w zamian za to, Bill do mnie oddzwonił.

_______________________________________
Co takiego Bill zdradził bratu, a co zadecyduje o związku głównej bohaterki ze starszym bliźniakiem, dowiecie się w następnym rozdziale.

1 komentarz:

  1. Ej Billu Billu...ty nie umiesz trzymać języka za zębami, co...?
    Nienawidzę czekać na rozdziały -.- Szczególnie Twoje, bo to opowiadanie wciąga ;) Nie mogę się doczekać :D
    ~Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń