15 sierpnia 2013

066

Pytanie do Was, zanim przeczytacie odcinek: czy byłby ktoś zainteresowany czytaniem mojego nowego opowiadania? Pierwszy odcinek pojawi się w sobotę lub niedzielę na: http://in-your-fantasy.blogspot.com/. Informację umieszczę na Facebooku w grupie FFTH: grupa. Jeśli ktoś chce, niech się dowiaduje. Pod pierwszym odcinkiem będę prosiła o pozostawienie do siebie jakiegoś kontaktu i informować będę tylko wtedy, gdy dostanę potwierdzenie. Więcej informacji na blogu.
____________________

Jego gest wprowadził mnie automatycznie we wzmożoną czujność. Moja ręka była sztywna, jego - przeciwnie. Obejmowała całą moją dłoń, jakby była idealnie stworzona do dłoni Lucasa. Znaliśmy się dopiero od kilku dni, a on już trzymał mnie za rękę i prowadził do swojego domu, aby przedstawić mnie swojej mamie. To było dziwne, więc zatrzymałam się gwałtownie tak, że chłopak prawie się przewrócił, spojrzałam na niego i zadecydowałam wyjaśnić z nim wszystko raz na zawsze, aby nic się między nami niechcianego nie wydarzyło. Puściłam jego rękę, a on spojrzał na mnie zdziwiony, jakby pytając o co chodzi. Postanowiłam mu wyjaśnić.
- Posłuchaj, może nie wyraziłam się zbyt jasno, może ty coś opacznie zrozumiałeś, może się teraz wygłupię, bo może to ja czegoś nie pojmuję, czym ty się kierujesz. Ale powiem ci jeszcze raz, żeby nie było żadnych niejasności w naszych relacjach. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że ty się spieszysz, ale naprawdę musimy sobie wszystko wyjaśnić, bo potem mogę nie mieć na to odwagi - wzięłam głęboki oddech i zabrałam znowu głos, zanim Lucas mi przerwał. - Mam chłopaka, ma na imię Tom i jest w moim wieku. Chodzimy razem do klasy. On jest teraz w Bułgarii, więc nie mógł ze mną przyjechać, a to, że jest trochę źle między nami nic nie znaczy, bo go naprawdę kocham. Jeśli coś się między nami popsuje, albo moje uczucie do niego wygaśnie, wtedy będę się mogła zastanawiać nad znalezieniem innego. Może to będziesz ty, może kto inny, ale na razie nie dopuszczam do tego myśli. Może i Tom nie odezwał się do mnie ani razu od czasu, kiedy wyjechał, ale tłumaczę to sobie tym, że albo tutaj nie ma zasięgu, albo on nie ma na to czasu. W każdym razie: nie szukam chłopaka - skończyłam i odetchnęłam po raz kolejny, aby pozbyć się emocji.
Lucas patrzył na mnie, tym razem poważnym wzrokiem, bez cienia uśmiechu na twarzy i kilka chwil trwało, zanim odpowiedział. 
- Rozumiem. Nie ukrywam, że mi się nie podobasz, bo jesteś bardzo piękną kobietą i chciałbym być na miejscu tego Toma, którego tak bardzo kochasz. Jednak lubię cię i szanuję, nie mam zamiaru rozbijać waszego związku, ale chciałbym, aby nasza znajomość nie poszła w zapomnienie, kiedy stąd wyjedziesz. Chciałbym mieć z tobą kontakt, nie to co twój chłopak, który nie wysłał ci nawet wiadomości. Nie wiem, co się między wami wydarzyło, nie chcę się między was wtrącać. Chciałbym jednak spędzać z tobą jak najwięcej czasu. Nie dlatego, żeby odbić cię twojemu chłopakowi, ale dlatego, że lubię spędzać z tobą czas. Masz charakter, jaki chciałbym, aby miała moja dziewczyna i… kurde, podobasz mi się. Ale oczywiście nie zamierzam się między was wtrącać - powtórzył. 
Jego słowa wywarły na mnie takie wrażenie, że aż zaniemówiłam; nie wiedziałam, co miałabym odpowiedzieć, co zrobić… To było jak grom z jasnego nieba. Spodziewałam się, że mnie wyśmieje, że mam jakieś mylne wrażenie, że on chciałby być jedynie moim przyjacielem, a tutaj… zaskoczył mnie, mówiąc, iż chciałby się znaleźć na miejscu Toma…
- To teraz nieźle mnie zaskoczyłeś - usłyszałam swój głos. - Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Też cię lubię, miło spędzam z tobą czas i urozmaicasz mi ten czas tutaj. Miałam się wyciszyć, a tu proszę, znalazłeś się ty i od razu milej mi się tutaj siedzi i jest w ogóle co robić. Przecież dzisiejsze pieczenie ciasta było chyba najlepszym, co mogłam robić tutaj. Nie nadaję się do pracy w gospodarstwie, a ty zamieniasz to w niezłą zabawę… Jesteś po prostu idealnym przyjacielem - uśmiechnęłam się lekko, mając nadzieję, że to jakoś osłodzi mu wyjście, jakie ostrożnie mu proponowałam.
- Jeśli mamy być przyjaciółmi, to… - zawahał się, a ja się przeżegnałam w duchu, przepraszając równocześnie dziadków za to, że pozbawiłam ich pomocy; Lucas na pewno nie chciałby pracować w miejscu, które przypominałoby mu o nieszczęśliwej miłości… - Zgadzam się - zaśmiał się.

Stojąc pod bramą domu Lucasa pilnowałam, aby nie otworzyć ust z wrażenia. To nie była zwykła wiejska chatka, jak sobie wyobrażałam z tego, co mówił chłopak. A mówił, że to skromny domek z ogródkiem z kwiatkami i sadem jakieś pięćset metrów za domem. To była ogromna willa, chyba dwupiętrowa, wykonana z ciemnobrązowych bali, wyglądem trochę przypominająca dom dziadków; obok garaż na trzy samochody. Ogródek nie był ogródkiem, a wielgachnym ogrodem z mnóstwem kwiatów przy ogrodzeniu i wielką huśtawką, chyba czteroosobową, umieszczoną w cieniu wielkiego dębu. Do tego altana na jakieś dwadzieścia osób z meblami ogrodowymi. Wnioskując po wyglądzie podwórka z przodu, sad pewnie miał milion hektarów powierzchni.
- To ma być domek? - zapytałam, wciąż wytrzeszczając oczy ze zdumienia.
- Może przesadziłem trochę w opisywaniu, ale przecież niedużo się pomyliłem - uśmiechnął się przepraszająco.
- Trochę się pomyliłeś… - powtórzyłam automatycznie.
- Zamiast powtarzać po mnie każde zdanie, lepiej chodźmy do środka - ponaglił mnie i otworzył mi furtkę, przez którą przeszliśmy i zmierzając chodnikiem z białej kostki, dotarliśmy do drzwi, które też otworzył przede mną Lucas. - Jesteśmy! - krzyknął, aż echo poniosło jego głos w wielkie wnętrze domu.
Było tutaj tak przytulnie i pięknie. Niemal jak w willi Kaulitzów w Berlinie, chociaż obydwa domy można byłoby ze sobą porównywać. Całe wnętrze było w kolorach pastelowych, żadnej czerni, czy czerwieni lub innych mocnych barw; dlatego w środku było jasno. 
- Nikogo chyba nie ma - mruknął pod nosem. - Chodźmy do salonu - powiedział i poszedł prosto, a następnie w lewo, a ja potulnie za nim.
W salonie także było bardzo jasno, ale nie to przykuło moją uwagę i zamurowało na kilka porządnych sekund. Kiedy tylko Lucas przekroczył próg pomieszczenia, a ja za nim, zobaczyłam tam kobietę w wieku mojej mamy, albo trochę starszą oraz młodą dziewczynę, może w wieku dwudziestu dwóch lat. Ta młodsza podeszła do Lucasa i powiedziała:
- Witaj - i uśmiechnęła się najszerzej, jak tylko się dało, po czym rzuciła się chłopakowi na szyję.
Ten natomiast, na początku zdezorientowany, potem objął ją w pasie i podniósłszy do góry, obrócił się z nią kilka razy wokół własnej osi. Widok ten, kompletnie zmącił mi wszelkie myśli i nie wiedziałam, co mam sądzić o tym, co widziałam na własne oczy.
Kiedy para już przestała tak ostentacyjnie witać się, jakby po długim niewidzeniu się, wtedy Lucas spojrzał na starszą kobietę, która zapewne była jego mamą i zwrócił się do niej, trochę pretensjonalnie:
- To ta ważna sprawa? 
- A co, nie? Przecież nie widzieliście się od ponad roku! - mama Lucasa miała łzy w oczach. - Musiałam do ciebie zatelefonować i przepraszam, że wam przerwałam spacer - tu spojrzała na mnie. - Ty jesteś pewnie tą wnuczką sąsiadów? - miała taki sam uśmiech jak jej syn.
- Tak, miło mi panią poznać. Ale chyba już pójdę, bo pewnie przeszkadzam - odrzekłam trochę zakłopotana i z mieszanymi uczuciami.
Przecież Lucas mówił, że nie ma dziewczyny. Tylko wspominał, że ma jakąś tam na oku, ale nic więcej nie ma między nimi. To skąd ta dziewczyna, z którą się tak obściskiwał w jego własnym salonie przy jego własnej matce i przy jego własnej koleżance, która mu się podoba, a do czego sam się przyznał kilkanaście minut przed owym obściskiwaniem się? Zrobiło mi się trochę dziwnie i chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść. A może to nie była dziewczyna, a żona, o której mi nic nie powiedział? No gdzie żona! Przecież on był zaledwie parę lat starszy ode mnie! Nie mógł mieć już żony!…
- Na pewno nigdzie nie pójdziesz! - usłyszałam głos mamy Lucasa, który wytrącił mnie z rozmyślań. - Lucas tak wiele mi o tobie opowiadał, że muszę sama cię o wiele rzeczy wypytać - znowu ten uśmiech, który już działał mi na nerwy.
A jak musiał się ożenić, bo wpadł i miał z tą dziewczyną dziecko? Nie, to nie była dziewczyna. Wyglądała tak dojrzale. I była piękna. Miała długie, opalone nogi, smukłą talię i ładne piersi. Do tego długie, blond włosy, opadające grubymi falami na jej smukłe ramiona. Była szczupła, ale niezbyt chuda; jej figura była wręcz figurą modelki. 
- Aż się boję, co on na mnie naopowiadał - posłałam mu wymuszony uśmiech. Byłam na niego wściekła.
Kobieta stojąca koło Lucasa - blond piękność - miała na sobie niebieską spódnicę nad kolana, beżową koszulę i tego samego koloru szpilki o wysokości chyba piętnastu centymetrów. W tych butach była równa wzrostem z chłopakiem, a ode mnie o pół głowy wyższa.
- Nic takiego, naprawdę - nienawidziłam już tego wyrazu twarzy, z jakim wciąż na mnie patrzył!
- Doprawdy? - matka posłała mu zdziwione spojrzenie. - A to, że chciała z wami jechać do lasu, na ścinkę drzew, to nic takiego?
Poczułam, że czerwienieję na twarzy. Chyba poczułam wstyd, wobec tej piękności…
- To przecież nic takiego - powiedziałam cicho, ale nie spuszczałam w dół głowy na znak, że mnie zawstydziła. 
Wolałabym chyba umrzeć, niż mieć świadomość, że ta dziewczyna widzi mnie, jak matka kolegi mnie upokarza. Ale przecież pomaganie dziadkom nie było niczym wstydliwym! Co ja w ogóle sobie myślę!
I dlaczego jestem zazdrosna?!
- Och, nie bądź taka skromna - znowu odezwała się pani Shermann. - Przecież przyjechałaś z Berlina, ze stolicy, a tutaj taka mała wioska. Naprawdę nie pomyślałabym, że dziewczyna z miasta będzie miała takie chęci do pracy! To przecież niespotykane!
- Pochodzisz z Berlina? - głos blond piękności zmusił mnie, aby spojrzała jej prosto w zielone oczy. Swoją drogą oczy też miała piękne. I uśmiech też… - Studiowałam tam prawo.
- Tak, tam się urodziłam i teraz wciąż mieszkam - odpowiedziałam na pytanie, po czym dodałam coś, co pierwsze przyszło mi na myśl, aby nie wyjść na głupka, który nie umie się zachować w towarzystwie: - Udało ci się je ukończyć?
- Owszem, mogę się nawet pochwalić tytułem magistra - powiedziała z udawaną wyższością.
Kurczę, jest bardzo miła!, pomyślałam. Jeśli jest w jakiś sposób związana z Lucasem, jest jego dziewczyną, żoną, byłą żoną, czy nawet matką jego dziecka, to powinien się zastanowić, czy to ona nie jest tą jego wymarzoną dziewczyną.
Kiedy to powiedziała, uśmiechnęła się po raz kolejny, a mnie samej wypłynął na usta szczery uśmiech. 
Cholera! Lubię ją! Pierwsze wrażenie, jak najbardziej pozytywne!
- Lucas, ty głuptasie! - krzyknęła nagle pani Shermann. - Dlaczego ich sobie nie przedstawisz?! Jaki ty jesteś niewychowany!
- Boże, przepraszam was najmocniej! - powiedział zakłopotany. - To jest Carrie - wskazał na mnie. - A to Cecilia, moja starsza, siostra.

_______________________________________
Wahałam się między tym, aby Lucas nie miał w domu gościa w postaci byłej dziewczyny, ale zdecydowałam się w końcu na siostrę. 
Mam nadzieję, że odcinek się podobał. 

3 komentarze:

  1. Teraz Carrie mnie powaliła po prostu... "Jeśli coś się między nami popsuje, albo moje uczucie do niego wygaśnie, wtedy będę się mogła zastanawiać nad znalezieniem innego. Może to będziesz ty, może kto inny" Co to wgl ma być za tekst ;O Gdybym coś takiego usłyszała na miejscu Lucasa, nie uwierzyłabym w jej miłość do Toma. Carrie zdecydowanie jest słaba w stawianiu spraw jasno :D Chyba, że może wcale nie chciała, aby było do końca jasno. Tak, ten tekst mnie najbardziej poruszył i nic więcej nie napiszę xD A co do opowiadania to oczywiście uważam to za dobry pomysł :) Jeśli masz wenę i chęci to jak najbardziej! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurcze, szok! Na mysl mi nie przyszlo, ze ona moze byc jego siostra! I jeszcze dalas jej imie, ktore lubie ;p Niech ten Tom sie odezwie, bo predzej czy pozniej ten Lucas i tak mu sprzatnie Carrie sprzed nosa ;/
    obstawiam, ze moze do setki dociagniesz xd

    Little

    OdpowiedzUsuń
  3. Trolololo, na streszczeniach, ale zajechałam aż tu! :D teraz postaram się być na bieżąco... A przynajmniej nie mieć aż takich zaległości jak 25 odcinków ;-)Pozdrawiam i życzę weny! ♥

    OdpowiedzUsuń