8 sierpnia 2013

065

Myślałam, że już nie uda mi się wstawić tego odcinka dzisiaj, a dopiero w sobotę lub niedzielę, ponieważ mam problemy ze sobą i komputerem. Jednak, ku mej uciesze, dałam radę wejść i coś tutaj wstawiam.
____________________

Dość długo czekałam na reakcję chłopaka. Rozumiałam jego wahanie i niepewność, która aż biła od jego osoby. Przecież zupełnie obca dziewczyna proponowała mu, aby przyjechał do niej na kilka dni na wakacje! Nie wiem, dlaczego w ogóle zaproponowałam mu takie coś! Byłam po prostu idiotką, ponieważ inaczej tego nazwać nie było można.
Wreszcie Lucas się odezwał:
- Wiesz, ja zawsze bardzo chętnie przyjechałbym do ciebie, aby spędzić z tobą więcej czasu, ponieważ bardzo cię lubię i szczerze mi się podobasz, ale wątpię, czy twoi rodzice wyraziliby na to zgodę - mimo wszystko, uśmiechnął się do mnie, a w połączeniu ze słowami, jakie wypowiedział, sprawiło, że oblała mnie fala gorąca i byłam pewna, że się zarumieniłam.
Czułam wstyd, że to powiedziałam, jednak już po chwili byłam pewna, że zrobiłam dobrze. Chciałam, aby Lucas do mnie przyjechał i byłam gotowa namówić rodziców na to, iż ta decyzja jest dobra. W końcu rodzice znali tego chłopaka; pomagał dziadkom w gospodarstwie, był miły, solidny i uczynny. A to chyba najważniejsze.
- Przekonam rodziców - zapewniłam. - I możesz być pewien, że zobaczymy się w te wakacje.

Kiedy już zrobiłam chyba z milion zdjęć wszystkim zwierzętom, zaproponowałam Lucasowi gorącą herbatę w moim pokoju przy laptopie, z którego będę wysyłała Anette fotografie. Chłopak chętnie przystał na moją propozycję i już po kilku minutach siedzieliśmy  w moim pokoju, popijając gorący napój i siedząc na moim łóżku.
- Po co twojej przyjaciółce zdjęcia tych wszystkich zwierząt? Ona też się interesuje weterynarią, czy po prostu jest dziwna? - zapytał, gdy przesyłałam zdjęcia z aparatu na laptopa.
- Co ty - zaśmiałam się. - Anette po prostu lubi zwierzęta. Podobnie jak ja, nigdy nie widziała na wsi koni czy krów, a bardzo chciałabym zobaczyć je na żywo. Wiadomość o tym, że nadarzyła mi się okazja do spędzenia kilku dni na wsi, bardzo ją ucieszyła i sama chciałaby być na moim miejscu.
- Czyli jest trochę nienormalna - powtórzył.
- Można to tak ująć - ponownie się zaśmiałam.
Przez ten czas, kiedy ja pisałam wiadomość do przyjaciółki, Lucas przeglądał moje rzeczy, których zbyt wiele ze sobą nie przywiozłam. Mogłabym przysiąc, że nie chciał być wścibski i czytać tego, co miałam do napisania.

,,Obiecane fotki!
Oczywiści przepraszam, że tak długo nie dawałam Ci odpowiedzi, mimo, iż wiadomość od Ciebie przeczytałam już wczoraj, ale nie miałam okazji, aby posiedzieć trochę przy laptopie. 
Wątpię, czy przejadę się jeszcze na koniu podczas mojego pobytu tutaj. Nie ma na to czasu, gdyż dziadek planuje budowę zagrody dla zwierząt na łące i Lucas jest przez to bardzo zajęty. Właśnie siedzimy razem w moim pokoju u dziadków, pijemy gorącą herbatę (na dworze pada) i rozmawiamy sobie o wszystkim. Lubię tego chłopaka i zaprosiłam go nawet do siebie na wakacje. Powiedział, że przyjmuje zaproszenie, ale ma wątpliwości, ponieważ jest zupełnie obcą osobą, która nie powinna ładować się do cudzego życia. Doceniam to, ale przecież zaproszenia nie odwołam. A naprawdę chciałabym spędzić z nim więcej czasu niż po kilka godzin dziennie. To zdecydowanie za mało, aby się lepiej poznać.
Jeśli Tom mówił, że jest dobrze, to pewnie tak jest. Ja mam mieszane uczucia. Do mnie nie telefonował, nawet sprawdzałam czy nie mam wiadomości głosowych, lecz w mojej skrzynce jest pusto. Maili też do mnie nie pisze, więc zwalam to na jego brak czasu. Nie musisz się oczywiście martwić. Nie poćwiartuję go za to, że nie ma czasu do mnie zadzwonić, albo w jakikolwiek inny sposób się ze mną skontaktować! To nie jest koniec świata!
Ściskam Was wszystkich mocno!

xoxo

PS: Możliwe, że mój pobyt tutaj znacznie się przedłuży. Tata chce pomóc dziadkowi w budowie tej zagrody, więc mnie samej z mamą nie zostawi. Nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że miałaby mnie ominąć zabawa z młotkiem i gwoźdźmi! Jeszcze dam Ci znać, kiedy wracam.”

Wysłałam wiadomość i zwróciłam się do Lucasa:
- Czy byłaby ewentualna możliwość jeżdżenia tutaj na koniu?
Chłopak odwrócił się zapytany i na powrót zajął miejsce koło mnie, dostrzegając, że już nie jestem zajęta odpisywaniem na wiadomość.
- Jeśli masz na myśli Shadowa, to myślę, że można byłoby go dosiąść. Twój dziadek opowiadał mi, że kiedyś bardzo często użyczał go letnikom, którzy chcieli trochę pojeździć.
- To naprawdę super! Chciałabym się na nim przejechać kiedyś - powiedziałam rozmarzonym tonem.
- To przy najbliższej okazji osiodłamy go i wyruszymy na krótką przejażdżkę - obiecał.
- A ty umiesz jeździć konno? - zdziwiłam się. On umiał tak wiele rzeczy, że już nie byłam pewna, czy to jedna osoba, czy może mam do czynienia z dwoma braćmi bliźniakami.
- Umiem. I to chyba nawet dobrze - uśmiechnął się.
Po krótkim zastanowieniu powiedziałam:
- Jest jakaś rzecz, której nie umiesz zrobić?
Kiedy się tak zastanawiał, sama domyśliłam się, jaka będzie odpowiedź. Ten chłopak umiał wszystko i był w tym wszystkim bardzo dobry.
- Nie umiem upiec szarlotki - powiedział w końcu, na co zaśmiałam się głośno, nie mogąc się już powstrzymać.
Kiedy się wreszcie uspokoiłam i otarłam łzy z kącików oczu, spojrzałam na niego.
- Ze wszystkich możliwych rzeczy do wyboru, nawet tych najtrudniejszych i najbardziej niemożliwych do zrealizowania, ty wybierasz akurat niemożność upieczenia ciasta? - jego reakcją było wzruszenie ramionami. - No tak, przecież jesteś mężczyzną, dla którego kuchnia jest tylko miejscem do spożywania posiłków.
- Nie bądź niemiła - prychnął. - Zadaniem każdego mężczyzny jest wykonywanie wszelkich prac domowych, na ogół ciężkich, których kobieta wykonać nie może. Są one dla niej zwyczajnie zbyt ciężkie. Powinnaś najpierw docenić to, co robię, a dopiero po zastanowieniu się odpowiedzieć, że robienie ciasta nie leży zwyczajnie w naturze mężczyzn.
Jego filozofowanie ponownie wprawiło mnie w rozbawienie. Jednak już nie chcąc go bardziej denerwować, a tym samym, nie chcąc dostać kolejnej pouczającej lekcji, o tym, jaki ciężki żywot ma mężczyzna, odpowiedziałam propozycją nauczenia go robienia szarlotki. Mimo, iż sama nie byłam wybitną kucharką. Dobra, w ogóle nie miałam talentu kulinarnego, ale przecież w domu były jeszcze dwie dorosłe kobiety, które zawsze ewentualnie oferowałyby jakąś pomoc.
- Nauczę cię robić to ciasto - oznajmiłam stanowczo.
- Nie wiem, czy to taki dobry pomysł.
Już kierowaliśmy się do kuchni, więc nie było żadnej możliwości ucieczki.
- Za późno - powiedziałam tylko i podałam mu fartuszek.

Kiedy przygotowywaliśmy, a raczej próbowaliśmy przygotować ciasto, babcia zlitowała się nad nami i zaoferowała swoją pomoc. Po kilku żmudnych godzinach ciasto było gotowe i w całym domu roznosił się zapach świeżo upieczonej szarlotki. Mimo sprzeciwów babci, która groziła, że jeśli spróbujemy ciepłego, będą nas bolały brzuchy, ukroiłam kawałek sobie i Lucasowi. On spróbował pierwszy, a ja obserwowałam jego reakcję, by po chwili ujrzeć jego lekki uśmiech.
- Pyszne nam wszyło - jego uśmiech się pogłębił i ja również spróbowałam ciasta; prawdą było, że wypiek nam się udał.
- Dajcie mi kawałek - poprosiła babcia, chyba nam nie dowierzając.
Dostała swoją porcję, by na koniec wyrazić taką samą opinię, jak nasza.

Potem wyszliśmy z Lucasem na dwór, by pokazał mi swój dom. Jednak, kiedy wyszliśmy za bramę i żwirową drogą szliśmy w prawo, rozległ się dźwięk jego komórki. Przeprosił i odebrał.
- Tak?… Jestem na spacerze z wnuczką państwa Walgner* i zmierzamy w stronę naszego domu. A coś się stało?… Och, mamo, nie mów zagadkami. Jaki gość?… Dobrze, zaraz będę… Jeśli zechce, to ją przyprowadzę… - tu spojrzał na mnie i posłał mi uśmiech. Byłam trochę zakłopotana, że Lucas rozmawia o mnie ze swoją mamą i się oczywiście zaczerwieniłam. - Za pięć minut będziemy - zakończył rozmowę i zwrócił się do mnie. - Mama prosiła, żebym wrócił jak najszybciej do domu, bo jest jakaś ważna sprawa.
- To ja pójdę do siebie, a kiedy indziej pokażesz mi swój dom - powiedziałam i się uśmiechnęłam na znak, że nic się nie stało.
- Ale mama chce, żebym im cię przedstawił - wytrzeszczyłam oczy. - No co? - zaśmiał się, widząc mój wyraz twarzy.
- Jak to sobie wyobrażasz? Wejdę do ciebie do domu i powiem: cześć, jestem Carrie, nie znam was kompletnie, ale przyszłam żeby się przedstawić. Już sobie idę!
W odpowiedzi usłyszałam głośny śmiech, trwający jakiś czas. Ludzie, którzy by nas wtedy posądzili o jakieś choroby psychiczne, a przynajmniej mojego kolegę, który na środku drogi zwijał się ze śmiechu, a ja stałam nad nim kompletnie zdenerwowana. Kiedy w końcu raczył się uspokoić, gdyż prawdopodobnie zauważył moje gromiące go spojrzenie, zaczął znowu swoją gadkę.
- Nie myślałem, żeby to tak wyglądało, ale jeśli chcesz, to można to urzeczywistnić - znowu się zaśmiał. - Och, nie patrz tak na mnie, jakbyś mnie chciała zabić. To nie moja wina, że mama chce cię poznać. A jeśli nawet się nie polubicie, to nic strasznego. Najwyżej więcej cię do siebie nie zaproszę - po raz kolejny tego dnia się ze mnie nabijał; nie odezwałam się także tym razem, tylko jedynie patrzyłam na niego zdenerwowana. - Dobra, to teraz na poważnie.
- Przydałoby się.
- Idziemy teraz do mnie, żebym przekonał się, co to za bardzo ważna sprawa, potem pogadamy trochę z rodzicami; nie jestem pewien, czy ojciec będzie, bo on pracuje w sklepie z elektroniką w miasteczku i nie ma go całymi dniami, a jest - spojrzał na zegarek - dwunasta, więc na sto procent go nie ma. Jak mamie się spodobasz, na pewno będzie chciała zaprosić cię na herbatę, a jeśli nie, to hmm… sam nie wiem, ale na pewno to wyczuję i dam ci jakoś dyskretnie znać. Powiem, że muszę jeszcze pomóc twoim dziadkom w czymś i od razu cię odprowadzę. Potem będziemy mogli gdzieś jeszcze iść, jeśli randka ze mną ci się podoba.
Na dźwięk ostatnich słów, podniosłam zaskoczona wzrok i ujrzałam… znowu uśmiech. Czy ten chłopak nigdy nie przestawał się uśmiechać?
- A to jest randka? - zapytałam zdziwiona.
- Z zajętą dziewczyną? Jak najbardziej - i chwyciwszy mnie za rękę, poprowadził w stronę swojego domu.

*Walgner to nazwisko dziadków Carrie. Główna bohaterka ma nazwisko po ojcu - Simons.

_______________________________________
Sześćdziesiąt pięć odcinków za nami, a ja nie widzę końca tej historii… Zastanawiam się, ile zajmie mi tym razem to całe opowiadanie… Ile obstawiacie?

3 komentarze:

  1. Lucas, pan idealny ^^ Tym bardziej go nie lubię hahah xd Nie wiem, co Carrie w nim widzi :D I wgl się nie przejmuje tym, że się do niej przystawia, ale to akurat nie nowość xd Ona zawsze chyba lubiła być w centrum uwagi facetów, Tom, Bill, teraz Lucas :D Cóż... A potem będzie płakać xd Ehh... Ogarnęłaby się w końcu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaa Lucaaas xd Ogarnij dupę, Carrie ma chłopaka xd CIekawe co Tom by na to powiedział...Takie randkowanie...no wiecie co, skandal...xd Hmm...obstawiałam na początku koło 100-150 rozdziałów ale teraz myślę, że będzie o wieeeele więcej xd Nie mogę się doczekać następnego :33
    ~ Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe opowiadanko. Wciąż jestem fanką Billa i miło się czyta kolejne opowiadanie z nim w roli prawie głównej. Nie ukrywam iż opowiadanie bardzo mi się podoba chociaż podobało by mi się bardziej gdyby Carrie była z Billem ale nie wykluczam tej opcji a więc na pewno będę czytać dalej. Mam nadzieje że szybko dodasz kolejną notkę i że będzie ona ciekawa jak poprzednie. :D :D

    OdpowiedzUsuń