28 lipca 2013

063

Postanowiłam streścić każdy odcinek tego opowiadania. Będę je dodawać częściowo i umieszczać w zakładce STRESZCZENIE. Ułatwi to nowym czytelnikom zapoznanie się z historią. A może i Wy na tym skorzystacie? 
____________________
Na opalaniu się spędziłam dobrych kilka godzin. Mimo, że to był dopiero pierwszy dzień wiosny, to pogoda była prawie letnia - promienie słoneczne były tak mocne, że chyba trochę przyrumieniły moja bladą skórę. Nie było śladu żadnego wiatru, więc to jeszcze bardziej sprzyjało opalaniu się. Mój leżak, który umieściłam za domem w ogródku nie był specjalnie wygodny, jednak dało się przeżyć przynajmniej jakiś czas. Kiedy na niebie pojawiły się pierwsze chmurki tego dnia, około siedemnastej, stwierdziłam, że słońca mi wystarczy. Zgarnęłam wszystkie swoje rzeczy i weszłam do domu, aby sprawdzić, co robi reszta domowników. Okazało się, że babcia z mamą razem przyrządzały w kuchni jakieś ciasto, a dziadek z tatą grali w szachy przy włączonym telewizorze. Nie chcąc wtrącać się w ich wspólnie spędzanie czasu, udałam się do swojego pokoju. Miałam nadzieję, że dostanę jakąś wiadomość od Anette, w której dowiem się czegokolwiek na temat telefonu Toma i może czegoś więcej o tym, co się z nim dzieje.
Przebrałam się w jeansy i za dużą koszulkę, a następnie położyłam się na łóżku, zakładając słuchawki i włączając laptopa, którego położyłam sobie na brzuchu. Sprawdziłam najpierw czy nie ma czegoś interesującego na Facebooku, na którego zaglądałam raz na ruski rok, następnie pocztę, ale nic tam nie znalazłam, ku mojemu ogromnemu niezadowoleniu. Po kilkudziesięciu minutach takiego nicnierobienia i niecierpliwienia się, zdecydowałam, że napiszę do Anette wiadomość o nowym e-mailu ode mnie, w którym zawarłam nowe zdjęcia. Przecież powinna znaleźć czas, aby go teraz odczytać i odpisać.
Po wysłaniu jej SMSa, czekałam znowu niecierpliwie, ale odpowiedzi się w końcu doczekałam. Napisała mi, że w ciągu dziesięciu minut wejdzie na pocztę i zobaczy zdjęcia. Bardzo się ucieszyłam, gdyż na pewno wtedy napisze mi odpowiedź.


,,Zdjęcia są przecudowne! Z każdą chwilą coraz bardziej marzę o tym, żeby pojechać do Twoich dziadków na kilka dni! A nawet na całe życie! 
Jeśli Lucas zgodzi się na to, abyś mogła wypróbować jeżdżenie na koniu, to koniecznie się tym ze mną podziel! I zrób milion zdjęć, żebym mogła poczuć się chociaż odrobinę tak, jak Ty! 
Jak wrócisz, to musimy porozmawiać o Twoim związku z Tomem. Przez tych ostatnich dni nie zauważyłam, żebyście się zachowywali tak, jak kiedyś. Nawet wydawało mi się, że się o coś pokłóciliście, ponieważ mieliście chyba ciche dni. Tak to przynajmniej wyglądało… Trochę się martwiłam, nie powiem, że nie.
Ogólnie Tom mówił mało. Nie był zbyt rozmowny; wydaje mi się nawet, że zatelefonował do mnie tylko dlatego, że Bill mu tak kazał. Do niego dzwoni codziennie, ale wiesz jaki jest Bill - zawsze mówi, że trzeba być uprzejmym, to i do mnie zadzwonił, żeby nam przykrości nie sprawiać. W końcu Bill to Bill - jego brat. Kaulitz mówił, że czuje się dobrze; kurs jest świetny, to super zabawa i nie żałuje, że się tam wybrał. Mówił, że wraca za tydzień i też tęskni za nami. I to, co pisałam Ci wcześniej - nie mógł się do Ciebie dodzwonić. Wybacz, że nie zapytałam Cię o to wcześniej, ale i tak wiedziałam, że się nie zgodzisz - wypytałam Toma o to, co jest teraz między Wami. Wiem, że nie powinnam, wiem, że nie jest to moja sprawą, ale i tak bym zapytała, gdybyś mi nie pozwoliła. 
Zapewne chcesz wiedzieć, co on takiego mi powiedział. Otóż - cytuję - ,,Jest między nami dobrze. Nie wiem, czy Carrie coś opowiadała, ale dla mnie jest ok. Może nie idealnie, ale dobrze”. Nie umiem tego zinterpretować, nie znając Twojej wersji, ani tym bardziej całej prawdy. Ale dobra, nie będę się wtrącać; powiesz sama, kiedy będziesz miała na to ochotę.

Ściskam!
xoxo”

Czytając wiadomość zdziwiłam się oczywiście tym, co powiedział Tom mojej przyjaciółce. Szczerze, to miałam już dość tej całej niepewności; niewiedzy o tym, co jest między mną, a Tomem. Byłam tym wszystkim zmęczona i wyczerpana. Chciałam w końcu zakończyć ten związek, albo go naprawić. Mimo, że wciąż czułam do Toma coś, co można było nazwać jedynie miłością.
Odpisałam Anette, że Kaulitz powiedział jej mniej więcej prawdę o tym, co jest grane między nami oraz, że porozmawiamy, kiedy już wrócę do domu. Zaproponowałam jej spotkanie przy kawie i miałam nadzieję, że będę w stanie opowiedzieć jej wszystko to, co mnie dręczy od jakiegoś czasu. Jeśli nie, to część zachowam dla siebie, ale na pewno opowiem jej co nieco z tego, co w tej chwili przeżywam.

Około dziewiętnastej, babcia zawołała mnie do kuchni, abym spróbowała szarlotki. Była przepyszna i czułam, że po zjedzeniu trzech kawałków, nie zmieszczę się w swoje ulubione spodnie. Oczywiście, ani mama, ani babcia, nie chciały słyszeć o tym, że nie spróbuję ich wypieku, a kiedy już zaczęłam, to na jednym kawałku nie potrafiłam skończyć.
Szarlotka stanowiła moją kolację, gdyż nic więcej nie udało mi się zmieścić, tym samym zakończyłam niedzielny dzień i położyłam się spać najwcześniej, jak to było możliwe, czyli po dwudziestej pierwszej. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio tak wcześnie leżałam w łóżku, ale byłam zadowolona, że miałam taką możliwość. Byłam wykończona, nawet nie wiedziałam po czym i zasnęłam niemalże po zetknięciu głowy z poduszką.

Poniedziałek rozpoczęłam o godzinie piątej trzydzieści, gdyż nie mogłam spać. Byłam wypoczęta i gotowa do ewentualnej pracy. Chciałam w czymś pomóc Lucasowi, którego po raz ostatni widziałam w niedzielę rano. Zniknął gdzieś, kiedy ja się opalałam, a potem już się nie pojawił. Dziadkowie zazwyczaj rozpoczynali każdy dzień około szóstej rano, więc miałam pół godziny na całkowite rozbudzenie się i odświeżenie.
Poszłam do łazienki, aby się umyć i ubrać, a potem jeszcze posiedziałam w pokoju przy laptopie. Sprawdziłam pocztę, ale tam nic nowego nie znalazłam. Niby nie odpowiedziałam jeszcze na maila od Anette, ale nie bardzo miałam na to ochotę. Postanowiłam, że zrobię to później, kiedy już będę miała jeszcze trochę nowych zdjęć i wtedy wyślę je przyjaciółce razem z odpowiedzią.
Jakieś dziesięć minut po szóstej usłyszałam krzątaninę na dole, więc stwierdziłam, że to babcia z dziadkiem i rodzicami wstali, aby zająć się obowiązkami. Wyłączyłam komputer, trochę ogarnęłam łóżko i zeszłam na dół. Reszta domowników była trochę zdziwiona tym, że tak wcześnie wstałam, ale również cieszyli się, że mam ochotę odrobinę pomóc, mimo, że nie nadaję się do wszystkiego.
Na zewnątrz było ciepło i już dostatecznie jasno. Lucas przyszedł chwilę po tym, jak już wyszliśmy z domu i przywitał się grzecznie ze wszystkimi, a mnie posłał swój szczery uśmiech.
- Zamieniłaś się w rannego ptaszka? - zapytał, stając koło mnie.
- Można tak powiedzieć - uśmiechnęłam się do niego. Poszliśmy do szopy, aby zmienić buty i przeszliśmy do oporządzania zwierzyny.
Podczas wykonywania porannego rytuału w oborze, przyglądałam się wszystkiemu, co robią inni, a nawet czasem się na coś przydawałam. Raz przyniosłam trochę siana dla koni, które w dalszym ciągu podobały mi się najbardziej z całego gospodarstwa, a innym razem wsypałam kurom odrobinę karmy. Jeśli to była karma… W każdym razie dostałam wskazówki od Lucasa, abym przyniosła im coś, co stoi w szopie w biało-żółtym worku, na którym narysowano kurę. Znalazłam, zapytałam, czy to to, a kiedy zostałam pochwalona przez chłopaka, dałam jedzenie nielotom, które były z tego ogromnie zadowolone.
- Niedługo zaczniemy wypuszczać konie i krowę na wybieg - powiedział dziadek, kiedy już siedzieliśmy w domu przy porannej kawie. Śniadanie miało być za godzinę.
- Czyli gdzie? - zapytałam.
- Mamy taką sporej wielkości łąkę niedaleko gospodarstwa, na którą zawsze wyprowadzamy zwierzęta, żeby mogły trochę zażyć świeżego powietrza. To nie jest daleko; widać ją, kiedy wyjdzie się za dom. Muszę tylko przygotować ogrodzenie.
- W jaki sposób? - dociekałam. Naprawdę ciekawiło mnie życie zwierząt moich dziadków i chciałam, żeby miały jak najlepsze warunki; a że była szansa na to, aby sobie trochę pobiegały, to interesowało mnie to jeszcze bardziej.
- Najpierw trzeba jechać do lasu, zerżnąć drzewo, a potem zawieźć je do tartaku, który znajduje się w sąsiedniej miejscowości. Tam zrobią z niego deski, które potem my wykorzystamy do zrobienia odpowiednio dużej zagrody, aby pomieściła całą łąkę - to wyjaśnił mi Lucas.
- I kiedy to zamierzacie zrobić?
- Chciałbym jak najszybciej. Nawet dzisiaj. Skoro twój tata tu jest, to dobrze się składa. Każda para rąk się przyda - uśmiechnął się do taty, który ochoczo pokiwał głową.
- Dawno ciężko nie pracowałem. Zawsze siedzę w tym swoim biurze przy papierkowej robocie, że bardzo chętnie porąbałbym trochę drwa, a nawet pomógł wam zrobić zagrodę. Mogę sobie wziąć jeszcze kilka dni wolnego na ten tydzień, by wam pomóc - zaoferował.
- Byłoby naprawdę dobrze, gdybyś mógł - dziadek posłał tacie pełne wdzięczności spojrzenie. - Ale co z kobietami? Przecież Melanie i Carrie muszą wrócić do Berlina…
- Ja nie muszę! - powiedziałam głośno. - Nie chcę wracać do szkoły. Bardzo chętnie wam pomogę przy budowaniu. Jestem ciekawa, jak to się robi.
- Jeszcze zobaczymy. Musimy z mamą to przedyskutować i wtedy podejmiemy ostateczną decyzję. Na razie idź pomagać przy przygotowywaniu śniadania - zwrócił się do mnie tata, wręcz wyganiając mnie do garów.
Prawdziwy brak równouprawnienia; kobieta ma iść do garów, a mężczyzna do pracy. Niesprawiedliwość. Byłam zła na tatę, że mnie przegonił, ponieważ bardzo byłam ciekawa tego, w jaki sposób będą planować budowę zagrody dla zwierząt. Nie byłam kimś kto wie wszystko na temat wsi, czy pracy na roli, a ciekawiło mnie to i chętnie bym się czegoś nowego dowiedziała. Tylko cóż miałam poradzić na to, że mnie tam nie chcieli? Postanowiłam, że przekabacę w jakiś sposób Lucasa, aby zabrali mnie do lasu na ścinkę drzew, a potem do tartaku. Musiałam tam jechać, gdyż zżerała mnie ciekawość.
Miałam jeszcze plany, aby podobnie jak Lucasa, przekabacić tatę, abyśmy jeszcze później wrócili do Berlina, ze względu na budowę owej zagrody. Niech mama sama nawet wróci do stolicy! Ja musiałam z bliska przyjrzeć się prawdziwej pracy! Postanowiłam to sobie i czas najwyższy, aby ktoś zaczął liczyć się także z moim zdaniem!

____________________________________
Zdaję sobie sprawę z tego, że pobyt głównej bohaterki na wsi wyklucza obecność Toma w opowiadaniu, ale czasami trzeba odpocząć. Wiem, że może to jest dla Was nudne, ale nudy czasem są potrzebne, żeby potem było git. Niedużo jeszcze zostało tego pobytu na wsi, niedługo do akcji wkroczą chłopcy z TH i nie będziecie musiały narzekać. Cierpliwości moje drogie. Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział się podobał.
Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Nominowałam Cię do The Versatile Blogger :)

    karuzeela.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest nudno :D może trochę brakuje chłopaków z TH ale co tam, da się przeżyć :33 Nie mogę się doczekać nexta *-*
    ~Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń