21 lipca 2013

062

Kochani, kochani, kochani! 

Zdaję sobie sprawę, że albo nie chce Wam się komentować, albo nie możecie, albo macie jakieś inne powody, dla których jest po Was ślad jedynie po liczniku odwiedzin. Jednak nie piszę tego, aby zmusić Was do komentowania, ale zmusić do tego, że: JEŚLI KTOŚ NIE CZYTA, NIE CHCE BYĆ POWIADAMIANY O NOWYCH ODCINKACH, PROSZONY JEST O NAPISANIE MI TEGO!
Czy poczuję się dotknięta: ABSOLUTNIE NIE!

Tak samo jak Wy - nie chcę, aby Wasze archiwum było zaśmiecane niepotrzebnym SPAMem. Nie drażnijcie mnie tylko tym, że chcecie być dla mnie mili i dlatego nie mówicie mi tego, że nie czytacie. Please!
____________________


Obudziłam się około szóstej rano, a raczej zostałam zmuszona do tego, aby otworzyć oczy, ponieważ słońcu zachciało się odwiedzić mnie w pokoju i zaszczycić swoją obecnością w najmniej odpowiednim momencie. Zaskoczyło mnie bardzo i, kiedy tylko poczułam muskanie promieni słonecznych o mój nos, który akurat wystawał spod kołdry, obudziłam się, spoglądając w okno. Nienawidziłam słońca w tej chwili, ponieważ spało mi się po prostu nieziemsko. Miałam łóżko, którego sami bogowie nie ośmieliliby się mieć we własnej sypialni.
Przestając rozmyślać o tym, jak ciężko mi jest podnieść tyłka spod ciepłej kołdry, wypełzłam stamtąd i zaczęłam szukać w torbie czegoś, co nadawałoby się do założenia. Ciepło było, sądząc po słońcu, jednak chyba wiał lekki wietrzyk, co dawało niemiłe uczucie chłodu. Postawiłam więc na rurki i szeroką koszulkę. Wyglądała na męską, gdyż była o kilka rozmiarów za duża, jednak idealnie nadawała się na ubranie, kiedy nie było tak strasznie ciepło, ani zimno na dworze. Do tego przecież miałam spędzić prawie cały dzień w domu. Z ubraniami poszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż, żeby zakryć niedoskonałości mojej twarzy i rozpuściłam włosy. Znowu naszła mnie wizja na powrót do naturalnego brązu i już zdecydowałam, że zrobię porządek z włosami, kiedy tylko znajdę okazję, by udać się do fryzjera.
Już w pełni gotowa zeszłam na dół do kuchni, gdzie zastałam tatę popijającego kawę i czytającego wczorajszą gazetę.
- Dzień dobry - powiedziałam i sięgnęłam po kubek, aby zrobić sobie gorącą herbatę.
- Co tak wcześnie wstałaś? - zapytał.
- Słońce mnie obudziło, a potem to już nie mogłam zasnąć. Gdzie są wszyscy? - zajęłam miejsce koło taty i zaglądałam mu przez ramię, chcąc również skorzystać z lektury.
- Mama śpi, babcia gdzieś poszła, nie mam pojęcia nawet gdzie, a dziadek zajmuje się zwierzętami razem z Lucasem.
- Tak wcześnie? - zdziwiłam się. Była dopiero siódma, a oni już byli w pracy!
- A coś ty myślała? Przecież nie mogą dawać paszy zwierzętom kiedy im się chce, tylko muszą mieć ustalone godziny - wyjaśnił, co mnie znowu zdziwiło. Skąd on się na tym znał?
Nie zdążyłam jednak o to zapytać, ponieważ do domu wkroczyła reszta towarzystwa. Lucas radośnie o czymś rozprawiał z dziadkiem, a babcia szła za nimi niosąc jakiś duży dzban. Chłopak przywitał się ze mną zwykłym ,,cześć” i uśmiechnął się do mnie, zajmując miejsce obok.
- Nie sądziłem, że na poważnie weźmiesz moje słowa, że masz być przygotowana na to, że wybierzemy się do sklepu około ósmej - uśmiechnął się.
- Nie mogłam spać - wyjaśniłam krótko.
Wtedy babcia postawiła na stole owy dzban z czymś w środku, co wcześniej przyniosła z podwórka. Zapytałam, cóż to takiego, to wyjaśniła, że to mleko prosto od krowy. Od razu zrobiło mi się niedobrze, na samą myśl o mleku i z góry podziękowałam za takie śniadanie.
- Nawet nie wiesz, co chcę z tego mleka zrobić - powiedziała z pretensją.
- Nie chcę wiedzieć. Nie jestem głodna na razie, to zbyt wczesna pora dla mnie. Zrobię sobie jeszcze jedną herbatę i może pójdę się jeszcze zdrzemnąć - odrzekłam wstając od stołu.
- Ale jedziesz ze mną do miasteczka, prawda? - to pytanie zadał Lucas.
- Ach, tak, jasne. O której jedziemy?
- Po śniadaniu.
Ostatecznie ustaliliśmy, że Lucas zje sobie spokojnie posiłek, a ja pooglądam telewizję w salonie przy ciepłej herbatce, leżąc pod kocem. I tak mi było najwygodniej! Oglądałam programy muzyczne, skacząc po kanałach, kiedy leciała jakaś piosenka, która mi się nie spodobała. Przeskakiwałam tak około pół godziny, a wtedy dołączył do nie Lucas.
- Możemy jechać - uśmiechnął się, sadowiąc się obok mnie.
- To się tak nie rozsiadaj - odwzajemniłam gest. - Ja idę po torbę i możemy ruszać. Jedziemy twoim autem, czy jak?
- Moim. Chyba, że masz ochotę na rowery?
Na rowery nie miałam ochoty nawet najmniejszej, więc przystało na to, że pojedziemy jego samochodem. Nie wiedziałam, jakiegoż to auta miałabym się spodziewać. Starego volkswagena golfa, czy może hondę civic trzydrzwiową?
Zabrałam swoją torbę, do której wrzuciłam portfel i komórkę, po czym przyjrzałam się sobie. Odrzuciłam zbędny bagaż i zdecydowałam się włożyć portfel i komórkę do kieszeni spodni. Nie chciało mi się dźwigać wszędzie tej torby, toteż najlepszym wyjściem było wzięcie najmniej rzeczy najpotrzebniejszych.
Po chwili wyszłam już na dwór, gdzie nie zobaczyłam żadnego golfa, czy hondy, a czerwonego sportowego forda. Szczęka mi opadła do samej ziemi, kiedy ujrzałam to cudo.
- Zbierz tę szczękę, bo nie mam całego dnia, żeby na ciebie czekać, aż raczysz w końcu ruszyć tyłek - usłyszałam jak się śmieje.
- Nie bądź taki mądry - dogryzłam mu. - Nie spodziewałam się po prostu, że podjedziesz takim czymś.
- Aż tak źle?
- Powinieneś raczej zapytać, czy aż tak dobrze - poprawiłam go. - To najpiękniejszy samochód jakim miałam okazję jeździć. I najfajniejszy - dodałam.
- No to w takim razie się cieszę. I obiecać ci mogę, że jeszcze nie raz się będziesz ze mną lansować po mieście - zaśmiał się.
- Czy ty aby mnie nie podrywasz na samochód? - zapytałam podejrzliwie.
- Zawsze! - odpowiedział zadowolony z siebie.

Dotarliśmy do miasteczka, gdzie najpierw zrobiliśmy podstawowe zakupy, a następnie udaliśmy się na rynek, gdzie można było dostać przeróżne warzywa i owoce. Kupiliśmy więc ziemniaki, jabłka, mandarynki i sporo innych drobiazgów, które mogłyby się przydać. Następnie zanieśliśmy siatki do auta, a Lucas jeszcze chciał iść do elektrycznego, bo jakieś tam świece mu się w lampach samochodowych powypalały. Nie znałam się na tym, toteż powiedziałam mu, aby poszedł sam, a ja poszukam jakiegoś sklepu, gdzie mogłabym kupić coś, co nadawałoby się na prezenty dla przyjaciół.
Kiedy spacerowałam w pobliżu budynku, do którego wszedł Lucas, rozglądałam się po okolicy i w końcu natrafiłam na sklep, gdzie większość rzeczy można było dostać za pięć euro. Tam na pewno bym coś wybrała. Poczekałam więc jeszcze na chłopaka, który grzebał się w tym sklepie tak długo, iż myślałam, że z niego nie wyjdzie. Kiedy po jakichś dwudziestu minutach raczył wyjść z jakimś pudełkiem średniej wielkości był bardzo z siebie zadowolony. Ja natomiast myślałam, że go uduszę.
- Chyba dłużej się nie dało! - powiedziałam zła.
- Byłoby dłużej, ale na szczęście w końcu znaleźli odpowiednie do mojego auta - uśmiechnął się tylko. - Przepraszam, że tak długo.
- Pójdziemy jeszcze tutaj - wskazałam na sklep po prawej stronie.
- Po co? - spytał i kiedy wrzucił swój zakup do samochodu, przeszliśmy przez jezdnię i już wchodziliśmy do środka.
- Muszę kupić prezenty przyjaciołom. Chyba myślą, że tutaj są jakieś sklepy z pamiątkami - jęknęłam. - I weź tutaj coś wybierz dla… - zastanowiłam się. - Dla pięciu osób! I to jeszcze dla każdego co innego, bo oni wszyscy się od siebie strasznie różnią!
- Pomogę ci - posłał mi uśmiech i już ruszyliśmy do pierwszego stoiska…

Z zakupów wróciliśmy na obiad, czyli około trzynastej. Kupiłam trochę drobiazgów, które miałam zamiar dać przyjaciołom i liczyłam, że im się spodobają. Obiad przygotowała babcia; zapewne się namęczyła, ponieważ przygotowała dwa dania. Na pierwsze była zupa pomidorowa, którą ubóstwiałam a na drugie ziemniaki z sosem. Najadłam się za wszystkie czasy i już zapominałam powoli, że zmieszczę się w swoje ulubione jeansy.
Po skończonym posiłku zaproponowałam babci, że wszystko zmyję, aby ona mogła sobie odpocząć. Lucas zaoferował mi pomoc, więc poszło szybciej, niż się spodziewałam.
- Pójdę się poopalać - oznajmiłam chłopakowi.
- W marcu? - zaśmiał się.
- To niby kiedy? W Berlinie nie mam jak, bo w ogródku na pewno nie. A poza tym, tam jest za dużo ludzi - wyjaśniłam.
- Mieszkasz w bloku?
- Nie, w domu jednorodzinnym na osiedlu. Niby jest małe, ale często przejeżdżają tamtędy samochody i nie mam warunków na opalanie się. Co prawda mogłabym wybrać się na wieś do dziadków mojego chłopaka, jak to zrobiliśmy ostatnio, ale na to nie mam czasu.
- Gdzie oni mieszkają? - dopytywał.
- W Magdeburgu. Byłeś tam?
- Jasne. Jeżdżę tam czasami z kolegami. Jest tam świetne jezioro do łowienia ryb - uśmiechnął się. - Może kiedyś razem tam wyskoczymy?
- Byłoby super.
Rozmawialiśmy jeszcze o naszym wspólnym wypadzie do Magdeburga, w który szczerze nie wierzyłam, ponieważ nawet gdybym nadal była związana z Tomem, to ten nie chciałby wyjeżdżać gdziekolwiek z obcym chłopakiem, którego nawet nie zna. Niby mogłabym mu poopowiadać o tym, że Lucas jest miłym chłopakiem, ale czy to by go przekonało do wspólnego wyjazdu? Wątpię. Potem chłopak pomógł mi rozłożyć leżak, który znaleźliśmy w szopie. Wtedy wszystko było gotowe. Poszłam przebrać się w strój kąpielowy i szorty. Nie miałam zamiaru paradować w samym staniku i majtkach przed całą wsią, a tym bardziej przy Lucasie. Wolałam więc wziąć szorty; koc znalazłam u babci w sypialni i tak mogłam spędzić cały dzień na leżeniu plackiem. Zagarnęłam jeszcze laptopa i słuchawki, po czym włączyłam komputer i wrzuciłam kolejną dawkę zdjęć dla Anette.
Otworzyłam nową wiadomość od przyjaciółki, która była odpowiedzią na mój e-mail ze zdjęciami.

,,Kiedy patrzę na te zdjęcia, aż chce mi się do Ciebie przyjechać! Musimy jak najszybciej wybrać się do Twoich dziadków! Zapytaj ich o to, czy mają wolne miejsca na początku lipca. Wtedy moglibyśmy się do nich wybrać!
Koniecznie prześlij mi zdjęcia zwierząt. Z Twojego opisu, Shadow wydaje się być wspaniałym koniem. Może Lucas pozwoli Ci na nim pojeździć? Zapytaj go!
Czekam na kolejnego maila od Ciebie!

Lots of love!

PS: Dzwonił do nas Tom i kazał Cię pozdrowić. Zastanawiam się, dlaczego sam do Ciebie nie zadzwonił, albo nie napisał wiadomości. Pokłóciliście się znowu? A może nie masz tam zasięgu?“

Postscriptum musiałam przeczytać dwukrotnie, gdyż jego treść totalnie zwaliła mnie z nóg! Na wszelki wypadek sprawdziłam komórkę - żadnych wiadomości ani nieodebranych połączeń. Sprawdziłam pocztę głosową, ale tam również było pusto. Nie mogłam sama do Toma zadzwonić. Byłabym nachalna. A może on specjalnie powiedział Anette, żeby przekazała mi od niego pozdrowienia, ponieważ on sam nie chce ze mną rozmawiać? W każdym razie zdecydowałam się wypytać o to przyjaciółkę.

,,Kolejna porcja zdjęć. 
Tym razem to są same widoki, ponieważ u zwierząt nie miałam okazji być, jednak już jutro, albo jeszcze dzisiaj wieczorem dostaniesz upragnione fotki i będziesz mogła się nimi cieszyć. Są tutaj też zdjęcia miasteczka, do którego wybrałam się dzisiaj z Lucasem. Tam są również piękne krajobrazy i miła atmosfera. Niby dzisiaj niedziela, a ludzie i tak sprzedają na rynku w miasteczku swoje zbiory. Lucas mówi, że zarabiają tym na życie. To trochę smutne, że muszą tak ciężko pracować, wkładać tyle trudu w pracę, aby potem sprzedać jej owoce za marne kilka euro centów. 
Wiesz, dobry pomysł z tym zapytaniem o pozwolenie jeżdżenia konno. Muszę koniecznie zapytać Lucasa o pozwolenie. Tylko ja nigdy nie jeździłam, to on musiałby mi pokazać jak to się robi. 
Może naprawdę nie ma tutaj zasięgu i Tom nie miał możliwości, aby się do mnie dodzwonić. Nie pokłóciliśmy się, a wyjaśniliśmy parę spraw między sobą. Na chwilę obecną ja stwierdzam, że jesteśmy na etapie separacji. W ogóle to nie jest rozmowa na e-maile. Musiałabym pogadać z Tobą w cztery oczy. To trudne. A powiedz mi, co Tom mówił? Jak się czuje? Kiedy wraca?

xoxo”

Wysłałam e-mail i niecierpliwie czekając na odpowiedź, zamyśliłam się i wróciłam do wylegiwania się na słońcu.

___________________________________
Nie mam nic do dodania.

5 komentarzy:

  1. Wiem, że jestem już nudna z tym marudzeniem, ale szczerze nie mogę się doczekać kiedy ona w końcu wróci z tej wsi :D A ten Lukas też mi się wciąż nie podoba i nigdy go nie polubię. NIGDY. Ja już mu bym najchętniej przygotowała jakąś śmierć niemiłą ];-> No... Także cóż xd Miałam coś jeszcze dodać, ale oczywiście wyleciało mi z głowy -.- W każdym razie Lukas będzie kolejnym powodem do kłótni między Carrie a Tomem no i po co jej to? Tak wgl po co jej ten przyjaciel, czy ona ma mało przyjaciół?! xd
    No naprawdę! Ma dużo przyjaciół i ten jest jej zbędny :D Same kłopoty będą, ja to czuję. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że przeciągam, ale musi trochę powiać nudą :) Przetrzymaj jeszcze kilka odcinków, proszę!
      Co do Lucasa to mam pewne plany i jak nie zapomnę, to wprowadzę je w życie, ale na to jeszcze trzeba będzie poczekać :D

      Usuń
  2. Naaajs :D Konie- mój ulubiony temat xd Jazda konna - jeszcze lepiej *-* No, ciekawe co ta Carrie będzie z tymi końmi odwalać xd Lucas...Lucas...coś mi się wydaje że namieszasz xd to jest praktycznie pewne, Tom będzie zazdrosny, kłótnia i bum...koniec ._. Ale Billu chyba też nie będzie zbyt przychylny przystojnemu przyjacielowi Carrie :p
    Nie mogę się doczekać nexta :3
    ~Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okaże się, co będzie dalej z Lucasem, nie zdradzę nic :x

      Usuń
  3. Nominowałam Cię do The Versatile Blogger! http://lstokiohotel.blogspot.com/2013/07/i-nominacja-3.html

    OdpowiedzUsuń