14 lipca 2013

061

Jestem dla Was zdecydowanie za dobra. Odcinek miał być jutro (15.07) albo we wtorek (16.07), a jest już dzisiaj. A przez kogo?
Tak, Anguś, dedykacja dla Ciebie, bo Ci obiecałam, że jeśli dokończę 68. rozdział, to dzisiaj będzie 61.

____________________

Kolację zjedliśmy w bardzo miłej atmosferze. Przy stole siedziałam pomiędzy babcią, która namawiała mnie na zjedzenie chyba tony jedzenia i Lucasem, który przyglądał się mi, kiedy grzecznie odmawiałam babci, mówiąc, iż jestem już najedzona. Nawet nie raczył wybawić mnie z opresji i zabrać w końcu od stołu; gdybym siedziała tam cały wieczór i przyjmowała wszystko to, co dawała mi staruszka, na pewno nie przeżyłabym kilku dni w tym miejscu i umarła z przejedzenia. W pewnym momencie, kiedy już myślałam, że pęknę, powiedziałam babci, że mam już naprawdę dość, Lucas również podziękował za posiłek.
- Może pójdziecie na spacer? - podsunęła babcia.
- To bardzo dobry pomysł - poparł ją dziadek. - Poznacie się lepiej, porozmawiacie - uśmiechnął się najpierw do mnie, a potem do Lucasa. Oczywiście speszyłam się natychmiast i nawet nie spojrzałam na chłopaka, licząc na jakikolwiek ratunek. Co miałam niby zrobić? Gdybym na niego spojrzała w chwili, gdy dziadek wymyślał sobie w wyobraźni historie wypełnione miłością i namiętnością z udziałem moim i Lucasa, to chyba bym się zapadła pod ziemię ze wstydu. Wbiłam więc wzrok w talerz z niedojedzoną szarlotką i próbowałam coś wymyślić.
- Daj spokój, tato - uratował mnie głos mamy. - Carrie ma chłopaka.
I tutaj zamurowało nie tylko mnie, ale i dziadków oraz Lucasa. Nic dziwnego; dziadkowie już pewnie myśleli, że będziemy piękną parą zakochanych, a tu nici z miłosnej historii. Wszystkie spojrzenia skierowały się w moją stronę, więc musiałam oczywiście wytłumaczyć to, że jakimś cudem znalazłam sobie chłopaka. Powiedziałam im o Tomie tylko tyle, ile było potrzeba, a oni słuchali z zainteresowaniem. Nie mówiłam wszystkiego, ponieważ nikomu to potrzebne nie było. Ujawniłam to, ile czasu jesteśmy parą i że jesteśmy szczęśliwi; spotykamy się niemalże codziennie i jest pięknie i kolorowo. Bo tyle wystarczy.
Kiedy zakończyłam moją opowieść, Lucas zaproponował mi ten spacer. Wyszliśmy więc z domu i udaliśmy się w stronę łąk, które widziałam z okna mojego pokoju. Szliśmy na początku w ciszy, która mi nie przeszkadzała, ponieważ dzięki niej odpoczywaliśmy po kolacji przygotowanej przez babcię.
- Ona codziennie tak gotuje? - zapytałam w końcu.
- O tak - uśmiechnął się. - Niedługo będę wyglądał jak beczka. Twoja babcia jest naprawdę świetną kucharką, ale na dłuższą metę to nie jest dobre.
- Mam nadzieję, że nie będę musiała kupować sobie większych spodni po powrocie do domu. Staram się dbać o to, co jem i nie przytyć, a tutaj to chyba niemożliwe - jęknęłam.
- Na szczęście w okresie letnim nie jest tak źle, bo przy wysiłku fizycznym można to zrzucić, jednak zimą, to nie bardzo. Ale nie mówmy o jedzeniu, bo to i tak za dużo jak na jeden dzień. Zmieńmy temat - powiedział, po raz kolejny posyłając mi ciepły uśmiech.
- Na jaki na przykład? - zapytałam.
Nie odpowiedział mi, tylko zatrzymał się i usiadł na trawie. Zauważyłam, że byliśmy na dużej, zielonej łące, na której rosły jakieś kwiatki. Lucas się nie odzywał, tylko teraz leżał na ziemi i patrzył w niebo z założonymi rękoma pod głową. Myślał nad czymś intensywnie. Chciałam zapytać, nad czym się tak zastanawia, ale nie miałam odwagi. Znaliśmy się dopiero kilka godzin, a już spacerowaliśmy po zielonej łące, prawie jak para zakochanych. Jednak on wiedział o mnie więcej, niż ja o nim. Wiedział, że mam chłopaka, że ludzie, którym pomaga przy gospodarstwie to moi dziadkowie, zna moich rodziców… A ja? Nie wiem o nim nic.
- Opowiedz mi coś o sobie - usłyszałam własny głos. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale jednak nie żałowałam, że to powiedziałam. Chciałam go poznać.
- A co chciałabyś wiedzieć? - poniósł się na łokciach i spojrzał na mnie, stojącą naprzeciwko niego.
- Wszystkiego mi raczej nie opowiesz, więc może kilka szczegółów ze swojego życia? - zaproponowałam. - Ty wiesz o mnie już całkiem sporo.
- Naprawdę? - zdziwił się. A raczej próbował udawać zdziwionego, jednak to mu w ogóle nie wychodziło. Zbyt szeroko się przy tym uśmiechał. - A niby co takiego o tobie wiem?
Wymieniłam to, co już wiedział na mój temat, a on tylko kiwał głową na znak, że to prawda. Kiedy skończyłam, stwierdził, że to nie jest wcale tak dużo i nie musi mi się rewanżować.
- W takim razie zrywam naszą umowę i idę do domu - prychnęłam i udałam się w kierunku gospodarstwa.
W jednej chwili zerwał się na nogi i mnie dogonił, łapiąc za rękę.
- Dobra, dobra. Za szybko się obrażasz - zaśmiał się, a ja tylko ponownie prychnęłam. - Powiem ci to, co będziesz chciała wiedzieć - dodał z jeszcze szerszym uśmiechem, który dodawał mu uroku.
- Okej.
Usiedliśmy obok siebie na trawie i ja zaczęłam wypytywać Lucasa o to, czy ma kogoś, ile ma lat, gdzie się uczy, jakie ma zainteresowania, jakiej muzyki słucha.
- Nie mam dziewczyny, ani chłopaka - dodał ze śmiechem. - Mam dziewiętnaście lat, uczę się w liceum niedaleko stąd. Interesują mnie zwierzęta i chciałbym być w przyszłości weterynarzem. Słucham różnej muzyki, nie dzielę jej na gatunki, jednak mam swoich ulubionych wykonawców.
- Chcesz być weterynarzem? - zdziwiłam się. - Żartujesz.
- Mówię jak najbardziej poważnie - uśmiechnął się. - Nie wiem, dlaczego wszystkich to tak strasznie dziwi.
- Nie żebym się śmiała - dodałam zaraz. - Ale to takie rzadko spotykane.
- Widocznie jestem po prostu wyjątkowy.
- Na sto procent.
Rozmawialiśmy jeszcze długo o wszystkim i o niczym. Ja opowiadałam mu o sobie, a on dzielił się ze mną wiadomościami o nim i jego zainteresowaniach. Czas nam mijał w bardzo szybkim tempie i nie zorientowaliśmy się, kiedy zapadał już wieczór.
- Myślę, że powinniśmy już wracać - odezwał się. - Moi rodzice na pewno będą strasznie ciekawi, kto to taki przyjechał do sąsiadów i cóż to za dziewczyna, która pomagała mi w pracy.
- Powiedz im, że jestem brzydka, mam pryszcze i chodzę jak pokraka, to na pewno nie będą ci kazali spędzać ze mną czasu, jak to wymyślili sobie moi dziadkowie - uśmiechnęłam się, idąc koło niego.
- Dokładnie to im powiem, bo to przecież prawda - zażartował, a ja miałam ochotę go udusić.
- Jesteś świnia! - krzyknęłam.
Ponownie się zaśmiał, jednak wiedziałam, że tylko się ze mną droczył. Taki właśnie charakter pasował do jego osoby. Był zabawny, miły, przyjacielski. Nie można się było na niego gniewać, ponieważ swoimi docinkami potrafił mnie rozbawić. Dzięki niemu mogłam zapomnieć na krótką chwilę o własnych problemach; o Tomie, który miał mnie gdzieś i nie dawał znaku życia z tej Bułgarii. W głębi serca miałam jednak nadzieję, że napisze mi choćby krótkiego esemesa, że tęskni, kocha, czy nawet, że ma się dobrze lub znalazł sobie tam jakąś lepszą ode mnie dziewczynę.
Nie chciałam myśleć o nim, kiedy tak dobrze bawiłam się w towarzystwie Lucasa. Wrzuciłam do najodleglejszej szufladki mojego umysłu karteczkę z napisem ,,TOM“ i wróciłam do dyskusji z Lucasem na temat tego, że następnego dnia jesteśmy umówieni na wyjazd do miasteczka po zakupy.
- O ósmej rano?! - jęknęłam, kiedy podał godzinę. - Chyba chcesz mnie wykończyć.
- Powiedziałaś, że chcesz jechać, to teraz nie narzekaj.
Prawda, powiedziałam, że chcę się z nim wybrać, aby zwiedzić trochę okolicę i porobić zdjęcia dla Anette. Miałam zamiar też wypatrzeć jakiś sklepik, nadający się na taki, w którym można by kupić jakieś pamiątki dla reszty. Nie myślałam jednak, że trzeba będzie wstać tak wcześnie. I to w dodatku w niedzielę…
- W tych stronach ludzie też chcą trochę odpocząć w niedzielę. Sklepy otwierają wcześnie, żeby potem je wcześniej zamknąć. Innej opcji nie ma - wyjaśnił.
- No dobrze. Niech będzie. Tylko przyjdź po mnie, kiedy będziemy mieli wyjeżdżać.
- Jasne - byliśmy już koło domu dziadków, więc pożegnaliśmy się krótkim ,,cześć” i wymieniliśmy uśmiechami.

Kiedy już chciałam kierować się w stronę mojego tymczasowego pokoju, aby włączyć laptopa i wysłać na maila zdjęcia Anette, które zrobiłam podczas spaceru z Lucasem, zatrzymała mnie mama. Zawołała do kuchni, abym zajęła miejsce przy stole i zaczęła wypytywać o to, jaki to chłopak, czy jest miły, czy lepszy od Toma i czy dobrze się z nim dogaduję. Kiedy porównała go z Tomem od razu się zdenerwowałam.
- Nie porównuj Lucasa z moim chłopakiem - powiedziałam zła. - Obydwaj się od siebie różnią, nawet nie ma ich co ze sobą zestawiać, bo to nie ma sensu. Jeden jest taki, drugi inny, a obydwaj są sobą i to jest chyba najważniejsze, prawda? A Tom jest moim chłopakiem, Lucasa znam dopiero od kilku godzin i… tak naprawdę wiem o nim tyle, ile mi powiedział.
- Och, Carrie, nie unoś się tak - uspokoiła mnie. - Po prostu zapytałam o to, który jest, według ciebie, lepszy. A skoro uważasz, że nie ma porównania, to wiedz, iż się bardzo cieszę - uśmiechnęła się, co mnie totalnie zdziwiło.
- Proszę?
- Mówisz, że nie ma ich co porównywać. A tego właśnie oczekiwałam.
- Nie rozumiem - powiedziałam szczerze, coraz bardziej zdziwiona.
- Kiedy mówisz o Tomie same dobre rzeczy, a o Lucasie tylko tyle, że jest miły, to znaczy, że tak naprawdę bardzo kochasz swojego chłopaka i żaden inny nie jest w stanie mącić ci w głowie, kiedy Tom jest gdzieś daleko i nie jest w stanie cię, że tak się wyrażę, pilnować na każdym kroku. To naprawdę dobrze, że nie oglądasz się za innymi. Jestem z ciebie dumna - uśmiechnęła się do mnie, a ja poczułam, że się za moment rozpłaczę. Przeprosiłam ją i pobiegłam na samą górę do mojego pokoju. Chciałam się wypłakać, najgłośniej, jak byłoby to możliwe, lecz wiedziałam, że nie mogę. Cały dom by się od razu zleciał i zaczęłyby się pytania. Zamiast tego, postanowiłam wysłać wiadomość do przyjaciółki.
Podłączyłam laptopa, wrzuciłam zdjęcia i napisałam krótką notkę do załączników.

,,Obiecane zdjęcia! 
Tutaj jest naprawdę pięknie! Prześliczne widoki, super atmosfera; świeże powietrze. Normalnie raj na ziemi! Musimy tutaj kiedyś przyjechać całą paczką, bo to naprawdę magiczne miejsce! Moi dziadkowie są super! Mają dużo zwierząt, które są jak nie z tego świata. Mają konie (po prostu piękne). Jeden się nazywa Shadow, jest bardzo przyjacielski. Przy następnej okazji wyślę Ci jego zdjęcie. Mają też krowę, która daje mleko. Są tutaj też kury i kaczki, ale ich się trochę boję, bo dziwnie wyglądają. Wyobrażasz sobie mnie w kaloszach i z widłami podającą tym zwierzętom siano?! Dzisiaj właśnie takie coś robiłam.
Dziadkom pomaga syn sąsiadów, Lucas. To naprawdę świetny chłopak. Właśnie jemu dzisiaj pomagałam w tym wszystkim. On chce zostać w przyszłości weterynarzem; interesują go zwierzęta. Musisz go poznać, bo jest naprawdę świetnym facetem.
Nie wiem, o czym mogę Ci tutaj jeszcze napisać. Tyle się tutaj dzieje w każdej chwili, że nie wiem, co jest najważniejsze do opowiedzenia. Musisz koniecznie tutaj przyjechać i sama się przekonać, że to najcudowniejsze miejsce na ziemi. Mimo, że jest dopiero środek marca, to tutaj jest bardzo ciepło. Chodziłam w szortach! Doskonała pogoda na opalanie się. Jutro, kiedy wrócę ze sklepu (wybieram się do miasteczka na zakupy z Lucasem i będę wypatrywać prezentów dla Was i będę robić mnóstwo zdjęć), mam zamiar się opalać. Spalę się na Murzyna!
Pozdrów ode mnie wszystkich, ucałuj, przytul, powiedz, że tęsknię i wrócę niedługo. 

xoxo

PS: Jutro wyślę kolejnego maila z jeszcze większą ilością zdjęć!“

Przeczytałam wiadomość jeszcze raz, aby poprawić ewentualne błędy, a kiedy już była gotowa do wysłania, nacisnęłam odpowiednią ikonkę i poczekałam, aż się wyśle. Potem wyłączyłam komputer, wzięłam kąpiel i wróciłam do pokoju. Było dopiero po dwudziestej pierwszej, słońce nie schowało się jeszcze całkowicie za linią horyzontu, co dawało piękny widok. Zrobiłam zdjęcie dla Anette, podłączyłam pod ładowarkę aparat i zasłoniłam zasłony, aby spokojnie zasnąć.


______________________________________
Ten odcinek nie bardzo mi się podoba. Nie jest tak idealny, jakim go sobie wyobrażałam, ale nie będę tutaj nic zmieniać, bo nic z tego nie zostanie. A jak Wam się podoba? Długość powinna Was zadowalać, ponieważ pisałam tak, aby wyszły z tego jakieś trzy strony i są. Prawie całe. Kolejny rozdział pojawi się w przeciągu tygodnia. Mam nadzieję, że ten Wam się mimo wszystko podobał.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!

2 komentarze:

  1. Och, dziękuję! <3 No i widzisz, jak chcesz to potrafisz dodać odcinek :D a nie, muszę umierać, bo nie mam co czytać xD tak nie powinno być! ;D
    A co do odcinka, to jest świetny! ;D Ja nie mam pojęcia, co Ty od niego chcesz ;p
    ~Angela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra, nie bądź taka mądra :P Następnym razem nic Ci nie będę obiecywać :D

      Usuń