1 lipca 2013

059

Dedykacja dla wszystkich czytelników z okazji rozpoczęcia wakacji. Miłej zabawy tego lata!
_________________

Byłam w totalnej rozsypce. Kompletnie nie wiedziałam, jakim cudem to wszystko, co było do tej pory idealne, zamieniło się w takie gówno w przeciągu zaledwie kilku dni. Nie miałam pojęcia, co mam w ogóle ze sobą zrobić, jak postąpić i co myśleć. 
Odpowiedzi od Toma nie dostałam. Może to i lepiej? Bo po co mamy znowu ze sobą rozmawiać, skoro później i tak nic z tej rozmowy nie wyniesiemy i niewiadome będzie, czy wciąż mamy szanse uratować nasz związek, czy też ostatecznie się rozstaliśmy. Czekałam godzinę, dwie, trzy… aż w końcu zasnęłam na łóżku w ubraniu, co sprawiło mi ogromną ulgę, jakiej nie poczułam od bardzo dawna. 

Obudziłam się około dziesiątej rano. Nie miałam ochoty wstawać, brać prysznica, przebierać się w wygodniejsze ubrania, a potem zejść na śniadanie, które sama musiałabym sobie przygotować, a następnie zmyć po sobie talerz i kubek, by w końcu wrócić do pokoju lub zasiąść przed telewizorem i oglądać wszystkie te głupoty, które teraz pokazują. Nie chciało mi się kompletnie nic. Jednak przełamałam się po dwudziestu minutach bezczynnego leżenia i wpatrywania się w sufit i zabrałam się za wykonywanie wszystkich zapowiedzianych wcześniej czynności. Po odświeżeniu się, założyłam dresy i koszulkę na ramiączkach. Był ładny dzień, jednak wiał wiatr, co dawało chłodne powietrze. 
Kiedy zeszłam na dół, zdziwiłam się widokiem taty siedzącego przy kuchennym stole. Czytał gazetę ubrany w jeansy i koszulkę, co u niego było niecodziennym strojem. Zazwyczaj miał na sobie garnitur, w którym chodził do pracy. 
- Masz dzisiaj wolne? - zapytałam, wyciągając płatki i miskę z szafki.
- Tak. Dzisiaj i jutro, więc możemy spędzić trochę czasu we trójkę - uśmiechnął się do mnie.
- A gdzie mama? - wizja spędzenia z rodziną weekendu była czymś, co napełniło mnie pozytywnie. Dawno nie siedzieliśmy razem przy jednym stole, jedząc posiłek. Dawno nie robiliśmy nic razem, więc może czas, aby to zmienić? 
- Powiedziała, że idzie do sklepu, a wiesz, jaka ona jest, zapewne zabierze ze sobą połowę całego towaru - zaśmiał się. - A zatem, co myślisz o tym, żeby spędzić weekend razem? Możemy pojechać na działkę do rodziców mamy. Oni mają małe gospodarstwo, więc przekonałabyś się, co to znaczy pracować - tata coraz bardziej się zachwycał pomysłem, jaki przed chwilą zagościł w jego myślach. - Ty masz jeszcze chyba wolne pierwsze dwa dni marca, więc moglibyśmy pojechać tam na cztery dni! To jest wspaniały pomysł, nie sądzisz?
Czyżbym była tak nieprzytomna, że nie zwróciłam uwagi na to, że mam jeszcze wolne dwa dni kolejnego tygodnia? Możliwe. Ale pomysł taty z każdą chwilą stawał się bardziej realny i miałam coraz mniej wątpliwości co do niego. Ciekawie byłoby spędzić kilka dni na wsi, u dziadków, których bardzo lubiłam, a za którymi ogromnie się stęskniłam, gdyż nie widziałam ich od bardzo dawna. 
Rodzice mamy mieli małe gospodarstwo agroturystyczne w Breydin, w którym to oferowali gościom atrakcje związane z rolnictwem. Dziadek zajmował się uprawą kilku pól i łąk, a babcia pielęgnowała zwierzęta gospodarskie. Kiedy byłam małą dziewczynką i miałam około dziesięciu lat, bardzo często jeździliśmy z rodzicami do Breydin, żebym mogła cieszyć się wiejskim powietrzem. Breydin znajdowało się około czterdziestu kilometrów od Berlina, toteż mogliśmy pozwolić sobie na wycieczki. Po przeprowadzce do Polski nie mogliśmy nawet marzyć, żeby odwiedzać dziadków, a teraz, kiedy z powrotem mieszkamy w Niemczech, moglibyśmy na nowo zacząć tam jeździć.
- To bardzo dobry pomysł - odpowiedziałam tacie po wnikliwym przemyśleniu tej kwestii. 
Zjadłam śniadanie, zmyłam po sobie i kiedy mama wróciła ze sklepu, tata zajął ją rozmową o naszej wyprawie. Ta oczywiście bardzo się ucieszyła i wyjazd mieliśmy zaplanowany na godzinę czternastą. Przez trzy godziny miałam uwinąć się ze spakowaniem ubrań - mama doradziła, abym wzięła te, których nie lubię, żeby mi się nie zniszczyły. Potem zadzwoniłam do Anette, aby poinformować ją o tym, że nie zobaczymy się przez najbliższych kilka dni.
- Miałam nadzieję, że gdzieś razem wyskoczymy, skoro tyle wolnego - jęknęła. - Nie możesz przełożyć tego wyjazdu?
- Nie. Wiesz, bardzo dawno nie widziałam się z dziadkami. Oni mają to swoje gospodarstwo agroturystyczne, jest tam pewnie jeszcze lepiej, niż wtedy, gdy jeździłam do nich, jak miałam dziesięć lat! - miałam nadzieję zarazić entuzjazmem przyjaciółkę. 
- Z prawdziwymi zwierzętami? - zapytała. Byłam przekonana, że sama chciałaby ze mną pojechać.
- No ba! Musisz kiedyś się tam ze mną wybrać! 
- Koniecznie! - wiedziałam, że kiedy powiem Anette o zwierzętach, ona będzie równie pozytywnie nastawiona do mojego wyjazdu. Bardzo lubiła zwierzęta i wszystko co z nimi związane. - Aż się nie mogę doczekać.
- Może w wakacje coś da się wymyślić? Zapytam o to dziadków.
- Będę czekać na zdjęcia od ciebie! 
Ustaliłyśmy, że kiedy tylko wrócę, mam pokazać jej mnóstwo zdjęć z gospodarstwa, a w wakacje zabierzemy się całą paczką, żeby zrzucić się na głowę dziadkom. Nie wyobrażałam nas sobie tam, pomagającym w polu, ale to musiałoby być ciekawe zajęcie, a widok jeszcze lepszy! Oby tylko starsze małżeństwo się na to zgodziło.

Kiedy pakowałam rzeczy do torby, usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Była od Anette, co mnie nieco zdziwiło, gdyż przecież niedawno ze sobą rozmawiałyśmy przez telefon. 

,,Powiedziałam wszystkim, że jedziesz do Breydin i wszyscy chcą oczywiście prezenty.“

Zaśmiałam się cicho, ponieważ ten pomysł był totalnie szalony! Co ja im mogłam przywieźć z gospodarstwa agroturystycznego moich dziadków? Żeby to jeszcze było inne miejsce, takie, gdzie można by kupić jakieś pamiątki… Ale to była po prostu wieś. Swoimi wątpliwościami co do tego pomysłu podzieliłam się z przyjaciółką w esemesie.

,,Jakie prezenty? Przecież ja jadę na wieś.”

,,To nie jest istotne. Chcemy jakieś pamiątki i nie wykręcisz się z tego. My jesteśmy ludźmi miastowymi i nie wiemy, jak wygląda życie na wsi. Nieodwołalnie musisz nam przywieźć prezenty i mnóstwo zdjęć!“

Mimo wszystko cieszyłam się z tego, że przyjaciele tak bardzo zachwycają się tym, że wyjeżdżam. Przecież mogliby się ze mnie śmiać, że moi dziadkowie mieszkają na wsi, gdzie według stereotypów nie ma życia i jak w ogóle można tam żyć. Coraz bardziej miałam ochotę wybrać się tam teraz, a potem na wakacje ze znajomymi. 

,,OKEY! OKEY! Dostaniecie swoje prezenty i zdjęcia. Ale obiecajcie, że wybierzemy się do moich dziadków na wakacje, jeśli się zgodzą nas przygarnąć.“

Musiałam dziadków o zgodę zapytać, żeby im się potem niespodziewanie na głowy nie zwalić. Przecież nie było takie oczywiste, że chcieliby przyjąć mnie i moich przyjaciół na kilka dni w wakacje. Byłam jednak przekonana, że wyrażą zgodę. W końcu to jakieś pieniądze, bo za darmo nie moglibyśmy tam siedzieć. A do tego kilka rąk do pracy, ponieważ wakacje to dużo rzeczy do roboty. Niewiadomą pozostała więc kwestia tego, czy rodzice mamy się zgodzą.
Kolejna wiadomość od przyjaciółki:

,,Mówisz serio?! To byłby super pomysł móc pojechać tam! Aż się nie mogę doczekać! Chłopaki już chcieliby się z Tobą tam wybrać! Gustav mówi, że marzył zawsze o tym, by przejechać się ciągnikiem!“

Gustav na ciągniku - widok godny zobaczenia, więc to musiało się udać!
Zakończyłam rozmowę esemesową z Anette, bo miałam coraz mniej czasu na spakowanie się, a do torby wrzuciłam zaledwie kilka bluzek. 
Spakowałam się do końca i zaniosłam rzeczy na dół, aby taka mógł je załadować do samochodu.
- Jestem taka szczęśliwa, że jedziemy do moich rodziców - powiedziała do mnie mama, które zabierała ostatnie rzeczy do swojej torby. - To będzie taki cudowny czas, że nie jestem w stanie tego opisać! - widać było, że nie może się doczekać, kiedy w końcu tam będziemy. Tata również dzielił jej optymizm, bo w podskokach biegał od samochodu do domu z torbami, a na jego wargach widać było szczery uśmiech. 

Kiedy już jechaliśmy, postanowiłam poruszyć temat wakacji. Co prawda jeszcze dużo czasu było do początku lipca, ale trzeba było myśleć z wyprzedzeniem.
- Myślicie, że byłaby taka możliwość, żebyśmy z Anette i chłopakami pojechali na kilka dni w lato do dziadków? 
- Uważam, że to bardzo dobry pomysł - odezwał się tata, spoglądając na mnie we wstecznym lusterku. - Teraz młodzi ciągle siedzą w domach, grają na tych komputerach, psują sobie wzrok, więc dobrze by wam zrobiło trochę świeżego, wiejskiego powietrza - posłał mi lekki uśmiech. - Co prawda nie uważam, że ty siedzisz ciągle przy komputerze albo telewizorze, ale i tak większość czasu spędzasz w domu.
- Wypraszam sobie! - oburzyłam się. - Byłam przecież nie tak dawno w Magdeburgu na biwaku! 
- Ach, rzeczywiście. Zapomniałem. Jednak i tak to trochę za mało.
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas o tym, że trzeba porozmawiać z dziadkami, a reszta podróży minęła mi na słuchaniu muzyki przez słuchawki, a mama z tatą chyba o czymś dyskutowali. 

Po trzech godzinach jazdy, w co można wliczyć jeden postój na stacji benzynowej w celu zatankowania samochodu oraz jeden postój w sklepie, aby z pustymi rękoma nie wprosić się do czyjegoś domu, mogliśmy wysiąść. Pierwszą rzeczą, jaką ujrzałam po rozprostowaniu nóg był widok pięknego, ogromnego, drewnianego domu ogrodzonego drewnianym płotem. Nad bramą wisiał drewniany szyld z napisem:

,,GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE”.

Od razu wiedziałam, że to będzie coś pięknego. Chciałam od razu wpakować się do domu, przebrać w wygodniejsze ubrania i pójść z babcią lub dziadkiem gdzieś, gdzie można by coś zrobić. Rozpierała mnie energia i zapomniałam całkiem o tym, że mam złamane serce.


________________________________________
Szczerze powiedziawszy, to do ostatniego zdania miałam wątpliwości co do tego, czy umieścić tutaj to wydarzenie. Przecież wieś, gospodarstwo to coś zupełnie kosmicznego i szalonego. Może nawet samobójstwo, ponieważ mogłabym nie umieć opisać dobrze wszystkiego, co chciałam. Wierzę jednak w siebie i w to, że dam sobie radę. Liczę też, że Wam się spodoba ta sprawa, a jeśli tak, to pomyślimy nad tym, czy jednak tych wakacji na wsi nie urzeczywistnić. 
Czekam na Wasze opinie. Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Powiem, że w jednym z opowiadań też wcieliłam wieś w życie i dla mnie rzeczywiście było to samobójstwo haha xd Ale wierzę w Ciebie! Świetnie piszesz i masz dużo pomysłów, więc na pewno dasz sobie radę ;) Trochę krótki ten odcinek, no ale czasem i takie muszą być :D I tak dość szybko publikujesz także jestem wystarczająco zaspokojona, poza tym, że ostatnio jest tak mało słodkiego Toma :( No, ale i na niego przyjdzie czas, także czekam niecierpliwie! Może poskłada to złamane serce Carrie ;) Jezus naprawdę nie pamiętam jak ona ma na imię haha xd Mam nadzieję, że dobrze napisałam xd Zawsze mam z tym problem :D Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mój pomysł nie będzie samobójstwem! Krótki odcinek? Długość jest taka sama, jak wszystkich poprzednich xd No na Toma to będziesz musiała jeszcze poczekać z dziesięć odcinków (z bólem serca to napisałam). Dobrze pamiętasz! haha! <3

      Usuń
  2. Właśnie skończyłam. Jest mega jako całokształt. Niestety strasznie się wkręciłam w historię Carrie i jest mi w tym momencie przykro. Najpierw Alex( swoją drogą moja imienniczka) dowaliła,że się im w życie wpierdziela, że niszczy jej przyjaźń, że jest niechciana itd. To teraz jeszcze Tom ..., znudziło mu się czy ki grzyb ? Myślałam ,że mu na niej zależy. Gdybym była na jej miejscu zapytałabym wszystkich wprost czy też myślą jak Alex czy tylko udają,że ja zaakceptowali. Trudne dni nastały dla biednej Carrie, ale pomysł z wyjazdem na wioskę jest wprost genialny, odpocznie trochę, zdystansuje sie a może nawet pozna tam kogoś ciekawego ? Nie wiem z kim ani kiedy ale wiem ,że ta dziewczyna zasłużyła na szczęście. I mam nadzieję, że tak się też stanie. Trzymam za słowo i czekam najwyżej! do wtorku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieświadomie użyłam Twojego imienia! O co Tomowi chodziło, dowiesz się, gdy wróci z Bułgarii, a to jeszcze trochę potrwa, więc musisz się uzbroić w mnóstwo cierpliwości. Ej! Ty nie przewiduj mi tutaj akcji, bo Ci zabronię czytać i komentować! :D

      Usuń