8 czerwca 2013

056

Z racji, że jest dzisiaj u mnie bardzo ciepło, a ja mam dobry humor, chociaż jestem zawiedziona, że nie opaliłam się, zagrabiając trawkę, ale za to nabawiając się odcisków na dłoniach, to dzisiaj dodaję nową część opowiadania. Siedem dni odstępu, to chyba niedużo, a ostatnimi czasy były dłuższe, to co nieco Wam się ode mnie należy. Mam nadzieję dodać w tym miesiącu dużo odcinków, ponieważ mam ich na razie sporo w zapasie, wena też mi sprzyja, toteż zapowiada się dość ciekawie. Mogę Wam zdradzić, że Was zaskoczę.
____________________

Usłyszałam stłumiony dźwięk dzwonka we wnętrzu wielkiego domu. Czekałam kilkanaście sekund, po czym po raz wtóry nacisnęłam przycisk, w nadziei, że ktoś jednak podejdzie do tych przeklętych drzwi i je otworzy. Nie doczekałam się tego po kolejnym dzwonku i jeszcze paru następnych. Kiedy już straciłam jakąkolwiek nadzieję, usłyszałam otwieranie zamka w drzwiach, a po kilku sekundach drzwi się lekko uchyliły, a w nich ujrzałam zaspanego młodszego Kaulitza.
- No co? - zapytał, przecierając zaspane powieki. - Co tu robisz o takiej nieludzkiej godzinie? I dlaczego jesteś tak ubrana, jakbyś przed chwilą uciekła z domu przed jakimś potworem spod łóżka?
- Jak na śpiącego, to wydajesz się być bardzo rozmowny - mruknęłam tylko.
- Co w rzeczywistości jest nieprawdą…
- Jest Tom? - przerwałam mu wpół zdania.
- Tak, ale powiedział, że jeśli ktokolwiek do niego przyjdzie, to mam powiedzieć, że go nie ma. A jeśli to byłabyś ty, to w żadnym wypadku mam cię nie wpuszczać.
Super.
- Proszę, powiedz mu, że muszę z nim porozmawiać! - błagałam ze łzami w oczach.
- Ale co się stało? - Bill najwyraźniej się ożywił na widok mojej desperacji. Naprawdę musiałam z nim porozmawiać, choćby przez chwilę.
- Nie mogę ci powiedzieć. Przynajmniej nie teraz. Teraz muszę z nim porozmawiać. Powiedz mu, że nie odejdę stąd, dopóki on nie wyjdzie i nie stanie w tych drzwiach. Będę tutaj siedzieć całą noc, a nawet i przez tydzień, bądź całą wieczność… Proszę, powiedz mu to, Bill - już nie kryłam się ze łzami. Łkałam głośno, próbując się całkowicie nie rozkleić, bo jakbym do tego doprowadziła, to żadne słowa nie przeszłyby mi przez gardło.
- Chodź, wejdź do środka - Bill uchylił szerzej drzwi, ale ja stanowczo pokręciłam głową.
- Nie. Tutaj będę na niego czekać. Idź i mu to wszystko powiedz.
Nie nalegał więcej, tylko, zostawiając uchylone drzwi, pobiegł szybko na górę po schodach, zapewne do pokoju starszego brata, a ja stałam na dworze, wciąż się trzęsąc z zimna i zdenerwowania, próbując pohamować łzy, ściekające po moich policzkach. Czułam, że jestem w stanie zrobić wszystko, za wszelką cenę musiałam jakoś skontaktować się ze starszym Kaulitzem.
Na Billa nie musiałam długo czekać. Już po kilku minutach na powrót stanął w drzwiach, niestety sam i niestety z niewesołą miną.
Zapowiada się długa noc na zimnie, pomyślałam. Ale nie poddam się.
- Tom powiedział, że już ci wszystko wyjaśnił tak, jak t to zrobiłaś dzień wcześniej. Nie wiem, o co wam chodzi, ale naprawdę martwię się o ciebie. Jesteś cała roztrzęsiona i jestem pewien, że przemarznięta… Wejdź do domu i ogrzej się, a potem porozmawiasz z Tomem. Carrie… - prosił. Jednak ja nie mogłam pozwolić sobie na chwile słabości. Wizja ciepłego koca, gorącej herbaty i rozpalonego kominka w salonie bliźniaków było wizją godną marzenia, ale nie mogłam! Musiałam być silna! Przecież Tom nie każe na siebie czekać całe życie!
- Nie - odpowiedziałam tylko i wystukałam na komórce numer Toma. Musiał ze mną porozmawiać. Tyle tylko, że nie odbierał… Pierwszy sygnał… Drugi… Trzeci… Czwarty…
- Czy zamierzasz dzwonić do mnie całą noc? Dałabyś mi się wyspać! - powiedział, dobierając. Ucieszyłam się mimo wszystko. Przynajmniej odebrał.
- Tom… Proszę, wyjdź na dwór… - błagałam.
- Myślę, że nie mamy o czym ze sobą dyskutować. Wystarczająco długo znosiłem ciebie i twoje humorki… Nawet teraz wymyślasz sobie nie wiadomo co i nie wiadomo po co! Dlaczego w ogóle stoisz na takim zimie w kapciach i piżamie?!
- Nie wiem… Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje! - krzyczałam do przedmiotu, jakby to miało mi w czymś pomóc. - Proszę, wyjdź!
- Ale po co? Żeby usłyszeć od ciebie, że jestem idiotą, bo to co czuję napisałem ci esemesem? - jęknął głucho, jakby od niechcenia. - Nie mam ochoty powtarzać ci tego po raz drugi. Nie będę w stanie powiedzieć ci tego prosto w oczy…
- Nie chcę, żebyś to powtórzył… - powiedziałam cicho.
- To czego ode mnie chcesz?! - wrzasnął tak, że nie przyprawił mi bólu w uchu, ale także poszerzył ranę w sercu, którą zadał mi kilka godzin wcześniej…
- Żebyś powiedział mi jedynie, że masz mnie w dupie. Ale nie przez telefon, nie przez wiadomość… prosto w oczy. Miej tyle odwagi, żeby wyjść na schody przed twoim domem i powiedz mi prosto w twarz, że masz mnie gdzieś i żebym nigdy więcej nie wpieprzała się w twoje życie - to, ku mojemu zaskoczeniu, powiedziałam głosem lodowatym. Pełnym złości i przekonania o tym, że naprawdę tego chcę. Byłam przygotowana na najgorsze.
Tom nie odpowiedział. Rozłączył się, zostawiając mnie w niemałym osłupieniu. Wciąż trzymając komórkę w dłoni i niedowierzając, że chłopak przerwał połączenie, stałam pod drzwiami obserwowana przez Billa.
- Co powiedział? - zapytał cicho, a kiedy się nie odezwałam, znowu próbował zabrać głos, lecz przerwał, ponieważ oboje usłyszeliśmy kroki.
Odwróciłam się przodem do wnętrza domu i dostrzegłam sylwetkę starszego Kaulitza, który schodził ze schodów, zmierzając w moją stronę. Cały czas patrzył na mnie gniewnym wzrokiem, nie wiadomo z jakiego powodu. Podszedł do Billa, powiedział mu, żeby wszedł do domu i zostawił nas samych, a kiedy bliźniak wykonał prośbę, Tom zamknął drzwi wejściowe i stanął kilka kroków przede mną, wciąż patrząc mi w oczy.
- Po co tu przyszłaś? - zapytał po chwili milczenia. Jego głos był tak zimny… inny niż ten, którym zawsze się do mnie zwracał. Był obcy.
- Musimy porozmawiać - powtórzyłam chyba setny raz tego dnia.
- Nie mamy o czym…
- Tom, proszę! - jęknęłam ze łzami w oczach. - Dlaczego taki jesteś? Co się stało?!
- Przecież już wiesz. Powiedziałem ci. Dlaczego wciąż tego nie rozumiesz?
- Nie chcę rozumieć! - krzyknęłam głośno i zbliżyłam się do niego. Pociągnęłam go do siebie za bluzę i jeszcze raz, równie głośno, powiedziałam, że nie jestem w stanie pojąć tego, co się stało. Tego, że tak nagle stał się dla mnie zimny i obcy. Inny, niż dotychczas.
Kiedy nie reagował, jakby nie docierało do niego to, co mówię, wspięłam się na palce i zbliżyłam swoje wargi do jego miękkich ust, aby poczuć ich ciepło, którego tak mi brakowało. Całowałam go z uczuciem, jak nigdy do tej pory; chciałam, żeby odwzajemnił choć jeden pocałunek, choćby jedno muśnięcie wargami, czekałam na to, jakby wieczność, aż w końcu, ku mojemu zaskoczeniu, Tom odepchnął mnie od siebie tak, że prawie się przewróciłam…
- Przestań… - wyszeptał, spuszczając wzrok na swoje buty. - Doskonale wiesz, jak działają na mnie twoje usta, jak pragnę je całować i pieścić swoimi wargami, jak pragnę teraz chwycić cię w ramiona i nie puścić nigdy więcej… ale mam dość twoich humorów!
- Tom… - zaczęłam ponownie, zbliżając się do niego. - Obiecuję ci… przysięgam, że od teraz wszystko się zmieni! Tylko błagam! Nie zostawiaj mnie! Nie każ mi cierpieć!!! Nie zniosłabym tego, gdybyś powiedział mi, że już mnie nie kochasz!!!
- Ależ kocham cię! - już teraz patrzył na powrót w moje oczy, a jego czekoladowe tęczówki słały w moją stronę miliony piorunów, jakby chcąc mnie zabić. - Kocham cię jeszcze bardziej niż do tej pory! I za to cię teraz nienawidzę!
Podszedł do mnie blisko, najbliżej, jak to było możliwe i wpił się brutalnie w moje usta, jakby chciał posiąść je na własność. To trwało długie minuty, a może nawet godziny. Straciłam poczucie czasu, kiedy Tom całował mnie tak zachłannie. Spijałam namiętność z jego warg, a sama oddawałam mu się w całości, pozwalając na coraz to brutalniejsze pocałunki, mając świadomość, że kiedy ta piękna, najpiękniejsza chwila mojego życia, dobiegnie końca, moje usta nie będą w stanie dobrze funkcjonować przez jakiś czas.
Kiedy to w końcu Tom pierwszy oderwał swoje wargi od moich, nie wiedziałam, co mam zrobić. Brakowało mi tchu, toteż łapczywie łapałam powietrze, by dotlenić organizm. Chłopak także ciężko dyszał, widocznie czuł to samo, co ja.
Staliśmy tak bardzo blisko siebie, dzieliły nas zaledwie milimetry. On patrzył gdzieś w dal ponad moją głową, a ja przyglądałam się jego ustom i kolczykowi w dolnej wardze, który tak niesamowicie na mnie działał. Ramiona Toma oplatały moją talię, a ja dłonie położyłam na jego klatce piersiowej. Trzęsłam się z zimna przez tę moją koszulkę na ramiączkach, lecz bluza i ciepło bijące od chłopaka dawały mi jakieś ukojenie.
- Jest ci zimno - odezwał się w końcu, po ciszy trwającej niemalże wieczność.
- N-nie - odpowiedziałam cicho. Nie chciałam przerywać tej chwili. Mimo zimna było mi dobrze i chciałam, aby było tak przez cały czas. Do końca świata.
- Wejdźmy do domu. Jest późno, przeziębisz się… Rano Gordon podwiezie nas do twojego domu, przebierzesz się, a potem odstawi nas do szkoły - postanowił i już chwytał mnie za rękę i prowadził do środka.
- Nie mogę. Rodzice się o mnie martwią, bo tak nagle wyskoczyłam z domu. Nawet nie powiedziałam im, gdzie się wybieram… w takim stroju - spojrzałam na siebie pełnym desperacji wzrokiem. - Chciałam tylko wyjaśnić z tobą… tę sprawę. Już sobie idę.
Odwróciłam się na pięcie i skierowałam swoje kroki do furtki, z zamiarem wrócenia tą samą drogą do mojego domu. Marzyłam o tym, aby położyć się pod ciepłą kołdrą i wstać dopiero za tydzień. Było mi zimno i nawet wydawało się, że zaczął padać deszcz… Obym się myliła.
Kiedy zamykałam furtkę, spojrzałam na Toma, który stał pod swoją willą. W sumie to liczyłam na to, że coś zrobi… cokolwiek. On jednak wciąż uporczywie stał tam i patrzył na swoje buty, chyba nad czymś intensywnie główkując. Zrezygnowana, a zarazem zawiedziona, dreptałam powoli chodnikiem do domu, wyobrażając sobie tę chwilę, w której zakopię się w pościeli.
Czego ja się, idiotka spodziewałam?!, krzyczałam na siebie w myślach. Że Tom weźmie mnie w ramiona, zaniesie do swojej sypialni i przykryje kocykiem, jak małą dziewczynkę, którą dla niego byłam?! A może jeszcze zaśpiewa mi do snu kołysankę, żeby mi się lepiej spało?! Jaka ja jestem głupia! Za dużo sobie wyobrażam, a potem tak się rozczarowuję!
Ganiąc siebie w myślach, przyspieszyłam kroku. Nagle usłyszałam za sobą czyjś krzyk.
- Poczekaj!
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego księcia.

________________________________________
Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzione jakością odcinka, ponieważ starałam się ubrać w słowa to, co było w mojej wyobraźni, a było tego sporo. Wena wciąż mi dopisuje i rozdziały pojawiają się na moim komputerze z zawrotną prędkością, toteż kolejna część powinna pojawić się niedługo (w przeciągu tygodnia, żeby Was nie rozpieszczać za bardzo).
To tyle na dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie!

4 komentarze:

  1. Łał! Niesamowity odcinek, taki intensywny. Zastanawiam się dlaczego ona nie powie mu całej prawdy... i ciekawi mnie co pędzie potem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie ciekawie w kolejnych odcinkach :)

      Usuń
  2. Jej jaki emocjonujący odcinek! Bardzo mi się podoba mimo wszystko i chyba pierwszy raz Carrie mnie nie zdenerwowała, może nawet ją polubiłam na stałe hahah xd Tom trochę przesadza z tymi humorkami, ja mam wrażenie, że za tym kryje się jednak coś więcej :D No, ale zobaczymy... Wiedziałam, że nie pozwoli jej tak odejść. Jest cudowny! Musi być dla niego dobra, bo naprawdę ją znajdę i nie przeżyje tego spotkania xd Oby im się ułożyło! Przez chwilę wgl myślałam, że kurde ją zgwałci przed tym domem, jak się tak całowali haha xd Oczywiście w pozytywnym znaczeniu :D Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Carrie Cię nie zdenerwowała, to już jakiś sukces! :D Chociaż myślę, że niedługo znowu zacznie Ci działaś na nerwy :D

      Usuń