28 marca 2013

049


Ocknęłam się, kiedy poczułam na twarzy coś zimnego i dotarło do mnie, że ktoś wylał mi na twarz szklankę wody. Podniosłam się powoli do pozycji siedzącej i ujrzałam obok siebie Gustava z butelką wody mineralnej w ręce.
- Co się stało? - zapytałam, przypominając sobie moment, w którym straciłam przytomność.
- Zemdlałaś - odpowiedział sucho, ale po jego minie widać było, że się trochę martwił.
- Długo tak leżałam?
- Jakieś dziesięć minut.
Ta krótka rozmowa nie była potrzebna. Od razu mogłabym przejść do wykrzyczenia mu w twarz tego, co myślę o nim i Alex; o tym, że mogłabym w tej chwili zabić ich oboje, ale doszłam do wniosku, że lepiej byłoby uspokoić sytuację, a dopiero potem przejść do rzeczy.
- To, co powiedziała ci Alex jest nieprawdą - odezwałam się stanowczym głosem. - Nie wiem, dlaczego ci to powiedziała, ale nie ma w tym ani krzty prawdy. To, że spotykam się z Billem… Spędziliśmy ze sobą może dwa popołudnia, ale Tom o tym wiedział. A to, że umawiam się z każdym… po prostu w głowie mi się nie mieści to, że ona mogła tak powiedzieć. Tak samo nie mogę uwierzyć w to, że przekonała cię do swoich racji.
- Jak to? To ona mnie okłamała? - zapytał cicho. - Ale… mówiła, że widziała cię z jakimś chłopakiem z naszej szkoły. Widziała cię, że się z nim całujesz…
- Proszę?! - wykrzyknęłam. - Nie no! To są kłamstwa! - nie wytrzymałam i rozpłakałam się.
Gustav nie wiedział na początku co ma zrobić, lecz po chwili objął mnie po przyjacielsku i przytulił mocno. Wypłakałam mu się w rękaw, porozmawialiśmy jeszcze na temat tego, co Alex mu naopowiadała. A dowiedziałam się całkiem sporo: podobno co wieczór chodzę na randki z innymi chłopakami; Toma traktuję przedmiotowo; mam ochotę na Billa, który stanowi dla mnie rozrywkę, kiedy już nie mam w czym przebierać i wiele innych. Naprawdę nie miałam siły tego wszystkiego wysłuchiwać, ale wolałam dowiedzieć się tego od Gustava, a nie później od kogokolwiek innego. Kto, jak kto, ale Gustav był mi bardzo bliski.
- Powiedziała o tym komuś jeszcze, czy tylko tobie? - zapytałam.
- Tylko mi, a przynajmniej tak twierdziła… Przepraszam, że jej uwierzyłem, ale ja także zauważyłem, że spędzasz z Billem czas… Przepraszam.
- Dobra, nieważne. Chcę jak najszybciej wrócić do domu i powiedzieć tej dziewczynie co tak naprawdę o niej myślę. Nigdy bym się po niej tego nie spodziewała - przyznałam.

Wróciliśmy do reszty przyjaciół, którzy całkiem nieźle radzili sobie w łowieniu. Mieli już trochę ryb, toteż mieliśmy zapewnioną kolację. Nie chciałam psuć nikomu ostatnich chwil pobytu tutaj, więc zachowałam dla siebie nieprzyjemną rozmowę z Gustavem, a jego prosiłam o to samo, na co się zgodził.
- Gdzie byliście? - zapytał Tom.
- Chciałam się przejść, a Gustav był tak miły, że mi towarzyszył - uśmiechnęłam się lekko.
- Źle wyglądasz - dodała Anette. - Dobrze się czujesz?
- Trochę boli mnie głowa. Ale jest w porządku. Chyba pójdę się położyć, przepraszam was - powiedziałam i udałam się do namiotu, chcąc zapomnieć o wszystkim, co się tego dnia wydarzyło.
Chciałam cofnąć czas do momentu, w którym dowiedziałam się o tym, że przeprowadzamy się z powrotem do Berlina. Chciałam wrócić do tego i powiedzieć Anette, iż nie mam zamiaru nawiązywać znajomości z jej przyjaciółmi, że możemy stworzyć oddzielną paczkę. Ona ze mną i ona ze swoimi nowymi znajomymi. Ja nie będę się do niczego wtrącać. Nie zabiorę im jej, ale oni nie zabiorą jej mnie. Chciałam być szczęśliwa w Berlinie z najlepszą przyjaciółką, która była dla mnie jak siostra i chciałam, żeby było dobrze. A co mnie spotkało? Jakaś pseudo przyjaciółka wmówiła jednemu z najlepszych przyjaciół, że jestem puszczalską szmatą bez uczuć! Chciała chyba mnie skłócić z Tomem, skoro nawymyślała takich rzeczy. Miałam nadzieję, że nie powiedziała tego wszystkim. Nie przeżyłabym tego, gdyby Tom się o tym dowiedział. Chociaż było to nieprawdą, to czułabym się okropnie, gdyby chłopak słuchał takich oszczerstw na mój temat.
Po niedługim czasie ogarnęła mnie senność. Przymknęłam powieki i pozwoliłam, aby wszystkie moje mięśnie rozluźniły się, a mózg przestał pracować na pełnych obrotach.
Spałam chyba kilka godzin, ponieważ kiedy się ocknęłam, na dworze słońce chyliło się ku zachodowi. Dotarło do mnie, że zmarnowałam większość dnia na śnie, jednak nie czułam żadnego żalu z tego powodu. Przeciwnie - ulżyło mi, że na jakiś czas przestało obchodzić mnie to, czego dowiedziałam się od Gustava. Cieszyłam się, że przynajmniej we śnie nie czułam nic, co mogłoby spotęgować uczucie bezsilności i wściekłości na wszystko i wszystkich.
Kiedy już rozbudziłam się na dobre, wyszłam z namiotu i dostrzegłam Billa, Toma, Gustava i Anette siedzących na trawie i gadających w najlepsze. Nie widziałam nigdzie Georga.
Podeszłam do przyjaciół i zapytałam o ostatniego towarzysza.
- Poszedł po chrust do rozpalenia ogniska - wyjaśnił Tom. - Już się lepiej czujesz?
- Tak, dziękuję. Wybaczcie, że was opuściłam, ale naprawdę strasznie bolała mnie głowa - tłumaczyłam.
- Przecież nic się nie stało! - uśmiechnęła się do mnie Anette. - Dobrze, że już ci lepiej. Trochę się martwiliśmy, ale skoro już dobrze, to teraz posiedzimy i pogadamy.
- Świetny pomysł - kąciki moich ust powędrowały ku górze, a sama usiadłam obok Toma.
Chłopak ujął moją dłoń i siedząc tak, rozmawialiśmy o przeróżnych sprawach, aż w końcu Georg powrócił z wyprawy po drewno na ognisko. Chłopcy znowu rozpalili ogień, a ja z Anette przygotowywałyśmy jedzenie.

- Jutro już musimy wracać - oznajmił Hagen, kiedy siedzieliśmy przy ognisku.
Pogoda była bardzo ładna, ale było trochę chłodno, gdyż słońce całkowicie schowało się za linią horyzontu. Kiedy Georg oświadczył, że niedługo nadejdzie dzień powrotu, ogarnęło mnie pewne uczucie ulgi. Nie wiedziałam, czym to można uzasadnić, lecz wizja powrotu rzeczywiście napawała mnie jakąś nikłą radością. Może dlatego, że już nie musiałabym spędzać dwudziestu czterech godzin z kimś, tylko mogłabym siedzieć sama w swoim pokoju i pogrążyć się we własnych myślach?
- Może zrobimy sobie jeszcze jeden dzień wolnego? - zapytał Tom. - Mnie się nie chce wracać.
- Rodzice się na pewno nie zgodzą. Ja swoich i tak ledwo uprosiłam o tych kilka dni - powiedziała Anette.
- Szkoda - mruknął Gustav. - Musimy to kiedyś powtórzyć - dodał już głośniej i bardziej optymistycznie. - Proponuję wakacje, albo majówkę!
- To świetny pomysł! - poparł go Georg. - Wtedy będzie jeszcze więcej dni i moglibyśmy przyjechać albo tutaj, albo gdzieś dalej.
- Lepiej tutaj, bo tu blisko to i więcej wolnego czasu - wtrącił Bill.
Kiedy reszta dyskutowała o tym, co będzie najlepszym miejscem na kolejny wypad, ja siedziałam i żułam kiełbaskę, która powoli stygła. Nie miałam apetytu, a co dopiero mówić o jakichś dyskusjach o nie wiadomo czym. Próbowałam nie myśleć o tym, co powiedział mi wcześniej Gustav, ale to wracało do mnie. Każde słowo, wszystko! Jak mogłam być taka głupia i nie domyśleć się, że Alex może mieć coś do mnie?! I dlaczego takich głupstw nagadała chłopakowi, który był moim przyjacielem?! Czy ona uważała, że Gustav mi nic nie powie?! W sumie, to pewnie i by nie powiedział, gdyby nie ten wyjazd i nie głupia wymiana zdań na temat kobiet…
- Ale się zamyśliłaś - trącił mnie Georg. - Uważaj, bo ci zaraz spadnie kiełbaska - uśmiechnął się.
- Dzięki - spojrzałam na niego.
- Coś się stało? - chyba zauważył, że coś ze mną nie tak, bo usiadł koło mnie na pniu oczekując wyjaśnień.
- Nic, po prostu trochę źle się czuję - wyjaśniłam z lekkim uśmiechem, aby nie zamartwiać chłopaka.
- Jak chcesz - odpowiedział tym samym. - Dobra, dzieciaki - zwrócił się do pozostałych. - Jest już grubo po północy, więc czas się zbierać do spania - słysząc jęki, wywrócił oczami. - Nie marudźcie, tylko spać. Rano posprzątamy i po południu wracamy.
- Wstąpimy jeszcze do naszych dziadków, bo zapraszali nas na obiad, kiedy będziemy wracać - przypomniał Tom.
- Czyli jedzenie mamy z głowy - zażartował Gustav.
- Tym lepiej, bo nie mam ochoty na kolejne danie złożone tylko z kiełbasy albo ryb - dodała Anette udając, ze wymiotuje.
- Masz coś do naszych ryb? - zapytał Tom z wyrzutem.
- Owszem! - rzuciła wyzywająco.
- Pff! - prychnął tylko i podszedł do mnie, dając mi całusa w policzek, mówiąc: - Idziemy spać?
- O fuu! - jęknął Gustav. - Będą się teraz tylko całować - tym razem to on udawał, że mu niedobrze.
Tym razem zaczęła się dyskusja na temat okazywania sobie uczuć, której już w ogóle nie chciałam słuchać. Byłam strasznie zmęczona, więc nie oglądając się na Toma, poszłam spać.

Mieliśmy wstać z samego rana, żeby do południa wyrobić się z dotarciem do domu państwa Kaulitz, a pobudka była około dziesiątej. Do wyboru było: sprężyć się z zabieraniem wszystkiego i dojściem na przepyszny, prawdziwy obiad babci bliźniaków, albo pożegnaniem domowego obiadku i późniejszym wyjściem z polany.
Jednogłośnie stwierdziliśmy, że zapowiedź pysznego obiadu wygrywa z chęcią lenistwa.
- Ruchy, ruchy, ruchy! - poganiał nas Tom. - Babcia zawsze robi obiad na druga po południu.
Ledwie widząc na oczy, zbieraliśmy wszystkie nasze rzeczy, zabieraliśmy to, co przywieźliśmy, żeby po naszej obecności nie było tutaj najmniejszego śladu. Efekty były bardzo zadowalające. Zajęło nam to wszystko trzy godziny, a następnie ruszyliśmy w drogę powrotną.
Było wesoło - to można od razu przyznać.
Gadaliśmy, śmialiśmy się, więc cała podroż minęła w bardzo pozytywnym nastroju. Ja również czułam się znowu dobrze, a o wczorajszej rozmowie z Gustavem nawet nie myślałam.
Margita i Wolfgang przyjęli nas bardo ciepło. Pytali o to, jak spędziliśmy czas i zapraszali na kolejny biwak w tym samym miejscu. Najważniejsze jednak było to, że pozwolili nam się odświeżyć, a babcia chłopaków przygotowała najpyszniejszy obiad pod słońcem! Mimo, iż to było tylko spaghetti, to jedliśmy tak, jakbyśmy nie mieli nic w ustach przez miesiąc.
- Cieszę się, że wam smakuje - powiedziała staruszka, patrząc na nas z uśmiechem.
- Jak miałoby nam nie smakować po tylu dniach jedzenia samych ryb i kiełbasy! - odpowiedział jej Georg.
Około piątej po południu ruszyliśmy w drogę do Berlina. Najedzeni po same uszy, nawet nie daliśmy rady zająć się jakąś rozmową. Tylko Hagen z Tomem rozmawiali cicho siedząc z przodu, a ja z Billem, Gustavem i Anette, drzemaliśmy sobie z tyłu, czekając na powrót do domu.

________________________________________
Chyba nie mam nic do dodania, prócz tego, że liczę, iż się spodoba.
Ach, zapomniałabym o życzeniach! Znajdziecie je w zakładce obok ;)

4 komentarze:

  1. W końcu Gucio się nawrócił.. Cieszy mnie to, jednakże te jego wahanie az mnie smieszylo.. tu mysli- przeciez Alex mowila tak, a z drugiej strony Carrie placze i zaprzecza. Tez bym chciala by moja babcia tak dobrze gotowala ;D
    Czekam na next ;*
    Little

    OdpowiedzUsuń
  2. No, Gustav, już myślałam, że coś z tobą nie tak o.O Alex...jak ja jej nienawidzę -.-
    Haha, nie wiem jak oni mogli żyć na kiełbasach i rybach xD Noo, ciekawi mnie co będzie dalej :D Mam nadzieję, że szybko coś napiszesz ;)
    ~ Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi od początku śmierdziała ta cała Alex. Co ona sobie wyobraża?! Jakaś psychiczna ; // Dobrze, że Gusti jest ogarnięty facet.
    Więcej Anette i Georga *_* Czekam na NN! <33

    OdpowiedzUsuń
  4. jak mnie tu dawno nie było! ;o ale spokojnie, wszystko nadrobiłam. ;D tyle się tutaj dzieje, że nie wiem co komentować... Bill wkracza do akcji, milusio. ;D ale jednocześnie szkoda mi Toma, hm. w każdym razie zdaję się na Twoje pomysły i czekam na kolejne części. ;)

    `beautifuldirtyrich.

    OdpowiedzUsuń