17 marca 2013

048

Dotarliśmy na miejsce po jakichś piętnastu minutach. Chciałam podziękować Billowi za poświęcenie i zająć się własną kostką, lecz chłopak nawet nie chciał o tym słyszeć. Przeciwnie - posadził mnie na pniu i kazał, aby się nie ruszać.
- Zaraz wracam z bandażem - uśmiechnął się i począł szukać w namiocie apteczki.
- Nie rób sobie kłopotu - odpowiedziałam, ale on już chyba tego nie usłyszał.
Wrócił do mnie z kilkoma bandażami, nawet nie wiedziałam, dlaczego przyniósł ich aż tyle. Wytłumaczył jednak, iż nie był pewien, który z nich będzie najodpowiedniejszy, toteż wziął kilka. Po długich zmaganiach, Bill zabandażował mi kostkę, za co podziękowałam mu uśmiechem, który wyrażał wdzięczność i zakłopotanie, ponieważ nie wiedziałam, co mogę powiedzieć. Mimo tego, co wydarzyło się wcześniej, to Bill wydawał się być tym niewzruszony, jakby to było normalne. Byłam mu za to wdzięczna, ale również denerwowała mnie ta jego obojętność na to, co się stało. Postanowiłam jednak, że również pozostawię to tak, jak jest i nie będę roztrząsać, gdyż mogłoby to mieć nieprzyjemne dla mnie konsekwencje.

Kilka godzin później zdecydowaliśmy się rozpalić ognisko, gdyż słońce już było bliskie zachodowi, a my zgłodnieliśmy. Chłopcy nazbierali jeszcze trochę chrustu, a ja z Anette wzięłyśmy się za przygotowywanie kolacji. Zabraliśmy ze sobą trochę kiełbasek i wszelkie potrzebne produkty do przyprawienia kiełbasek.
- Gotowe! - zawołali chórem chłopcy, pokazując na świeżo rozpalone ognisko. - Trzeba się urodzić z talentem do rozpalania ognia! - dodał Georg.
- Bo pewnie sam to zrobiłeś - prychnął Tom.
- Nie, skąd. Trochę mi pomogliście - odpowiedział mu z uśmiechem.
Hagen i starszy bliźniak rozpoczęli długą konwersację na temat rozpalania ogniska, więc nie sposób było ich uspokoić. Zawsze taka pogadanka kończyła się kłótnią, a to z kolei doprowadzało do cichych dni między tymi dzieciakami. Tym razem jednak, szybko doszli do porozumienia, więc mogliśmy zasiąść przy ognisku i skonsumować przygotowany posiłek.

Spać poszliśmy grubo po północy, gdyż ognisko zaczęło już gasnąć, a my byliśmy zmęczeni. Wypiliśmy po kilka piw, więc to również wzmogło zmęczenie. Chłopcy dogasili ogień i razem wgramoliliśmy się do dwóch namiotów. Było nas sześcioro, więc mieliśmy spać trójkami. Gustav, Georg i Anette położyli się w jednym namiocie, co mnie nie cieszyło za bardzo, gdyż przez taki obrót spraw, ja miałam spać z Billem i Tomem. Wolałabym, aby na miejscu młodszego z bliźniaków znalazł się Gustav, albo Hagen, ale głupio byłoby mi narzekać. Z niemałym zakłopotaniem ułożyłam się koło Toma, który objął mnie czule, a ja położyłam mu głowę przy klatce piersiowej i próbowałam nie myśleć o tym, jak może czuć się Bill, kiedy tak leży koło Toma i jest mu źle ze świadomością, iż nie jest na miejscu swojego brata.

Następnego dnia spędzaliśmy czas nad wodą. Tam chłopcy znowu zajęli się łowieniem ryb, a my z Anette rozmawiałyśmy i przypatrywałyśmy się przyjaciołom.
- Możecie plotkować trochę ciszej? - zapytał Gustav. - Płoszycie nam jedzenie.
- Sam nie mówisz ciszej - odpowiedziała mu Anette. - Jestem ciekawa, ileż tego jedzenia już macie. Bo skoro uważacie, że coś złowicie, rozprawiając nie ciszej od nas, to pewnie złowicie sobie tych ryb wystarczająco, aby było dla was i na obiad i kolację. My z Carrie zadowolimy się kanapkami.
- Nie bądź taka mądra! - odparł Gustav. - Zobaczycie jeszcze, że będziecie nas błagać o kawałeczek rybki! A my wam przypomnimy wasze słowa!
- Ja nic nie mówiłam! - broniłam się. - Chętnie spróbowałabym pieczonej ryby z ogniska - uśmiechnęłam się. - Nigdy czegoś takiego nie jadłam.
- No tak, bądź po ich stronie - powiedziała do mnie z pretensją dziewczyna.
- Nie bądź taka - próbował uspokoić ją Georg. - Mimo, iż jesteś śliczna, kiedy się złościsz, to nie jest to teraz potrzebne - uśmiechnął się do niej, a Anette od razu temu uległa.
- To my już będziemy rozmawiać ciszej. Liczę, że dostanę jakąś rybkę od ciebie - mruknęła mu do ucha.
- Wiedziałem, że tak będzie - westchnął ciężko Gustav i uśmiechnął się pod nosem. - Dziwię się, że kobiety można tak łatwo przekupić zwykłym słodkim uśmiechem - dodał i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Z mężczyznami nie jest inaczej - odpowiedziałam mu, przysiadając się obok. - Wystarczy jakiś znak, że okazujemy zainteresowanie, a wy już lecicie, jak ćmy do ognia.
- Na pewno nie! - oburzył się. - Może kobiety i są słabszą płcią, może i są mądrzejsze, ale według mnie są sto lat za murzynami, jeśli chodzi o okazywanie jakichkolwiek znaków zainteresowania. Kobiety w ogóle nie myślą nad tym, co robią! Chcą jednego, a jak tego nie dostaną, to zrobią wszystko, żeby to dostać! Jesteście po prostu nigdy niedowartościowane! Chcecie czułości, kiedy nie możecie jej mieć. A jak to dostaniecie, to już wam się nudzi, bo jest już dostępne! To jest chore! Wszystkie kobiety są takie! I nie wmawiaj mi, że albo nie wszystkie, albo przynajmniej nie ty, bo nie przekonasz mnie. Jesteś taka, jak wszystkie kobiety. Może i masz w sobie coś wyjątkowego, ale pozostaniesz zawsze kobietą.
Zdziwiły mnie słowa Gustava. Były tak poważne, jakby wyczytał to sobie w jakiejś encyklopedii, albo przygotowywał tę mowę od dłuższego czasu. Mimo wszystko dotknęły mnie owe słowa, gdyż w ogóle się z tym nie zgadzałam. Postanowiłam więc zaangażować się w tę dyskusję.
- To niby co świadczy o tym, że jestem jak większość kobiet? - zapytałam spokojnie; byłam w pełni świadoma, że na to pytanie nie będzie potrafił znaleźć odpowiedzi.
- Chcesz przykładu? - zaśmiał się ironicznie. - Bo zapewne tego nie widzisz. Wszystkie kobiety są na to ślepe. Nie mają pojęcia, co robią nie tak, bo są niby takie święte i idealne!
- O co ci chodzi, do cholery? - oburzyłam się. - Mówisz tak, jakbym coś zrobiła, o co najchętniej posadziłbyś mnie w więzieniu!
- Lepiej byłoby, gdyby ta rozmowa odbyła się między nami. W cztery oczy. Chcesz wiedzieć więcej, to przejdź się ze mną - powiedział już spokojniej.
Zgodziłam się. Chciałam natychmiast wiedzieć, o co mu chodziło, bo naprawdę doprowadzał mnie do wściekłości swoimi mądrościami Wielkiego Pana Gustava. Niby taki znawca, a pewnie sobie coś wymyślił, co jest absolutną nieprawdą i teraz się tylko ośmieszy.
Zostawił swoją wędkę i przeszliśmy przy namiotach, kierując się w stronę domu dziadków Kaulitzów.
- No, może raczysz mi powiedzieć, o co się tak wściekałeś? - zapytałam.
- Myślałem, że jesteś bardziej domyślna, Carrie - rzekł.
- Widocznie nie. Skoro jesteś taki mądry, to powiedz, co masz do mnie.
- Czy ty nie widzisz, co robisz?! Jak ranisz tych, którzy cię kochają?! Naprawdę jesteś ślepa na uczucia?! Nie widzisz, jak Bill zabiega o twoje względy i jak cierpi, kiedy umizgasz się* do jego brata?! Tom może i tego nie widzi, albo nie chce widzieć, jak jego brat wzdycha do ciebie! Na początku może i było do dobrą zabawą, ale nie sądzisz, że powinnaś się w końcu zdecydować?! Albo powiedzieć Billowi, że nie ma szans, albo zrobić cokolwiek innego, żeby tylko jeden z nich przestał cierpieć! Dlaczego jesteś taka samolubna?! Myślałem, że kiedy zejdziecie się znowu z Tomem po tej kłótni, to przejdzie ci ta zazdrość i chęć posiadania wszystkiego, czego tylko zapragniesz. A co się okazuje? Mało ci Toma, to i jego brata byś chciała.
- Za kogo ty mnie masz?! - wybuchłam. - Za jakąś dziwkę?! Przecież ja nic nie robię! To Bill sam wczoraj mnie pocałował i powiedział, że mu się podobam! Nie prosiłam się o to, ani o miłość Toma. Może nie powiedziałam mu jeszcze, że go kocham, ale chcę z nim być i nie zamierzam z niego rezygnować. Chyba, że sam powie mi, iż mnie nie chce! A to, że podobam się Billowi to nie moja wina i nic z tym nie mogę zrobić!
- Owszem, możesz - powiedział stanowczo, co mnie zdziwiło. - Możesz powiedzieć mu, że twoje serce należy do Toma, a sam Bill cię nic nie obchodzi. Nie sądzisz, że to byłoby lepsze od tego ciągłego działania na dwa fronty?
- Jakie dwa fronty?! O czym ty mówisz?! Wymyśliłeś coś sobie, a teraz próbujesz mi to wmówić! Nie trwam w żadnym podwójnym związku, jeśli chodzi ci właśnie o to. Billowi nic nie obiecywałam. Może i jest moim bliskim przyjacielem, co naprawdę cenię, ale powiedziałam mu szczerze, że nie czuję do niego nic więcej, prócz przyjaźni! Myślisz, że jestem z Tomem tylko dla zabawy?!
- Mówiąc jak najbardziej szczerze, to tak właśnie myślę - rzekł spokojnie. - Tak właśnie uważam…
- Niby na jakiej podstawie?! - wrzasnęłam. - Nie bawię się Tomem!
- To jak nazwiesz to, że nie mówisz mu o swojej miłości, że zamiast spędzać czas z nim, to zabawiasz się z jego bratem? Jak nazwiesz to, że chodzisz na randki z kim popadnie?!
- C O ? ! - prawie zemdlałam, kiedy usłyszałam ostatnie oskarżenie. Byłam w szoku, że powiedział mi takie coś. Przecież nigdy nie umówiłam się z nikim, kiedy byłam w związku z Tomem. Nie spojrzałam na nikogo innego, a czas spędzałam jedynie z samym Tomem, jego bratem, albo Georgiem i Gustavem. - Co ty wymyślasz?!
- Może to nieprawda? - spytał ironicznie się przy tym uśmiechając.
- NIE! Niby skąd ci to przyszło do głowy?! Bo nie myślę, żebyś sam wymyślił takie głupstwo!
- To nie jest ważne…
- Dla mnie jakoś ważniejsze jest to, kto ci to powiedział, niż wysłuchiwanie dalszych oszczerstw na mój temat! Może jeszcze powiesz mi, że puszczam się z każdym, kto na mnie spojrzy, bo jestem niedowartościowana przez Toma, który pociąga mnie tylko wtedy, kiedy jest nie do zdobycia, a Bill jest zawsze na deser, kiedy nie znajduję sobie innego zajęcia?!
- Po prostu to wiem i już.
- Pan jasnowidz od siedmiu boleści, czy jak?! Może byś mi łaskawie odpowiedział na to proste pytanie! Niech cię będzie stać chociaż na to, bo na jakikolwiek komplement z twoich ust to raczej już liczyć nie mogę. Same kłamstwa umiesz opowiadać, a przyznać się do czegoś to już nie potrafisz?!
- Wiem to od Alex…
Zrobiło mi się ciemno przed oczami, a to, co zobaczyłam w ostatniej chwili, przed utratą przytomności było jasne słońce przedzierające się przez korony drzew, a w głowie dudniło mi jedynie jedno słowo: Alex.


*umizgi - umizgać się, to w dawnej polszczyźnie znaczyło zalecać się, zabiegać o względy osoby płci przeciwnej

_______________________________________
Jakoś trzeba to opowiadanie ubarwiać, nie sądzicie? Skoro czyta je zaledwie garstka, to może jak zacznę coś mieszać, to jeszcze jakaś garstka mnie tutaj odwiedzi i zostanie na dłużej?
Mam nadzieję, że się Wam spodobał ten odcinek, a zakończenie Was zaskoczyło.
Pozdrawiam serdecznie.

4 komentarze:

  1. Świetny odcinek, jak zawsze :) Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za Gustav.. Przesadza on nieco, bo upiera sie przy swoim, co dla mnie jest dziecinne, bo jak mozna nie brac pod uwage zdania drugiej osoby, nawet jesli z tym sie nie zgadza? Carrie mowi jak do sciany.. juz bym mu oddala ta rybe, ze zlosci chyba.. nie cierpie jak faceci maja takie nastawienie do kobiet.
    Pisz nexta! ;*
    Little

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi tam się podoba, to co powiedział Gustav! Może i nie do końca miał ze wszystkim rację. Ale zgadzam się, że Carrie powinna podjąć jakąś decyzję i definitywnie zrezygnować z jednego z bliźniaków, żeby potem nie zrobiło się z tego jakieś większe bagno... Po prostu wszyscy będą cierpieć jeśli ona czegoś z tym nie zrobi, a tak być nie powinno. Mam nadzieję, że się ogarnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. przykro mi jak myślę, jak Bill musiał cierpieć widząc carrie w objeciach brata w tym namiocie. serio.. a ona.. tu niby jest z Tomem ale tu przychodzi do Billa, tu daje sie pocalowac zamiast dac Billowi w twarz. Sama już nie wiem, który Kaulitz bardzoej do niej pasuje, ale takim postępowaniem może zrazic do siebie ich obu i wtedy juz serio zostanie z niczym. Albo rybki albo akwarium.
    Mam nadzieję, że bedziesz dodawać częścniej notki <3
    I wielkie dzięki za polecenie mojego bloga :)
    Btw Zapraszam wlasnie do siebie na nową notkę :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń