3 marca 2013

047


Odwróciłam się gwałtownie i wyrwałam rękę z uścisku, który nie był tak silny, jak się spodziewałam. Ujrzałam przed sobą wysoką, szczupłą postać, co wywarło na mnie ogromne wrażenie, ponieważ nie przyszłoby mi do głowy, aby to mógł być właśnie on. Powstrzymałam okrzyk zaskoczenia w ostatniej chwili i tylko patrzyłam tępo na Billa, nie wiedząc, o się stało oraz o co mu chodzi; nie śmiałam też przerwać ciszy, która między nami panowała. Patrzyliśmy na siebie, lecz żadne z nas się nie odezwało. Dopiero po dłuższej chwili to ja pierwsza zdobyłam się na zabranie głosu, chociaż to, co powiedziałam, nie było zbyt mądre, ale w głowie brzmiało o wiele lepiej…
     - Prawie zawału dostałam. Czy ty w ogóle myślisz?! - zabrzmiało to też ostrzej niż w myślach.
     - Przepraszam… po prostu… chciałem pogadać - powiedział tak… dziwnie. Jego głos był smutny. Kiwnęłam głową, iż rozumiem, a on ruszył przed siebie w głąb lasu.
Skoro chciał porozmawiać, to poszłam za nim, zachowując odległość jakichś dwóch metrów. Patrzyłam pod nogi, ponieważ na ziemi leżało pełno gałęzi z drzew połamanych przez wiatr; mnóstwo konarów oraz wystających korzeni zalegało na mchu, co utrudniało przemieszczanie się, ale chłopak parł uparcie naprzód jakby mu to nie przeszkadzało. W sumie był po paru piwach, więc pewnie było mu to obojętne. W każdym razie, kiedy tak szedł i szedł, aż w końcu się zatrzymał, nie uprzedzając mnie o tym, wpadłam na niego, gdyż nadal trzymałam wzrok w dole, wypatrując sobie odpowiedniej drogi.
     - Wybacz - mruknęłam, kiedy już stałam stabilnie. - O czym chciałeś pogadać? - zapytałam siadając na suchym pniu, aby moje nogi trochę odpoczęły.
     - Nie wiem jak to powiedzieć… Pewnie będziesz wściekła… co tam wściekła! Będziesz chciała mnie zapewne zabić! - podniósł głos, a ja wstałam gwałtownie, nie wiedząc, co zrobić innego. - Jednak chyba dłużej nie wytrzymam, bo to trochę męczące tak żyć w tajemnicy. Ty się już pewnie jakoś domyślasz… Boże, mam nadzieję, że nie będziesz zła!
     - Dlaczego miałabym być zła? - zdziwiłam się, nie wiedząc, co chłopak chce mi przekazać.
     - Bo to jest straszne, co robię, co się ze mną dzieje! Ale naprawdę nie mam na to najmniejszego wpływu! Chciałbym mieć, ale nie mam!
     - To skoro nie masz na coś wpływu, to chyba nie powinnam cię za to obwiniać. Bill, zastanów się nad tym, co mówisz, bo chyba nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę. Gadasz od rzeczy i nie mogę nic z tego zrozumieć - traciłam powoli cierpliwość, a chłopak wydawał się być coraz bardziej roztrzęsiony. Jakby zaraz miał się rozpłakać. Ja natomiast zaczynałam się coraz bardziej bać.
     - Nie wiem, jak mogę ci to powiedzieć…
     - Obyś powiedział to, zanim oszaleję z wściekłości, bo naprawdę ta rozmowa doprowadza mnie do szału! Owijasz w bawełnę, jakbyś miał powiedzieć, że zabiłeś moich rodziców!
     - Nie, skąd! - zapewnił, jakby to miała być jakaś ewentualność. - Po prostu boję się, jak to przyjmiesz i… i to mi nie daje powiedzieć tego wprost.
     - Bill, do jasnej cholery! Zaraz sobie stąd pójdę i tyle z naszej rozmowy! - nie wytrzymałam i zaczęłam na niego krzyczeć. - Powiedz w końcu czego ode mnie chcesz i po co przyszliśmy aż tutaj, żeby przeprowadzić tę idiotyczną rozmowę, która pewnie i tak się zaraz zakończy, bo ty nie umiesz mi czegoś powiedzieć! Boisz się, że cię zabiję? - prychnęłam. - To po prostu śmieszne! Zachowujesz się jak dziecko, jak…
Nie dane mi było dokończyć monologu, gdyż coś zamknęło mi usta. Coś miękkiego, co smakowało jak coś, czego nigdy w życiu nie skosztowałam. Coś, co przylegało do moich warg jak jakaś pijawka. Wbiło się w moje usta i raczej nie chciało się od nich oderwać.
Dopiero po chwili zorientowałam się, co się dzieje. Kiedy poczułam na swojej talii coś delikatnego, aczkolwiek stanowczego, ogarnęło mnie dziwne uczucie... Były to ręce Billa, które oplatały mnie jak szczypce. Na ustach natomiast czułam smak jego warg.
C O ? !
Odepchnęłam go natychmiast i stanęłam w znacznej odległości od niego. Patrzyłam na chłopaka zszokowana, nie wiedząc, co mam zrobić, co powiedzieć. Byłam… Nie jestem w stanie opisać tego, co czułam w tamtej chwili. Myśli kotłowały mi się w głowie, nie wiem, która wdarła się do mojej podświadomości pierwsza, a która tuż za nią.
     - Od miesiąca chciałem to zrobić - powiedział Bill.
Te słowa zostaną mi w pamięci na długi czas. Wiedziałam to od razu, kiedy wypowiedział to zdanie. Nie odpowiedziałam mu. Uciekłam z lasu jak tchórz i próbowałam dostać się do miejsca, w którym stały rozbite nasze namioty. Chciałam najszybciej móc zakopać się pod kocem i przespać ten dzień, zapominając o tej sytuacji. Albo najlepiej cofnąć czas i nigdy nie zgodzić się na ten wyjazd!
     - Carrie! - usłyszałam za plecami, więc przyspieszyłam kroku.
Nie wiedziałam, czy idę w dobrym kierunku. Kierowałam się instynktem i przypominałam sobie, jak tu w ogóle dotarłam.
     - Carrie! Zaczekaj! - usłyszałam bliżej, więc zaczęłam biec.
Nie chciałam z nim rozmawiać; nie chciałam na niego patrzeć. Nie mogłam patrzeć w jego czekoladowe oczy, które były tak podobne do oczu Toma, który był przecież moim chłopakiem! Nie teraz. Jednak Bill był moim przyjacielem i chyba należało mu się parę słów wyjaśnienia. Kiedy tak biegnąc, zastanawiałam się, co mam w tej chwili zrobić, poczułam straszny ból w prawej kostce. Przewróciłam się i znowu poczułam przeszywający ból. Nie mogłam się podnieść, ani ruszyć stopą. Bojąc się najgorszego, że może skręciłam kostkę, spróbowałam jeszcze raz unieść się na nogi, ale runęłam z powrotem na ziemię.
     - Cholera jasna! - krzyknęłam z bólu i wściekłości na wszystko. Na bolącą nogę i na Billa, który zrobił to, co z robił. To przez niego leżałam teraz na brudnej ziemi ze skręconą kostką!
Gdzie on się w ogóle podziewał?! Skoro za mną szedł, to powinien już być przy mnie i pomagać mi wstać!
I zjawił się.
     - Co się stało? - zapytał, patrząc na mnie z przerażeniem.
     - Raczej się nie opalam - wycedziłam przez zęby. - Chyba skręciłam kostkę - powiedziałam już wyraźniej. - Cholernie boli.
     - Pomogę ci wstać i pójdziemy do namiotów. Chyba powinniśmy mieć apteczkę.
Kiedy podnosił mnie z ziemi i objął mnie ramieniem w talii, poczułam to samo, co wtedy, gdy mnie pocałował. Ekscytację i podniecenie. Nie wiem dlaczego, ale podobało mi się to, jak delikatnie, ale zdecydowanie obejmuje mnie w pasie i podtrzymuje, abym się nie przewróciła. Jednak nie było dane mi delektować się tymi uczuciami, ponieważ kostka dała o sobie znać. Nie mogłam iść!
     - Boli!!! - wrzasnęłam.
     - Wezmę cię na barana - zarządził chłopak.
     - Chyba zwariowałeś! Nie będziesz mnie niósł! Dam radę! - nie mogłam sobie pozwolić na taką kompromitację!
     - Zamknij się - uciął krótko.
Zaniemówiłam! Osłupiała stałam na jednej nodze i patrzyłam jak Bill odwraca się do mnie plecami, schyla się i wyciąga ręce do tyłu, aby mnie pochwycić. Zawahałam się przez moment, lecz nie chciałam się już odzywać, aby mnie znowu nie uciszył niemiłym słowem. Posłusznie wdrapałam mu się na plecy i udaliśmy się w dalszą drogę.
Chłopakowi szło dość ciężko, czym się martwiłam. Niby byłam szczupła i ważyłam prawie pięćdziesiąt kilogramów, ale on był drobny i pewnie byłam dla niego za ciężka. Chciałam się odezwać, lecz bałam się, że temat zejdzie na zupełnie odrębne tory, co mi się nie uśmiechało. Było zdecydowanie za wcześnie, aby rozmawiać o tym, co się stało. Ale czy nie lepiej byłoby rozmawiać o sprawie, która jeszcze nie została zagrzebana? Która była świeża? Potem przecież mogłoby być gorzej!
     - Nie jest ci zbyt ciężko? - przełamałam się.
     - Nie, jest dobrze. Nie jesteś za ciężka, jeśli o to ci chodzi - chyba się uśmiechnął. - A jeśli chodzi ci o to, co zrobiłem tam w lesie, to nie żałuję. Zrobiłbym to jeszcze raz, gdybyś szła teraz koło mnie, a nie siedziała mi na plecach.
Poczułam, że robi mi się gorąco i robię się czerwona. Poruszyłam się nerwowo, jednak miałam cichą nadzieję, że chłopak tego nie poczuł.
     - To było głupie - skomentowałam cicho. - Dlaczego to w ogóle zrobiłeś? - nabrałam odwagi i zdecydowałam, że teraz zakończymy tę sprawę. To, że nie patrzyłam mu w oczy trochę nadawało mi pewności siebie, co nie byłoby możliwe, gdybym stała z nim twarzą w twarz.
     - Powiedziałbym ci zaraz po tym, kiedy to zrobiłem, ale uciekłaś - zaczął owijać w bawełnę.
     - To powiedz mi to teraz - powiedziałam mało stanowczo, ponieważ bałam się tego, co mogę za chwilę usłyszeć. Musiałam jednak wytrzymać; zwłaszcza, że teraz miałam odwagę tego wysłuchać, a potem mogłoby mi jej zbraknąć.
     - Podobasz mi się. Bardzo. Od miesiąca nie marzyłem o niczym innym, tylko o pocałowaniu cię. Wiem, że jesteś dziewczyną Toma i nie powinienem tego robić, jednak nie żałuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że możesz mu powiedzieć, co zrobiłem, ale… nie obchodzi mnie to - powiedział na jednym wydechu, a mnie znowu zatkało.
Mimo, iż spodziewałam się to usłyszeć, to wypowiedzenie tych słów przez Billa głośno uderzyło we mnie jak strzał z pistoletu. Jak to marzył o tym, żeby mnie pocałować?! I to jeszcze od miesiąca?! Przecież miesiąc temu jeszcze nie byłam z Tomem! Mógł coś zrobić! Dać jakiś znak… Powiedzieć coś…
     - Dlaczego nic nie powiedziałeś? - zapytałam, kiedy odzyskałam głos. - Mogłeś przecież powiedzieć.
     - Wiedziałem, że spodobałaś się Tomowi. Nie chciałem się wtrącać… Jednak dzisiaj już nie wytrzymałem. Ba! Nie wytrzymywałem od dłuższego czasu, ale nie było okazji, by cokolwiek zrobić… Dzisiaj… Tak słodko wyglądałaś, kiedy na mnie krzyczałaś! Nie mogłem się powstrzymać.
     - Przestań - przerwałam mu. Nie mogłam już tego słuchać. Nie wiedziałam, co mogłam zrobić, ani co powiedzieć. To, co usłyszałam było dla mnie strasznym szokiem i nie miałam pojęcia, jak mam zareagować.
Zamilkł i dalej niósł mnie w ciszy. Cieszyłam się, że zrozumiał, iż nie chcę rozmawiać o tym, co powiedział, ale jednocześnie zdawałam sobie sprawę z tego, że i tak będziemy musieli kiedyś wrócić do tej rozmowy, tylko nie wiadomo kiedy. Chyba raczej nie dzisiaj i nie w ciągu najbliższych kilku dni. Miałam nadzieję, że nie będzie nalegał na rozmowę, bo wtedy byłoby mi jeszcze trudniej. Nie zamierzałam też nic mówić Tomowi, gdyż wiedziałam, że to nie byłby najlepszy pomysł. Zwłaszcza, jeśli Bill nie powiedział mu nic do tej pory. A może powiedział? Musiałam się upewnić.
     - Mówiłeś cokolwiek bratu? - zapytałam cicho, starając się zachować spokój. Gdyby Tom dowiedział się, że spodobałam się Billowi, a może jeszcze jeśli dowie się o dzisiejszym pocałunku, to byłby wściekły. Wściekły to jeszcze za mało powiedziane! Zabiłby zapewne bliźniaka, bo trochę Toma znam i wiem, jaki może być porywczy.
     - Nie! Skąd! - zaprzeczył od razu. - I nie mam zamiaru mu nic mówić. Chyba, że ty uważasz to za konieczne, to mogę mu powiedzieć…
     - Nie! Lepiej zachowajmy to w tajemnicy. Tom by się za bardzo denerwował. Nie chciałabym, żeby zrobił coś głupiego.
Zamilkłam i już do końca drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Chciałam jeszcze powiedzieć Billowi, że pewnie jest mu ciężko nieść mnie na barana do samych namiotów, jednak stwierdziłam, że nawiązywanie kolejnej rozmowy wiązałoby się ze zmianą tematu na pocałunek i inne krępujące dla mnie rzeczy.
Cały czas zastanawiałam się nad tym, dlaczego czułam to, co czułam, kiedy Bill mnie pocałował. I tym, co czułam, kiedy wskoczyłam mu na plecy…

_______________________________________
Stwierdziłam, że jak już napisałam odcinek, to nie ma sensu, abym czekała z publikacją nie wiadomo na co. Przynajmniej ci, którzy czytają będą zadowoleni, że coś w końcu dodaję po miesiącu. Niektórzy mnie pewnie za ten rozdział zabiją, ze względu na to, co zrobił i powiedział Bill, ale ja inaczej nie umiem! Przepraszam za to tych, którzy chcą, by Carrie i Tom byli parą. Nie obiecuję, że ten związek przetrwa, ale nie obiecuję też, że się rozpadnie i dziewczyna znajdzie sobie kogoś innego.
Wiecie, że pierwszego stycznia minął rok odkąd prowadzę tego bloga? Dopiero dzisiaj zdałam sobie z tego sprawę. Jestem zakręcona, naprawdę. Jednakże nasunęły mi się pewne refleksje… Stare i-die-for-you-today zakończyłam w niecały rok chyba… Tego opowiadania nie mam zamiaru kończyć w najbliższym czasie, więc jeszcze sobie tu trochę poczytacie jakichś bzdur wymyślonych przeze mnie.
Przepraszam Was za miesiąc przerwy, ale niestety mam teraz bardzo dużo nauki, a bardzo zależy mi na tym, aby zdać do następnej klasy.
Nie będę się tutaj więcej rozpisywać, bo pewnie nie macie ochoty na czytanie podobnych głupstw. W takim razie pozdrawiam serdecznie i proszę o jakieś komentarze. Przypominam Wam o nowej zakładce, gdzie możecie wyrażać dodatkowe opinie na temat tego opowiadania ;)

5 komentarzy:

  1. No nie przepadam za takimi trójkątami xd Ale cóż... Widocznie będę musiała się z tym pogodzić, choć jak dla mnie to nie świadczy zbyt dobrze o Carrie xd Ja wiem, że jest młoda i jeszcze nie do końca stabilna emocjonalnie xD Ale mimo wszystko powinna skupić się na jednym chłopaku, a nie :D Tym bardziej, że to bliźniacy i może się z tego zrobić niezły bałagan... Tom pewnie będzie bardzo cierpiał, bo jestem pewna, że wcześniej czy później wszystko się wyda :( Carrie jest niedobra xD Bill w sumie też :D No, ale cóż... Zobaczymy co z tego wyjdzie ;D pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bill :3 Carrie :3 Faaaaajnie ^-^ Ten rozdział mi się bardzo podobał, ale jakoś tak szkoda mi Toma...Chyba wiadomo dlaczego. Na jego miejscu bym się wkurzyła.
    Ale ja zawsze bardziej wolałam Billosza x3
    No mam nadzieję, że jakoś to się rozwinie :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam podpisu x_x
      ~ zakręcona Schwarze Tränen xD

      Usuń
  3. Poleciłam Twój blog w konkursie "The Vesatile Blogger". Powodzenia ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, poleciłam Twój blog do The Versatile Blogger :D pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń