6 lutego 2013

046


Jedna sprawa, zanim przeczytacie ten rozdział!

Widzę, jak mało mam teraz komentarzy, ale absolutnie nie narzekam, ponieważ rozumiem, że nie wszyscy chcą lub mogą komentować odcinki. Możliwe nawet, że nie jest to godne komentowania, bo może stało się to nudne...
 Ale do rzeczy... Bo o co mi chodzi... Ano o to, że jeśli nie czytacie to napiszcie mi na gg, w komentarzach w zakładce obok, we wiadomości na facebooku, bo tam też zamieszczam powiadomienie o nowych notkach, że nie chcecie dostawać ode mnie informacji o nowych postach! ZROZUMIEM! 
I teraz sprawa nowej zakładki, która się dzisiaj pojawiła... Zapoznajcie się z tym, co tam zamieściłam. Nie jest to ważne, ale istotne... Z góry dziękuję.
To tyle ode mnie. Miłego czytania!

____________________
Następnego dnia rano nie dane mi było pospać dłużej, jak to zawsze bywa w weekend, ponieważ ktoś wyrwał mnie gwałtownie z mojego pięknego snu o pięknej plaży, błękitnym morzu i szumu fal… Piękny widok zakłóciło mi szarpanie za prawe ramię, prawie mi je wyrywając.
     - Co jest? - jęknęłam otwierając jedno oko. Nade mną stała Anette. Była uśmiechnięta od ucha do ucha, co mnie odrobinę zaniepokoiło.
     - Idziemy już. Musimy znaleźć polankę, rozbić namiot i takie tam… Wstawaj - nalegała. Na szczęście nie zachowywała się głośno, co zapewne spowodowane było tym, że dziadkowie bliźniaków jeszcze spali.
     - Nie chce mi się - mruknęłam.
     - Och, proszę cię! Nie rób nam tego! - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, więc nie pozostało mi nic innego, tylko wywlec się z cieplutkiego posłania i iść do łazienki, by się trochę ogarnąć.
Wzięłam pierwsze lepsze ubrania, czyli ciepły sweter, koszulkę i jeansy, po czym weszłam do łazienki. Już chciałam zdejmować piżamę, kiedy usłyszałam krzyk:
     - Co ty tu do cholery jasnej robisz?! - zaskoczona odwróciłam się i ujrzałam drobne ciało, okryte zaledwie w obcisłe bokserki.
     - Eeee… Boże, przepraszam! - krzyknęłam i zakryłam dłonią usta. - Nie wiedziałam, że ktoś tu jest! - zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam z pomieszczenia.
     - Ej, czekaj! - chłopak złapał mnie za rękę, nim zdążyłam przekroczyć próg. Przyciągnął mnie z powrotem do środka i zamknął drzwi.
Byłam kompletnie zdezorientowana. Nie wiedziałam, co się dzieje i dopiero po chwili zorientowałam się, że patrzę wprost w czekoladowe oczy Billa. Poczułam, że robię się czerwona jak burak. Że też musiałam zawstydzić się w takiej chwili!
     - Przepraszam, nie chciałam… myślałam, że nikogo nie ma… nie zamknąłeś drzwi… - jąkałam się, wciąż patrząc w oczy Kaulitza.
     - Och, przestań… Widocznie zapomniałem. Nie musisz przepraszać - uśmiechnął się lekko. - Właściwie to już miałem wychodzić. Zaraz idziemy szukać tej polanki, żeby rozbić namioty - oznajmił.
     - Tak, wiem… I… chciałam się odświeżyć przed wyjściem…
     - Rozumiem. Już mnie tu nie ma - powiedział, ale wciąż stał naprzeciwko mnie, zamykając w potrzasku między jego prawie nagim ciałem, a drzwiami.
Nie mogłam tego dłużej znieść, więc przeszłam pod jego ramieniem i stanęłam za nim. Odetchnęłam z ulgą, kiedy znalazłam się w znacznej odległości od chłopaka. Czułam się dziwnie, gdy stał tak blisko mnie. Bill zaczął zbierać swoje rzeczy, zerkając czasem na mnie i uśmiechając się lekko. Nie mając pojęcia, co robić, odwzajemniałam gest i czekałam cierpliwie, aż chłopak wyjdzie i będę mogła się zapaść pod ziemię ze wstydu.
W końcu wyszedł, a ja wydałam z siebie tak głośne westchnienie, że chyba słychać je było w całym budynku. Ogarnęłam się szybko i wyszłam z łazienki, poszłam do pokoju, zagarnąć drobne rzeczy do torby i wyszłam przed dom, gdzie wszyscy już się zebrali i poczynali ostatnie przygotowania.
     - W końcu! Czekaliśmy na ciebie - krzyknął Tom i podszedł pocałować mnie na przywitanie.
     - Wybaczcie. Mogliście mnie obudzić odrobinę wcześniej - zauważyłam.
     - Chyba dwie godziny wcześniej! - dociął mi Georg. - Godzina na dobudzenie się, a reszta na korzystanie z łazienki. I tak musiałabyś wstać godzinę przed nami!
Pokazałam mu środkowy palec, na co on wypiął mi język, po czym zarzucił sobie swój plecak na ramię i krzyknął:
     - Dobra, dzieciaki! Zwijamy się! Musimy znaleźć tę łąkę do dziesiątej!
     - Tak, tatooo! - jęknęła Anette, a potem udała się za chłopakiem.
Gustav pomógł mi z torbą, po czym szliśmy przez jakiś czas razem, rozmawiając o wszystkim. Gustav był naprawdę świetnym chłopakiem! Dziwiło mnie strasznie to, że nie miał dziewczyny. Swoją drogą, myślałam, że w pewnym stopniu jest zainteresowany Alex. Zapytałam go o to, a on odparł tylko, że było minęło.
     - Dlaczego? - dociekałam. - Mimo, że nie lubię tej dziewczyny, to chyba nawet jest dla ciebie odpowiednia. Może się mylę, bo nie znam jej dość długo, ale mogę stwierdzić, że bylibyście dobrana parą - uśmiechnęłam się.
     - Miło, że tak sądzisz. Jednak chyba tylko ty tak myślisz - rzekł ponuro. Kiedy dostrzegł moje pytające spojrzenie, wyjaśnił: - Alex dała mi do zrozumienia, że nie jest mną zainteresowana. Próbowałem się z nią kilka razy umówić, ale ona się tylko wykręcała. Starałem się tak kilka razy, aż w końcu odpuściłem.
- Tak mi przykro - na znak, że naprawdę szkoda mi go uścisnęłam jego rękę. - Nie martw się tylko! Znajdziesz na pewno odpowiednią dla siebie dziewczynę! Pomogę ci, jeśli tylko będziesz chciał - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
     - Szkoda, że do mnie się tak nie uśmiechasz! - usłyszałam za sobą głos Toma. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak idzie z bratem.
     - Pewnie sobie nie zasłużyłeś - odpowiedział mu Gustav i złapał mnie za rękę, by wzbudzić zazdrość chłopaka. - Patrz i bądź zazdrosny!
     - Pff! - prychnął Tom. - Carrie, ty też możesz być zazdrosna! - rzucił do mnie i złapał za dłoń brata. - Też trzymam ładną dziewczynę za rękę!
Wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać, a Bill wyszarpnął swoją dłoń i powiedział bratu parę niemiłych słów. Nie minęło jednak dziesięć minut, kiedy znowu wesoło ze sobą gawędzili.

Nasza podróż w poszukiwaniu tej cholernej łąki trwała tyle, ile oznajmił nam na samym początku Georg. Około dziesiątej znaleźliśmy małą polankę, umieszczoną na możliwie równym gruncie. Niedaleko płynął sobie strumyk, gdzie chłopaki zaraz poczęli łowić ryby, a mnie i Anette zagonili do rozpakowywania bagaży. Sami uprzednio ustawili trzy namiotu dwuosobowe.
     - Nienawidzę rozpakowywania rzeczy, a potem jego pakowania - mruknęła przyjaciółka, gdy wyjmowałyśmy śpiwory, koce i poduszki.
     - Może kiedy będziemy wracać, uda nam się namówić chłopców, aby to oni to pakowali? - podsunęłam.      - My wtedy albo będziemy się wylegiwać w słońcu, albo pójdziemy na ryby.
     - Niby to dobry pomysł, ale będę się potem bała, że moja torba nie przetrwa do końca wędrówki powrotnej - zaśmiała się.
     - Fakt. Już wolę męczyć się z pakowaniem sama - stwierdziłam.
Kiedy wszystko co potrzebne było wypakowane, zajęłyśmy się zbieraniem suchych patyków do rozpalenia ogniska. Ktoś musiał to zrobić, a chłopców nie chciałyśmy wszystkim obarczać. Oni będą mieć mniej roboty, a nam się przecież nic nie stanie.
Naniosłyśmy na polankę całkiem dużą ilość cienkich gałązek oraz kamieni, do ułożenia kręgu przeznaczonego na ognisko. Zdecydowałyśmy, że przejdziemy się nad strumień, aby zobaczyć jak chłopcom idzie z łowieniem ryb. Wiedziałam, że Georg lubił to robić i często wraz z Gustavem jeździli nad jezioro ze swoimi ojcami, ale czy bliźniaki kiedykolwiek mieli w dłoniach wędki, nie miałam pojęcia.
Idąc powoli już z oddali słyszałyśmy śmiechy i głośne rozmowy naszych przyjaciół. Może niezbyt dobrze znałam się na łowieniu ryb, ale oni chyba tym bardziej. Niekiedy ich śmiechy były tak głośne, że obudziłyby umarłego, a co dopiero mówić o spłoszeniu małej rybki.
     - Drzecie się jak stado idiotów - powiedziała do nich Anette, kiedy już stanęłyśmy za nimi.
     - Witamy, witamy, nasze drogie kobiety - zaśmiał się Georg. - Zapraszamy w nasze skromne progi - ukłonił się komicznie, a reszta ryknęła śmiechem.
Nie miałam wątpliwości co do normalności chłopaków, lecz teraz, kiedy ujrzałam kilkanaście puszek po piwie, walających się przy najbliższym drzewie, wraz zrozumiałam, że trzeźwi to oni do końca nie byli.
     - Złowiliście coś? - zapytałam, przysiadając się koło Gustava.
     - No nie bardzo, bo ci idioci tak się wydzierają, że płoszą wszystkie ryby - odrzekł mój sąsiad, rzucając złowrogie spojrzenie w stronę towarzyszy.
     - Och, nie narzekaj. Sam też nie zachowywałeś się lepiej - odezwał się Bill. - Proponuję wracać do namiotów, bo i tak nic nie złowimy.
     - A ja jestem za tym, aby trochę się ochłodzić w tej ślicznej wodzie! - zakrzyknął Tom, po czym zdjął koszulkę.
     - O nie, mój kochany - podeszłam do niego. - Jesteś pijany, a to niebezpieczne kąpać się w takim stanie. Jutro tu przyjdziemy, kiedy wytrzeźwiejesz. Albo ewentualnie wieczorem.
Anette poparła mnie, więc Tom ubrał się z powrotem i koniec końców, ruszyliśmy do namiotów. W małej siatce, którą chłopcy wzięli na ryby nie było nic. Co prawda złowili jakieś dwie lub trzy malutkie rybki, ale co to na sześć osób? Wypuściliśmy więc je z powrotem do wody.
Tom był tak nawalony, że musiałam go prowadzić. Nie był lekki, więc łaskawie Bill mi pomagał. Jeszcze do końca nie otrząsnęłam się z szoku przeżytego rano w łazience, lecz na szczęście chłopak o tym nie wspominał i nie musiałam się dodatkowo stresować. I tak pewnie niedługo czeka mnie rozmowa z nim. Musiałam go przecież za to jeszcze raz przeprosić…
Musiałam?
Raczej chciałam. Jakiś głos w mojej głowie powtarzał mi, że muszę z nim porozmawiać. Chciałam go posłuchać. Może zrobię to właśnie dzisiaj? Może poproszę go o jakiś spacer, bądź coś podobnego, aby porozmawiać z nim choć przez chwilę? Tak. Tak właśnie zrobię, kiedy tylko wrócimy do namiotów…

Łatwiej powiedzieć - trudniej zrobić, jak to mówią.
Koszmarnie zestresowana, ze spoconymi rękoma, drżącymi kolanami, nie mogłam zmusić się do powiedzenia Billowi, że chcę z nim porozmawiać. Ale dlaczego tak się zachowywałam? Dlaczego przychodziło mi to z taką trudnością?
Tłumaczyłam to sobie tym zdarzeniem w łazience… To przez niego było mi tak trudno…
Ułożyliśmy Toma w jego namiocie, który dzielił ze swoim bratem i wyszliśmy z niego ramię w ramię. Nawet wtedy trudno było mi z nim porozmawiać…
     - Dzięki za pomoc - odezwałam się cicho. - Jest naprawdę ciężki.
     - Nie ma za co - uśmiechnął się lekko.
     - Słuchaj… chciałam cię prze… - zaczęłam, ale mi przerwał.
     - Daj spokój już z tymi przeprosinami. Było, minęło, prawie o tym zapomniałem - powiedział i odszedł, zostawiając mnie samą przy namiocie chłopaka.
     - Ale ja nie… - powiedziałam pod nosem i ruszyłam w stronę lasku, aby się przejść.
Nie zorientowałam się, że ktoś podąża za mną, dopóki nie chwycił mnie za ramię…

________________________________________
Mam nadzieję, że podobał się Wam ten odcinek. Mnie jakoś niezbyt, ale innego nie zdołam wymyśleć. W następnym coś się wydarzy. Nie wiem jeszcze co, ale mam zarys pewnej sytuacji… Ale o tym przekonacie się w odcinku kolejnym.

7 komentarzy:

  1. zachciało mi się śmiać jak przeczytałam o ładnej dziewczynie jaką jest Bill. po prostu jakoś to sobie wyobraziłam. i ta akcja w łazience... <3 naprawdę świetny odcinek! nadal czytam Twoje opowiadanie, mimo że zdarza mi się mieć spore opóźnienia za co przepraszam. ;* z niczego się nie wypisuję, informuj mnie dalej. ;)

    ~ beautifuldirtyrich.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i musiałaś mi to zrobić tak? Angell, misiek pysiek, ja Cię kiedyś zabiję. Dlaczego w takim momencie skończyłaś?! Serce Ci ukradli?! Grrr ; // Pisz szybko ;3 Za karę masz mi napisać jakieś piękne coś między Carrie i Tomem ;3 I będę się upominała o swoje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno takie coś między nimi będzie, ale nie wiem kiedy... Na najbliższy odcinek mam zaplanowane coś... Takie fajne coś :D

      Usuń
  3. Jak dla mnie Carrie sama się prosi o kłopoty sercowe :D Weszła Billowi do łazienki, ok zdarza się, ale po co przeżywać to cały dzień? Przecież on się nie gniewa już matkoo :D Jestem pewna, że sama doprowadzi do tego, że coś między nimi będzie xd I wtedy będę ją o wszystko obwiniała o. Bo Tomasz leży niczego nieświadomy, a ta będzie pewnie teraz flirtować z jego bratem xD Bill powinien też się ogarnąć, a nie tak na nią leci, nie odbija się dziewczyny bratu :D Tom swoją drogą mógłby w końcu coś zauważyć... Czemu on taki mało spostrzegawczy xd
    Odcinek świetny ;) pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, ach! :D Team Carill!Albo Birrie... nie ważne XD
    Takie zakończenia, jak te, które nam zaserwowałaś są denerwujące. Bo ja chcę wiedzieć co się stanie ._. A czuję, że coś...fajnego :D Nie mogę się już doczekać no! Mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny rozdział. Pewnie ci to piszę ciągle, aż do znudzenia, ale to opko jest tak biste, że będziesz musiała to znosić :p
    ~Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej kiedy ja ostatnio tu komentowałam. :(
    Ale czytam i bardzo mi się podoba.
    Ahh Carrie ale z ciebie szczęściara ;D
    czekam na next <3

    ~ Lenka. :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Akcje z Billem? SUPER POMYSŁOWE I INTELIGENTNE, OBY TAK DALEJ:)

    OdpowiedzUsuń