29 stycznia 2013

045


Od razu po powrocie do domu zagadnęłam rodziców o pozwolenie na wyprawę z przyjaciółmi na biwak do dziadków bliźniaków. Pozrzędzili trochę, że możemy się zgubić w tamtejszym lesie, że jeszcze nigdy nie byliśmy nigdzie sami przez tak długi czas (owszem, trzy dni to jest dla nich strasznie długo), ale koniec końców, pozwolili.
     - Tylko pamiętaj, żeby spakować ciepłą kurtkę, płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze - powiedziała mama, wchodząc do mojego pokoju, kiedy akurat się pakowałam.
     - Chyba oszalałaś! To trzy dni w lesie, do którego będzie blisko do domu dziadków Toma i Billa, a nie miesiąc w koszarach.
     - Musisz się przecież zaopatrzyć we wszystko, co ci się może przydać - nie ustępowała.
Ja również byłam nieugięta. Nie miałam zamiaru zabierać całej szafy na trzy dni biwaku.
     - Oglądałam pogodę. Ma być ciepło, zero deszczu i w ogóle piękna aura szykuje się na te dni - tłumaczyłam.
     - Pogoda jest nieprzewidywalna.
     - Mamo. Nie będę z tobą dyskutować. Naprawdę nie mam ochoty pokłócić się o to, jak mam się spakować na wypad ze znajomymi. Pozwól mi samej zadecydować i popełnić ewentualny błąd.
To chyba ją przekonało, bo tylko westchnęła i wyszła z mojego pokoju.
Rozległ się dźwięk mojego telefonu; odebrałam i usłyszałam w słuchawce głos Toma:
     - Za pół godziny jesteśmy u ciebie pod domem i ruszamy, dobrze? - zapytał na dzień dobry.
     - Jasne. Ale jakieś miłe słówko na przywitanie? - odpowiedziałam urażonym tonem.
     - Och, przepraszam. Ale wiesz, jestem zakręcony teraz. Nie możemy z Billem ogarnąć nic w tym całym bałaganie…
     - Może powiem tacie, żeby mnie do was podwiózł i pomogę wam w czymś? - zaproponowałam; wpadłam na to dosłownie chwilę wcześniej.
     - Naprawdę? Mogłabyś? Byłoby super! - Tom się wyraźnie ucieszył.
     - Będę za dziesięć minut.
Rozłączyłam się i zeszłam na dół. Namówiłam tatę, by podrzucił mnie do Kaulitzów, a on nie miał żadnych przeciwwskazań. Zapakowaliśmy moją torbę do bagażnika, w której nie było za dużo rzeczy. No bo po co pakować się na miesiąc, jak doradzała mi mama, skoro wybieram się na zaledwie trzydniowy biwak?
W każdym razie pod willą Kaulitzów byliśmy równo dziesięć minut później. Tata wszedł, by przywitać się z Simone i Gordonem, po czym chwilę pogadali, a następnie tata wrócił do domu.
Ja natomiast w tym czasie pomagałam bliźniakom w pakowaniu.
     - Musimy tu zmieścić dwa namioty, dwa śpiwory i ubrania - powiedział Bill, patrząc na średniej wielkości torbę podróżną.
     - To będzie wyzwanie - stwierdził Tom.
     - A nie macie czegoś większego? - zapytałam patrząc z powątpiewaniem na cały ten bagaż. Bardzo wątpiłam w to, że zabiorą to wszystko, co sobie przygotowali w taką właśnie małą torbę.
     - Musiałbym poszukać - powiedział Bill.
     - To wy idźcie poszukać większej torby, a ja będę dzwonić do reszty, bo Alex mi jeszcze nie dała znać czy się z nami wybiera, czy nie. I nie wiem co robić - odezwał się Tom.
Posłusznie poszliśmy z Billem do jego pokoju, żeby spróbować wygrzebać coś z jego szafy.
     - Nie wiem czy uda nam się coś znaleźć - chłopak nie był dobrej myśli.
     - Och, na pewno! Macie taki wielki dom, a żadnej dużej torby podróżnej?! - zdecydowanie podeszłam do dużych dębowych drzwi szafy i je otworzyłam. Moim oczom ukazał się, powiedzmy, że artystyczny nieład. Cały mebel zawalony był byle jak złożonymi koszulkami, spodniami i innymi częściami garderoby. Spojrzałam na chłopaka karcącym wzrokiem, a on tylko uśmiechnął się lekko wzruszając ramionami i powiedział:
     - Nie miałem kiedy posprzątać.
Westchnęłam tylko głośno i zaczęłam przeszukiwać dno szafy, po chwili Kaulitz się przyłączył, lecz niestety nic z tego nie wyszło, gdyż nie miał nic, co wyglądało na torbę podróżną. Zaproponowałam więc, że pójdziemy na strych, na co chłopak przystał i po chwili tam przetrzepywaliśmy całe pomieszczenie. Po długim i męczącym szukaniu, znaleźliśmy. Nie była dużo większa od poprzedniej, ale przynajmniej bez problemu zmieściłaby namioty i śpiwory.
Zeszliśmy z naszym łupem do przedpokoju, gdzie Tom zdenerwowany rozmawiał z kimś przez telefon. Nie przeszkadzając mu, zajęliśmy się z Billem przepakowywaniem bagażu. Poszło nam dość sprawnie i kiedy Tom zakończył swoją rozmowę, my zasuwaliśmy torbę.
     - Dlaczego się tak wściekłeś? - zapytał Bill.
     - Alex powiedziała, że z nami nie jedzie. Nie odpowiada jej to, że jedziemy do naszych dziadków. Wykręcała się jak zwykle, a kiedy jej powiedziałem, żeby się chociaż raz postawiła swoim rodzicom, to zaczęła na mnie wrzeszczeć, że nic nie rozumiem - wyjaśnił; był wciąż zdenerwowany.
     - Nie przejmuj się nią. W sumie to nie wiem, co jej zaczęło odbijać. Zawsze przecież dobrze się dogadywaliśmy i nie robiła takich akcji - skomentował Bill.
     - Chyba nie powinnam się wypowiadać na jej temat, bo znam ją zdecydowanie za krótko, by móc to robić, ale od początku wydawała mi się jakaś dziwna. Myślałam, że może z czasem ją polubię, ale było coraz gorzej. Ostatnio naprawdę zaczęła działać mi na nerwy, kiedy… - tu urwałam, bo przypomniałam sobie, co mówiła na temat mojego związku z Tomem. - Zresztą nie ważne - uśmiechnęłam się.
     - Dokończ - naciskał Tom. - Co takiego zrobiła?
     - Daj spokój. To głupota. Lepiej zacznijmy pakować te rzeczy do samochodu.
     - Nigdzie nie pójdziemy, dopóki nie powiesz mi, co ta szajbnięta dziewczyna zrobiła.
Nie miałam wyjścia.
Że ten nie ugryzłam się wcześniej w język! Jaka jestem cholernie głupia!
     - Bo ona zaczęła gadać, że nie powinniśmy tak szybko do siebie wracać, po tym, jak się rozstaliśmy. Mówiła, że lepiej byłoby, gdybyśmy sobie zrobili od siebie przerwę i takie inne głupoty - mówiłam szybko i nawet nie dbałam o to, czy nie plączę się w tym. - Ale powiedziałam jej wtedy co o niej myślę i wygarnęłam to i owo… Naprawdę nie ma się czym przejmować.
     - Idiotka - mruknął Tom pod nosem i zaczął wynosić bagaże z domu i ładować do małego busa, który stał zaparkowany na podjeździe.
Chciałam zapytać Billa, co o tym myśli, lecz on zniknął w głębi domu i zaczął wynosić spore ilości jedzenia i również układał je w samochodzie. Cóż innego mogłabym robić? Przyłączyłam się do Toma, podając mu kolejne bagaże, a następnie zajęliśmy się jedzeniem.
Po dziesięciu minutach wszystko było gotowe. Tylko teraz trzeba było podjechać po resztę towarzystwa i ruszać w drogę. Z każdą chwilą bardziej nie mogłam się doczekać, aż dojedziemy do Magdeburga. Niby nie było to nic takiego nadzwyczajnego, tylko mały wypad na wieś, ale jakoś cieszyła mnie myśl kilku dni spędzonych na świeżym powietrzu razem z przyjaciółmi. I bez Alex.

Godzinę później byliśmy w drodze do Magdeburga.
Za kierownicą siedział Georg, który, jako jedyny z naszej szóstki miał prawo jazdy, a obok niego Tom, dający mu wskazówki, jak dojechać do dziadków Kaulitzów. Kłócili się przy tym strasznie, ale nie było tak tragicznie.
Ja, Anette, Gustav i Bill siedzieliśmy z tyłu i zagadywaliśmy się nawzajem, aby nie zasnąć. Do tego dostarczaliśmy rozrywki panom z przodu i w razie czego, godziliśmy ich, kiedy już albo jeden, albo drugi byli na siebie wściekli. Jeszcze byśmy nie dojechali na miejsce, albo się zgubili i wtedy by dopiero było.
     - Weź już lepiej mi tej drogi nie pokazuj! - ryknął Georg na Toma.
     - O co ci znowu chodzi?! - odwarknął mu Kaulitz.
     - Ciągle mi gadasz nad uchem, a ja nawet nie mogę się skupić!
     - To mam ci to pokazywać palcami?! Albo ci narysuję na kartce! To na pewno zrozumiesz!
     - Zamknijcie się wreszcie! - powiedziała dość głośno Anette, za co byłam jej ogromnie wdzięczna.
Faktycznie zamilkli. Chyba ich również męczyło to ciągłe kłócenie się.
Dalszą drogę przebyliśmy w ciszy, która przerywana była jedynie wskazówkami Toma.

Dotarliśmy w półtorej godziny do Magdeburga. Zważając na późną porę i w miarę wzmożony ruch na ulicach to poszło nam całkiem szybko. Georg zaparkował samochód na podwórku dziadków bliźniaków, a my wytoczyliśmy się ze środka, by rozprostować kości po podróży.
     - Dziadkowie pewnie śpią, ale obudzę ich, by was przedstawić - powiedział Bill i zaczął dobijać się do drzwi. Po kilku minutach otworzyły się i w progu stanęła para staruszków. Margita i Wolfgang*, ponieważ tak mają na imię wyglądali na zaspanych, utwierdził mnie w tym przekonaniu także ich strój, ponieważ mieli na sobie ciepłe szlafroki. Bill przedstawił nas wszystkich po kolei, a Wolfgang zaprosił nas do środka.
     - Może napijecie się gorącej czekolady? - zapytała Margita.
     - Nie, babciu, my właściwie już byśmy poszli znaleźć jakąś polanę na namiot - odezwał się Tom.
     - Po nocy? Powariowaliście?! - oburzył się Wolfgang. - Zaraz przygotujemy wam miejsca do spania. Co prawda nie jest to za duży dom, ale miejsca na pewno nie zabraknie.
     - To ja pójdę coś wykombinować, a wy się częstujcie herbatą i ciasteczkami - powiedziała Margita i ruszyła w stronę małego salonu.
     - Pomożemy pani - rzekła wesoło Anette.
     - Właśnie. Co pani będzie nam usługiwać. Proszę tylko pokazać co i jak, a my to zrobimy - dodałam z uśmiechem.
     - Nie róbcie sobie problemu, dziewczynki. Nie jestem taka stara, na jaką wyglądam. Mam dopiero sześćdziesiąt lat - Margita była stanowcza, ale my równie nieustępliwe.
Stanęło na tym, że pomogłyśmy babci Kaulitzów przygotować dla nas miejsca do spania. Mimo, iż domek był średniej wielkości to nie było większych problemów w znalezieniu materacy, pościeli i wygodnych miejsc.
Razem ustaliliśmy, że nazajutrz z samego rana


*Nie jestem pewna czy właśnie tak mają na imię dziadkowie Kaulitzów; szukałam informacji w Internecie i znalazłam tylko to, więc jest szansa, że to ich prawdziwe imiona.
________________________________________
Kazałam na siebie zbyt długo czekać, za co Was strasznie przepraszam. Jeszcze ten odcinek taki... nijaki. Ale mam nadzieję, że Was jakoś zadowoliłam po tej nieobecności.

4 komentarze:

  1. bardzo przyjemnie się czyta to opowiadanie. Nadrobiłam wszystkie odcinki w niedługiom czasie i podoba mi się związek Toma i dziewczyny :) Zastanawiam się też co w końcu będzie z Anette i Georgiem. No i ta Alex... Tu niby taka sympatyczna i kręciła chyba do Gustava a tu nagle taka niemiła zołza, której każdy ma dość.
    Zastanawiam się jak pociągniesz to dalej :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny odcinek, choć brakuje mi romantycznych momentów trochę :D No, ale wiem, że czasem musi tak być xd Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarąbiście :D nie mogę się doczekać jak napiszesz jak się bawili na tym wypadzie. Ta Alex jest jakaś dziwna no o.O Ej kurde, chcę więcej XD Już się nie mogę doczekać co będzie w następnym rozdziale :D
    ~Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  4. uśmiecham się ciągle jak wspominam jazdę busem do domku dziadków bliźniaków. potrafię wyobrazić sobie jak Tom i Georg się przekomarzają i to bardzo zabawne. wszystko fajnie, ale Alex mnie denerwuje. ;/ czekam na nowości. ; )

    ~beautifuldirtyrich.

    OdpowiedzUsuń