11 stycznia 2013

044


Dedykuję sobie ten odcinek, bo mi się bardzo podoba.
____________________

Kolejny nudny dzień szkoły rozpoczął się bardzo ciekawie. Poprzedniego wieczoru myślałam o wiadomości od Billa i postanowiłam sobie, że ten chłopak pozostanie jedynie moim przyjacielem i na nic więcej nie będzie mógł liczyć. Dopóki jestem z Tomem, żaden chłopak nie będzie dla mnie tak ważny jak on. Nigdy.
Wracając do ów ciekawego rozpoczęcia dnia.
Kiedy wyszłam z domu ze słuchawkami na uszach i dźwiękami ulubionej muzyki płynącej z odtwarzacza MP3 przez kabelek, docierający przez uszy aż do serca i umysłu, dostrzegłam pewną zakapturzoną postać stojącą pod moją furtką. Na początku nie poznałam tej postaci, ale im bliżej podchodziłam, tym bardziej zaskoczona się czułam.
     - Dzień dobry - uśmiechnął się i pocałował mnie najczulej, jak mógł to zrobić tylko Tom.
     - Co ty tu robisz? - zapytałam wciąż niedowierzając.
     - Przyszedłem po ciebie - powiedział to tak, jakby to było najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.
     - Ale… po co? Przecież trafiłabym sama do szkoły, a ty pewnie musiałeś przeze mnie wcześniej wstać - martwiłam się. Nie czułam się zbyt dobrze ze świadomością, że chłopak się przeze mnie nie wyspał i musiał jeszcze iść dłuższą drogą tylko po to, żeby pójść ze mną do szkoły.
     - Chciałem spędzić z tobą więcej czasu niż tylko w szkole - powiedział całkiem szczerze, chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy razem w stronę szkoły. - Nie uważasz, że widujemy się zbyt rzadko? Już z Billem chyba częściej się spotykasz…
     - Znowu zaczynasz? - westchnęłam.
     - Przepraszam - ścisnął mocniej moją rękę. - Ale przyznaj, że nieczęsto spędzamy ze sobą czas poza szkołą. Dwa dni temu ja nie mogłem, potem jakoś ty, a wczoraj znowu ja. Nie chciałem, żebyś czekała na mnie tyle czasu sama, żebym tylko potem odprowadził cię do domu i koniec… Potrzebuję cię zdecydowanie częściej.
     - Wiem. Może dzisiaj się spotkamy po szkole? - zaproponowałam, gdyż i ja bardzo tęskniłam za Tomem. Chciałam poczuć jego bliskość… tak dawno mnie nie przytulił.
     - Mam lepszy pomysł - powiedział z chytrym uśmieszkiem.
     - Jaki?
     - Teraz ci nie powiem. W szkole. Bo nie dotyczy tylko nas, ale też reszty. To niecny plan, który wczoraj uknuliśmy z Billem. Mam nadzieję, że wypali - uśmiechnął się do mnie.
     - Myślisz, że dam ci teraz spokojnie dojść do szkoły bez opowiedzenia mi o tym twoim niecny planie? - zapytałam. Byłam cholernie ciekawa, co oni uknuli.
     - Owszem. Tak właśnie myślę. Jednakże jeśli mi nie wierzysz, to muszę powiedzieć ci, że jeśli będziesz mnie wypytywać o to teraz, to nie dam ci niespodzianki.
     - Masz dla mnie coś? - ucieszyłam się. - Co takiego?!
     - Coś ekstra. Ale dam ci to też w szkole. To coś bardzo, ale to bardzo wyjątkowego.
     - To nie pytam - uśmiechnęłam się szeroko.
Doszliśmy do szkoły rozmawiając o wszystkim tylko nie o niespodziance ani o planie, który Tom przygotował ze swoim bratem. Swoją drogą, to trochę się obawiałam tego planu. Bo skoro był planowany także przez Billa, to… A co mnie Bill obchodzi! Ważne, że będę mogła pobyć więcej czasu z Tomem. To było najważniejsze.

Przekroczyliśmy próg szkoły trzymając się za ręce. Mimo wszystko, wiedziałam, że ten, niby nic nieznaczący gest, dawał mi siłę oraz świadomość, że jeszcze jest ktoś na tym świecie, kto mnie potrzebuje i komu jestem potrzebna. To było bardzo budujące. Miałam nadzieję, że Tom o tym wiedział. Nawet jeśli ani razu nie powiedziałam mu, że go kocham.
Zwyczajnie nie umiałam. A może czekałam na to, aż on się na to zdobędzie? Nie wiem. Ale doszłam do wniosku, że jeszcze mogę poczekać. Mamy mnóstwo czasu na mówienie sobie takich rzeczy. Są z resztą ważniejsze wartości niż miłość. Mianowicie - świadomość, że masz dla kogo oddychać. Masz dla kogo wstawać codziennie, masz świadomość, że nie żyjesz tylko po to, żeby umrzeć, ale również po to, żeby dawać nadzieję i radość innym. czy niż miłość.
     - Kiedy dostanę tę niespodziankę? - dopytywałam. W końcu znaleźliśmy się w szkole, więc powinnam już ją dostać.
     - Za chwilę - uśmiechnął się tajemniczo i pociągnął mnie w stronę jednego z wielu korytarzy.
Tam odrzucił na bok swój plecak wraz z moją torbą, którą nawet nie wiem kiedy wziął ode mnie i przykuł mnie do ściany swoimi silnymi ramionami. Było około pięciu minut po dzwonku, a my staliśmy tak wpatrzeni w siebie w pustym korytarzu, gdzie nawet nie było kamer.
     - Co ty robisz? - zdziwiłam się.
     - Oto ta niespodzianka.
     - Że niby c… - nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, gdyż chłopak zamknął mi usta pocałunkiem.
Przyciskał mnie do ściany coraz mocniej, a ja nie mogłam złapać głębszego oddechu. Nasze pocałunki, a raczej jego samego były tak brutalne, ale zarazem tak namiętne, że nie mogłam się oderwać od chłopaka. Tom pieścił moje usta swoimi seksownymi wargami, ozdobionymi kolczykiem w wardze, co było jeszcze bardziej podniecające. Jeżeli to była ta niespodzianka, to rzeczywiście mu się udała. Czułam, że jego ręce nie przypierają mnie do ściany, lecz błądzą po moich plecach, a jego ciało wciąż napiera na moje. Równie natarczywie, jak wcześniej. Nie miałam pojęcia kiedy, ale zauważyłam w pewnej chwili, że moje ręce również nie są bezczynne; gładziłam jego tors delikatnie, sprawiając mu tym przyjemność, gdyż co jakiś czas głośno wzdychał.
W końcu się od siebie oderwaliśmy, gdyż zapewne i on nie mógł już oddychać. Patrzyliśmy sobie w oczy, lekko się uśmiechając. Tom miał takie piękne tęczówki. Można było w nich utonąć.
     - Mam nadzieję, że ci się niespodzianka podobała - mruknął cicho.
     - Najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam - odpowiedziałam równie cicho. - Ale mama mnie zabije jak się dowie, że nie byłam na lekcji.
     - Powiesz, że zaspałaś - podsunął.
     - Wypróbowana metoda? - zapytałam.
     - No skąd! Ja chodzę na każdą lekcję - zaśmiał się.
Zawtórowałam mu,  a następnie chłopak wziął mnie za rękę, w dugą swój plecak i moją torbę i zaciągnął mnie pod salę, w której miała się odbywać nasza druga lekcja, czyli niemiecki.
     - A co z tym pomysłem, na jaki wpadłeś? Teraz już chyba możesz mi powiedzieć.
     - Nie, nie mogę. Poczekamy na resztę, ponieważ ich to też dotyczy. Za piętnaście minut będzie dzwonek i wtedy dowiesz się wszystkiego - uśmiechnął się, ale ja byłam zła, że nie chciał mi jeszcze powiedzieć. - Ale nie rób mi tu takiej miny! Nie złość się!
     - Ale kiedy reszta już będzie, to mi powiesz, tak?
     - Tak.
     - Obiecujesz? - chciałam się upewnić i, w razie czego, mieć jakiś solidny argument, gdyby się w ostatniej chwili chciał wycofać. Byłam cholernie ciekawa, cóż on takiego wymyślił i naprawdę nie mogłam się doczekać, kiedy zdradzi ten jego niesamowity pomysł
     - Obiecuję - powiedział i dał mi całusa w policzek.

Czekaliśmy do dzwonka i kiedy przerwa się zaczęła zewsząd zaczęli wydobywać się ludzie. Wychodzili ze wszystkich klas i w jednej chwili zapełnili cały korytarz i ławki. W tłumie kierującym się we wszystkie strony, dostrzegłam kilka znajomych postaci. Na początku szedł Georg a obok niego Gustav. Rozmawiali o czymś wesoło i uśmiechnięci byli od ucha do ucha. Za nimi kroczyły Alex i Anette, które również były z czegoś zadowolone. Tylko Bill, idący na samym końcu z niczego się nie cieszył i był wyraźnie smutny.
     - Cześć wam - powiedziała cała piątka chórem w naszą stronę.
     - Nie było cię na matematyce. Pan Wright powiedział, że możesz mieć problemy z przejściem do następnej klasy, jeśli tak będziesz uczęszczał na zajęcia - odezwał się Bill do Toma.
     - Jakoś nie bardzo się tym przejmuję - odpowiedział niewzruszony.
     - Ale ja się przejmuję. Nie mam zamiaru sam chodzić do tej klasy - odrzekł stanowczo jego bliźniak.
     - Pogadamy o tym potem, dobra? - Tom ściszył głos, ale wydawał się odrobinę zdenerwowany. Podobnie Bill, który nie był już wcześniej w dobrym humorze, a Tom najwyraźniej mu jeszcze pogorszył samopoczucie.
     - Dobra, Kaulitz, mów o tym swoim genialnym pomyśle - Gustav jak zwykle ratował sytuację.
     - Właśnie! Niecierpliwimy się! - dodała Alex.
     - Z Billem wpadliśmy wczoraj na genialny pomysł. Wszyscy narzekamy, że spędzamy ze sobą mało czasu. Nawet wieczorami każde z nas się uczy, a weekendy zbyt szybko mijają. Teraz jest czas takich luźniejszych lekcji, więc obaj pomyśleliśmy, że dobrze byłoby razem wypaść gdzieś na cały weekend - mówił Tom, a Bill tylko kiwał potakująco. - Wyjechalibyśmy w piątek od razu po lekcjach, a wrócili w niedzielę późnym wieczorem.
     - Gdzie niby mielibyśmy jechać? - dopytywał Georg.
     - Na biwak.
     - Co?! - powiedzieliśmy chórem.
     - No tak. Do lasu. Już nawet wybraliśmy miejsce. W Magdeburgu jest takie świetne miejsce… Mieszkają tam też nasi dziadkowie. Oni już wcześniej proponowali nam, żebyśmy zaprosili naszych nowych znajomych, bo bardzo chcieli was poznać. Oczywiście tłumaczyliśmy, że to nie będzie łatwe, lecz nasza babcia jest nieugięta… Teraz pojechalibyśmy na próbę, a potem w wakacje jeszcze raz. Na dłużej… co wy na to?
To był naprawdę szalony pomysł! W pierwszej chwili od razu pomyślałam, że nie. Do lasu? Sami? Na trzy dni? To nieprawdopodobne i totalnie szalone! Ale z czasem, kiedy Tom nam to dogłębnie wyjaśniał, doszłam do wniosku, że dlaczego nie? Przecież mogłoby być ciekawie.
I oczywiście zaczęłam wspierać bliźniaków w namawianiu reszty towarzystwa.
     - Tom ma rację - powiedziałam, a wszyscy na mnie spojrzeli.
     - Tak? - mój chłopak się zdziwił, po czym zauważył, że sam sobie nie dowierzał i się poprawił: - Tak! Oczywiście, że mam rację.
     - To dobry pomysł na spędzenie wspólnie czasu. Ja jestem za - uśmiechnęłam się.
     - Ja też - powiedział Gustav, a za nim Georg i Anette.
Tylko Alex się nie odezwała.
     - Ja muszę jeszcze się zastanowić. Dam wam jutro znać - powiedziała w końcu.
     - Ale jutro jest już piątek. Musimy wiedzieć, ile nas jedzie, żeby załatwić samochód. Gordon nas może zawieść - odezwał się Bill. - Wypożyczy z firmy busa.
     - To dzisiaj wieczorem napiszę do któregoś z was.
I tak było załatwione, że jedziemy na biwak do Magdeburga. Naprawdę szalony pomysł.

________________________________________
W ostatniej chwili wpadłam na ten pomysł. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi weny, aby opisać wszystkie akcje, jakie mam przygotowane w głowie na ten wypad.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Powiem Ci, że mi też się podoba xd I to baaardzo :D Naprawdę jest cudowny! ;) Poprawiłaś mi tym odcinkiem humor. Cieszę się, że Tom i Cassie są tacy szczęśliwi. No i pomysł z wyjazdem też świetny! Już nie mogę się doczekać, co tam będzie się działo :D Mam nadzieję, że same dobre rzeczy! Boski odcinek, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten pomysł jest genialny! :D Tom i Bill potrafią czasem ruszyć głowami ;) Strasznie mnie ciekawi co będzie na tym biwaku! Mam nadzieję, że wena będzie ci dopisywać, bo teraz to nie wiem czy dam rade czekać zbyt długo na nowy rozdział :D
    ~Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny odcinek, jak zawsze z resztą :P Czekam na nexta =]

    OdpowiedzUsuń