22 października 2012

038


Obudziło mnie głośne pikanie budzika, ale nie byłam w stanie nawet podnieść ręki, by go wyłączyć, więc piosenka Linkin Park - The catalyst przeleciała do połowy i tyle pozostało z żywota budzika. Zapewne bateria się wyczerpała. Ale to dobrze. Nie będzie mi przeszkadzać…

     - Carrie! Dlaczego nie ma cię na dole, szykującej się do pójścia do szkoły?! - mama wtargnęła do pokoju, krzycząc, jakby ją obdzierano ze skóry, budząc przy tym mnie i mój ból głowy, towarzyszący mi od dnia wczorajszego.
     - Jestem chora - mruknęłam cicho, gdyż tylko tyle mogłam zrobić z bolącym gardłem.
     - Och, nie udawaj - powiedziała i podeszła do mnie i zerwała kołdrę z głowy. - Wstawaj.
- Kiedy mówię prawdę. Boli mnie wszystko i mam gorączkę - rzekłam tak samo cicho, jak poprzednio.
Targana wątpliwościami, w końcu przyłożyła mi rękę do czoła, zastanowiła się przez chwilę i dopiero po kilku sekundach powiedziała, że mi wierzy.
     - Gdzie się tak urządziłaś? - zapytała.
Wzruszyłam tylko ramionami; nie chciałam opowiadać jej o tym wszystkim, do czego doszłam wczorajszego popołudnia. Nie miałam ochoty wdawać się z nią w dyskusje na temat tego, co było między mną a Tomem.
     - A jak było u Kaulitzów? - zmieniłam temat.
     - Bardzo dobrze. To naprawdę sympatyczne małżeństwo. Mówili o Tomie w samych superlatywach. Znalazłaś sobie dobrego chłopaka - uśmiechnęłam się mimo wszystko.
Tak, Tom jest najlepszym facetem, jakiego mogłam sobie wybrać. Tylko dlaczego ten cudowny facet patrzy na inne dziewczyny, jakby nie miał swojej?
Mama przygotowała mi śniadanie, które, wraz z tabletkami przyniosła do pokoju i zostawiła mnie samą. Nie miałam ochoty na jedzenie, ale odgryzłam kawałek tosta, by połknąć kilka tabletek. Nie od razu poczułam się lepiej; wręcz przeciwnie - zemdliło mnie i od razu pobiegłam do łazienki, by zwrócić to, co przełknęłam. Wróciłam do pokoju i zakopałam się na powrót w pościeli, która nie zdążyła oddać ciepła, jakie zostawiłam w niej uprzednio. Zasnęłam prawie od razu.

Ze snu wyrwał mnie dźwięk wiadomości. Leniwie sięgnęłam po komórkę i otworzyłam esemesa, który - jak się okazało - był od Toma.

,,Dlaczego się nie odzywasz? Nie byłaś w szkole. Co się dzieje? Martwię się. Odpisz.”

Jak sobie przypomniał, pomyślałam. Pewnie ktoś mu w tym pomógł…
Zastanawiałam się czy odpisać, ale po dłuższej chwili doszłam do wniosku, że jednak powinnam. W końcu napisał, że się martwi.

,,Jestem chora. Nie wiem, kiedy wrócę do szkoły.”

Tyle powinno mu wystarczyć. Nie odpisał, więc odłożyłam komórkę z powrotem na jej miejsce i wzięłam na kolana laptopa. Nie wiedziałam czym mogę się zająć, więc rozpoczęłam poszukiwania jakichś klubów, gdzie można byłoby zorganizować przyjęcie urodzinowe. Przecież w maju skończę lat osiemnaście i jakoś trzeba będzie to uczcić.
Nie zdążyłam nawet zagłębić się w jedną stronę, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Westchnęłam przeciągle, zarzuciłam szlafrok na piżamę i zeszłam na dół, by otworzyć. W drzwiach zastałam Toma! Nie mogłam uwierzyć!
     - Po co przyszedłeś? Przecież napisałam ci, że jestem chora - powiedziałam na powitanie.
     - Chciałem cię zobaczyć - uśmiechnął się.
     - Zobaczyłeś - również się uśmiechnęłam. - Ale lepiej będzie, jeśli pójdziesz. Jeszcze się zarazisz i tyle będzie z tych odwiedzin.
     - Nie obchodzi mnie to, czy też będę chodził zasmarkany. Dam ci lekcje i już mnie nie ma - minął mnie w progu i przeszedł do mojego pokoju.
Zrezygnowana zamknęłam drzwi wejściowe i podążyłam za chłopakiem. Zastałam go na krześle obrotowym, wyjmującego z plecaka książki.
     - Co robisz?
     - Przecież musisz skądś mieć tematy. A że jestem tutaj, to będzie lepiej nadrabiać to na bieżąco. Ty będziesz przepisywać część zeszytów, a ja resztę. Przy okazji odrobimy prace domowe.
Zrobiło mi się cieplej na sercu. On naprawdę się mną przejmował! I pomyśleć, że chciałam się z nim rozstać przez to, że patrzył na inną dziewczynę! Jaka jestem głupia!
     - Poczekaj, założę tylko coś na siebie - już chciałam iść do łazienki, kiedy ten zatrzasnął mnie w swoim żelaznym uścisku i przyciągnął do siebie.
     - Nigdzie nie idziesz - pocałował mnie w policzek. - Wyglądasz ślicznie.
Stanęło na tym, że ja - siedząc w szlafroku - przepisywałam tematy z matematyki, niemieckiego i angielskiego, a Tom z fizyki, geografii i chemii. Na szczęście nie bazgrał jak kura pazurem, więc łatwo było mi go rozczytać.

Po skończonych lekcjach, Tom spakował swój plecak, ale nie poszedł do domu. Chciał ze mną spędzić więcej czasu, by jutro w szkole nie musiał za mną tęsknić. Tak właśnie to ujął. Rozmawialiśmy na przeróżne tematy, które chyba nam się nigdy nie skończą. W końcu doszło do tego, że powiedziałam mu to, co miałam na myśli, i co nie dawało mi spokoju:
     - Jeśli jestem twoją dziewczyną, to czy masz zamiar patrzeć na inne dziewczyny w sposób, jakbyś je rozbierał wzrokiem, czy to, co miało miejsce w kręgielni było tylko takim twoim wybrykiem? - nie wiedziałam, jak inaczej mogłabym to ująć, ale Tom zrozumiał.
Patrzył na mnie najpierw zszokowany, a potem odpowiedział z pretensją:
     - A czy ty zamierzasz zabraniać mi patrzenia na inne? Nie jestem twoją własnością, a twoim chłopakiem. To zasadnicza różnica. A na tę kelnerkę wcale nie patrzyłem tak, jak mówisz! Po prostu na nią spojrzałem, a ty oczywiście musisz wszystko przekręcać i dodawać własne szczegóły!
     - Patrzeć ci nie zabraniam! Skądże znowu! Patrz sobie, ile chcesz! Ale może pomyślałbyś wcześniej, czy mi to może nie sprawia przykrości!
     - A sprawiło? - zapytał z poirytowaniem.
     - Owszem! - krzyknęłam mu w twarz.
     - Mogłaś powiedzieć! Przecież nie czytam w twoich myślach!
     - Mam ci mówić o wszystkim, co czuję w danej chwili, kiedy patrzysz na te wszystkie dziewczyny?!…
     - Jakie wszystkie?! - przerwał mi. - To była jedna dziewczyna, a nie dziesięć! Jedna dziewczyna! JEDNA! - powtórzył głośniej. - Była ładna, to chyba mogłem na nią spojrzeć! A to, że skrywasz w sobie uczucia, to twoja sprawa! Czasem mogłabyś coś powiedzieć, a nie siedzieć i czekać, aż się ktoś domyśli, co ci w danym momencie chodzi po głowie!
Miał rację. Miał tę cholerną rację!
     - Nie zmienię się tylko dlatego, że tobie coś nie pasuje! - chwyciłam się jedynej możliwej kwestii, którą mogłam w tej chwili podważyć. - Jeśli ci się nie podoba to, jaka jestem, to po jaką cholerę ze mną jesteś?!
     - Też się właśnie zacząłem nad tym zastanawiać - przyznał. - Chyba jednak nasz związek nie ma sensu, skoro mnie ograniczasz. Mam nadzieję, że znajdziesz sobie takiego chłopaka, który chętnie będzie wykonywał twoje rozkazy!
     - A ja liczę, że twoja nowa dziewczyna będzie taka, żeby sprostać twoim oczekiwaniom i będzie miała na tyle duże cycki, żebyś nie widział niczego poza nimi! Ach! No i żeby cię nie ograniczała!
Wyszedł z mojego pokoju, trzasnął drzwiami, a następnie to samo uczynił z drzwiami wejściowymi. Zostałam sama w domu. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam walić pięścią w poduszkę, pozwalając łzom wściekłości, przenikać przez kolejne warstwy pościeli.
Dobrze, że się rozchorowałam, dobrze, że rodziców nie było w domu. Inaczej musiałabym znosić wszystkie pytania, których chciałam uniknąć.
Z Tomem koniec.
Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy myślałam, że wypłakałam już wszystkie swoje łzy. Wówczas, jakimś cudem znalazłam ich jeszcze tyle, by kolejna lawina słonych kropli wsiąkała w pościel, a mi dawała jako takie ukojenie.


2 marca
Jestem wściekła na niego, na siebie, na wszystkich i na cały świat! 
Z Tomem się pokłóciłam i chyba też zerwałam. Na to właśnie wygląda. Czuję, że straciłam coś więcej, niż tylko chłopaka. Straciłam przyjaciela; bratnią duszę; kogoś, na kim zawsze mogłam polegać; kogoś, kto dawał mi nadzieję, że po burzy wstanie słońce… Straciłam wszystko. 
Pustka w moim sercu rozrywa mnie na kawałki, wchłaniając każdą, nawet najmniejszą część ciała. Czuję się strasznie, a do tego choroba rozłożyła mnie na łopatki. Ciągle wymiotuję, mam gorączkę i nawet tabletki mi nie pomagają. 
Czyżbym wkroczyła w fazę przedśmiertną? Czy w ogóle takie coś istnieje? Jeśli tak, to ja chyba takie coś teraz przeżywam. 
Nie mam pojęcia, co będzie jutro. Nie wiem, co powiem Anette, jeśli do mnie przyjdzie. Oby nie przyszła. Postanowiłam mówić przyjaciołom, by nie przychodzili, gdyż moja choroba jest zaraźliwa. Może to ich jakoś zniechęci do wizyt u mnie.
Straciłam nadzieję. 
Tak bardzo brakuje mi Toma, mimo, iż rozstałam się z nim zaledwie parę godzin temu. Cóż ta miłość czyni z człowiekiem?! 
Chciałabym wyrwać sobie serce i być bez serca!

________________________________________
W końcu! Pisałam ten odcinek przez dwa tygodnie i dopiero wczoraj skończyłam, a dzisiaj jeszcze wprowadziłam pewne poprawki. Mam nadzieję, że nikt nie czuje się zawiedziony takim obrotem akcji, ale to naprawdę musi się tak toczyć. ‘Musi’, bo tak to sobie wymyśliłam!
Liczę również na to, że jeszcze ktoś czyta to opowiadanie, nawet jeśli nie dodaję tutaj rozdziałów za często.

7 komentarzy:

  1. Coś Ty zrobiła!? I wgl jak!? To wszystko stało się tak szybo, że normalnie jestem w szoku. Czemu się pokłócili o taką głupotę i do tego zerwali? To straszne! ;( Naprawdę mam nadzieję, że to odkręcą... To było totalnie głupie z ich strony. Carrie niepotrzebnie w ogóle tak się złości... a Tom źle zrobił, że dał się jej sprowokować. Przecież nie stało się nic takiego, żeby od razu zrywać ;( Czekam niecierpliwie na kolejny odcinek, oby przyniósł pozytywne wieści!

    OdpowiedzUsuń
  2. Straszne, myślałam, że oni się przez to nie pokłócą :( Mam nadzieję, że wszystko będzie tak jak dawniej, bo była z nich świetna para :(

    OdpowiedzUsuń
  3. o nie. ;< no co za dwa głupki! wracać do siebie i to szybko! wiem, że wcześniej stałam za Billem, ale rozczulił mnie Tom pomagający Carrie w przepisywaniu zeszytów. ;D


    ~ beautifuldirtyrich.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy tylko ja jedyna cieszę się z akcji jaka się rozegrała? x_x Nie w sensie, że tańczę z radości, bo Tom i Carrie zerwali, ale jest akcja! ^-^ Coś się dzieje! I szkoda mi trochę dziewczyny, no bo prawda - straciła przyjaciela, ale kurde Tom mógłby się pohamować -.- Z drugiej strony mega wybuchy Carrie też nie są wskazane...Wina leży po obu stronach, o! (ale bardziej po Toma XD) Kocham Twe opowiadanie po prostu *-* Chcę jak najszybciej następny rozdział, ale rozumiem, że masz też inne rzeczy do roboty, a nie siedzisz tylko na kompie, więc postaram się cierpliwie czekać na kolejną genialną część :D

    ~ Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest świetne! I teraz proponuję rozmowę Carrie z Billem :D if you know what I mean ;] a myślę, że wiesz ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Linkin Park - Catalyst: nie jest źle! ja ostatnio mam fazę na 'Castle of Glass'. O,. właśnie sobie chyba puszczę. Już ^^ A co do odcinka, robisz powoli takie przerwy jak ja. straszne, co? ;c No i ta kłótnia! Ha, to było genialne! No ale cóż, życie nie jest takie kolorowe, obsiane, czy coś, różami, a już zwłaszcza w opowiadaniach, bo przecież nie będziemy pisać o komputerowcu,. który przy kompie je, śpi, pije, śpi... xd I dziać się coś musi. A;e zacytuję ci kawałek tekstu piosenki, od której, gdy tylko ją słyszę, robi mi się cieplutko na sercu: "Koniec prawie zawsze jest początkiem..." No i czy ja się mylę? Nie sądzę. Także może i się dobrze stało...? Ja tam nigdy tej parze nie kibicowałam. Także jest git, chociaż trochę poprawiło mi to ten czaaarny poniedziałek. No więc czekam na nexta i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Linkin Park - The Catalyst? Od razu spodobał mi się ten odcinek ;) Tylko... Dlaczego to siętak potoczyło? No musiała tak mu to wyrzucać? :(

    OdpowiedzUsuń