7 października 2012

037


Rodzice zgodzili się, by niedziela należała do mnie i grupki moich przyjaciół.
Od razu po rozmowie z mamą, zadzwoniłam do Toma, który ucieszył się jak małe dziecko. Powiadomiliśmy o tym resztę; również byli zadowoleni z pomysłu wspólnego spędzenia niedzieli, co zdarzało się ostatnimi czasy bardzo rzadko. Zbyt mało wolnego czasu, który, na szczęście nadszedł na koniec weekendu.
     - Może pójdziemy na pizzę? - zaproponował Gustav, kiedy już w niedzielę spotkaliśmy się w umówionym miejscu, w parku. - Moglibyśmy też pójść do na kręgle. Ostatnio otworzyli nową kręgielnię i dzisiaj wyjątkowo wpuszczają za pół ceny.
     - Dobry pomysł - Alex się uśmiechnęła. - Dawno w to nie grałam, a kiedyś, nieskromnie przyznam, że byłam w tym najlepsza - dodała z dumą.
     - Pewnie nie widziałaś mnie w akcji - rzucił Georg, pusząc się jak paw. - Ta ręka - podniósł prawą dłoń - robiła cuda z kulą, kiedy chodziłem do jednego z klubów w Berlinie, by pokazać, kto jest królem kręgli.
Na te słowa wszyscy próbowaliśmy ukryć rozbawienie; Hagen jak zwykle się przechwalał, co było ostatnio codziennością. Widząc nasze miny, zaczerwienił się odrobinę i prychnął pogardliwie.
     - Nie ma to jak uznanie wśród przyjaciół - warknął i odwrócił się na pięcie.
     - Nie przejmuj się nimi - powiedział Gustav, który oczywiście perfekcyjnie udawał, że go to nie rozbawiło. - Nie znają się, tumany jedne - poklepał chłopaka po plecach.
     - Masz rację - zadowolony Georg uśmiechnął się lekko.
Kiedy już Geo przestał się dąsać, postanowiliśmy udać się na kręgle i zrealizować pomysł Gustava. Pogoda była słoneczna, bez żadnej chmurki na niebie i ciepłymi promieniami słońca. Nie wiał żaden wiatr, więc temperatura zapewne utrzymywała się do jakichś dwudziestu stopni na plusie; nie potrzebowaliśmy kurtek, ani ciepłych butów, gdyż wtedy byłoby nam o wiele za gorąco. Do tego wybraliśmy się pieszo, by rozruszać się po zimie.
Kręgielnia, do której pójście zaproponował Gustav, położona była niedaleko parku, toteż mieliśmy dość blisko. Szliśmy około piętnastu minut, po czym weszliśmy do budynku. W środku pomieszczenie wydawało się ogromne. Ściany były w bordowym kolorze, a meble czarne, co idealnie ze sobą współgrało. Podeszliśmy od razu do kobiety obsługującej klientów.
     - Dzień dobry. Poprosimy osiem par butów - powiedział Tom uśmiechając się uprzejmie.
Przebraliśmy się w odpowiednie obuwie, po czym przeszliśmy na wolne pole, gdzie mogliśmy grać. Przyszła do nas także kelnerka, na którą Tom patrzył wygłodniałym wzrokiem i przyniosła nam napoje.
     - Może byś tak zamknął buzię - powiedziałam zła, kiedy dziewczyna sobie poszła. - Ona już wróciła do pracy.
     - Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedział, kiedy oprzytomniał.
Nie zwróciłam już na niego uwagi, tylko zdenerwowana sięgnęłam po jedną z kul. Wzięłam rozbieg, rzuciłam przedmiotem i nie zbiłam nic. Super. Już mi się odechciało tych całych kręgli. Usiadłam więc na czarnej kanapie i popijając sok, patrzyłam, jak inni się doskonale bawią. Nawet Bill i Samantha jakby byli szczęśliwi. Byłam ciekawa, czy chłopak z nią porozmawiał, czy może czeka na bardziej odpowiedni moment. W końcu od naszej rozmowy minęło mało czasu i możliwe, że nie zdążył sobie przemyśleć pewnych spraw...
     - Nie grasz? - zapytała Anette, która się do mnie dosiadła; nawet nie zauważyłam, kiedy przyszła.
     - Odechciało mi się - odpowiedziałam biorąc duży łyk soku pomarańczowego ze szklanki. - A ty? Przecież lubisz tę grę - uśmiechnęłam się.
     - Chłopcy są na mnie wściekli, bo zbiłam za pierwszym razem wszystkie kręgle… Potem znowu i znowu. Chyba nie lubią przegrywać - zaśmiała się.
     - Jak każdy - zawtórowałam jej śmiechem.  - Widzę, że z Georgiem masz coraz lepszy kontakt - zmieniłam temat. - Coś się między wami kroi?
     - Nie, no co ty! - zaprzeczyła od razu, a do tego zaczerwieniła się po same uszy. - Chyba ci się wydaje… Jesteśmy przyjaciółmi i nic więcej.
     - Doprawdy? - spojrzałam na nią znacząco, a ona zaczerwieniła się jeszcze bardziej, o ile to było możliwe.
     - Och, no dobra! Powiem! - jęknęła. Widziałam jednak, że tylko czeka, by komuś opowiedzieć o tym, co się dzieje. - Bardzo się do siebie zbliżyliśmy ostatnio. Nawet czasem chodzimy razem to do kina, to na pizzę… Dzisiaj też mieliśmy razem gdzieś wyskoczyć, no ale Tom wypadł z tym pomysłem, by całą paczką gdzieś iść, to nie mogliśmy przepuścić takiej okazji, bo rzadko się przecież spotykamy. I Georg też uważał tak samo… W ogóle to on mi się bardzo podoba… i chyba ja jemu też. - Ostatnie zdanie powiedziała tak cicho, że ledwo usłyszałam.
     - Skąd wiesz? Powiedział ci? - kiedy nie odpowiedziała, zadałam kolejne pytanie: - Zrobił coś? - znowu cisza. - Anette! Co on zrobił?!
     - Bo ten… eee… raz, jak mnie do domu odprowadzał ze szkoły… to tak się złożyło, że… pocałował mnie na pożegnanie…
     - Jaaak? - zapytałam podejrzliwie.
     - W usta…
Aż klasnęłam w dłonie z radości!
     - To powinnaś się cieszyć! - powiedziałam zadowolona. - Georg to świetny chłopak. Na pewno nie jesteś mu obojętna, skoro cię całuje! I nie zmarnuj szansy - uśmiechnęłam się.
     - Na pewno? Bo wiesz… znowu się z nim umówiłam na jutro…
     - Idź! Jestem pewna, że będziecie się dobrze bawić. A teraz idź do niego i zagraj z nim - popędzałam ją.      - Tylko daj mu wygrać chociaż raz - dodałam, kiedy odchodziła.
Posłała mi zawstydzony uśmiech i już miała odejść do chłopców, kiedy się jeszcze odwróciła.
     - A co z tobą i Tomem? - zapytała.
     - A co ma być? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
     - Widziałam, jak zareagowałaś na to, że spojrzał na inną dziewczynę… To nie był obojętny wzrok - uśmiechnęła się lekko.
     - To co w takim razie miałam zrobić, jak pożerał wzrokiem tę kelnerkę? - prychnęłam. - To mój chłopak i raczej nie wypada mu patrzeć na inną w taki sposób, w jaki patrzył na tamtą dziewczynę.
     - Zgadzam się z tobą. Ale lepiej nie przesadzaj z tym obrażaniem się… Facet to facet. Tego nie zmienisz.
     - Niestety wiem… Ale muszę przemyśleć jeszcze parę spraw zanim zdecyduję się na cokolwiek - ostatnie zdanie powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
Temat był już skończony, więc Anette poszła do chłopców, by dać im kolejną lekcję gry w kręgle. Ja natomiast patrzyłam, jak moi znajomi doskonale się bawią i rozkoszowałam się samotnością, jaka mi pozostała. Nie cieszyłam się nią zbyt długo, gdyż przeszkodził mi w tym nie kto inny, jak Tom, na którego wciąż byłam zła za to, że z takim uwielbieniem wpatrywał się w krągłe kształty kelnerki.
     - Co pijesz? - zapytał, siadając obok, wyraźnie z czegoś zadowolony.
     - Sok - odpowiedziałam bez zbędnych ceregieli.
     - Stało się coś? - spojrzał na mnie podejrzliwie. Kiedy się nie odezwałam, dopowiedział: - Chyba się nie gniewasz znowu! O co ci chodzi?
     - Zupełnie o nic - uśmiechnęłam się ironicznie. - Nie zrobiłeś przecież nic takiego, co mogłoby mi sprawić przykrość, albo doprowadzić do złości. Jesteś przecież panem doskonałym, który nigdy niczemu nie jest winien i nigdy nikt nie może na niego powiedzieć nic złego! Jesteś po prostu rozpuszczonym dzieciakiem, który myśli tylko o własnych potrzebach! Nie znoszę cię, Kaulitz! - krzyknęłam i wybiegłam z pomieszczenia.
Zmieniłam szybko buty i nim ktokolwiek zdążył zauważyć, że mnie nie ma, uciekłam z kręgielni i popędziłam przed siebie. Oby jak najdalej od tego miejsca. Najdalej od ludzi, od tego wszystkiego. Jak najdalej od Toma, na którego byłam wściekła, nie wiadomo dlaczego.

Wpadłam do domu zdyszana i zgrzana. Czułam, że wszystkie mięśnie mam napięte od ciągłego biegu. Rodziców nie było, więc pewnie nie wrócili jeszcze ze wspólnego obiadu z Kaulitzami. Jakoś nie cieszyło mnie to, że nasi rodzice się poznają. To było tak oficjalne, że niedobrze mi się zrobiło na samą myśl o tym.
Pobiegłam do łazienki i zwróciłam całe śniadanie, które zjadłam rano. Czułam się fatalnie. Bolało mnie wszystko, miałam nudności, gorączkę i wymiotowałam. Prawdopodobnie choroba w końcu porwała mnie w swoje sidła.
Zrzuciłam ubranie i weszłam pod prysznic; wzięłam gorącą kąpiel i od razu wskoczyłam do łóżka, nakrywając się szczelnie pod sam nos. Myślałam, że od razu zasnę, jednak spać nie mogłam. Wciąż myślałam o całym dzisiejszym dniu i rozważałam, co mogłabym teraz zrobić.
Nie pozostało mi nic innego, niż zapisanie tego na kartce papieru. Wyjęłam spod łóżka pamiętnik oraz długopis i przelałam całe moje wątpliwości do zeszytu. Najpierw szło mi słabo, ale z minuty na minutę wiedziałam, co mam robić…

1 marca
Ta niedziela miała być tą, którą miałam wspominać wesoło, z uśmiechem na twarzy i radością w sercu. Wspominać będę, ale niezbyt przyjemnie. Niby to była rzecz błaha, nic nieznacząca, ale mnie zabolała. Bo przecież patrzenia na inną dziewczynę nie mogę Tomowi zabronić. Tylko czy na dłuższą metę zniosę takie wygłodniałe spojrzenia rzucane na inne? Czy wytrzymam ewentualne zdrady? 
Jedną, dwie, trzy… ale raczej nie jedenaście, dwadzieścia, trzydzieści… 
Tom jest dla mnie kimś ważnym. Kimś, kto zawsze byłby przy mnie; kimś, kto pocieszyłby mnie zawsze, kiedy będę tego potrzebować. Ale do związku się nie nadaje. I to chyba będę musiała mu powiedzieć. Tylko kiedy?
Rozchorowałam się przez te nerwy i spotkania z nim będą bardo ograniczone, bądź w ogóle ich nie będzie… 
Lepszym rozwiązaniem byłoby zakończenie wszystkiego przez esemesa, ale jak to będzie świadczyć o mnie? Że jestem niedojrzałą gówniarą, że nie są dla mnie ważne uczucia osoby, z którą przeżyłam najlepsze chwile w dotychczasowym życiu... Dokładnie tak. Muszę więc przeczekać chorobę w samotności, przygotowując się na kolejną, która będzie gorsza od przeziębienia. Potem będę leczyć złamane serce.

________________________________________
Znowu przepraszam za długą nieobecność. Nie będę się tłumaczyć, bo to nie ma sensu. Pisać pod każdym odcinkiem, że na nic nie mam czasu to na dłuższą metę robi się nudne jak telenowela. Ale cóż można poradzić na to, że taka jest prawda? Próbuję ciągle zmagać się ze wszystkim, co staje mi na drodze pisania. Mogę napisać, że się będę starać dodawać odcinki częściej; jednak czy to da mi wolne chwile? Chyba nie. Musicie więc być cierpliwi. O to jedno proszę. No i może jeszcze o jakieś komentarze.
Pozdrawiam < 3

8 komentarzy:

  1. Ojoj ._. Tom debil...nie ulega wątpliwościom. Też bym się wkurzyła na miejscu Carrie. Niech on się zachowuje, bo dziewczyna go rzuci i będzie płakał...albo i nie...możliwe że sobie znajdzie jakąś panią do towarzystwa...
    Dobra, nie snuję już domysłów, bezsensownych z resztą x_x I spoko, liceum ważna rzecz, trzeba się uczyć ;) No i czas wolny też trzeba mieć. Jako, że należę do osób raczej mało cierpliwych, szczególnie jeśli chodzi o tego bloga, to jednak zrobię wyjątek XD
    Pozdrawiam :p

    ~ Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo nieeee. co za dupek! skopałabym mu tyłek za tą akcję! hm, ale i tak na końcu pewnie bym mu wybaczyła. ;P w końcu to Tom, nie? ;D liczę na to, że wszystko będzie dobrze. ;) bardzo się cieszę, że mimo swoich obowiązków i braku czasu, udało Ci się skończyć odcinek i podzielić się nim na blogu. jak widać, jakoś przeżyłam ten czas oczekiwania i będę się starała nadal to robić, nie marudząc. ;P pozdrawiam. ;) ;*


    ~ beautifuldirtyrich

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! No ja nie wierzę! On tak na poważnie?... A jednak Tom to Tom, Amen. Nie no,a le to było naprawdę wredne: jeśli on zagapił się na głupią kelnerkę, no na stewardessę, aptekarkę czy nawet sklepową w spożywczaku też... Ale w sumie zastanawiam się, jak zareaguje Carrie. Ja jednak jestem słaba i jakbym naprawdę kochała, to ja bym płakała, a nie on, mimo jego oczywistych win... ;c No nic. Czekam na nexta i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kapitel jak Zawsze Bombowy !!!!!!!!! Extra ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. I o co się tu tak strasznie złościć noo, Tom przecież nie chciał nic złego :( Zresztą, może gdyby wyznała mu swoje uczucia nie byłoby takiej sytuacji o :D Więc to nie do końca jego wina xd poza tym to młode i głupie :D Ale odcinek ogółem bardzo fajny ;) Ka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, tak mi się wydaje, że złamane serce to przesada... Carrie trochę przesadza, ale fakt faktem, Kaulitz to świnia. Natychmiast ma jej to wynagrodzić!! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakim cudem ja nie czytałam tej notki? Już wiem! Nie przypomniałaś mi xd Czyżby kłótnia? Hm... a może Bill będzie teraz pocieszał Carrie? :)

    OdpowiedzUsuń