4 września 2012

027


Z trudem obudziłam się około 10. Spałam sześć godzin, więc ledwo spełzłam z łóżka, by udać się do kuchni po coś do picia. Że też nie pomyślałam o tym, kiedy wróciłam do domu! Jakimś cudem znalazłam się na dole, gdzie mama siedziała na krześle, czytając gazetę i popijając kawę.
- Dobrze, że już wstałaś. Mam nadzieję, że impreza się udała - uśmiechnęła się do mnie, a ja próbowałam zrobić to samo. - Idź na górę i się ubierz. Za pół godziny wychodzimy.
     - Eee… gdzie? - nie miałam pojęcia, o co jej chodzi. Może wczoraj, nie pamiętając o tym, zgodziłam się na coś?
     - No idziemy na zakupy. Zapomniałaś! - powiedziała z pretensją, a ja tylko skinęłam. - Otóż, moja droga, dzisiaj, jak wspominałam, za pół godziny, idziemy na zakupy, żebym kupiła sobie coś, w co mogłabym się ubrać. Jutro jedziemy z ojcem do ciotki, więc muszę jakoś wyglądać.
Dopiero po tych wyjaśnieniach zaczęło do mnie docierać. Westchnęłam głęboko, po czym posłusznie wróciłam do pokoju. Ogarnęłam się odrobinę, wzięłam komórkę i zeszłam z powrotem na dół. Nie zjadłam śniadania, bo i tak bym nic nie przełknęła - za bardzo chciało mi się wymiotować.
Wsiadłam więc do samochodu, który stał już na podjeździe i razem z mamą ruszyłyśmy do najbliższego sklepu z ubraniami. Po drodze sprawdziłam telefon. Miałam trzy nieodebrane wiadomości. Od Toma:

,,Cześć. Nie wiem jak Ty, ale ja jestem ledwo żywy… Piszę do Ciebie z trumny, bo chyba umarłem.”

Zaśmiałam się pod nosem i odpisałam:

,,Ja też nie czuję się najlepiej, a mama wyciągnęła mnie już na zakupy. Śpij i nie umieraj.”

Potem odczytałam sms od Anette:

,,Chyba wyrzygałam już moje jelita, żołądek, wątrobę i trzustkę. Teraz pora na serce. Nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust!”

,,Och, oczywiście. Jak zawsze. Trzymaj się.”

Kolej na wiadomość ostatnią. Ta była od Billa.

,,Mimo, iż nie czuję nic, żadnych organów w środku, to mam nadzieję, że nic nam nie przeszkodzi spędzić mile dzisiejszego wieczoru.”

,,Jeśli się nie rozmyślisz.”

,,Bałem się, że Ty może zrezygnujesz, ale jeśli nie, to tak jak się umówiliśmy - o 20. po Ciebie przyjdę.”

,,Okej. Będę czekać.”

Pewna, że już mi nie odpisze, schowałam komórkę do kieszeni spodni i skierowałam wzrok w widoki za oknem. Mijałyśmy przeróżne domy, aż w końcu po jakichś dziesięciu minutach dojechałyśmy do centrum, a mama zatrzymała samochód na parkingu ogromnego budynku.
     - Co ty będziesz kupować, że przyjechałyśmy do najdroższego centrum handlowego w Berlinie? - zapytałam, unosząc brwi w geście zdziwienia.
     - Muszę się ubrać elegancko, tak? A wiesz jaka jest twoja ciotka - doskonale wiedziałam.
Największą wagę przywiązywała do wyglądu. Jeśli nie masz na sobie markowych ubrań, od najdroższych projektantów, bądź z najdroższych centrów handlowych, nie jesteś mile widzianym gościem w jej domu. Zawsze, przed każą wizytą u ciotki, mama wybierała się na zakupy do owych najdroższych sklepów; na ogół jednak wolała małe sklepiki z tanimi, aczkolwiek ładnymi ubraniami. Nie odwiedzaliśmy ciotki za często, bo ani ja, ani mama, ani tata, nie przepadaliśmy za nią.
Jednak teraz rodzice postanowili, że ją odwiedzą. Na szczęście - tylko oni. Ja będę mogła sobie jutro spokojnie odespać dzisiejszy i poprzedni wieczór.
     - Chodźmy - rodzicielka popchnęła mnie w stronę drzwi i weszłyśmy do wielkiego holu, gdzie wszędzie widziałam miliony ubrań.
Mama skierowała się od razu do działu dla starszych kobiet, a ja potruchtałam za nią. Nie miałam ochoty oglądać tych wszystkich drogich ciuchów, bo i tak bym nic nie kupiła nawet, gdyby mi się coś spodobało. Wszystko było za drogie.
Po jakimś czasie mama wybrała sobie kremową koszulę z długim rękawem z wysokim kołnierzem, a do tego czerwoną spódnicę nad kolana. Kiedy poszła to przymierzać ja rozglądałam się po sklepie i szukałam jakichś dodatków. Znalazłam bardzo ładne czerwone kolczyki i bransoletkę. Już miałam włożyć to do koszyka, kiedy mama zawołała mnie do siebie, dając znak, że jest gotowa.
     - Wyglądasz świetnie! - krzyknęłam. Bo tak było naprawdę. Wszystko pasowało na nią idealnie.
     - Wziąć to? - zapytała. - Strasznie drogie - dodała, krzywiąc się.
     - Weź! Przecież nie przychodzimy tu zbyt często, więc możesz sobie pozwolić na coś takiego raz, na jakiś czas - uśmiechnęłam się.
W końcu ją przekonałam i zdecydowała się kupić strój. Kiedy wyszła z przebieralni i wrzuciła rzeczy do koszyka, ręka jej odrobinę drżała. Zaprowadziłam ją do stojaka z biżuterią, pokazując to, co oglądałam wcześniej i mama również uległa urokowi kolczyków i bransoletki. Zapłaciłyśmy więc przy kasie za wszystko i z bólem serca patrzyłam, jak rodzicielka wyjmuje kilka banknotów z wysokimi nominałami i oddaje je ekspedientce.
     - Kiedy chce się przypodobać cioci, trzeba ładnie wyglądać - pocieszałam mamę, kiedy jechałyśmy do kolejnego sklepu po buty.
     - Nie wspominaj mi już lepiej o tej starej ropusze - westchnęła zrezygnowana. - Wydałam tyle pieniędzy, że w zwykłym sklepie mogłabym ubrać cię siedem razy.
Zaśmiałam się tylko i do końca zakupów nie wspominałam o ciotce.

W domu byłam około 17., więc idealnie, by wyrobić się z przygotowaniami na przyjście Billa. Najpierw zjadłam jakiś obiad w postaci kilku kanapek z serem, a potem udałam się do łazienki, gdzie zmyłam z siebie całe zmęczenie, jakie przyniosły zakupy z mamą. Kiedy wytarłam się do sucha, owinęłam ciało ręcznikiem i przeszłam do pokoju, by poszukać czego, co nadawałoby się na spotkanie z chłopakiem.
     - Nie mam się w co ubrać! - zaczęłam panikować po godzinie bezczynnego siedzenia na podłodze przed otwartą szafą. - Przecież nie ubiorę się w dres! - położyłam się na ciemnych panelach z wyciągniętymi rękoma i leżałam tak jakiś czas. Chyba czekałam na pomysł, który niestety znikąd nie przyszedł.
     - Dlaczego mówisz do siebie i leżysz na podłodze w samym ręczniku? - usłyszałam pytanie.
     - Nie mam co na siebie włożyć, a wychodzę z kolegą - odpowiedziałam.
Tata wszedł do pokoju i usiadł obok mnie; zaczął przeglądać różne moje rzeczy.
     - A to? - pokazał jeansy i białą koszulę.
     - Nie bardzo. Za bardzo eleganckie - wyjaśniłam, opierając się na łokciach.
Odłożył z powrotem i grzebał dalej, w poszukiwaniach czegoś innego.
     - Może to? - podał inne spodnie i czerwoną koszulę w kratę. - Nie za eleganckie, ale bardzo ładne. I dobrze w tym wyglądasz - uśmiechnął się.
Popatrzyłam na to, co ojciec trzymał w rękach i zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście nie posłuchać tej rady.
     - Czemu nie? - uśmiechnęłam się i dałam ojcu buziaka w policzek. - Dzięki.
     - Nie ma za co - wyszedł z mojego pokoju wyraźnie zadowolony.
Zanim pobiegłam z powrotem do łazienki, by się przebrać, spojrzałam na zegarek - 18:30.
Nieźle, pomyślałam. Leżałam na tej podłodze chyba z pół godziny.
Weszłam do pomieszczenia i przebrałam się w to, co wybrał mi tata. Koszulę włożyłam w spodnie, co dało lepszy efekt niżby była na wierzchu. Nie miałam pojęcia co mogłabym zrobić z włosami, więc najpierw jeszcze pomalowałam się mocniej niż zwykle. Rękawy koszuli podwinęłam do łokci, zapinając na guziki, by nie spadły. Kiedy stałam przed lustrem, wyobrażając sobie siebie w różnych fryzurach, doszłam do wniosku, że nie będę robić nic nadzwyczajnego.
To przecież tylko przyjacielskie wyjście do… A właściwie to gdzie on mnie zabiera?, zastanawiałam się. Nic mi przecież nie powiedział… Nawet nie wiem, czy to będzie pasować do miejsca, w którym będziemy! Cholera jasna! Idiota! No idiota! Nawet nie powiedział, gdzie będziemy! Jak ja się będę czuć?!
Rozdygotana ze złości wyprostowałam włosy i przeszłam korytarzem chyba z setny raz, do pokoju. Założyłam kilka ozdób na ręce oraz szyję, po czym usiadłam na łóżku i patrzyłam na zegarek - 19:50.
Za dziesięć minut zadzwoni do drzwi i od razu powiem mu, co myślę o tych jego głupich randkach!, postanowiłam w duchu. Jak można być takim cholernym głupkiem?! Nie powiedzieć dziewczynie gdzie się ją zabiera, żeby mogła się odpowiednio ubrać!
Zdenerwowana do granic możliwości czekałam, aż zadzwoni dzwonek, który rozległ się w całym domu równo o 20. Zeszłam powoli na dół i stanęłam przed drzwiami. Przejrzałam się jeszcze w lustrze obok i odetchnęłam trzy razy, by się trochę opanować.
Bill stał w progu uśmiechnięty lekko z małą różą w ręce. Wyglądał niesamowicie - to musiałam przyznać. Czarne buty sportowe na nogach, ciemne jeansy oraz skóra, spod której wystawała biała koszulka. Włosy miał przygładzone i nie miał na twarzy żadnego makijażu.
     - Cześć - powiedział. - To dla ciebie - wręczył mi kwiatek.
     - Dzięki - czułam, że się rumienię! - Wejdziesz na chwilę, czy mam wziąć tylko kurtkę i buty i już lecimy?
     - Może najpierw powiedziałabyś, gdzie się wybierasz? - usłyszałam za sobą głos mamy.
Tylko nie to!, pomyślałam i zamknęłam oczy, po czym odwróciłam się do niej.
     - Idę z Billem do kina. Wrócę na pewno przed północą - wymyśliłam szybko, zakładając ostatnie części garderoby.
     - Nie spóźnij się - dodała.
     - Jasne - odpowiedziałam zamykając już drzwi.

Szliśmy chodnikiem w stronę centrum, podziwiając gwiazdy i patrząc na ludzi, którzy wychodzili z domów z psami, bądź pobiegać. Niebo było trochę zachmurzone, więc gwiazd nie było zbyt dużo. Po jakimś czasie nawet zaczął padać drobny deszczyk. Wiał też lekki wiatr, co w połączeniu z kroplami wody, spadającymi z nieba, dawało niemały chłód.
     - Przepraszam za moją mamę, ale wspominałam ostatnio, że strasznie mnie kontroluje i wypytuje o wszystko - powiedziałam, patrząc w niebo.
     - Nie masz za co przecież. Rozumiem cię. Ale nie miałem zamiaru zabrać cię do kina - skrzywił się lekko, jakby zawstydzony.
     - Och, przestań! Wymyśliłam to naprędce, by mieć ją z głowy! Możemy iść gdzie tylko chcesz, bylebym wróciła przed północą, bo wtedy będę miała przechlapane - uśmiechnęłam się, a on odpowiedział tym samym już z wyraźną ulgą. - To gdzie mnie zabierasz? - dodałam.
     - Niespodzianka - wystawił mi język, w którym błysnął kolczyk i poprowadził dalej, w centrum sennego Berlina.



____________________
Dedykacje może bym komuś dała, co? Chce ktoś?
Może dzisiaj dla Magdy (Ma.TH.i) - żebyś szybko dodawała coś na nowego bloga.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz