4 września 2012

003


Obudziłam się wcześnie rano. Była 6:20. Wstałam więc i poszłam do łazienki. Kiedy spojrzałam w lustro mało co nie krzyknęłam. Miałam potargane włosy i podkrążone oczy. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż, żeby zakryć te wielkie wory pod oczami. Już gotowa do szkoły zeszłam do kuchni. Tam siedziała mama i robiła tacie śniadanie do pracy, on pewnie się już ubierał.
Kiedy na nią spojrzałam, tylko się uśmiechnęła lekko, ale nic nie mówiła. Podała mi jedną kanapkę i herbatę, poczym wróciła do poprzedniego zajęcia.
    - Marnie wyglądasz - odezwała się cicho.
    - I tak się czuję - mruknęłam.
    - Nie miałam na myśli teraz, tylko ogółem. Schudłaś ostatnio - zauważyła.
    - Tym lepiej. Poza tym, wszystko mi jedno.
    - Nie mów tak -powiedziała stanowczo. - To kanapka do szkoły. Masz ją zjeść - nakazała podając mi torebkę śniadaniową z jedzeniem.
Westchnęłam tylko biorąc od niej zawiniątko i włożyłam je do torby. Spoglądając na zegarek, który wskazywał 7:20, pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu, słysząc jeszcze głos rodzicielki, wołającej, że mam wrócić wcześniej do domu, bo trzeba pakować rzeczy.
Niby po co, skoro Anette mnie nie chce w Niemczech? Po co mam tam jechać? Żeby zawracać jej głowę swoją osobą? To mi nie potrzebne…
Szłam powoli, nie spiesząc się, ze względu na dużą ilość czasu, jaka pozostała mi do pierwszej lekcji, którą była wiedza o społeczeństwie. Zwykle droga do szkoły zajmowała mi około piętnastu minut; dzisiaj jednak wyszłam wcześniej niż zawsze i miałam czterdzieści minut, by wolnym krokiem dotrzeć do znienawidzonego budynku.
Kiedy byłam w połowie drogi, poczułam, że coś łapie mnie za rękę i obraca w drugą stronę. Dostrzegłam niebieskie oczy, patrzące na mnie z bólem i przystojną twarz Marka…
    - Cześć - powiedziałam i wyrwałam rękę z uścisku.
    - Co się tak spieszysz? - próbował ukrywać emocje.
    - Wcale nie. Po prostu jakoś wcześniej wyszłam dzisiaj… A ty? Chyba się coś stało, co?
    - Niee… - wykręcał się.
    - Nie kłam.
    - No dobra… Słyszałem, że wyjeżdżasz…
    - Chyba każdy już słyszał - mruknęłam.
    - Ale nie możesz tego zrobić! - krzyknął w końcu.
    - Niby czemu?
    - Bo będę tęsknił! - przytulił mnie.
    - Wiem - powiedziałam, zatapiając się w jego ramionach. - Ale pamiętaj, że zawsze będę o tobie pamiętać.
Marek był jedynym chłopakiem, jakiego znałam, który nie traktował dziewczyn przedmiotowo. Był miły i romantyczny i można się było w nim zakochać. Ale ja nie chciałam. Traktowałam go tylko jako dobrego kolegę, na którym zawsze można było polegać.
    - Ja o tobie też, Carrie…
Oderwaliśmy się od siebie i dalej ruszyliśmy razem do szkoły. Rozmawialiśmy o tym, że mam odwiedzać i jego i Julię podczas wakacji, ferii lub kiedy tylko znajdę czas. Wiedziałam, że mi nie odpuści, więc co miałam innego zrobić? Obiecałam mu to, ale nie wiem, czy słowa dotrzymam.

Dzień w szkole minął w miarę dobrze. Wszyscy pytali mnie, czy prawdą jest to, że wyjeżdżam na stałe do Niemiec, więc odpowiadałam, że tak. Nie miałam zamiaru tego ukrywać, zwłaszcza, iż wiadomość rozniosła się dzięki Julii. Wiedziałam, że powiedzenie jej tego doprowadzi do istnej katastrofy, ale cóż innego mogłam zrobić? Julia zawsze taka była - rozgadana, nieumiejąca trzymać języka za zębami, ale była ważną dla mnie osobą, więc mówiłam jej wszystko. Tyle, że tajemnice, które jej wyjawiałam, musiałam zakończyć zdaniem typu :,,Ale nikomu nie mów!” - wtedy działało. Jeśli nie było takiej prośby, wszystko rozchodziło się po całej szkole, jak fale tsunami. Jednak Julia była świetną koleżanką i nie miałam jej nic do zarzucenia w kwestii trzymania języka za zębami. No, może prócz małych wyjątków, takich, jak dzisiaj, czyli sprawa mojej przeprowadzki.
Dzisiaj był czwartek - przedostatni dzień szkoły przed feriami, a zarazem mój przedostatni dzień w szkole im. Jana Pawła II w Warszawie. Nastrój przygnębienia ciągle mnie nie opuszczał, zwłaszcza, że nadal nie rozmawiałam z Anette. To było dla mnie chyba najboleśniejszą rzeczą, jaka mnie kiedykolwiek spotkała w życiu - kłótnia z najlepszą i jedyną przyjaciółką, jaką mogłam mieć. Postanowiłam sobie po raz kolejny - zadzwonię do niej dzisiaj i z nią porozmawiam! Będę dzwonić do skutku, aż odbierze ten cholerny telefon i ją przeproszę za wszystko.
Na razie jednak musiałam uporać się z tym nudnym dniem w szkole, który za nic w świecie nie chciał skończyć się szybciej, kiedy tego potrzebowałam najbardziej. Na godzinie wychowawczej, która była moją siódmą lekcją, niestety nie ostatnią, musiałam wyjść do sekretariatu, by odbić jakieś papierzyska dla nauczycielki. Kiedy już wędrowałam z powrotem z masą kartek, rozmyślałam, co mogę powiedzieć Anette, by ją przeprosić. Jednak nic nie przyszło mi sensownego do głowy, toteż stwierdziłam, że pójdę na żywioł.
Kiedy przekroczyłam próg klasy, mało nie dostałam zawału! Całe pomieszczenie ogarniał półmrok, a wszyscy siedzieli naprzeciwko wielkiego ekranu, podłączonego do rzutnika, który stał na środku.
    - Co się dzieje? - zapytałam cicho, nie chcąc przerywać jakiejś prezentacji, czy czego innego, co chyba miało miejsce w klasie.
    - Chodź, mamy dla Ciebie niespodziankę -odezwała się Kamila, a potem pociągnęła mnie na jedno z krzeseł, ustawione naprzeciwko urządzenia.
Po chwili głos zabrała moja wychowawczyni.
    - Carrie, cała szkoła słyszała już o tym, że wyprowadzasz się do Niemiec, prawda? Wiemy wszyscy, jak bardzo ci na tym zależy, bo w końcu wrócisz do swojego rodzinnego miejsca, gdzie mieszkałaś dużo czasu… Dołączyłaś do nas w roku dwa tysiące siódmym i chcielibyśmy pokazać ci w tej prezentacji, jak to było, kiedy uczęszczałaś do naszej szkoły, a co dobiegnie końca z dniem jutrzejszym.
Siedziałam zszokowana i tępo patrzyłam na wychowawczynię, która miała łzy w oczach. Większość dziewcząt również płakało, a ja ciągle siedziałam z otwartą gębą i patrzyłam na nich wszystkich otępiała i… szczęśliwa. Miałam świetną klasę, a teraz ich wszystkich zostawię, na rzecz tej, która ma mnie w obecnej chwili w głębokim poważaniu… Odegnałam te wszystkie myśli, bo Tomek włączył prezentację…
Nacisnął coś i  pokazało się nasze klasowe zdjęcie z 2007 roku. Następne zdjęcie z naszego przedstawienia z okazji dnia bez papierosa. Zaśmiałam się, bo wtedy musieliśmy przebrać się za palaczy. Następne to pierwsza dyskoteka w nowej szkole. Było na nim uwiecznione to, jak zaliczyłam glebę podczas tańca. Dalej, mój taniec z Erykiem. Wspomnienia wróciły i zakuło serce. Siedząca obok mnie Julia, którą zobaczyłam dopiero teraz, wcisnęła jakiś przycisk i pojawiła się kolejna fotografia. A tam ja, Julia i Marek, siedzieliśmy na kanapie i objadaliśmy się chipsami - było to podczas wieczoru filmowego u Mateusza w domu. Dalej - zdjęcie klasowe z 2008 roku. Potem moje wspólne z Erykiem. Wtedy całowałam go w policzek. Byłam taka szczęśliwa. Znowu poczułam ukłucie w sercu.
     - Przepraszam, ale to Eryk chciał, żeby je wrzucić - szepnęła do mnie Julia.
     - Jak to? - zapytałam zdziwiona.
     - No bo wszyscy ustaliliśmy jakie zdjęcia wrzucić oprócz klasowych i każdy miał wybrać dwa - wytłumaczyła.
     - A on wybrał tamto na dyskotece i to - stwierdziłam.
     - Tak - skinęłam głową, a ona zapytała: - Co zamierzasz z tym zrobić?
     - Pogadam z nim, ale to raczej nie będzie miła rozmowa.
Pokazanych było jeszcze sporo zdjęć, które przywoływały miłe wspomnienia z tych trzech lat, które spędziłam w Polsce. Teraz zacznę nowe życie w Niemczech i byłam z tego powodu szczęśliwa.
Kiedy prezentacja dobiegła końca, podziękowałam wszystkim, a na pamiątkę dostałam płytę z ze zdjęciami. Potem całą lekcje przegadaliśmy, za zgodą wychowawczyni, a następnie czekała mnie ostatnia lekcja oraz rozmowa z Erykiem, który podczas pokazu, patrzył na mnie z jakimś dziwnym uczuciem w oczach.
Matematyka dobiegła końca, więc wyszłam z klasy jako jedna z pierwszych i ruszyłam za chłopakiem, z którym miałam do pogadania. Zobaczyłam go, stojącego z kolegami, więc podeszłam i poprosiłam go, by przeszedł się ze mną kawałek. Odrobinę zaskoczony, ale chyba i zadowolony z takiego obrotu sprawy, poszedł ze mną chętnie, a ja od razu przeszłam do rzeczy:
     - Co to miało być?
     - Ale o co ci chodzi? - zapytał zdziwiony.
     - O zdjęcia, które wybrałeś do prezentacji.
     - A, o to… Miałem wybrać te, które kojarzą mi się najlepiej, więc wybrałem nasze wspólne - odpowiedział najwyraźniej zadowolony ze swojego pomysłu.
A nie pomyślałeś o tym, że dla mnie może to być nie za bardzo przyjemne wspomnienie?
     - Ja wciąż cię kocham i liczyłem na to, że może wrócisz do mnie, gdy zobaczysz nasze zdjęcia, na których byliśmy szczęśliwi, że wrócą wspomnienia…
     - Co Ty gadasz, człowieku?! Przecież sam ze mną zerwałeś! Coś ci się nagle odmieniło?! Zastanów się!!
      - Carrie... - wziął moją dłoń w swoją. Poczułam dreszcz na całym ciele. - Proszę, wróć do mnie. Zapewniam cię, że tym razem na pewno nam się uda. Nie popełnię znowu tego błędu…
     - Ale ja już nic do ciebie nie czuję… Nie kocham cię. Za bardzo mnie zraniłeś.
     - Przeprosiłem i przepraszać będę ciągle!
     - Myślisz, że to wszystko załatwi? Że wynagrodzi te wszystkie łzy, cierpienie, nieprzespane noce? Zabliźni rany na sercu, duszy… na ciele?! Mylisz się… Nie jestem samochodem, który można naprawić i nigdy nie będę dobrze działać...
     - Proszę... daj mi szansę...
     - Nie... nie mogę...
Zabrałam swoją rękę i odwróciłam się. Poszłam do domu zostawiając chłopaka, ani razu nie oglądając się za siebie. Myślałam o dzisiejszym dniu i wczorajszym… W ogóle myślałam o całym moim życiu. Najchętniej już dzisiaj rozpoczęłabym swoje ferie i wyjechała do Niemiec. Do mojej Anette…
Wróciłam do domu przygnębiona, a zarazem wściekła. Zdjęłam kurtkę, buty i skierowałam się w stronę salonu, gdzie tata siedząc na kanapie czytał gazetę.
     - Cześć -rzuciłam siadając na fotelu.
     - Cześć, jak tam w szkole?
     - Nijak.
     - Widzę, że jesteś jakaś smutna. Coś się stało?
     - Nie, nic - skłamałam.
     - Na pewno? Wiesz, że możesz mi mówić o wszystkim.
     - Tak, wiem, ale naprawdę, wszystko jest okej. Nie jestem w humorze.
     - No dobrze… Załatwiłem Ci dzisiaj miejsce w szkole.
     - Tak? A będę w szkole z… Anette?
     - No pewnie! Nie było innej możliwości - uśmiechnął się.
     - Dzięki. Ja pójdę już do siebie -powiedziałam cicho i poszłam do pokoju.
Znowu zajęłam miejsce na łóżko, podciągając nogi pod brodę. Patrzyłam na komórkę w ręce i nie mogłam zdobyć się na wykręcenie numeru przyjaciółki. Po pewnym czasie jednak wysilając się, wyszukałam kontakt i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Czekałam…
Odebrała za czwartym razem, a głos miała inny niż ostatnio. Wypełniony masą bólu…
     - Halo?
     - Cześć, to ja… -powiedziałam cicho.
     - Hej.
     - Co tam u ciebie? - chciałam ją przeprosić, ale chwilowo nie umiałam. Nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć, więc… robiłam z siebie idiotkę.
     - W porządku. Tak jak ostatnio… A u ciebie? -nie wiem, co było w jej głosie, ale to coś, przyciągało mnie do niej, jak magnes i nie pozwalało tak łatwo odpuścić i zaprzepaścić naszej przyjaźni, która zaczęła się wiele lat temu w przedszkolu… W końcu nie wytrzymałam i zamiast opowiadać jej o szkole, zaczęłam ryczeć jak bóbr i krzyczeć do słuchawki:
     - Przepraszam! Tak bardzo cię przepraszam i żałuję tego, co powiedziałam! Wiem, jak trudno jest przyzwyczaić się do myśli, że ktoś bliski twemu sercu, zostawia cię na tak długo… ale przecież ja przeżywam to samo! Nie mogłam znieść myśli, że już nie będziemy ze sobą rozmawiać tak często, jak to było możliwe! Myślałam, że umrę bez ciebie tutaj! A teraz jest taka szansa! Wyjadę z Polski i już na zawsze będziemy razem! Anette! Powiedz coś!
Wyłam jak głupi dzieciak, kiedy zabierze się mu zabawkę, ale byłam szczęśliwa, że w końcu powiedziałam jej to, co zalegało mi na sercu od kilku dni…
     - Jak mam coś powiedzieć, kiedy gadasz jak nakręcona! -zaśmiała się, a ja słyszałam, że płacze. - To ja powinnam przeprosić cię za moje głupie i idiotyczne zachowanie. Wiem przecież, że jest ci ciężko a ja jeszcze narzekam… Kocham cię i wiem, że kiedy przyjedziesz to będzie tak, jak dawniej…
Potem obie ryczałyśmy sobie do słuchawek, a kiedy już się uspokoiłyśmy, zaczęłam opowiadać jej to, co wydarzyło się dzisiejszego dnia.

4 stycznia 
Pierwszy raz od kilku dni czuję się naprawdę szczęśliwa. Z Anette już wszystko sobie wyjaśniłam, przezwyciężyłam moje uczucie do Eryka i wiem na sto procent, że go nie kocham oraz to, że nie jest dla mnie. 
Zdrada to chyba najgorsza rzecz, jaka może spotkać człowieka i najlepsza, by uświadomić sobie, że nie kochamy osoby, która była dla nas najważniejszą w życiu, a w jednym momencie łamie nam serce. To straszne, ale czasem lepiej zranić i powiedzieć, że się nie kocha, niż zranić, zdradzając kogoś, kto zawierza ci serce…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz