4 września 2012

002


Cisza w słuchawce zdawała się przeciągać w nieskończoność. Po chwili Anette zdecydowała się odpowiedzieć:
    - Myślisz, że jak cię nie ma przez tyle czasu, a potem pojawiasz się ot tak, to będzie fajnie? Mylisz się. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ja cierpię po każdym twoim wyjeździe! To jest jak kolejny nóż w serce, którego nie dam rady wyciągnąć. A ty każesz mi się cieszyć, że się przeprowadzasz na stałe? Ile to będzie trwać? Kolejne trzy lata?! Nie mam zamiaru umierać po raz kolejny, a potem się odbudowywać! To nie jest takie proste! - krzyczała.
    - Mnie też nie jest łatwo! Pewnie jeszcze mi powiesz, że mam masę koleżanek, przyjaciółek… Dokładnie jedną. I to jeszcze taką, która nie jest taka jak ty, nawet w pięćdziesięciu procentach! Mówię jej po części, co mi jest, ale ona nie potrafi mnie zrozumieć! Myślisz, że co?! Że ja nie czuję tego, co ty?! Przecież ja kocham Niemcy, Berlin… ciebie! A ty masz jeszcze pretensje do mnie o coś, co nie jest prawdą?! Zastanów się i daj znać, kiedy jednak zdecydujesz się, czy jednak mam przyjeżdżać, czy nie.
Odłożyłam słuchawkę zapłakana i położyłam się na poduszce tłumiąc w niej krzyk. Jak ona mogła… Przecież to, co powiedziała nie jest prawdą! Teraz ja już jej nigdy w życiu nie zostawię! Ileż razy można dawać podobne powody? Chciała dowodu, że ją kocham, czy jak?! Nie rozumiałam jej. Miałam jednak nadzieję, że zadzwoni do mnie zaraz i powie, że chce mojego przyjazdu i za mną tęskni…
Nie nastąpiło to jednak tej nocy. Czekałam do drugiej nad ranem, poczym poszłam się wykąpać do łazienki, a następnie ułożyłam się do snu na moim łóżku. Śniły mi się jakieś koszmary, związane z podróżą do Berlina, w którym to ja i moi rodzice zginęliśmy w wypadku samochodowym. Jednak około czwartej uspokoiło się to i mogłam swobodnie przespać się jeszcze jakieś dwie lub trzy godzinki.

Wstałam około szóstej, by zdążyć do szkoły, ale i tak ledwo mi się udało, ponieważ sporo czasu zajęło mi doprowadzenie swojej twarzy do stanu ‘używalności’. Nie jadłam śniadania, bo nie miałam apetytu, w ogóle na nic nie miałam ochoty. Nawet najmniejszej. A co dopiero na pisanie sprawdzianu z języka polskiego, który miałam na drugiej lekcji. Pierwszą jakoś przetrzymałam, siedząc sama, w ostatnim rzędzie pod oknem i tępo wpatrując się w jakiś, tylko dla mnie widoczny punkt na ścianie, nie słuchając tego, co mówi nauczyciel matematyki. Myślałam o mojej wczorajszej rozmowie z Anette. Zabolało to, co mi powiedziała, ale zdawałam sobie sprawę, że ja też nie byłam do końca sprawiedliwa. Nawet po części ją rozumiałam, bo przecież miała rację - moje mieszkanie na stałe w Berlinie rzeczywiście mogło trwać jakieś trzy lata, a potem co? W sumie to byłabym już pełnoletnia i mogłabym decydować sama o sobie, ale co z tego? Byłabym sama? W tym wielkim mieście? Ale na to pozwolić nie mogę. Muszę przekonać rodziców, byśmy już naprawdę na stałe zamieszkali w Niemczech.
Siedziałam tak patrząc na ścianę i rozmyślając przez całą lekcję, a potem, ledwo się skupiając na treści sprawdzianu, pisałam to, co mi przyszło na myśl.
Na przerwie podeszła do mnie Julia i popatrzyła na mnie jakimś dziwnym wzrokiem, ale nic nie powiedziała. W końcu to ja się pierwsza odezwałam:
    - Dlaczego tak patrzysz?
    - Dziwnie wyglądasz - przyznała.
    -Niby czemu? - udawałam, że nie wiem o co chodzi. Naprawdę nie chciałam jej martwić… Albo nie chciałam opowiadać jej o sobie jeszcze więcej?
    - Wyglądasz jak śmierć… Masz podkrążone oczy, co widać nawet mimo makijażu, a to, że na pewno płakałaś przez pół nocy, to widać na kilometr.
    - Przesadzasz…
    - Czyżby? To powiedz, że nic ci nie jest - nalegała.
Niestety kłamać nie lubiłam, więc musiałam powiedzieć prawdę. Opowiedziałam Julii o tym, że z rodzicami przeprowadzamy się do Berlina na stałe oraz o kłótni z Anette. Podczas opowieści nie dałam rady powstrzymać łez. Same potoczyły się po moich policzkach, rozmazując makijaż, nad którym pracowałam cały ranek. Julia przytuliła mnie mocno, nie mówiąc nic i zaprowadziła mnie do łazienki, gdzie doprowadziłam się do w miarę normalnego stanu. Kiedy wyszłyśmy z pomieszczenia i udałyśmy się pod salę, w której miała się odbyć lekcja historii, Julia zadała mi jedno pytanie, które doprowadziło mnie do jeszcze gorszego stanu…
    - A co z Erykiem? Wiem, że już nie jesteście razem, nie wiem dlaczego… nawet nie chcę wiedzieć, ale on znowu się stara…
    - Nie obchodzi mnie to - syknęłam.
    - Ale…
    - Nie ma żadnego ale… Nie dobijaj mnie okej? - i właśnie wtedy na naszej drodze stanął nie kto inny, jak Eryk. Chciałam odejść jak najdalej, ale niestety nadszedł nauczyciel. Weszłam więc do klasy, nie patrząc nawet na chłopaka i zajęłam miejsce na końcu sali.

Cały dzień unikałam jakiegokolwiek kontaktu z Erykiem, bo wyczuwałam, że ten chce ze mną porozmawiać. Byłam wdzięczna, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka, ogłaszający koniec moich dzisiejszych zajęć.
Do domu szłam powoli, by porozmyślać o tym, co cały dzień nie dawało mi spokoju, a mianowicie o mojej kłótni z przyjaciółką i czy mam do niej dzisiaj zadzwonić, czy dać jej spokój oraz czas na przemyślenie sprawy. Myślałabym o tym zapewne całą drogę powrotną, ale nie dane mi było tego uczynić, ponieważ usłyszałam, jak ktoś zawzięcie woła mnie po imieniu:
    - Carrie! Zaczekaj!
Niechętnie odwróciłam się i ujrzałam tego, którego obawiałam się ujrzeć.
    - Poczekaj - wysapał.
    - Spadaj - nie chciałam z nim gadać, więc przyspieszyłam kroku odwracając głowę.
    - Carrie, proszę.
    - Czego chcesz? - podniosłam odrobinę głos.
    - Porozmawiać…
    - Słucham.
    - To prawda, że się wyprowadzasz na stałe? - słychać było, że nie jest z tego zadowolony.
    - Tsaa - powiedziałam i dalej szłam przed siebie.
Eryk ledwo za mną nadążał.
    - Chciałem wiedzieć, czy to przeze mnie.
    - Nie - odparłam krótko. - Coś jeszcze?
    - Chciałem cię przeprosić…
    - Ty? Mnie? No ciekawe za co - powiedziałam zdziwiona.
    - Za to, że cię wtedy zostawiłem samą. Myliłem się co do tego, że już nie jesteś dla mnie ważna, tak jak kiedyś. Ciągle coś do ciebie czuję, ale wiem, że ty pewnie już do mnie nic… i naprawdę żałuję tego, co ci wtedy powiedziałem… wybaczysz mi?
Zamurowało mnie.
Patrzyłam na niego, jak na idiotę, a po chwili powiedziałam, a właściwie, to wykrzyczałam:
    - Ty sobie chyba żartujesz! Uważasz, że jeśli powiesz swoje słodkie ‘przepraszam’, zrobisz minę zbitego psa, to ja ci wybaczę?! Zostawiłeś mnie, kiedy najbardziej cię potrzebowałam, a na dodatek powiedziałeś mi, że już mnie nie kochasz! Byłeś całym moim życiem! Pokazałeś mi, co to znaczy kochać, a potem tę miłość we mnie zabiłeś! -ledwo powstrzymywałam łzy.
    - Ja… przepraszam…
    - I powiem ci jeszcze jedno. Nigdy nie wybaczę ci tego, co mi zrobiłeś i co ja chciałam przez ciebie zrobić ze sobą -wysyczałam.
    - Ale… co chciałaś zrobić? - zapytał, ale mnie już nie było.
Puściłam się pędem chodnikiem w stronę domu, zapłakana i zmarznięta przez padający deszcz. Ból, który już powoli zanikał, dzisiaj znowu dał o sobie znać. Byłam pewna, że już nie mam serce, że umarło wraz z dniem, w którym Eryk powiedział mi, że już mnie nie kocha, ale przeliczyłam się. Ból rozdarł mnie od środka, aż zgięłam się wpół, stojąc na chodniku. Miałam ochotę położyć się na jego środku i czekać na to, aż zamarznę na śmierć, albo coś innego mi się stanie. Jednak nie zrobiłam tego; nie chciałam umierać bez przeproszenia Anette za moje zachowanie. Przyspieszyłam tylko i wbiegłam do domu, zrzucając z siebie przemoczoną kurtkę wraz z butami i zapłakana poszłam do pokoju. Nie miałam ochoty nic jeść. Chciałam jedynie zadzwonić do przyjaciółki, opowiedzieć jej to wszystko, co się dzisiaj wydarzyło, przeprosić ją i czekać, aż powie, że już wszystko będzie dobrze; że niedługo znowu będzie tak, jak dawniej. Wrócę do Berlina i zacznę nowe życie. Z Anette…
Weszłam do pokoju i od razu ogarnęła mnie fala ciepła, jaka on niego biła. Jednak dla mnie było za ciepło. Otworzyłam więc okno i wpuściłam do środka masę ziemnego powietrza, które wdarło się razem z kropelkami deszczu, chłodząc moją twarz. Przez kilka minut stałam nieruchomo, smagana deszczem i wpatrzona w przestrzeń za oknem. Kiedy już zmarzłam tak, że zaczęłam się trząść, zamknęłam okno i usiałam na łóżku. Podkuliłam nogi i pozwoliłam, by zawładnęły mną dreszcze.
Znowu odczekałam kilka minut, aby się odrobinę uspokoić i wzięłam do ręki komórkę. Długo zastanawiałam się nad tym, co mam z nim zrobić, aż w końcu znalazłam numer Anette i nacisnęłam zieloną słuchawkę, nawiązując połączenie. Czekałam, czekałam… Nie odbierała. Wiedziałam, że jest na mnie wściekła, ale w głębi serca wierzyłam, że będzie chciała ze mną porozmawiać, wyjaśnić…
Przeliczyłam się…
Próbowałam jeszcze kilka razy zadzwonić, ale ciągle był taki sam efekt. Zrozumiałam, że tylko tracę czas i rzuciłam komórkę na biurko, po raz kolejny zalewając się łzami. Chyba tym razem mama usłyszała moje łkanie, bo po chwili usłyszałam ciche kroki, zbliżające się do moich drzwi, a następnie pukanie. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, więc rodzicielka weszła do środka, zamknęła za sobą drzwi i usiadła obok mnie na łóżku.
    - Co się stało? - zapytała.
Nie byłam w stanie nic mówić, więc tylko mocno się do niej przytuliłam, a ta głaskała mnie czule po plecach. Mimo, że nie zawsze byłyśmy dla siebie miłe, to zawsze mogłam na nią liczyć. Nawet po wielkiej kłótni, ona przychodziła i przytulała mnie, nic nie mówiąc. Tym razem było podobnie. Nie wiedziała, co się wydarzyło, ale swoją troską mnie pocieszała. Kochałam ją.
Po jakimś czasie uspokoiłam się, a kiedy mama to zauważyła, odsunęła mnie od siebie i wyszła po cichu z pokoju. Wiedziała, że już dam sobie radę. Tak właśnie było. Wiedziałam, co teraz mogę zrobić, by sobie ulżyć.
Wyciągnęłam spod łóżka moje czarno - czerwone pudełko, w którym trzymałam mnóstwo ważnych dla mnie rzeczy i wyjęłam z niego tę, która teraz mi była niezbędna. Leżała ona obok drugiej, którą aż kusiło mnie, bym wzięła do ręki. Jednak nie zrobiłam tego. Za dużo bym wtedy straciła. Nie robiłam już tego od kilku miesięcy i teraz nie mam zamiaru do tego wrócić. Jednak zachowałam ten mały, błyszczący przedmiot w tym pudełku po to… a właściwie to nie wiem po co. Teraz o wiele łatwiej byłoby mi skończyć ze sobą, zwłaszcza, co się dzisiaj stało. Dlaczego jednak nie chcę tego robić?
Bo obiecałam Anette. Zrobiłam to jeszcze wtedy, kiedy myślałam, że umrę z powodu złamanego serca. Przez telefon złożyłam tę obietnicę, ale była dla mnie i dla niej równie ważna, jakbym składała ją w kościele.

,,Przyrzekam, 
że nigdy więcej 
żyletka, 
ani inny ostry przedmiot 
nie dotknie żadnej z moich żył.”

Nie patrząc na żyletkę, połyskującą obok tego, wyjęłam z pudełka to, na czym mi bardziej zależało. Notes, oprawiony w aksamitną skórę koloru czarnego był lekko zakurzony, ponieważ od dawna nic w nim nie pisałam, ale w końcu w pamiętniku piszę tylko wtedy, kiedy mam wewnętrzną potrzebę. Otworzyłam zeszyt i przekartkowałam go do ostatniego wpisu. Z 23 grudnia.
Wzięłam do ręki długopis i zaczęłam pisać to, co leżało mi na sercu.

3 stycznia
Drogi pamiętniku. 
Nie pisałam tutaj tak dawno, że aż mi trochę wstyd. Od ostatniego wpisu trochę się wydarzyło. Jednak próbuję sobie jakoś poukładać życie.
Wyjeżdżam na stałe do Berlina z rodzicami. Już niedługo, bo w drugim tygodniu ferii. W końcu zobaczę Anette. Od tylu miesięcy jej nie widziałam i strasznie tęsknię. Ale ona mnie teraz nienawidzi. Właśnie dlatego, że chcę do niej przyjechać. Nasza wczorajsza rozmowa telefoniczna nie wyglądała za ciekawie, a do tego jeszcze Eryk. 
Nie daję już rady. Dzisiaj złamałabym przysięgę daną Anette, ale jednak byłam silna. 
Chciałabym porozmawiać z nią, przeprosić… ale ona nie odbiera ode mnie telefonów. 
A może nie mogła? Może jej nie było akurat w domu? Oby… Bo jeśli naprawdę nie chce ze mną rozmawiać i mnie nienawidzi, to całkiem się załamię i zabiję, łamiąc przysięgę…
Zastanów się i daj znać, kiedy jednak zdecydujesz się, czy jednak mam przyjeżdżać, czy nie.
Tak jej powiedziałam, kończąc rozmowę. Mam nadzieję, że zadzwoni. Tyle, że boję się, że wierzę w to zbyt mocno…

Zakończyłam wpis i z napuchniętymi od płaczu oczami, zamknęłam pamiętnik, udając się do łazienki. Umyłam twarz zimną wodą, by choć trochę opuchlizna zeszła. Potem wzięłam gorący prysznic, a następnie poszłam spać. Przynajmniej próbowałam zasnąć, lecz nie wychodziło mi to i przekręcałam się z boku na bok. Około drugiej w nocy zapadłam w lekki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz