20 września 2012

036


Nie odzywałam się, tylko czekałam, aż w końcu coś z siebie wydusi. Byłam bardzo ciekawa, ale i cierpliwa, gdyż domyślałam się, że nie jest to takie łatwe, jakie się może wydawać.
W końcu Bill się przemógł i odezwał:
- Pewnie będziesz mnie uważać za jakiegoś głupiego idiotę, który wszystko wyolbrzymia i przesadza, ale naprawdę uważam, że to, co chcę powiedzieć jest naprawdę ważne i jest się o co martwić. Zwłaszcza, że ona jest dla mnie ważna. Mimo, iż nie dogadujemy się teraz zbyt dobrze i kłócimy się często, a zakochanych udajemy tylko w obecności tych, którzy mają nas uważać za szczęśliwą parę - z jego ust wydobywał się potok słów i nie rozumiałam prawie nic. Chyba domyślił się, że nie za bardzo rozumiem to, o czym mówi, bo zamilkł na chwilę, po czym zapytał:
- I? Zrozumiałaś coś?
- Szczerze powiedziawszy, to nie - przyznałam szczerze.
- Chodzi o to, że ja i Samantha oddalamy się od siebie… I to jest właśnie najgorsze, bo ja już nie wiem, co mam robić i co w ogóle do niej czuję…
- Powiedziałeś, że jest dla ciebie ważna… to zrozumiałam. I że udajecie tylko zakochanych… to chyba nie jest zbyt dobre dla waszego związku…
- Nie… ale… nie wiem właśnie, co mam robić! - krzyknął bezradny.
Wstał z łóżka i podszedł do okna, wpatrując się w mrok. Znowu zamilkł, a ja obmyślałam w duchu, co mogę mu powiedzieć i w jaki sposób doradzić.
- Może powinniście szczerze porozmawiać? Jeśli oboje dojdziecie do wniosku, że wasz związek jest bez sensu, bo się nie dogadujecie, to po co być ze sobą na siłę? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Jak to? Dlaczego uważasz, że nasz związek jest bez sensu? - zapytał.
- Nie powiedziałam tego! Ale to przecież bardzo prawdopodobne. Sam powiedziałeś przed chwilą, że ciągle się kłócicie, nie dogadujecie się tak, jak na początku… I udajecie, że jesteście szczęśliwi, kiedy tak naprawdę wcale tacy nie jesteście… Pomyśl, męczycie się tylko.
- Masz rację - powiedział cicho. - Już nie daję rady. Ona mówi mi, co mam robić, krzyczy i obraża się na mnie bez powodu, a to kończy się kłótnią i wtedy nie odzywamy się do siebie przez kilka dni… Potem, gdy się godzimy znowu jest to samo...
- Sam sobie przed chwilą odpowiedziałeś. Musisz z nią porozmawiać. Nie możesz się tak z nią męczyć. Znajdziesz dziewczynę, która będzie idealna i zaakceptuje ciebie takim, jaki jesteś, a ty będziesz z nią szczęśliwy i dumny, że masz taką osobę tylko dla siebie - uśmiechnęłam się pocieszająco.
Chłopak odwzajemnił uśmiech, po czym podszedł do mnie i przytulił.
- Dziękuję - szepnął mi do ucha, po czym odsunął się ode mnie i stanął naprzeciwko. - Jesteś naprawdę wspaniała. Cieszę się, że Tom znalazł sobie taką dziewczynę. Chyba mogę nawet powiedzieć, że gdyby nie on, to ja bym się koło ciebie zakręcił.
Zaśmiałam się na te słowa, gdyż miałam pewność, iż żartował.
- Mówię poważnie - dodał, widząc moją reakcję. Momentalnie spoważniałam.
- Nie gadaj głupot - odwróciłam się i zaczęłam przeglądać płyty na jego biurku.
Nena, Green Day, 30 Seconds To Mars… słuchał podobnej muzyki, co ja…
- Uważasz, że zmyślam? - zapytał.
Czułam się coraz bardziej zestresowana; nie wiadomo, dlaczego. Czułam na sobie jego wzrok, ale uparcie wpatrywałam się w stół i płyty na nim. Zastanawiałam się, jak wybrnąć z ów niezręcznej sytuacji, więc odezwałam się dopiero po kilku długich sekundach.
- Myślę, że przesadzasz i skończmy już ten temat - urwałam. Miałam nadzieję, że to podziała, gdyż chciałam się pozbyć tej niezręcznej i pełnej napięcia atmosfery.
- Okej, jak chcesz - rzucił tylko.
- Muszę iść - odetchnęłam i odwróciłam się w stronę drzwi, ale jeszcze rzucił:
- Carrie?
- Yhym…? - mruknęłam nie patrząc na niego.
- Dobranoc - uśmiechnął się.
Nie odpowiedziałam.
Wyszłam z pokoju chłopaka i udałam się do tego, w którym miałam spędzić noc.

Chłodne powietrze wdzierające się przez uchylone okno obudziło mnie z przyjemnego snu. Przetarłam leniwie powieki, po czym otworzyłam oczy, dostrzegając, że na dworze jest już jasno. Sięgnęłam po komórkę leżącą na szafce przy łóżku i sprawdziłam godzinę: 7:15. Westchnęłam głęboko i zdecydowałam się wstać. Nie zasnęłabym już, więc daremne byłoby leżenie w łóżku i to jeszcze w nie swoim domu.
Wygrzebałam się z pościeli, zamknęłam okno i wyjęłam z plecaka świeże ubranie składające się ze spodni rurek, koszulki na ramiączkach i bluzy. Ruszyłam z tym do łazienki, biorąc jeszcze ręczniki, które dała mi wczoraj Simone. Wzięłam szybki prysznic, związałam włosy w kucyk i, nie malując się, ruszyłam z powrotem do pokoju. Sprzątnęłam po sobie, by nie zostawić żadnego bałaganu i po kilkunastu minutach, ruszyłam do Toma, by go obudzić. Samej na pewno by mi się nudziło, a chłopak przecież mógł już wstać.
Spał, kiedy weszłam do pomieszczenia. Nawet się nie poruszył, gdy szeptałam mu do ucha, by wstał. W końcu, kiedy straciłam cierpliwość, potrząsnęłam nim mocno, a on leniwie otworzył oczy.
- Co się stało? - mruknął.
- Wstaniesz już? - zapytałam cicho.
- Po co?
- Bo ja już nie śpię i nie mam co robić.
- To wskakuj - uchylił kołdrę, bym mogła pod nią wejść, ale tego nie zrobiłam. - No wchodź, bo zimno leci - ponaglił mnie już w miarę rozbudzony.
- Nie. Nie chcę. Wstawaj. Chodźmy na spacer, co? Od razu mnie odprowadzisz do domu, bo muszę tam wrócić. Rodzice chcą ze mną pogadać o tym, że przychodzimy na obiad do was w niedzielę. Naprawdę nie mam na to ochoty. To jak dla mnie, odrobinę za wcześnie. Dopiero co poznałam twoich rodziców, a oni już zapraszają moich na obiad. Nie uważasz, że to nieodpowiedni moment? - zapytałam, a on przez czas, gdy wyrażałam swoje zdanie, zdążył otulić się szczelnie kołdrą.
- Nie mam wpływu na mamę i Gordona. To ich decyzja, więc niech się poznają z twoimi rodzicami. Mogę jedynie przekonać ich, żeby sami ze sobą porozmawiali, a nas zostawili w spokoju. Może być tak, że oni pójdą sobie na ten obiad, a my do kina, czy gdzie będziesz chciała. Zabierzemy ze sobą Billa, co? Albo pójdziemy całą paczką… Co ty na to? - zapytał.
Przemyślałam to w kilka sekund i doszłam do wniosku, że ów pomysł jest bardzo dobry i warto byłoby spróbować przekonać do niego rodziców.
- Dobra. Porozmawiam z nimi. Potem dam ci znać co z tego wyszło i zgarniemy resztę - odezwałam się w końcu.
- A właśnie. Jak Bill? - zainteresował się nagle.
- Nie oczekuj żadnych cudów, ale myślę, że co nieco zdziałałam. Teraz musimy czekać na efekty, ale nie spodziewajmy się ich nazbyt szybko.
- Ale o co chodziło? - zżerała go ciekawość. Na pierwszy rzut oka mogłam to stwierdzić.
Jednakże zważając na słowa Billa, które padły wczorajszego wieczoru w jego pokoju, nie chciałam, by Tom się dowiedział, co dręczy jego brata. Młodszy z bliźniaków nie chciał rozmawiać o tym z Tomem, więc i ja powiedziałam mu, że nie mogę mu powiedzieć.
Na szczęście zrozumiał i potem wygramolił się z łóżka.
- Możesz się odwrócić? - powiedział, kiedy wyszedł spod pościeli w samych bokserkach.
- Wstydzisz się? - zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Nie chcę żebyś się na mnie rzuciła. Wiesz, takie ciało pewnie jest dla ciebie nowością. Poza tym czujesz się pewnie zawstydzona i dumna z faktu, iż masz takie ciacho za chłopaka - poruszył śmiesznie brwiami i zaczął szukać w szafie ubrań. Nie odwróciłam się i dalej patrzyłam na jego sylwetkę.
- Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że nie jesteś jakimś bogiem… - chyba go zdenerwowałam, bo odwrócił się gwałtownie.
- Co?! - krzyknął.
- Tak, tak. Wiesz, przytyło ci się chyba ostatnio… Pewnie przez te fast foody, których  jesz kilogramy… Masz niektóre mięśnie sflaczałe, co już widać. Niedługo będziesz wyglądał jak typowy Amerykanin z McDonald’s.
Tom nie powiedział nic, tylko wyszedł z pokoju, trzasnąwszy drzwiami. Prawdopodobnie się na mnie obraził. Pacnęłam się otwartą dłonią w czoło, wściekła na samą siebie. Postanowiłam poczekać na niego, aż wróci i go jakoś przeprosić.
Wszedł z powrotem do pomieszczenia jakieś dziesięć minut później. Był już ubrany, wykąpany i zadowolony z siebie.
- Przepraszam - powiedziałam podchodząc do niego i całując w usta. Jednak Tom się nie odezwał; ponowiłam więc pocałunek i przeprosiłam jeszcze raz. Dopiero wtedy wydał z siebie cichy odgłos mruczenia i powiedział:
- Mógłbym tak ciągle się na ciebie obrażać. Przynajmniej porządnie przepraszasz - uśmiechnął się szeroko.
Nie odpowiedziałam, tylko złożyłam na jego ustach następny pocałunek, a on dalej go pogłębił.

Z domu Kaulitzów wyszliśmy po śniadaniu i razem z Tomem skierowaliśmy się w stronę mojego domu. Szliśmy długą drogą, wiodącą przez park i inne miejsca Berlina. Pogoda była bardzo ładna. Świeciło słońce, topiąc już resztki śniegu i czuło się wiosnę. Miałam wrażenie, że przyroda tylko czeka na to, by na dobra przywitać się z cieplejszą porą roku. Również na to czekałam. Zima była dość długa i mimo, że ją uwielbiałam, mogłaby już się pożegnać. Pora, by zmienić swoje nastawienie do życia. Pora, by zmienić także i życie.
Czy na lepsze? Możliwe.
Z kim dzielić będę to nowe życie? Jeszcze nie jestem pewna, czy to będzie akurat Tom. Na chwilę obecną to właśnie on był moim księciem z bajki, który trzymał mnie za rękę i prowadził przez zaludnione ulice Berlina.

________________________________________
Odcinek nie jest doskonały, ale mi się w pewien sposób podoba. Mam nadzieję, że i Wam przypadł do gustu. Już niedługo w życiu głównej bohaterki coś się zmieni. Jej życie wywróci się o sto osiemdziesiąt stopni za sprawą pewnej sytuacji, która, na pozór będzie tylko drobnym nieporozumieniem. Zmieni się to jednak w coś bardziej bolesnego dla niej i dla kogoś jeszcze. Kto inny będzie się cieszył, kto inny popadnie w depresje, a jeszcze ktoś będzie wyciągał ów osobę z dołka.
Te i wiele innych przygód czeka na to, by przerzucić je na kartkę elektroniczną, a następnie na publikację. A to już niedługo.

Pozdrawiam i proszę o komentarze < 3

6 komentarzy:

  1. No to co, ja nie Bill, wywróci jej życie? ahha, żartowałam. :| w sumie nie taki zły pomysł, by ona była z Tomem, nawet mi się podoba. A jeszcze bardziej fakt, że cos powaznego się zadzieje ^^ No i w sumie ja już myślałam, że jak jej tak odwaliło z tym, Tomem, to albo on zacznie się śmiać, albo sie wścieknie i nie bedzie go tak łatwo przeprosić, a tu... pfeee! :D No nic, czekam na enxta i pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tom gruby ? Haha :D Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić ;p No, ale na szczęście nie wziął zbytnio do siebie żartów swojej dziewczyny skoro tak prędko jej wybaczył :D Już myślałam, że będzie się dąsał cały dzień xd Ich związek jest naprawdę uroczy, oby przetrwał wszystko, co jest im pisane! pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki Tom! Foch forever na 10 minut XD Rozwala mnie jego wysokie mniemanie o sobie :p W ogóle cały mnie rozwala, taki kawalarz ^^ A co do rozmowy z Billem...wow...jakie wyznania. I jeszcze mówisz, że życie Carrie się zmieni, no i o tym że będzie deprecha, szczęście, dołek, radocha... *-* chcę już nexta! Oby Ci wena sprzyjała i szybko się tu coś pojawiło ;)

    ~ Schwarze Tränen

    OdpowiedzUsuń
  4. 10 minutowy foch Toma był bezcenny xD Czekam na nexxt'a i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Bill miał ją pocałować! xD Czekam na to <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja już myślałam, że dojdzie do jakiejś zdrady czy coś, a tu takie tylko nic xD Ale dobrze, podoba mi się, że nic takiego się nie stało <3
    Czekam na nexta ;D

    OdpowiedzUsuń