4 września 2012

034


Za furtką i żywopłotem krył się sporych rozmiarów dom. Był piętrowy i niczym nie różnił się od innych w tej dzielnicy, która należała do osób raczej bogatszych. Budynek był murowany i brązowy. Do drzwi wejściowych prowadziła starannie odśnieżona dróżka, po której teraz z Tomem stąpaliśmy ramię w ramię. Wciąż trzymałam go za rękę, czując się niezbyt dobrze, gdyż panika narastała z każdym krokiem. Wokół domu był zapewne piękny i zadbany ogród, ale nie było teraz co podziwiać, gdyż wszystkie małe drzewka pokrywał biały śnieg, który powoli się roztapiał pod wpływem promieni słonecznych.
Kiedy staliśmy już pod drzwiami, Tom jeszcze się do mnie odezwał:
     - Nie martw się. Wszystko pójdzie świetnie. Będę cię wspierał, a do tego będzie przecież Bill - dodał z małym uśmiechem.
Skinęłam tylko głową i odetchnęłam kilka razy, po czym dałam chłopakowi znak, że jestem gotowa. Otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
W przedpokoju zdjęliśmy wierzchnie ubrania i zostawiliśmy buty. Kiedy mieliśmy przejść do salonu, na dół wpadł Bill. Ubrany w dres, nieumalowany i z rozczochranymi włosami oraz szczoteczką do zębów w ustach jakoś dodał mi otuchy.
     - Cześć - wybełkotał z uśmiechem. Nie był to taki zwyczajny uśmiech. Raczej smutny.
     - Hej - rzuciłam, usiłując się nie roześmiać.
     - Myślałem, że będziecie później - powiedział jeszcze do Toma.
     - Tak wyszło - chłopak wzruszył ramionami. - Idź się umyć do łazienki, a nie tutaj.
Bill rzucił groźne spojrzenie bratu, po rzucił mi taki sam uśmiech i poszedł na górę, wciąż szorując zęby.
Tom chwycił mnie za rękę i poprowadził do salonu. Tam na kanapie siedział mężczyzna w ciemnych jeansach i koszulce obok kobiety ubranej w czerwoną spódnicę i białą bluzkę*.
     - Dzień dobry - powiedziałam z lekkim uśmiechem do państwa Kaulitzów.
     - Witaj - odezwał się mężczyzna; zapewne Gordon. Podał mi rękę, a potem to samo uczyniła kobieta, przedstawiając się:
     - Jestem Simone. Tom wiele nam o tobie opowiadał.
     - Naprawdę? - zdziwiłam się, bo ja swoim rodzicom o chłopaku nie wspominałam zbyt dużo. - Pewnie mówił same głupstwa - zażartowałam.
     - Nie sądzę, by głupstwem było to, że jesteś naprawdę ładna - zagadnął Gordon, na co ja się zaczerwieniłam. - Wybacz, że cię zawstydziłem! - widocznie zauważył moje czerwone policzki. - Nie chciałem - mimo skruchy wiedziałam, że sobie ze mnie żartuje.
     - Dobra, dość tej szopki - powiedział Tom. - Chcieliście poznać Carrie, więc już mamy to za sobą - spojrzał na mnie przez chwilę, a potem znowu zwrócił się do swoich rodziców: - Pozwolicie, że sobie pójdziemy?
     - Oczywiście. Zejdzie na kolację o dziewiętnastej - Simone uśmiechnęła się lekko, a potem Tom chwycił mnie za rękę i poprowadził na górę.
Po drodze rozglądałam się odrobinę, zachwycając się pięknym wnętrzem.
     - Ten dom jest chyba najpiękniejszy, jaki w życiu widziałam - powiedziałam głośno.
     - Zasługa fanaberii mamy - odpowiedział. - Uwielbia żeby wszystko błyszczało i było czyste. Sama wszystko sprząta co najmniej raz w tygodniu. Mieszkając w Magdeburgu i Loitsche nie mieliśmy tak dużego i pięknego domu, bo nie było nas na to stać. Kupiliśmy ten dom, kiedy przeprowadziliśmy się tutaj. Był zaniedbany i po prostu brzydki… To dzięki mamie i Gordonowi jest teraz tak wyjątkowy - zakończył uśmiechem.
Zdążyliśmy dotrzeć na piętro pod jedne z wielu dębowych drzwi.
     - To twój pokój - otworzył i weszliśmy do środka. - Jeśli chcesz, to możesz się najpierw tutaj jakoś rozgościć, a potem przyjdź do pokoju obok.
Skinęłam głową i weszłam do środka, biorąc od Toma mój plecak.
Pokoik był nieduży, ale urządzony bardzo ładnie. Było tu kilka prostych mebli jak łóżko, fotel, szafka nocna i szafa. Wszystko było w kolorach czerwieni, bieli i ciemnego brązu.
Na łóżku były przygotowane dwa duże białe ręczniki. Wszystko było świeże i przyjemnie pachniało. Wraz z pościelą, która zapewne też była zmieniona przed moim przybyciem. Położyłam plecak przy łóżku, ale nie wypakowywałam go. Stwierdziłam, że mogę zrobić to później. Uchyliłam tylko okno, by wpuścić zimne powietrze, bez którego nie mogłabym zasnąć.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się do tego obok. Drzwi były takie, jak wszystkie na tym piętrze - ciemnobrązowe z błyszczącą klamką. Zapukałam cicho, a chwilę później w progu stanął Tom.
     - Wchodź - powiedział i otworzył drzwi szerzej.
Jego pokój był w ciemnych kolorach. Ściany były ciemnogranatowe, a wszelkie meble czarne i szare. Myślałam, że będzie panował tutaj bałagan, lecz nie było tu nawet śladu kurzu! Wszystko było ładnie poukładane i posprzątane. Na podłodze nie walały się żadne brudne ciuchy, ani nic podobnego.
     - Ładny pokój - powiedziałam i usiadłam na posłanym łóżku.
     - Dzięki - mruknął. - Może chcesz się czegoś napić? - zaproponował.
     - Nie, nie trzeba. Chodź - poklepałam miejsce obok siebie, a on posłusznie usiadł obok mnie i chyba wiedział już, co ma robić.
Przybliżył swoją twarz do mojej i złączył nasze usta w długim, namiętnym pocałunku, jakiego mi brakowało. Całowaliśmy się delikatnie, ale zadowalało nas to, że byliśmy w tej chwili tylko my. Ja Tom i jego pocałunki. Delikatne, ale w pełni zadowalające mnie…
W jednej chwili wszystko prysło razem z otwierającymi się szeroko drzwiami i osobą, która przekroczyła teraz próg pokoju Kaulitza. Tę osobę chciałam zamordować gołymi rękami. Czułam, że chłopak siedzący obok mnie też się powstrzymuje od tego resztką siły woli.
     - Nie nauczono cię pukać?! - krzyknął Tom, sprawiając, że na twarzy nieproszonego gościa pojawił się cwany uśmieszek.
     - Owszem, nauczono - powiedział Bill. - Ale widocznie was nie nauczono zamykać drzwi na klucz, kiedy robicie rzeczy odrobinę nieprzyzwoite - wciąż miał na ustach uśmiech.
     - Mów po co przyszedłeś i spadaj - mruknął rozgniewany.
     - Chciałem zapytać czy nie widziałeś gdzieś mojej suszarki - prychnął. - Wciąż ją pożyczasz, a nie oddajesz.
     - Kiedy ją wziąłem wczoraj, odłożyłem na miejsce - wyjaśnił.
     - Ale jej tam nie ma! - jęknął.
     - Mam to gdzieś! A teraz wypad! - kiedy Bill się nie ruszał, patrząc wciąż na brata, Tom zdenerwowany do granic możliwości, wypchnął brutalnie bliźniaka za drzwi. - Następnym razem pukaj, jeśli będziesz chciał wejść - syknął mu w twarz, a potem zatrzasnął mu drzwi przed nosem, nim ten zdążył powiedzieć coś jeszcze.
     - Wiesz, nie musiałeś tak się n niego wydzierać - powiedziałam cicho, kiedy Kaulitz zajął miejsce obok mnie.
     - Wszedł tu, kiedy się całowaliśmy!
     - Na pewno nic nie zobaczył… A nawet jeśli, to przecież już i tak wielokrotnie widział nas w takiej sytuacji. W końcu jesteśmy przecież razem, a to, iż okazujemy sobie uczucia jest rzeczą normalną… Co prawda Bill mógł zapukać, ale skąd miał wiedzieć, że akurat ja będę u ciebie i że będziemy robić to, co robiliśmy? - Tom już się uspokoił, więc uśmiechnęłam się lekko. - Nie musisz się tak unosić.
Przytulił mnie i złożył na moich ustach kolejny pocałunek, a ja zamieniłam to w coś o wiele bardziej namiętnego i dłuższego, niż chłopak się tego spodziewał.

O dziewiętnastej zjawiliśmy się z Tomem w salonie, gdzie Bill oglądał telewizję.
     - Siadaj tutaj, a ja pójdę pomóc przy kolacji. Dzisiaj moja kolej - uśmiechnął się. - Mój brat się tobą zaopiekuje.
     - Przecież mogę wam pomóc! - zaprotestowałam.
     - Nie, ty jesteś gościem. Siadaj, a Bill dotrzyma ci towarzystwa.
Posłusznie usiadłam na kanapie obok młodszego Kaulitza, gdyż nie widziałam innego wyjścia. Z kuchni było rozmowy, więc pewnie tam był Gordon wraz z Simone, a do nich dołączył teraz starszy z bliźniaków.
     - Przepraszam, że tak władowałem się do pokoju - usłyszałam głos Billa. - Nie wiedziałem, że tam jesteś…
     - Nic się nie stało - uśmiechnęłam się.
     - Ale głupio mi - w jego głosie nie wyczuwałam smutku z racji tego, że bezceremonialnie wkroczył do pokoju brata, ale z innego. Nie wiedziałam jednak z jakiego.
     - Daj spokój… Ale chyba nie z tego powodu jest ci teraz źle, prawda? - zapytałam.
     - C-co? - chłopak aż podskoczył na krześle. Wyraźne zaskoczyło go to pytanie, a raczej stwierdzenie.
     - Widzę, że coś cię dręczy. I to nie od dzisiaj, a od dłuższego już czasu. Wiem, że pewnie nie jestem odpowiednią osobą, by o tym z tobą rozmawiać, ale jeśli chcesz, to zawsze się możesz do mnie zwrócić. Nie obiecuję, że ci w jakikolwiek sposób pomogę, ale będę się starać - posłałam mu lekki uśmiech, mając nadzieję, że jakoś przekonam go do tego, by pozwolił sobie pomóc. Widziałam jak się męczy, a taki widok nie był przyjemny zwłaszcza, że chyba wiedziałam co czuje.
     - T-to nie ważne - mruknął.
     - Jeśli tak uważasz, to w porządku. Ale pamiętaj, że możesz do mnie przyjść. Pamiętasz dzień, kiedy pokazywałeś mi swoje piosenki? Już wtedy zauważyłam, że coś jest nie tak, bo zawarłeś w nich tyle uczuć… Może się mylę, ale naprawdę myślę, że się z czymś męczysz. Możesz mi zaufać - położyłam dłoń na jego, która leżała na kolanie. Spojrzał na nią, po czym odwrócił wzrok.
     - Może sobie poradzę - powiedział to dość cicho, ale usłyszałam to i powiedziałam jeszcze:
     - Jeśli nie to wiedz, że możesz przyjść do mnie.
Zabrał swoją dłoń i już chciał iść, ale do kuchni, kiedy pojawił się Tom, ogłaszając, że kolacja gotowa. Bill bez słowa ruszył do swojego pokoju, ale brat go zatrzymał.
     - Nie idziesz jeść? - zapytał.
     - Nie jestem głodny - zdołał się uśmiechnąć i dalej poszedł na górę.
     - Co mu się stało? - zwrócił się do mnie, a ja zaś wzruszyłam ramionami.
Nie miałam zamiaru opowiadać Tomowi, co wydarzyło się przed chwilą w salonie. Miałam nadzieję, że Bill jednak stwierdzi, że musi z kimś porozmawiać. Zaczęłam go lubić i chciałam mu pomóc.
Wiedziałam, że tego potrzebuje, a brat nie był do tego odpowiednią osobą.

*Nie będę opisywać wyglądu zewnętrznego Simone i Gordona, gdyż wszyscy zapewne wiedzą, jak oni wyglądają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz