4 września 2012

033


Nie poszłam nigdzie z Tomem, gdyż dostałam wiadomość od Anette, że jutro mamy sprawdzian z historii, który będzie jednym z tych poważnych. Zadecyduje o ocenie końcowo rocznej, więc nic nie wyszło z mojego spotkania z chłopakiem.
W ogóle do końca tygodnia nie mieliśmy dla siebie czasu, gdyż nauczyciele sypali sprawdzianami, jak z rękawa, a przynajmniej oceny na koniec roku chciałam mieć dobre. Niby to dopiero początek marca, ale warto się przykładać.
Pogoda zmieniała się z każdym dniem. Raz padał deszcz, potem śnieg, do tego wiatr, a czasem słońce. Przez kilka pierwszych dni miesiąca świeciło ładne słońce, więc i uczyć się nie chciało. Nauczyciele już tak bardzo nie dawali nam się we znaki, więc można było choć trochę odpocząć. Sami zresztą nie chcieli zrzucać na siebie obowiązków sprawdzania naszych prac, a potem dawać możliwość ich poprawienia. Można było rzec, że na razie chcieli dać nam jako taki luz.

Kolejnego męczącego piątku po lekcjach, Tom odprowadził mnie do domu, po czym udał się do siebie, by zjeść obiad i się przebrać. Potem miał przyjść do mnie i razem mieliśmy pójść się gdzieś przejść. Dawno nie spędzaliśmy razem żadnego wieczora, więc ta wizja była bardzo obiecująca, zwłaszcza, że ten chłopak działał na mnie wyjątkowo inaczej, niż inni.
Kiedy przebrałam się w wyciągnięty dres, zjadłam obiad, który mama zostawiła mi w lodówce i który musiałam odgrzać sobie w kuchence mikrofalowej, przyszedł Tom. A nie minęło więcej, jak trzy godziny od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni.
     - Wyglądam jak bezdomny - przywitałam go w drzwiach.
     - Nie przesadzajmy - spojrzał na mnie. - Jednak mogłaś się ubrać trochę lepiej - dodał po chwili.
     - Już uciekasz? - próbowałam zamknąć mu drzwi przed nosem, ale wśliznął się przez szparę. Cudem udało mu się uchronić szerokie spodnie przed przytrzaśnięciem.
     - Wredna małpa - mruknął na tyle, bym usłyszała, sprawdzając czy jego ubranie nie jest uszkodzone.
     - Miło mi, Carrie jestem - wyciągnęłam do niego rękę z szerokim uśmiechem. Tom wyminął mnie i przeszedł od razu do mojego pokoju. - Ależ nie musisz mnie prosić, żebym weszła do swojego pokoju! - krzyknęłam za nim.
     - Nie będę - wyszczerzył się do mnie, a kiedy chciałam go uderzyć w ramię, uchylił się i już był w moim królestwie. Rozwalił się na łóżku i patrzył w sufit. - Przebieraj się i idziemy do mnie. Weź też coś na zmianę.
     - Słucham? - stałam otępiała.
     - Mama cię zaprasza. To za to, że ja spałem u ciebie - wyjaśnił.
     - Ale… A-a moi rodzice? - zapytałam, ciągle nie ruszając się z miejsca.
     - Moja mama wszystko załatwiła. I mówiła, że powinnaś sprawdzić, czy na lodówce nie ma żadnej karteczki od twojego taty, bo to właśnie z nim rozmawiała…
Nie dokończył zdania, a ja już pobiegłam do kuchni, sprawdzając wszystkie możliwe miejsca, gdzie można zostawić wiadomość.
Była.
Przy lodówce; widocznie niechcący strąciłam ją, kiedy sięgałam po obiad.

,,Nie będę tutaj pisał pełnych zdań, więc lepiej wypiszę Ci kilka punktów, bo nie mam czasu, się by rozdrabniać…
1. Masz w lodówce obiad, o którym mama Ci pewnie wspominała.
2. Dzisiaj nocujesz u państwa Kaulitzów.
3. Pani Simone była tak miła i zaprosiła nas do siebie na obiad w niedzielę… Ale to jutro omówimy przy kolacji.
Kocham Cię,
Tata.”

Wyrzuciłam karteczkę do kosza i oniemiała wróciłam do Toma. Ten stał teraz przed moją szafą i wyciągał z niej przeróżne ubrania.
     - To jest chore! Nie mogę u ciebie nocować! - chłopak nawet się nie odwrócił. Był całkowicie skupiony na przetrzepywaniu mojej szafy. - Nie mogę! - powtórzyłam. -Tam mieszkają twoi rodzice! Nie mogę tam iść! - krzyczałam.
Byłam przerażona wizją poznania mamy i ojczyma Toma. To było dla mnie zbyt nieprawdopodobne do zrobienia.
     - Dlaczego nie? I tak by cię to nie ominęło, bo już dawno chciałem przedstawić cię mamie i Gordonowi. Mama sama z tym wyskoczyła, więc się zgodziłem. Bill też przyprowadził do domu Samanthę - pocieszał mnie. - Jej nie polubili, ale ty na pewno przypadniesz im do gustu. Zwłaszcza, że będziesz pierwszą, którą im przedstawię.
     - Tu nie chodzi o samo poznanie! To TWOI rodzice! A ja jestem TYLKO twoją dziewczyną! I to jeszcze nawet udawaną, bo nic nie ustaliliśmy więcej! - byłam spanikowana. Czułam, że jest mi strasznie niedobrze…
     - Ej, uspokój się! Będzie dobrze! - krzyknął na tyle głośno, bym przestała mruczeć do siebie, że na pewno wszystko pójdzie nie tak. Spojrzałam na niego, a on podszedł do mnie i usiadł obok. - Wszystko pójdzie dobrze. Tylko mi zaufaj.
Nie wiedziałam dlaczego, ale kiedy powiedział ostatnie zdanie ogarnął mnie jakiś taki błogi spokój. Przemyślałam jeszcze wszystko po raz kolejny, aż w końcu przytaknęłam i zaczęłam wkładać do plecaka ubrania na jutro, bieliznę, piżamę i kosmetyki. Potem poszłam do łazienki i ubrałam się zwyczajnie, ale ładnie. Założyłam czarne rurki i cienki, biały sweterek z długimi rękawami.
     - Ciut za elegancko chyba, nie uważasz? - powiedział Tom, stojąc w drzwiach łazienki, a ja podskoczyłam, gdyż mnie przestraszył.
     - Ugh! - jęknęłam. - Przestań! Jest dobrze. Nie założę przecież zbyt szerokich spodni i milion razy większej koszulki.
     - Czemu nie? Trudniej byłoby ci się z niej wydostać, ale ładnie byś wyglądała - uśmiechnął się i podszedł do mnie.
     - Dlaczego ty w ogóle tu jesteś? Nie powiesz mi chyba, że mnie podglądałeś! - odsunęłam się od niego.
     - Skąd! - zaprzeczył, ale widziałam, że ukrywa uśmiech.
     - Wyjdź! - krzyknęłam. - Już! Bo nigdzie nie pójdę!
Tom wyszedł z pomieszczenia, a ja na wszelki wypadek jeszcze przekręciłam kluczyk, by nie przyszło mu do głowy coś głupiego.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam dobrze. Jeszcze tylko włosy i makijaż. Ale jaki? I co zrobić z włosami?
     - Tom! - krzyknęłam i słyszałam, jak chłopak podchodzi do drzwi, próbuje je otworzyć, a potem zrezygnowany siada na podłodze i opiera się plecami o drewno.
     - No? - mruknął.
     - Co mam zrobić z włosami? - zapytałam. - Upiąć w kok? - zebrałam włosy i zrobiłam z nich jako taką fryzurę. - Kucyk? - zrobiłam przymiarkę. - Czy może rozpuszczone i trochę podkręcone?
     - Ostatnie - powiedział.
     - Wybrałeś to dlatego, że zapamiętałeś, bo wymieniłam to na końcu, czy dlatego, że naprawdę podoba ci się taka wizja? - wiedziałam, że powie, iż ładnie mi tak, więc nie czekając na odpowiedź, ciągnęłam dalej: - Jesteś naprawdę niemożliwy! Dlaczego ja się w ogóle na to zgadzam?! Z chłopakiem, którego nie z nam idę do jego rodziców i jeszcze będę u niego nocować, a do tego jeszcze moi rodzice się na to wszystko zgadzają, mimo, iż zawsze uważali, że nie powinnam popełniać głupot! A to właśnie jest głupota! - mówiłam, robiąc sobie lekki makijaż, a Tom nie wiadomo, czy mnie słuchał, czy zasnął pod tymi drzwiami.

Skończyłam kilka minut później i już w pełni gotowa, przekręciłam kluczyk i otworzyłam drzwi. Tom wstał gwałtownie i przyglądał mi się z lekkim uśmiechem.
     - Pięknie - powiedział, zanim zdążyłam się odezwać i pocałował mnie lekko w usta.
Czułam niedosyt. Wielki niedosyt.
Nie dałam tego po sobie poznać, więc przeszłam do pokoju i wrzuciwszy jeszcze do plecaka trampki, wyszłam z pomieszczenia za Tomem, który niósł mój bagaż. W przedpokoju wsunęłam na nogi znienawidzone przeze mnie czarne baleriny oraz czarny płaszcz, który był moim ulubionym.
Tom zarzucił sobie na ramię mój plecak i szedł obok mnie, trzymając mą dłoń w swojej ciepłej i silnej. Razem maszerowaliśmy do jego domu. Czułam, że z każdym krokiem nogi odmawiają mi posłuszeństwa, klucha w gardle rośnie, dłonie się pocą, a żołądek wywraca do góry nogami, robiąc przy tym mnóstwo wywijasów.
     - Tom, denerwuję się - nie wytrzymałam.
     - Ależ nie masz czym. Moja mama jest naprawdę świetną kobietą i na pewno cię polubi! - zapewnił uśmiechając się ciepło.
     - Zawsze tak niby jest. Oglądasz filmy? Kiedy żona faceta jedzie do teściowej, zapewniana przez męża, że mamusia jest najwspanialszą osobą na świecie, a okazuje się, że to prawdziwa czarownica, która zrobi wszystko, by zniechęcić synową zarówno do siebie, jak i do swojego ukochanego syneczka! Nie mówi mi, że nie oglądasz takich rzeczy! - panikowałam. Znowu.
Ale cóż poradzić można na to, że nerwy zżerają cię, kiedy idziesz do domu swojego chłopaka, bo ów chłopak chce cię przedstawić rodzicom?
Czekałam, aż Tom coś powie, ale ten zaczął się śmiać. Nie był to zwykły chichot, ale prawdziwy, gardłowy śmiech, który zdenerwował mnie jeszcze bardziej.
     - Czego się cieszysz? - warknęłam.
Nie odpowiedział od razu. Dopiero, kiedy zdusił resztki śmiechu, odpowiedział spokojnie i bez śladu rozbawienia:
     - Moja mama nie jest żadną czarownicą, która chce cię pożreć. Jest miłą kobietą po czterdziestce, która martwi się o swoich synów i która znalazła sobie w końcu odpowiedniego mężczyznę, z którym jest szczęśliwa. Nie ma żadnych kociołków w swojej sypialni, w które wrzuca niedoszłe dziewczyny swoich synów. Jestem pewien, że cię polubi.
     - Samanthy nie polubiła… - wtrąciłam.
     - Bo ona zachowywała się dość sztucznie i ciągle mówiła o tym, że jest modelką i chciałaby, by i Bill nim był, tylko, żeby się odrobinę zmienił. Wiesz, makijaż i te sprawy… dlatego jej nie polubiła. Jednak mój brat jakoś przekonał mamę do swojej dziewczyny, ale ona i tak nie za bardzo za nią przepada… Ty nie będziesz miała takiego problemu, jak Samantha - uśmiechnął się.
     - Dlaczego?
     - Bo ja się nie maluję.
     - Ale chyba twoja mama chciałaby, żebym zaakceptowała oryginalność twojego brata - podsunęłam.
     - Przecież już go lubisz - zauważył.
     - No tak. Zapomniałam - mruknęłam i poszliśmy dalej, aż zobaczyliśmy dom, do którego wciąż bałam się wejść.
     - Witaj w rezydencji Kaulitzów - powiedział mi na ucho Tom i otworzył przede mną drewnianą furtkę.



____________________
Inspiracja dzięki beautifuldirtyrich, której dedykuję tenże odcinek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz