4 września 2012

032


Kiedy się obudziłam około siódmej i szukałam w szafie czegoś, co nadawałoby się do szkoły, dostrzegłam za oknem jakiś ruch - to tata odwoził Toma do domu. Szkoda, że nie zdążyłam się z nim pożegnać, ale może to i lepiej, bo rozpraszałby mnie i nie mogłabym się skupić, a spóźnić się do szkoły nie chciałam. Wyjrzałam przez okno, w nadziei, że może chłopak mnie dostrzeże, lecz ten zajęty był rozmową z moim tatą, więc nie było szansy, że spojrzy w górę, akurat w okno, w którym teraz stałam w koszulce i spodenkach od piżamy.
Odeszłam od szyby i zajęłam się przeszukiwaniem szafy. Minuty nieubłagalnie przyspieszały, a ja znalazłam tylko spodnie i koszulkę. Nic więcej. Ani bielizny, ani jakichś dodatków. W ostateczności wzięłam pierwsze lepsze z brzegu i popędziłam do łazienki.
Wzięłam najszybszy na świecie prysznic i nawet nie suszyłam włosów, bo nie było już czasu. Nałożyłam na siebie przygotowane ubranie i niepomalowana, z mokrymi włosami zeszłam na dół, w locie chwytając jakąś bluzę. W głębi serca miałam nadzieję, że nie była brudna.
     - Dlaczego masz mokre włosy?! - krzyknęła mama, kiedy weszła do kuchni, podczas gdy ja wkładałam jabłko do torby.
     - Nie miałam czasu, żeby wysuszyć - wyjaśniłam i założyłam bluzę.
Była jakaś duża. O wiele za duża, by mogłaby być moją…
     - To Toma, prawda? - zapytała.
     - Chyba… Ale nie mam czasu, żeby szukać czegoś innego. Przy okazji oddam mu w szkole. Na śniadanie wzięłam jabłko, a o włosy się nie martw. Mam kaptur.
I wyleciałam z domu, nie zawiązując sznurowadeł od glanów. Liczyłam na to, że nie nabiorę przez to śniegu do butów. Przecież były do kolan… Chwyciłam także moją kurtkę. Nie zakładałam jej, bo wielka, męska bluza nie za bardzo komponowała się z moją lekko obcisłą skórą.
Wsunęłam kaptur na głowę, przełożyłam torbę przez głowę i pospiesznie udałam się w kierunku szkoły, by nie nabawić się jakiejś choroby.
Tom mi zapłaci za to, że nie pożegnał się ze mną, pomyślałam.

Do szkoły dotarłam jakieś pięć minut przed dzwonkiem, więc tragedii nie było. Po drodze do sali, spotkałam Gustava.
     - Cześć - uśmiechnął się. - To chyba nie twoje - wskazał na bluzę.
     - No to akurat nie - zarumieniłam się. - Nie zauważyłam, że wzięłam akurat to… Myślałam, że jest moja…
     - Nie musisz się tłumaczyć. Ja cię do sądu nie podam - zaśmiał się.
     - Właściciel może też nie.
     - To Toma, nie? Bo chyba widziałem kilka razy tę bluzę na nim - główkował.
     - Taak - zarumieniłam się jeszcze bardziej, bo wiedziałam, że będzie drążył dalej ten temat. Pierwszy raz w życiu chciałam, żebyśmy nie mieli lekcji w sąsiednich salach.
     - Nie wnikam! - krzyknął i uniósł ręce w obronnym geście. - Ale nie ukrywam, że jestem ciekaw, co wyprawiało się przez weekend w twoim domu…
     - Zboczeniec! - prychnęłam i przyspieszyłam kroku, czerwieniąc się jeszcze bardziej; o ile to było możliwe. Jakże żałowałam, że się nie pomalowałam!
Gustav mnie dogonił i sypał jakimiś głupimi żartami, ale starałam się nie zwracać na to uwagi i go nie słuchać. Na szczęście dotarliśmy w końcu na odpowiednie piętro i pod salę 203, w której miała się odbyć lekcja biologii, a Gustav miał w 204 geografię. Nie ma to jak piękny początek dnia! I to jeszcze poniedziałku!
     - Dlaczego masz mokre włosy? I dlaczego masz na sobie glany? I bluzę Toma? - pytania sypały się z ust wszystkich moich przyjaciół, stojących pod salą.
Dopiero dotarło do mnie, jak naprawdę wyglądam.
Włosy nie dość, że mokre po myciu, to jeszcze na zewnątrz prószył śnieg, który osiadł na końcach i teraz spływał małymi kropelkami na wielką, czarną, męską bluzę, należącą do mojego chłopaka. Rozsunęłam ją, a pod spodem miałam białą bluzkę na ramiączkach. Przynajmniej to było moje… Przypomniałam sobie, że nie zmieniłam przemoczonych butów, które w dodatku nie były zasznurowane i sznurówki machały się i ciągnęły po ziemi.
     - Wyglądam okropnie - jęknęłam.
     - Nie jest tak źle - pocieszała mnie Alex. - Jeśli zawiążesz buty i zdejmiesz tę bluzę to będzie okej - uśmiechnęła się.
Zrobiłam to, co mi doradziła i naprawdę poczułam się lepiej. Zostały tylko włosy.
     - Możesz je związać, albo tak zostawić. Teraz podobno takie są fajne - dopowiedziała Anette.
Zostawiłam je luźne, by wyschły przez te kilka godzin, które będę w szkole.
     - Cześć wam - powiedział wesoło Bill, który dopiero teraz przyszedł ze swoim bratem. Były dwie minuty po dzwonku. - Ładnie wyglądasz - spojrzał na mnie niepewnie.
- Spadaj - mruknęłam i bez słowa wcisnęłam Tomowi jego bluzę.
Nie powiedział nic, a nawet nie zdążył, gdyż przyszła nauczycielka i wpuściła nas do sali. Usiadłam z Anette.
Nie miałyśmy szans, by porozmawiać, więc przyjaciółka wyciągnęła swój brudnopis, napisała coś w środku i przesunęła zeszyt w moją stronę. Przeczytałam wiadomość:

     ,,Jak było na randce? Opowiadaj! Dłużej nie wysiedzę!”
     
     ,,Mówiłam Ci, że dobrze! Bill zabrał mnie na pizzę, potem na spacer po parku. Porozmawialiśmy trochę o tym, że już nie uważamy się za kretynów, a potem pogadaliśmy o zespole… Jak to można jeszcze ich wypromować.”

     ,,Oo, to fajnie! Dobrze, że już się lubicie. Zauważyłaś, że między nim i Samanthą coś się psuje? Ciągle się sprzeczają. Przy nas udają szczęśliwych, ale widziałam kilka razy, jak się kłócą o coś na korytarzu.”

     ,,Tom mi wspominał, że to już nie to samo, co kiedyś, ale ja nie wypytywałam. Nie chcę się wtrącać.”

     ,,Ja właśnie też. Ale jeśli miałabym wybierać czy chcę, by Bill był szczęśliwy z kim innym czy z Samanthą, to zdecydowanie wolę kogo innego!”

     ,,Dla mnie nie jest taka tragiczna. Ale ja znam ją od niedawna dopiero.”

     ,,Właśnie. Koniec tego tematu. Teraz pisz mi, dlaczego dzisiaj przyszłaś taka dziwna do szkoły?! Wyglądałaś… nietypowo.”

     ,,Nie dołuj mnie! Wstałam za późno, za długo szukałam ciuchów i nie zdążyłam ani zjeść śniadania, ani wysuszyć włosów.”

     ,,A bluza Toma? Był u Ciebie wczoraj?”

     ,,Był, był. Zasiedział się zbyt długo i przenocował. Swoją bluzę zostawił pewnie przez przypadek w moim pokoju, a spał w gościnnym. Rodzice mu to zaproponowali. Rano, kiedy chciałam założyć coś z kapturem, nie zauważyłam, że ta bluza jest trochę za duża jak na moją… Mama mi w kuchni powiedziała, że to pewnie Toma… Nie zdążyłabym już poszukać czegoś innego, więc wzięłam tę, a w rękę kurtkę… Przy okazji Tom odzyskał swoją własność.”

     ,,Było mu aż tak gorąco?”

     ,,Och, przestań!”

Nie zdążyła mi już odpisać, gdyż zadzwonił dzwonek na przerwę. Pospiesznie wrzuciłam książki do torby i wyszłam za wszystkimi z sali. Na szczęście nikt nie patrzył na mnie dziwnie i nie mówił niczego na mój temat, No prócz grupki moich przyjaciół, dla których to wszystko było przezabawne.
     - Miss mokrego podkoszulka - mruknął Georg w moją stronę.
     - Och, chciałbym - powiedział Tom. - Niestety koszulka nie jest jeszcze tak dużo mokra - dodał smutno.
     - Jaki erotoman! - ryknął Georg, wybuchając śmiechem.
     - Wpraszam sobie! Ja przynajmniej mam własną, osobistą miss - powiedział zaczepnie, biorąc mnie za rękę. Nie pogłębiłam uścisku. Byłam zbyt na niego wkurzona. Mógłby mnie wspierać, idiota jeden!
     - Taak? Gdzie? - zapytałam, rozglądając się na boki.
     - Trzymam ją właśnie za rękę - uśmiechnął się.
     - Jest niewidzialna, tak? - odezwałam się znowu, a reszta parsknęła śmiechem. Tomowi zrzedła mina.
     - Ta twoja miss jest chyba nie w humorze, stary - Gustav poklepał go po plecach.
Przeszliśmy pod kolejną salę, gdzie tym razem zostałam ja, bliźniacy, Samantha, Alex i Anette. Tom wciąż trzymał mnie za rękę, a ja stałam naburmuszona, z całkowicie popsutym humorem. Bill i Samantha rzucali sobie ukradkowe spojrzenia, które nie były chyba wypełnione uczuciem bezgranicznej miłości, ale ich dłonie były złączone. Anette i Alex plotkowały na jakiś temat, od czasu do czasu cicho chichocząc.
     - Co ci znowu? - mruknął mi do ucha Tom.
     - Nic. Nie mam humoru po prostu - powiedziałam szczerze. Był dopiero poniedziałek, druga godzina lekcyjna się zaczęła, a ja czułam, że za chwilę umrę. - A jeszcze cztery lekcje - dodałam i westchnęłam przeciągle.
     - Nie martw się - przytulił mnie. - Po szkole możemy gdzieś pójść, jeśli chcesz - posłał mi ciepły uśmiech.
     - Bardzo chętnie, ale jak ja będę wyglądać. Spójrz na mnie! - jęknęłam.
     - Jesteś najpiękniejszą miss mokrego podkoszulka, jaka kiedykolwiek była moją dziewczyną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz