4 września 2012

031


Po długiej chwili, której nie chciałam przerywać za żadne skarby, chłopak się ode mnie odkleił. Siedzieliśmy najpierw w ciszy, patrząc na siebie, aż w końcu Tom pierwszy się odezwał:
     - Wiedziałem, że w końcu mi ulegniesz.
     - Taaa, ty wiedziałeś - prychnęłam, ale zaczerwieniłam się po same uszy.
     - No jasne - cmoknął mnie niespodziewanie w policzek, a potem dodał: - Zastanawia mnie ten koc… Może to twoja mama? - podsunął.
     - Co?! Jak ona nas widziała, to kaplica! - krzyknęłam.
     - Dlaczego? - zainteresował się. - Przecież wie, że jesteśmy parą.
     - Ale nie wie, że miałeś być dzisiaj u mnie i że spałam na tobie! I to w takiej pozycji!
Zerwałam się na nogi, złożyłam koc i rzuciłam na łóżko. Zrobiłam to tak szybko, że Tom zdążył jedynie wstać z podłogi i poprawić swoją zmiętą bluzę.
     - Chodźmy na dół - powiedziałam, biorąc chłopaka za rękę i wyprowadziłam z pokoju.
Zeszliśmy na dół, gdzie przez okno zobaczyłam, że jest już ciemno. Zegar ścienny wskazywał parę minut po godzinie dwudziestej drugiej, a w salonie siedział tata, oglądając jakiś film. Mamy nie widziałam, więc pewnie była w kuchni, albo już spała.
     - Dobry wieczór - odezwał się Tom do taty, kiedy byliśmy już przy kanapie.
     - Och, dobry wieczór, chłopcze - mój ojciec był nieco zdziwiony obecnością chłopaka w domu, ale próbował być spokojny. - Co tu robisz o tak później porze?
     - Przyszedłem do Carrie, ale zasiedziałem się trochę… zaraz uciekam - wytłumaczył się Tom.
     - Ależ po co będziesz chodził po nocy! Możesz u nas przenocować - uśmiechnął się lekko.
     - Nie, naprawdę nie trzeba - zaprzeczył chłopak.
Patrzyłam to na tatę, to na Toma, którzy kłócili się o to, czy chłopak ma zostać u nas na noc, czy też nie. Chwilę później dostrzegłam w kuchni mamę i mówiąc Tomowi, że idę z nią porozmawiać, skierowałam się do tamtego pomieszczenia. Kobieta siedziała przy stole, czytając gazetę i popijając gorącą herbatę. Widząc mnie w progu, uśmiechnęła się lekko, po czym wróciła do lektury.
     - Jak było? - zapytałam, próbując nawiązać jakiś temat.
     - Dobrze. Nie było strasznie. Twój ojciec mnie bronił przed wszelkimi zaczepkami - powiedziała zadowolona.
     - To super - przez chwilę panowała między nami cisza, aż w końcu odważyłam się ją przerwać i zapytać o to, co nurtowało mnie od dobrych kilkunastu minut: - Wiesz może coś o moim kocu, który w dziwnych okolicznościach znalazł się na mnie, kiedy leżałam z Tomem pod ścianą w moim pokoju? - nie wiedziałam, czy mama nas widziała, ale zaryzykowałam. Wolałabym, żeby to była ona, a nie tata.
     - Owszem, wiem - rzekła tylko, nie odrywając wzroku od gazety.
     - A powiesz mi co? - irytowała mnie ta jej tajemniczość. Zwłaszcza teraz, kiedy byłam w takiej niezręcznej sytuacji.
     - Bo to ja was nim przykryłam - mimo, iż spodziewałam się takiej odpowiedzi, zaczerwieniłam się ze wstydu po same uszy! - Wróciliśmy około siedemnastej i zastaliśmy dom otwarty. Krzyczałam twoje imię, ale nie odpowiadałaś, więc przeszłam do twojego pokoju, taty oczywiście nie wpuszczałam. Poza tym on poszedł jeszcze do sąsiadów, bo zaczął cieknąć im kran, a tata odrobinę się na tym zna i poszedł pomóc… Wracając do koca… W pokoju zobaczyłam ciebie i Toma w takiej pozycji… Nie chciałam was budzić, to przykryłam was kocem i wyszłam. Mam do ciebie zaufanie, więc mam też pewność, że nic złego nie robiliście.
Jeśli to było możliwe, zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Wyjaśniłam i zapewniłam mamę, że nie robiliśmy z Tomem nic złego i nawet nie zamierzamy, co ją uspokoiło. Powiedziałam też, że tata namawia Toma do tego, by u nas przenocował, a ona nie miała również nic przeciwko temu.
Przeszłyśmy więc do salonu, gdzie zastaliśmy dwóch mężczyzn, siedzących przed telewizorem i oglądających mecz Francja - Portugalia.
     - Dobry wieczór pani - powiedział Tom, wstając z kanapy, kiedy weszłyśmy do pomieszczenia.
     - Witaj, Tom - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Słyszałam, że mój mąż chce, abyś został dzisiaj u nas na noc.
     - Tak, ale jeśli pani ma coś przeciwko, to mogę iść do domu - tłumaczył się. - Chciałem tylko poczekać na Carrie, żeby się z nią pożegnać…
     - Nie, nie! Możesz oczywiście u nas zostać. Pokój się jakiś znajdzie - przerwała mu. - Rano ktoś z nas cię odwiezie do domu, żebyś się przebrał i przygotował się do szkoły, a potem spokojnie pójdziesz się edukować - znowu posłała mu lekki uśmiech.
     - Nie wiem czy to dobry pomysł… - zaczął.
     - Och, Tom! Jeśli moi rodzice ci proponują nocowanie, to się zgódź! - powiedziałam. - Przecież nie będziesz chodził po nocy. Jest już dwudziesta trzecia.
     - No… dobrze - zawahał się. - Ale zadzwonię jeszcze do mamy.
Tom wyszedł do kuchni, by zadzwonić, a ja z rodzicami przedyskutowałam jeszcze sprawę tego, gdzie chłopak będzie mógł spać. Mieliśmy jeden pokój wolny, który obecnie służył za mały składzik starych mebli. Nie był zagracony, przynajmniej miałam taką nadzieję, więc Tom znalazłby sobie tam jakieś łóżko.
Wrócił po kilku minutach, mówiąc, że mama i ojczym już wiedzą i zgadzają się, by chłopak u nas przenocował i na to, by któreś z moich rodziców go rano odwiozło.
Kiedy było już kilka minut przez północą, mama dała mi jakieś szorty taty, w których Tom mógłby się przespać. Dostałam też dla niego świeżą pościel i ręcznik. Przeszliśmy więc na piętro.
     - Pokażę ci twój pokój - oznajmiłam chłopakowi, wchodząc po schodach.
     - A będzie to nasz wspólny? - zapytał, chwytając mnie za rękę.
     - Niee - uśmiechnęłam się. - Miałam wystarczająco wrażeń jak na jeden dzień.
     - Jakich niby wrażeń? - zdziwił się.
     - A takich, że musiałam z mamą rozmawiać na temat tego, co widziała u mnie w pokoju. To ona nakryła nas kocem. Powiedziała, że nie budziła mnie tylko dlatego, że mi ufa i wie, że nie zrobiłabym nic głupiego. Zapewniłam ją o tym, że nie planujemy posuwać się dalej. Jeśli wiesz, co mam na myśli - spojrzałam na niego znacząco.
     - Twoja mama ma cię za grzeczną dziewczynkę, co? - zapytał z uśmiechem. - Ciekaw jestem, czy tak jest naprawdę. Może się kiedyś przekonam, co? Bardzo bym chciał.
     - Jesteś głupi! - krzyknęłam cicho. - Lepiej chodź za mną.
Znaleźliśmy się już przy drzwiach do pokoju Toma. Nacisnęłam klamkę, zapaliłam światło i przekroczyłam próg, a chłopak za mną. Pomieszczenie było dość spore, a większość przestrzeni zajmowały krzesła, poustawiane jedno na drugim, zwinięte dywany, poustawiane przy ścianach, kilka szafek, jeden kredens, zajmujący jakieś pół ściany i spore łóżko, przykryte brązowym kocem. Ściany pokoju były w kolorze ciemnoczerwonym. Ogólnie był bardzo ładny, ale te wszystkie graty w połączeniu z tym nie stanowiły zbyt przyjemnego i cieszącego oczy widoku.
     - Przepraszam, że to tak wygląda, ale naprawdę nie wiedziałam, że będzie tu ktokolwiek nocował. Zaprosiłabym cię do swojego pokoju na materac, ale to raczej nie przejdzie - powiedziałam do chłopaka.
     - Spoko. Tu jest dobrze - uśmiechnął się.
Poprzesuwaliśmy trochę te graty pod ściany, by zrobić więcej miejsca i zmieniliśmy pościel. Kiedy skończyliśmy z jako takim uporządkowaniem pomieszczenia, wyglądało o wiele lepiej niż na początku. Następnie Tom poszedł się wykąpać, a za nim ja.
Około pierwszej w nocy siedzieliśmy jeszcze w moim pokoju, rozmawiając o wszystkim i o niczym. On leżał na łóżku, a ja obok, z głową na jego klatce piersiowej.
     - Bill nie uwierzy, jak mu opowiem - powiedział cicho.
     - W co? - zdziwiłam się, bo nie wiedziałam, co chłopak ma na myśli.
     - A w to, że spędziłem z tobą prawie cały dzień, a ty na mnie spałaś i jeszcze u ciebie nocuję. Przecież on i Samantha dopiero niedawno zaczęli chodzić do siebie do domu i spędzać u siebie wieczory i noce - wyjaśnił.
     - Naprawdę? Dlaczego? Wyglądają na szczęśliwych. I to bardzo.
     - Jej rodzice są dość dziwni. Nie akceptowali na początku tego, że Bill się maluje. Jednak, kiedy po dłuższym czasie stwierdzili, że ich córka naprawdę lubi mojego brata, zdecydowali, że mogą jednak spotykać się częściej. W ogóle to teraz jakoś chyba im się nie układa… często się kłócą.
Czyżby właśnie to Bill miał na myśli, kiedy spotkaliśmy się ostatnim razem? Może jego związek przeżywa kryzys? Chciałabym mu mimo wszystko jakoś pomóc.
     - To smutne - przyznałam. - Wyglądają na fajną parę - dodałam.
     - No śliczny obrazek. W pięknej ramce, ale wnętrze nie za ciekawe. Jak dla mnie, to Bill się tylko męczy z tą dziewczyną. Ona go tylko wykorzystuje. Ale widocznie mój braciszek tego nie widzi - dokończył. - No nic. Ja już może pójdę, bo pewnie chcesz iść spać - powiedział.
Wstał i pocałował mnie w usta tak, że serce zabiło mi mocno. Myślałam, że jeszcze chwila, a wyskoczy mi z piersi. Jednak Tom się ode mnie oderwał i wyszedł z pokoju, wyłączając po drodze światło.
Kiedy wyszedł rozmyślałam nad tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło i doszłam do wniosku, że to chyba jakiś sen! Musiałam to gdzieś uwiecznić!
Wyjęłam więc pamiętnik ze stałego miejsca i zaczęłam pisać.

12 lutego
To, co wydarzyło się w ciągu całego dzisiejszego dnia jest nie do opisania! Nie mogę w to w ogóle uwierzyć! Najpierw kłótnia z Tomem bez powodu, potem szczęśliwe pogodzenie się, które zakończyło się spaniem przy ścianie na jego kolanach. Mama przykryła nas kocem. Rozmawiałam z nią o tym, że nie posunę się z nim dalej, chyba, że będę go pewna na milion procent. A nie jestem. I raczej nie będę. Nie chcę stracić z Tomem tego, co jest dla mnie bardzo ważne. W tym przypadku to dziewictwo. Zresztą on w ogóle nie naciska. Nawet o tym nie wspomina. Jest tylko czasami zbyt… romantyczny pod względem pieszczot. Ale mnie to nie przeszkadza. Jest nawet fajne, dopóki nie okazuje tego za często. Dzisiaj u mnie nocuje, bo obudziliśmy się po dwudziestej drugiej i niemożliwością było, by to, żeby szedł sam po nocy do domu. Rano mama albo tata go odwiezie i już spotkamy się w szkole.
Tom opowiadał mi o tym, że związek Billa i Samanthy nie jest tak doskonały na jaki wygląda. Chyba coś się między nimi psuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz