4 września 2012

030


Na chłopaka czekałam dziesięć minut. Przez ten czas zdążyłam zmienić mój rozciągnięty, stary dres na inny - nowszy i o wiele bardziej nadający się do ludzi, niż poprzedni. Były to jasnoszare spodnie, o kilka rozmiarów za duże, by dobrze się nosiły oraz czarna bokserka, która była bardziej dopasowana do ciała. Włosy przeczesałam parę razy szczotką i związałam w kucyk.
Stałam kilka minut przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu i zastanawiałam się, co mogłabym w sobie zmienić. Nie chodziło mi o zmianę fryzury, bo moje długie, sięgające za łopatki czarne włosy były moim skarbem. Raczej wolałabym zrobić sobie jakiś kolczyk lub tatuaż; na to drugie rodzice na pewno nie wyraziliby zgody, ale jeden kolczyk więcej? Czemu nie? W uszach miałam po jednym i to mi wystarczało. Może by tak kolczyk w brwi albo w wardze?
Moje rozważania przerwał dzwonek do drzwi. Zostawiłam w spokoju sprawę dodatkowego kolczyka i zeszłam na dół, by otworzyć. W progu stał Tom, który od razu podszedł do mnie, objął mocno w pasie i złożył na moich ustach gorący pocałunek.
     - Co ty robisz, kretynie?! - krzyknęłam, odpychając go od siebie, co nie za bardzo mi wyszło, bo chłopak był silniejszy. - Chcesz mnie zabić?! - rozcierałam sobie dłonią wargi, które chyba napuchły mi pod wpływem pocałunku.
     - Przywitałem się - wydawał się niewzruszony.
     - Może delikatniej, co? - mruknęłam.
     - Pani nie w sosie dzisiaj? Okej. Będę uważać - uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi.
Skierowałam się do kuchni, gdzie nalałam sobie soku do szklanki.
     - Chcesz też? - zapytałam już spokojniej.
     - Poproszę - wzięłam drugą szklankę i napełniłam ją pomarańczowym płynem oraz podałam chłopakowi. Usiadł na krześle i przyglądał mi się. - Co będziemy robić?
     - Chciałam odrobić lekcje. Jeszcze tego nie zrobiłam.
Tom się skrzywił, ale nie miał nic przeciwko. Przynajmniej tego nie powiedział. Przeszliśmy więc do mojego pokoju, biorąc ze sobą chipsy i jakieś ciastka z szafki oraz sok. Postawiliśmy to na stoliku, a kiedy chciałam wyrzucić puste opakowania, Tom objął mnie znowu w pasie i przyciągnął do siebie.
     - Zostaw - jęknęłam.
     - O co ci chodzi? - zapytał poirytowany.
     - O nic.
     - Ta, jasne - prychnął i usiadł na podłodze, opierając się plecami o łóżko. Nie zwracałam na niego uwagi. Nie miałam nastroju na żadne pieszczoty, a Tom mógłby się jakoś opanować.
Wzięłam moje książki i zaczęłam odrabiać matematykę.
     - Pomożesz mi, czy będziesz tak siedział i patrzył w ścianę? - zapytałam, kiedy po jakimś czasie chłopak nie ruszał się z miejsca i nie zmieniał pozycji.
     - A co odrabiasz? - pokazałam mu okładkę książki, a on się skrzywił. - Nie, dzięki.
Nie wytrzymałam.
     - To po co tu przyszedłeś?! - wrzasnęłam.
     - Na pewno nie po to, żeby odrabiać jakąś durną matematykę! - warknął nie ciszej niż ja. - Chciałem spędzić z tobą trochę czasu, a ty się strasznie niedostępna zrobiłaś! O co ci chodzi, do cholery?!
     - Powiedziałam ci przecież, że o nic! I wyjdź stąd, jeśli ci się coś nie podoba! - nie wiedziałam już, co mówię. Byłam wściekła; nie wiem z jakiego powodu, ale naprawdę mnie zdenerwował. Stał teraz naprzeciwko mnie, patrząc na mnie z kamienną twarzą.
     - Naprawdę chcesz, żebym sobie poszedł? - zapytał już bardziej spokojnym i delikatnym głosem.
Nie mówiąc nic, stanęłam na łóżku, podeszłam do niego i objęłam go rękami za szyję. Stał przez chwilę oniemiały, ale po chwili podniósł mnie na małą wysokość, pozwalając, bym oplotła go jeszcze nogami wokół pasa.
     - Masz tu zostać i ze mną być - wyszeptałam mu w szyję i pocałowałam go lekko i z uczuciem w policzek.
Tom uklęknął naprzeciwko łóżka, posadził mnie na nim i zdejmując ze swojej szyi moje dłonie, patrzył mi w oczy z niepewną miną. Przez chwilę nic nie mówił, ale odezwał się w końcu:
     - Co się stało? I nie mów, że nic - dodał szybko, widząc, że otwieram usta. Momentalnie je zamknęłam.
     - Ale naprawdę wszystko w porządku. Po prostu… - nie wiedziałam, co mam powiedzieć, więc znowu zamilkłam.
     - Mnie możesz powiedzieć. Jesteśmy przecież przyjaciółmi. Może nawet nie jesteśmy razem, co oczywiście nie jest jeszcze pewne, bo żadne z nas nie wie, co czuje do drugiego, ale wciąż jesteśmy przyjaciółmi i możesz mi powiedzieć wszystko. Nawet to, że masz okres i masz mnie gdzieś. Zrozumiem przecież. Może trudno mi to będzie pojąć, ale jeśli będziesz ze mną szczera, to zaakceptuję wszystko. Tylko mi powiedz - zakończył swoją przemowę, a ja wciąż niezdecydowana, przemogłam się i powiedziałam:
     - Nic się nie stało - wypowiedziałam to po raz kolejny, a kiedy Tom już chciał coś powiedzieć, położyłam mu palec na miękkich ustach, które chciałam w tej chwili pocałować. - Zwyczajnie brakuje mi ciepła. Chciałabym się do kogoś przytulić. Tak po prostu, nie mówiąc nic. Chciałabym mieć w kimś oparcie i mieć pewność, że ten ktoś będzie ze mną zawsze. Nie musi mnie kochać! Musi być. Być i trwać przy mnie zawsze. Żeby przytulił, kiedy będę tego chciała i powiedział, że wszystko będzie dobrze - mówiłam nieskładnie i nie miałam pewności, że Tom to wszystko pojmie i zrozumie.
On jednak uśmiechnął się lekko i znowu do mnie przybliżył, biorąc w ramiona. Chwilę później stał naprzeciwko mnie, po raz kolejny podnosząc na minimalną wysokość i przenosząc pod ścianę, obok szafy. Usiadł tam, opierając się o ścianę, a mnie sadowiąc na swoich kolanach i zagarniając do siebie tak, jakbym była małą dziewczynką, która potrzebuje pocieszenia po tym, jak rozbiła sobie kolano. Było mi tak dobrze. Wtuliłam się w ogromną czarną bluzę, wyczuwając pod materiałem jego wyrobione ciało.
     - Będę z tobą zawsze. Nawet, jeśli będziemy już starzy i każde z nas będzie miało własną rodzinę. Będę z tobą. Tylko mi powiedz - wyszeptał, a mnie popłynęły z oczu łzy. Wytarłam je wierzchem dłoni i wtuliłam się w chłopaka jeszcze bardziej, łapiąc go kurczowo za bluzę.
     - Dziękuję - zdołałam tylko wyszeptać, a potem położyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on objął mnie jeszcze mocniej.

Nie miałam pojęcia, co się stało. Czułam tylko, że jest mi bardzo wygodnie, coś mnie kurczowo trzyma, a z prawej strony głowa leży na czymś miękkim, co pięknie pachnie. Z lewej czułam także coś miękkiego, ale to już nie pachniało tak dobrze, jak to po prawej. Czułam też, że moje oczy są chyba napuchnięte. Dłonie też mnie bolały, bo trzymałam coś kurczowo, co także było miękkie. Co się stało?
I dopiero poczułam, jak unoszę się delikatnie pod wpływem czegoś, co unosiło się i opadało miarowo. Zdecydowałam się otworzyć oczy. Ujrzałam kawałek mojego pokoju, gdzie stało biurko. Siedziałam na podłodze. Uniosłam głowę i obróciłam ją delikatnie w prawo - zobaczyłam Toma, śpiącego i mruczącego cicho przez sen. To, co tak pachniało i na czym leżałam było jego klatką piersiową, a to, po lewej było moim kocem. Trzymałam w dłoni, jak się okazało bluzę chłopaka, a oplatającymi mnie mackami, były ramiona tegoż człowieka, który mruknął głośniej i zacisnął bardziej ramiona wokół mnie.
I teraz dotarło do mnie to, co się stało.
Tom przyszedł. Byłam na niego zdenerwowana z byle powodu. Chciałam, żeby odrabiał ze mną matematykę, ale on nie chciał i wkurzyłam się na niego jeszcze bardziej. Potem on powiedział mi, że mam w nim oparcie w każdej chwili, żebym mu tylko powiedziała. Następnie powiedziałam mu to, co od kilku dni mnie męczyło. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak się czułam. A Tom? On mnie przytulił i już wszystko było dobrze. Tylko dlaczego leżymy pod kocem? Przecież ani ja, ani chłopak nie braliśmy go, by się nim przykryć. Mnie osobiście starczało ciepło tegoż człowieka. A może, kiedy ja spałam, on wziął go i wrócił na miejsce? Ale przecież bym się obudziła, prawda?
Moje dalsze rozprawiania na temat niespodziewanego pojawienia się koca przerwało przeciągłe chrapnięcie, wydobywające się z ust Toma, a potem chłopak się obudził i otworzył oczy.
     - Dzień dobry - zagadnął z uśmiechem.
     - Cześć - odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam. Chłopak spojrzał na koc, który nas przykrywał i powiedział:
     - Skąd to? To ty przyniosłaś?
     - Nie, myślałam, że może ty…
     - Niby jak? - spojrzał na mnie. - Nie mógłbym wstać, nie budząc cię.
     - To skąd on się tu wziął? - zastanawiałam się głośno.
     - Nie mam pojęcia. Wiem jedynie, że spanie w takiej pozycji i to jeszcze z tobą jest miłe, aczkolwiek bardzo niewygodne, bo nie ważysz dziesięciu kilogramów - próbował się przeciągnąć, ale ze mną w ramionach mu to nie wyszło.
     - Jesteś okropny - uderzyłam go lekko w pierś. - Przypomnę ci tylko, że to ty wziąłeś mnie na ręce i tutaj posadziłeś sobie na kolanach. Nie miej więc pretensji do mnie, a do siebie. I nie obrażaj mnie, mówiąc, że jestem gruba.
     - Nie śmiałbym przecież - zaprzeczył. - Tylko stwierdzam fakty, bo mama nauczyła mnie, bym zawsze mówił prawdę. Nawet tę nieprzyjemną.
     - Kretyn - prychnęłam i chciałam uwolnić się do silnych macek, ale Tom mnie nie puszczał i przytulił jeszcze mocniej. - Och, zostaw mnieee! - jęknęłam.
     - Nie dostałem dzisiaj nic, więc chyba mi się coś należy, nie uważasz? - uniósł wysoko brwi, patrząc na mnie idiotycznie.
     - Niee… - zaprzeczyłam. - Mówisz, że jestem gruba, więc nie zasługujesz na nic. Nawet na to, żeby być moim chłopakiem. Nie dostaniesz i tyle.
Tom siedział zrezygnowany, ale wciąż mnie nie puszczał.
     - Zostaaaaw - jęknęłam po raz kolejny, próbując jeszcze raz się wyrwać.
     - A jak ładnie poproszę? - zapytał.
     - A to już zależy od tego, jak ładnie i czy się postarasz. Ale wątpię, byś mógł zrobić coś dobrze. Może tylko wkurzanie mnie nawet samym oddychaniem wychodzi ci doskonale - odpowiedziałam, doprowadzając go niemalże do obłędu. Widziałam, jak pragnie wręcz mnie pocałować. Ja też parzyłam na jego kolczyk w wardze, ledwo się powstrzymując. Nie wiedziałam, skąd tak nagle zapragnęłam, żeby był moim chłopakiem. Ale czy już tak nie było?
Przecież już udawaliśmy, to dlaczego to udawanie nie mogło zmienić się w prawdziwy związek? Ale czy tego naprawdę chciałam? Z całego serca? A Tom?
     - Nie muszę cię wcale prosić - prychnął. - Sam sobie wezmę to, co chcę! - zanim zdążyłam zaprotestować, wpił się w moje wargi.
Nie mogłam już się dłużej opierać. Oddawałam pocałunek z taką zachłannością, z jaką on wpijał się coraz mocniej w moje usta. To była jedna z najpiękniejszych chwil tego dnia. Chciałam to powtarzać za każdym razem, kiedy byłabym blisko Toma. Każdego dnia. Każdej godziny. Może nie byłam w nim zakochana, ale było w nim coś, co sprawiało, że chciałam spędzać z nim każdą chwilę. Przynajmniej na razie.




____________________
Dedykacja dla Anetki (Traumer) - mimo Twojego denerwującego błagania mnie o ten odcinek, to i tak Cię kocham <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz