4 września 2012

029


Kiedy przekroczyłam próg domu, zauważyłam, że w kuchni pali się mała lampka.
Pewnie się grubo spóźniłam, bo na mnie czeka, pomyślałam, mając pewność, że to mama siedzi w kuchni, zastanawiając się gdzie to się podziewała jej córka przez tyle czasu.
Weszłam do pomieszczenia i od razu, po zobaczeniu rodzicielki, siedzącej na krześle z papierosem w dłoni, zapytałam:
     - Ile się spóźniłam? - nalałam sobie soku pomarańczowego i usiadłam obok kobiety.
     - Zaledwie dziesięć minut - odpowiedziała.
     - To chyba nie musiałaś na mnie czekać… - prychnęłam.
     - Nie czekam na ciebie. Po prostu zdenerwowałam się i nie mogę zasnąć - wyjaśniła.
     - Co się stało?
Mama westchnęła głęboko, zgasiła papierosa w szklanej popielniczce i spojrzała na mnie oczami pełnymi błyszczących iskier. Naprawdę się czymś przejęła.
     - Nieważne. To pewnie moje jakieś wymysły…
     - Ale co… mów! - nakazałam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
     - To taka drobnostka, że nie warto tego roztrząsać…
     - Skoro to drobnostka, to dlaczego się przejmujesz tak, że nie śpisz po nocach? - teraz naprawdę zaczęłam się bać.
Ona nigdy nie denerwowała się byle jaką głupotą. Kiedy stało się coś poważnego, potrafiła wypić dziesięć kaw po kolei, by zacząć trzeźwo myśleć. A gdy to nie działało, wypalała pół paczki papierosów mimo, że zwykle wystarcza jej jeden lub dwa na kilka dni. Nie była palaczką, ale czasem chciała się rozluźnić, jak to zawsze mówiła mnie albo tacie, kiedy zwracaliśmy jej uwagę.
     - Dzwoniła do mnie Vanessa. Była oczywiście bardzo z czegoś zadowolona i oznajmiła mi, że jutro oprócz mnie i taty będzie jeszcze siostra ojca. Lidia. Ta, której tak nie znoszę, bo zawsze, kiedy ma okazję, to zwraca mi uwagę na, nawet najmniejsze, drobnostki. Pamiętasz jak ostatnio mówiła mi, że nie dopasowałam szminki do koloru kolczyków?!
Pamiętałam i to bardzo dobrze. Kiedy rodzice wrócili po tym obiedzie, nie odzywali się do siebie przez kilka dni, bo tata nie bronił mamy przed atakami ze strony jego siostry, uważając, że jej żarty są tylko docinkami, mającymi na celu zacieśnić ich więzy i wzmocnić przyjaźń. Mama twierdziła, że to nie było nic miłego i ciotka jeszcze uśmiechała się do niej kpiąco.
     - Ona jest kompletną idiotką, a ojciec jeszcze jej broni! - kontynuowała. - Nie mam zamiaru tam jechać! Oczywiście, kiedy powiedziałam o tym twojemu ojcu, to mnie wyśmiał! Bo przecież jego siostra jest bardzo miłą kobietą - powiedziała to przesłodzonym głosem. - Emil jest może miły, ale nie ona!
Emil to mąż Lidii. Bardzo sympatyczny człowiek. Zawsze się ze mną bawił, kiedy jeszcze ja uczęszczałam na obiadki cioci Vanessy.
     - Mamo - zaczęłam, kiedy przerwała na chwilę, odpalając kolejnego papierosa i upijając mi łyk soku ze szklanki. - Nie musi być tak źle przecież… Pomogę ci ze wszystkim i na pewno porozmawiam jeszcze z tatą i spróbuję go przekonać, żeby stanął po stronie twojej, a nie ciotki. On przecież też jej nie lubi, a kiedy ja mu przedstawię kilka moich argumentów, to na pewno się ze mną zgodzi - nie wierzyłam w to za bardzo, ale wizja kolejnej kłótni rodziców z takiego powodu nie napawała mnie wewnętrzną radością.
     - Naprawdę? - zapytała pomiędzy zaciągnięciami tym obrzydliwym dymem.
     - Oczywiście. Nikt nie będzie mi obrażał matki! Nawet ciotka!
Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła gest i mocno mnie przytuliła. Było już po pierwszej w nocy, więc odprowadziłam mamę do sypialni rodziców, a sama skierowałam się do swojego pokoju. Najpierw wzięłam piżamę, a potem poszłam do łazienki, by wziąć prysznic. Nie minęło piętnaście minut, a ja już leżałam w łóżku i rozmyślałam o całym dniu. Miałam jeszcze zapisać co nieco w pamiętniku, ale sobie odpuściłam i zasnęłam po kilku minutach leżenia w ciemności pod ciepłą kołdrą i na miękkiej poduszce.

W niedzielę miałam się wyspać, pomyślałam, kiedy mama weszła do mojego pokoju o dziesiątej, kiedy chciałam przekręcić się na drugi bok.
     - Carrie, wstań… - powiedziała, podchodząc do okna i rozsuwając zasłony tak, że zimowe słońce oślepiło mnie, wpadając do pokoju.
     - Jest niedziela. Mogę spać do południa - mruknęłam i nakryłam się kołdrą na głowę.
     - Obiecałaś, że mnie wesprzesz - jęknęła.
Nie patrzyłam na nią, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że ona właśnie tego oczekuje. Obiecałam, że jej pomogę, ale w tym momencie chciałam tylko spać…
Wyśpię się jutro, albo kiedy oni pójdą do ciotki, postanowiłam w myślach i miałam nadzieję, że nikt nie raczy mi tego zepsuć.
Niechętnie wygrzebałam się z cieplutkiej pościeli i usiadłam na łóżku. Mama nadal stała przy oknie, ale teraz patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem, pełnym wdzięczności.
     - Pójdę zrobić śniadanie - powiedziała tylko i wyszła.
Przecierając zaspane oczy i próbując przekonać mózg, by również się obudził, zaczęłam szukać telefonu. Znalazłam go pod poduszką; nawet nie wiedziałam, że tam go położyłam, kiedy kładłam się spać. Okazało się, że dostałam dwie wiadomości. Od Anette:

,,Jak było na randce? Chcę szczegółowy raport w SMSie, albo do mnie zadzwoń!“

Mogłam się domyślić, że napisze z samego rana, bo pewnie nawet nie spała, gryziona przez ciekawość.
Odpisałam jej więc, by mnie nie męczyła:

,,Było miło. Najpierw poszliśmy na pizzę, a potem mnie odprowadził do domu. Nic wielkiego. Doszłam tylko do wniosku, że Bill nie jest taki zły, jaki się wydawał na początku. Jest w porządku.“

,,W końcu! Myślałam, że już nigdy się do niego nie przekonasz!”

,,No widzisz. Ja też potrafię Cię zaskoczyć… Jutro pogadamy, bo mama potrzebuje wsparcia. Idą dzisiaj z ojcem do ciotki.“

Nie musiałam jej wyjaśniać w jakim celu, bo od dawna wiedziała, co oznacza taki wypad. Mówiłam Anette o Vanessie i Lidii, a ona zapałała do nich taką samą niechęcią, jak moja mama. Dostałam od przyjaciółki tylko odpowiedź potwierdzającą, że bardzo chce pogadać zarówno o moim spotkaniu z Billem, jak i o obiedzie rodziców u Vanessy.
Przeczytałam druga odpowiedź, która była od Toma:

,,Wypytałem mojego braciszka o Waszą randkę… On mówi, że było bardzo miło i cieszy się, że go polubiłaś… A jak Twoim zdaniem było?“

,,Bardzo mi się podobało. Nie sądziłam, że kiedyś polubię Billa. Ale jest naprawdę sympatyczny.“

,,Tylko nie chwal go za bardzo, bo jeszcze zaczniesz go bardziej lubić ode mnie.“

,,To Ci nie grozi, nie martw się na zapas, bo zrobią Ci się zmarszczki na tej pięknej buźce.“

,,Mogę do Ciebie wpaść? Pójdziemy gdzieś, albo posiedzimy u Ciebie…“

,,Wolałabym, żebyśmy zostali w domu. Przyjdź później; dam Ci znać kiedy. Na razie moi rodzice są jeszcze w domu, ale za jakieś dwie godziny jadą do ciotki na obiad.“

,,Będę czekać.“

Nie odpisałam już, tylko wzięłam świeże ubrania z szafy i przeszłam do łazienki, by się przebrać. Po dziesięciu minutach zeszłam do kuchni, zjadłam śniadanie i postanowiłam dotrzymać słowa i porozmawiać z tatą.
Zastałam go w salonie, siedzącego na kanapie i wpatrującego się w ekran telewizora; oglądał mecz piłki nożnej.
Zagadałam więc delikatnie o to, co sądzi o tych całych obiadach u Vanessy.
     - Jeździmy tam tylko dlatego, by nie robić przykrości mojej ciotce - powiedział obojętnie. Mówił, że on wolałby posiedzieć w domu, przed telewizorem, zamiast patrzeć, jak Vanessa i Lidia wyrażają opinie na temat wszystkiego, co tylko zauważą.
Przeszłam więc do tematu mamy, a kiedy zakończyłam tę dyskusję, zauważyłam, że mama przysłuchuje się całej tej rozmowie z kuchni i patrzy na mnie wdzięcznym wzrokiem. Widocznie nie spodziewała się, że i ojca denerwują wszelkie docinki ze strony ciotek, na temat mamy.
Kiedy rodzice już zaczęli się szykować do wyjazdu, pomogłam rodzicielce dopasować wszystko tak, by było idealnie, a Vanessa i Lidia nie miały się do czego przyczepić. Końcowy efekt był piorunujący. Nawet tata pochwalił mnie za to, że zmieniłam jego żonę w prawdziwe dzieło sztuki
Zadowolona z siebie, poszłam do swojego pokoju, gdzie mogłam odpocząć. Słuchałam, jak z podjazdu wyjeżdża samochód i kiedy zapadła grobowa cisza, podczas której rozmyślałam nad tym, co mam zrobić, wzięłam się za sprzątanie w pokoju.
Zebrałam wszystkie brudne ubrania do kosza na bieliznę i wstawiłam pranie. Posprzątałam na biurku oraz szafkach, poukładałam w szafie ciuchy i kiedy wszystko było w jako takim porządku, przemogłam chęć zdrzemnięcia się choćby na chwilę i wyciągnęłam komórkę.
Wystukałam kilka zdań i wysłałam smsa do Toma:

,,Rodzice już pojechali. Możesz przyjść.“

,,Za sekundę wychodzę z domu.“

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz