4 września 2012

026


Z niecierpliwością czekałam, aż Tom wydusi z siebie to, co od jakichś dziesięciu minut próbuje mi wyznać. Patrzyłam na niego w napięciu, a on wzrok miał utkwiony w ciemność, jaka się przed nami rozciągała.
Noc była naprawdę piękna. Na niebie widać było niezliczoną ilość małych punkcików, które wyglądały, jakby ktoś wysypał brokat na ciemną tkaninę. Księżyc miał kształt piłki i świecił jasno, co dawało trochę światła. Prawie wszystkie latarnie wygasły. Świeciła tylko ta, przy naszej ławce, ale nie dość, bym mogła zobaczyć, jaki wyraz twarzy ma Tom.
     - Nie chcę cię poganiać, ale naprawdę jestem strasznie ciekawa, co chcesz mi powiedzieć - odezwałam się cicho.
     - Przepraszam… Nie mam pojęcia, jak mam ci to wyznać - przyznał się.
     - Po prostu. Przecież zrozumiem… no… przynajmniej postaram się zrozumieć - uśmiechnęłam się lekko i poklepałam go po dłoni leżącej na kolanie.
Spojrzał na moją rękę, a kąciki jego ust odrobinę powędrowały ku górze i westchnął głęboko. Przymknął jeszcze na chwilę oczy i spojrzał w moją stronę. Zanim się odezwał jeszcze raz westchnął i w końcu cicho powiedział:
     - Nie jestem pewien czy zrozumiesz, ja sam ledwo to pojmuję… nawet nie wiem, czy naprawdę… czy… ach, to takie trudne - spuścił głowę i zamilkł na sekundę. Po chwili znowu zaczął się jąkać: - Wydaje mi się, że… że jestem… jestem w tobie zakochany.
Te cztery ostatnie słowa powiedział tak cicho, że ledwie je zrozumiałam. Dopiero po chwili dotarło do mnie co to znaczy. Nie miałam pojęcia, co mam zrobić. Sama zamotana byłam pośród uczuć, jakie mi towarzyszyły. Co czułam do tego chłopaka? Kochałam go? Nie wiedziałam; ale sam Tom powiedział przed kilkoma minutami, że nie jest pewien czy to właśnie do mnie czuje.
Boże!
     - Nic nie powiesz? - dopiero dotarło do mnie, że wciąż siedzę z nim na ławce w parku o pierwszej w nocy. Kiedy nie odpowiedziałam, wstał i minął mnie, nie patrząc w moją stronę.
     - Hej, gdzie idziesz?! - krzyknęłam za nim, kiedy wyrwałam się z otępienia.
     - Chyba mam ochotę się upić - rzucił tylko i przyspieszył.
     - Ale poczekaj na mnie!
     - Po co?! - zatrzymał się. Odwrócił się twarzą do mnie, a ja zauważyłam w jego oczach jakiś błysk. - Powiedziałem ci, że chyba się w tobie zakochałem! Nie odpowiedziałaś! Żadnego ‘spoko, rozumiem’! Nic! To dlaczego miałbym teraz na ciebie czekać?!
Oniemiałam.
Co miałam zrobić?!
     - A twoim zdaniem co powinnam zrobić?! - zebrałam się w sobie i podeszłam do niego na tyle blisko, że prawie stykaliśmy się czubkami butów. - Co powiedzieć?! Sam przyznałeś, że ‘chyba się we mnie zakochałeś’! Co znaczy to ‘chyba’?! A ja mam ci powiedzieć, że chyba odwzajemniam to, co ty czujesz do mnie?!
Nie odezwał się. Zapadło to cholerne milczenie, które niosło ze sobą wszystko, co najgorsze. Bo jak to można interpretować? Czy Tom właśnie przetrawiał każde wypowiedziane przeze mnie słowo? Czy może chciał zrezygnować z tego, co powiedział kilka minut temu? Czy…
Nim dokończyłam moją ostatnią myśl, chcąc rozważyć jeszcze raz sytuację, która miała miejsce waśnie tu, w parku, między mną, a chłopakiem, który wyznał, że prawdopodobnie mnie kocha, Tom przybliżył się do mnie. Nie wiem, jak to było możliwe, ale teraz nasze ciała stykały się ze sobą jeszcze bardziej.
Chłopak był ode mnie wyższy o głowę, więc schylił się, a ja odruchowo wspięłam się na palce. Pocałował mnie. Jednak nie tak, jak dotychczas. Ten pocałunek był głęboki, pełen uczucia, wypełniony wszelkimi emocjami. I dotarło do mnie, że chyba jednak również zakochałam się w tym idiocie.
     - To znaczyło, że też coś do mnie czujesz? - zapytał, kiedy oderwał się od moich ust, jednak wciąż trzymał moją twarz w dłoniach i miał przymknięte powieki.
     - Chyba tak.

Weszliśmy do Delight trzymając się za ręce, ale nie rozmawialiśmy ze sobą. Przez całą drogę przetwarzałam to wszystko, co stało się w parku. Byłam tak oszołomiona, że czułam się jak we śnie. Te wszystkie słowa, które padły były nierealne. Jakby z innego świata.
Spojrzałam na zegarek w komórce, który wskazywał 2:05 i o mało nie upadłam na podłogę! Miałam dwadzieścia pięć minut, by wrócić do domu, zanim mama wezwie policję!
     - Muszę wracać do domu - powiedziałam do Toma.
     - Już? Dlaczego? - zapytał zdziwiony.
     - Muszę być w domu wpół do trzeciej najpóźniej. Inaczej mama najpierw zadzwoni na policję i zgłosi, że zaginęłam, a potem własnoręcznie mnie udusi - wyjaśniłam, a on się uśmiechnął i skinął głowa.
     - Odprowadzę cię - zaproponował.
     - Nie musisz przecież…
     - Przestań! Powiemy tylko reszcie…
Przeszliśmy przez połowę pomieszczenia, dochodząc do naszego stolika, gdzie już wszyscy byli nieźle wstawieni. Tylko Gustav był w pełni świadomy tego, co się wokół niego dzieje. Alex opierała głowę na jego ramieniu, mrucząc coś pod nosem. Przy Samantha opierała głowę o oparcie kanapy i patrzyła tępo w sufit, a Bill leżał obok z głową na jej kolanach. Naprzeciwko Georg z Anette popijali sok pomarańczowy, chichocząc przy tym, jak małe dzieci. Domyśliłam się, że oni również nie są w pełni świadomi, co się z nimi dzieje.
     - Wracamy do domu. Idziecie z nami? - odezwał się Tom.
     - Oczywiście, że idą. Nie zostawimy ich przecież - spojrzałam na niego. - Gustav, pomożesz? - zwróciłam się do chłopaka.
     - Jasne - mruknął i odstawił swoją szklankę z wodą, którą trzymał.
Najpierw obudziliśmy Alex, Samanthę i Billa, którzy zdążyli trochę wytrzeźwieć i zabraliśmy pozostałych na dwór, pomagając im ubrać się w kurtki. Wyszliśmy wszyscy na dwór. Spoglądając na zielonkawą twarz Billa domyśliłam się, że nie będzie w stanie dotrzeć do domu na własnych nogach, toteż powiedziałam do Toma:
     - Może zamówimy taksówkę?
     - W sumie… to dobry pomysł. Zwłaszcza, że masz jeszcze piętnaście minut, by dotrzeć do domu.
Teraz to mnie nie uspokoił. Chłopak zadzwonił po taryfę, do której wszyscy ledwo się zapakowaliśmy; ale przynajmniej miałam pewność, że wszyscy dotrą bezpiecznie do domów. Tom miał dopilnować, by po moim wyjściu z pojazdu każdy wysiądzie pod swoją posiadłością.
Po dziesięciu minutach kierowca taksówki zatrzymał się pod moim domem. W aucie zostałam ja, bliźniacy i Gustav. Pożegnałam się z Tomem całusem w policzek i szybko wysiadłam, udając, że się spieszę. Nie powiedziałam mu, że go kocham, nie pocałowałam go w usta… - nie widziałam takiej potrzeby. A co do tego, czy się w nim zakochałam nie miałam pewności. Czułam, że w najbliższym czasie będę wiedziała, jaki jest mój stosunek do Kaulitza.
Weszłam do domu po cichu, starając się nie wzbudzać niechcianego hałasu. Miałam nadzieję, że rodzice śpią i nie będę zmuszona zdawać im raportu z dzisiejszego wieczoru. Nie byłam spóźniona, więc nie mieliby się do czego przyczepić.
Weszłam najpierw do pokoju, biorąc piżamę, po czym ruszyłam do łazienki. Najpierw wzięłam gorący prysznic, ciągle rozmyślając o całym wieczorze, a potem powoli wytarłam się puchatym ręcznikiem. Patrząc w lustro i przeczesując szczotką moje długie czarne włosy, przyglądałam się swojej twarzy. Miałam jakieś iskry w oczach, których wcześniej nie było. Lekki uśmiech na też był jakoś nie na miejscu. No i ogólnie czułam się dość dziwnie. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się tego, co było nie dziwne, ale kiedy ponownie spojrzałam na swoje odbicie, nadal widziałam kąciki ust uniesione odrobinę oraz błyski w brązowych tęczówkach. Coś było bardzo nie tak.
Kiedy wyszłam z pomieszczenia, odruchowo spojrzałam na komórkę; dostałam wiadomość od Toma. Mimowolnie na usta wypłynął mi uśmiech.

,,Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem. Chciałem życzyć dobrej nocy.”

,,Nie, nie śpię jeszcze, ale zaraz się kładę. Słodkich snów.”

Odłożyłam telefon na biurko, nie czekając na odpowiedź, bo pewnie i tak już żadnej nie dostanę.

Siedziałam w pokoju na łóżku, nie mogąc zasnąć; była 3:15. W głowie miałam miliard różnych myśli, których za nic w świecie nie mogłam się pozbyć. Na szafce przy łóżku świeciła mała lampka, dająca efekt półmroku. Nie wiedząc, co mogę ze sobą zrobić, wyjęłam z szuflady pamiętnik i zaczęłam pisać…

10 lutego
Do głowy by mi nawet nie przyszło, że dzisiejszy dzień będzie taki, a nie inny!
Najcudowniejszy wieczór, jaki mogłabym sobie wymarzyć, chociaż teraz nie jestem jeszcze pewna moich uczuć. Tom powiedział mi, że prawdopodobnie jest we mnie zakochany, a ja powiedziałam mu, że czuję podobnie. Tyle, że to wszystko jest niepewne i wkraczają w to wszystko słowa takie jak ‘chyba’, ‘prawdopodobnie’, ‘możliwe’. Nie ma tu nic pewnego. Ani z mojej strony, ani ze strony Kaulitza. Wszystko się wyjaśni w najbliższym czasie; mam taką nadzieję.
Dzisiaj (bo już jest przed 4. rano) mam ‘randkę’ z Billem. Tę randkę, na którą mieliśmy iść po tym, jak Devillish nie uda się wygrać konkursu na występ. I to ma być dzisiaj. Mimo, że mój stosunek co do tego chłopaka się zmienił, to nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Bill jest już dla mnie milszy, ja dla niego też; jest nawet całkiem sympatyczny i w ogóle, ale ja chciałabym zostać w domu i wszystko sobie przemyśleć. Może wtedy doszłabym do jakichkolwiek wniosków. 
Wypadałoby się wyspać przed tą nieszczęsną randką, ale jakoś nie jestem w ogóle senna. Pewnie przez to, co się wydarzyło…

Odłożyłam zeszyt na miejsce i położyłam się pod kołdrę, wyłączając lampkę. Po długiej chwili poczułam, że w końcu zasypiam.



____________________
Witam w gronie czytelników Ka. oraz beautifuldirtyrich. Cieszę się, że Wam przypadło do gustu moje opowiadanie. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do końca ;)
A odcinek z dedykacją dla Was - tak na przywitanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz