4 września 2012

025


Kiedy tak tańczyliśmy, przypomniała mi się nasza niedokończona rozmowa. Chciałam, byśmy sobie wszystko wyjaśnili, ale jednocześnie pragnęłam, by ten taniec się jeszcze nie skończył. Mimo wszystko bardzo podobało mi się to, z jaką czułością Tom trzymał mnie w ramionach. Tak, że czułam się bezpiecznie.
W końcu piosenka się skończyła; chłopak jednak nie był skory, by mnie puścić. Zaczął się kolejny utwór - tym razem o wiele bardziej skoczny, niż poprzedni, ale Tom ciągle mnie przytulał. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie zwracać uwagi i kołysać się z nim dalej, podczas, gdy wszyscy patrzą na nas jak na idiotów - w końcu to nie romantyczna piosenka, a jakieś rytmiczne techno. A może przerwać tę chwilę, która mimo wszystko, bardzo mi się podobała?
Nie musiałam wybierać, bo Tom zrobił to za mnie. Oddalił się ode mnie kawałek, chwycił mnie na obie dłonie i lekko się nade mną pochylił, dając całusa w policzek. Przyjęłam ten gest z uśmiechem, a kiedy pociągnął mnie w stronę stolika, nie opierałam się, ani nie odezwałam.
     - Jakie to było romantyczneee - jęknęła Alex, kiedy podeszliśmy do naszego stolika. Dziewczyna była już zdecydowanie podcięta. - Jak Tom cię taaak - próbowała pokazać, jak chłopak mnie przytulał i kołysał. - A potem taaak - teraz przedstawiła sytuację, kiedy przytulił mnie mocniej.
     - Tej pani już podziękujemy - odezwał się Gustav, zabierając Alex z ręki kieliszek.
     - Ej! Przestaaaaań! Chcę się zabawić, tak? - krzyknęła.
     - Możesz się zabawić w inny sposób - powiedział i wziął ją na rękę, ciągnąc na parkiet.
Dziewczyna nie opierała się za bardzo. Od dłuższego czasu widziałam, jak patrzy na tego chłopaka. Gustav był naprawdę świetną osobą - zabawny, może małomówny, ale w pewien sposób słodki. Alex pasowała do niego idealnie! Czasem nachodziły ją momenty jakby depresji - nie odzywała się w ogóle, ale kiedy przychodził Gustav, potrafił ją rozśmieszyć i stawała się bardziej pogodna. Patrząc, jak z nią tańczy, doszłam do wniosku, że oboje nie są dla siebie obojętni. To był niesamowity widok.
     - Chyba mi niedobrze - głos Billa przerwał moje rozmyślania.
Przy naszym stoliku nie było nikogo prócz nas, więc musiałam pomóc jakoś chłopakowi. Wzięłam go pod ramię i szybko przeprowadziłam przez salę do damskiej łazienki. W głębi serca miałam nadzieję, że nie będzie protestował; ku mojej uciesze nie miał nic przeciwko.
Zaprowadziłam go do jednej z kabin, gdzie od razu zwrócił zawartość swojego żołądka. Odgarnęłam mu włosy z czoła i podtrzymywałam głowę.
     - Poczekaj chwilę - powiedziałam, a kiedy pokiwał głową na znak, że się zgadza, wybiegłam z kabiny i wzięłam kilka ręczników papierowych, zamoczyłam je w wodzie i wróciłam do chłopaka.
Ten nadal wisiał nad muszlą. Podałam mu ręczniki, a on otarł nimi usta.
Posiedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas, nie odzywając się, aż w końcu Bill powiedział, że wszystko już z nim ok. Wyszliśmy z kabiny, a on jeszcze podszedł do umywalki, przepłukał wodą usta i głęboko westchnął.
     - Dzięki - jęknął.
W odpowiedzi się uśmiechnęłam i podałam mu paczkę gum do żucia.
     - Aż tak mi śmierdzi z gęby?
     - Niee - zaśmiałam się. - Pomyślałam, że dla własnego dobra weźmiesz.
Zastanowił się chwilę, po czym wziął ode mnie gumy. Wyszliśmy z łazienki i wróciliśmy do stolika, gdzie siedzieli Georg i Gustav. Spojrzeli na nas niepewnie.
     - Co? - zapytałam.
     - Dlaczego wracacie razem z damskiej łazienki? - zapytał podejrzliwie Hagen.
     - Bill miał problemy zdrowotne - uśmiechnęłam się i zerknęłam na bladego chłopaka. On tylko się skrzywił i siadł na kanapie obok Gustava. Położył mu głowę na ramieniu i głęboko westchnął. Chłopak pogłaskał go po czole, po czym pociągnął łyk ze swojej szklanki.
     - Gdzie Samantha? - zapytał chory.
     - Poszła z dziewczynami się przewietrzyć.
     - A Tom? - to pytanie zadałam ja.
     - Nie mam pojęcia. Od dziesięciu minut go nie widziałem.
     - Aha - ucięłam, zastanawiając się, gdzie może być.

Około godziny takiego siedzenia i czekania, aż Tom raczy się w końcu zjawić, nie wytrzymałam i postanowiłam do niego zadzwonić. W tym samym czasie, gdy wyciągałam komórkę, dostałam wiadomość od chłopaka.

,,Wyjdź na zewnątrz. Czekam przy wyjściu. Musimy pogadać.”

No dość dziwne to było. Najpierw nie ma go półtorej godziny, bądź dłużej, a teraz przysyła mi SMS, by do niego wyjść, bo czeka. Powiedziałam reszcie, gdzie idę, a Anette zgłosiła się na ochotnika, by iść ze mną.
- Przecież idę do Toma, nic mi się nie stanie - uspokoiłam ją, kiedy podawała przeróżne argumenty dotyczące tego, że ktoś może mnie napaść.
     - Ale różne przypadki chodzą po ludziach… Stanowczo zabraniam ci iść samej - dodała.
     - Mam pomysł - zgłosił się Bill. - Któryś z nas z tobą pójdzie, a kiedy będziemy mieć pewność, że Tom naprawdę na ciebie czeka przy wejściu, wtedy ty sobie do niego pójdziesz, a potem wróci tu z powrotem.
     - To super pomysł - poparła Alex.
W końcu stanęło na tym, że Gustav, jako najbardziej trzeźwy i przytomny ze wszystkich pójdzie ze mną.

Na zewnątrz było ciemno, ale nikłe światło dawały lampy. Było grubo po północy i na parkingu na przeciwko klubu przechadzało się kilka par, obściskujących i całujących się przy samochodach. Niektórzy nawet posuwali się zdecydowanie dalej i pocałunki oraz pieszczoty im nie wystarczały. Odwróciłam głowę i wzrokiem poszukiwałam tej jednej osoby. Tom stał oparty o ścianę budynku, w ręce podrzucając jakiś przedmiot; chyba kamień.
     - Stoi tam, widzisz? - wskazałam go głową, a Gustav pokiwał.
     - Jesteś pewna, że sobie poradzisz? - zapytał.
     - Jasne, przecież nic mi nie zrobi - zaśmiałam się.
Mam nadzieję, dodałam w myślach.
Gustav wrócił do środka, a ja ruszyłam w kierunku chłopaka. Albo mnie nie widział, albo próbował nie zwracać na mnie uwagi. Coś w jego zachowaniu, postawie… było niepokojącego. Nie wiedziałam dlaczego, ale odrobinę mnie to przerażało. Może dlatego, że właśnie zniknął na tak długo, nie mówiąc nic nikomu, a teraz z nikąd wysłał mi wiadomość…
Zauważył mnie, kiedy byłam około dwudziestu kroków przed nim. Podniósł wzrok i patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Odetchnęłam z ulgą.
     - Hej - powiedział, gdy już stałam wystarczająco blisko, by usłyszeć jego cichy głos.
     - Dlaczego zniknąłeś na tak długo? - zapytałam z lekkim poirytowaniem.
     - Musiałem coś przemyśleć - odrzekł tylko, ciągle podrzucając kamień.
     - Co takiego? - coś podpowiadało mi, że to nie były zwykłe przemyślenia na temat, jak ubrać się w poniedziałek do szkoły, albo co ugotować jutro na obiad… To było coś poważniejszego.
Nie odpowiedział mi jednak. Odrzucił kamień na bok, wziął mnie za rękę i rzekł tylko:
     - Przejdźmy się.
Zgodziłam się; bo cóż innego mogłabym począć? Przez dłuższy czas szliśmy w ciszy w stronę domu. Nie zwróciłam wcześniej uwagi na to, że jest mi odrobinę zimno. Do tego wiał lekki wiatr i zapewne było kilka stopni na minusie. Na szczęście wzięłam ze sobą kurtkę z klubu i nie było tak źle.
     - Wracamy do domu? - zapytałam.
     - Nie. Niedługo wrócimy z powrotem do klubu. Będę potrzebował jeszcze trochę alkoholu po tym, co chcę ci powiedzieć…
Zaniepokoił mnie tym jeszcze bardziej. Chciałam wyciągnąć to od niego jak najszybciej, ale wolałam, by powiedział mi to sam, niż miałabym wywierać na nim jakąkolwiek presję. Skierowaliśmy się po jakimś czasie w stronę parku, gdzie Tom zajął miejsce na ławce, a ja siadłam obok niego.
     - To, co chcę ci powiedzieć… możliwe, że ci się nie spodoba… - zaczął.
     - Mimo wszystko, spróbuję zrozumieć - zapewniłam.
Wziął kilka głębszych oddechów, po czym kontynuował:
     - Trudno mi o tym mówić, bo to dla mnie nowość. Nigdy nie mówiłem nikomu o tym. Nawet Bill nie uwierzyłby, gdybym zwierzył mu się z tego, co chcę teraz powiedzieć.
Spojrzałam na jego dłonie, które teraz leżały na kolanach. Rozstawione nogi odrobinę drgały, a ręce mocno ściskające kolana pokazywały małe żyły. Chłopak był naprawdę zestresowany.
     - Kiedy zaproponowałaś to, żebyśmy stworzyli udawany związek, doszedłem do wniosku, że czemu nie? W końcu ludzie zrozumieją, że nie jestem kobieciarzem i że też wiem, co to znaczy miłość. A wiem doskonale.
Kiedy to było? Tydzień? Dwa tygodnie temu?
I co ma to oznaczać?! Zaczynałam niepokoić się o to, że Tom może chce mi powiedzieć, że…
Nie! Nie! Nie!
     - To moje zachowanie na początku… Te pocałunki, czułości w stosunku do ciebie… Ja udawałem. Bo wiesz… podobałaś mi się i chciałem, żebyś zmieniła swoje nastawienie do mnie. Bo wiedziałem, że ty też wierzyłaś ludziom, kiedy mówili ci o tym, że nie wiem co to miłość…
     - Moment! Co ty mi chcesz powiedzieć?! - nie wytrzymałam i mu przerwałam.
     - Poczekaj - uspokoił. - Sam muszę to sobie poukładać. Ale słuchaj… I nie przerywaj.
Nawet na mnie nie spojrzał.
     - Przez te dwa tygodnie mnóstwo się zmieniło. Zacząłem dostrzegać nie tylko piękno zewnętrzne, ale i to, jakie dziewczyny są w środku. Na przykład Anette. Jest bardzo ładna, jej figura to normalnie marzenie. Ale z zachowania jest czasem wkurzająca i to też jest dobre…
Cóż… Jak tak zaczął mówić, spodobało mi się to, że się zmienił. Przyjemnie było słyszeć takie słowa z ust chłopaka, który jeszcze dwa tygodnie temu zwracał uwagę tylko na to, jaki dziewczyna nosi rozmiar stanika oraz jakiego koloru stringi założyła danego dnia.
Jednak nadal coś mnie niepokoiło i zaraz miałam się dowiedzieć, co takiego chce powiedzieć mi Tom, ponieważ teraz odwrócił się kilka stopni w moją stronę i otarł ręce z potu.


____________________
Dedykacja dla Angeli (czarownica), bo mnie męczyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz