4 września 2012

023


Kolejne dni w szkole były prawie takie same. Różniły się tylko planem zajęć oraz tym, jak zaskakiwał mnie Tom. Aż trudno było uwierzyć, że to był ten sam chłopak, który podobno dziewczyny traktował jak przedmioty, nie liczył się z ich uczuciami, a miłość była dla niego obcym uczuciem, podobnym do uścisku żołądka na wieść, że organizm domaga się nowej porcji jedzenia.
Tom był przemiły! Nawet ja sama, choć znam go od krótkiego czasu, nie poznawałam go! Zaczął przychodzić rano pod mój dom, czekając, aż z niego wyjdę, po czym szliśmy razem do szkoły, trzymając się za ręce. To był taki ‘poranny rytuał’, do którego z każdym dniem przyzwyczajałam się coraz bardziej. Chodziliśmy wszędzie razem, jak prawdziwa para, chociaż codziennie przypominaliśmy sobie nawzajem o tym, że nasz związek jest tylko ‘na pokaz’.
     - Pamiętaj, żebyś się za bardzo nie przyzwyczajał do tego - powiedziałam do niego, kiedy, jak zwykle, szliśmy razem w kierunku szkoły.
Pogoda robiła się coraz bardziej słoneczna. Dochodził koniec lutego i niedługo miała nastać wiosna. Tegoroczna zima była dość krótka, ale też mroźna.
     - Do czego mam się nie przyzwyczajać? - wiedziałam, że wie o co chodzi, bo lekko się uśmiechnął; jak zawsze, kiedy próbował zrobić ze mnie głupka.
     - Dobrze wiesz do czego - prychnęłam.
     - Czyżby do tego? - zapytał i odwrócił mnie twarzą w swoją stronę i pocałował w usta.
Nie był to zwykły pocałunek, jakim obdarzał mnie codziennie rano pod moim domem, by rodzice także nie mieli wątpliwości, że jesteśmy szaleńczo w sobie zakochani. Ten pocałunek był taki… prawdziwy. Pełen uczucia, jakim nikt do tej pory mnie nie obdarzył. Taki czysty i niewinny, a zarazem grzeszny…
     - Tak, właśnie do tego - wyszeptałam mu prosto w usta, rozchylając delikatnie powieki. Patrzyłam na jego kolczyk w wardze, ciężko oddychając.
Nie odezwał się, tylko z powrotem chwycił mnie za dłoń i skierował nasze kroki znowu w stronę szkoły. Szliśmy w ciszy, nie odzywając się do siebie, ale byłam pewna, że chłopak chce mi coś powiedzieć.
     - Coś cię gryzie - stwierdziłam.
     - Możliwe - uśmiechnął się lekko; jednak to był jakiś taki… wymuszony uśmiech, więc teraz byłam już pewna na sto procent, że go coś trapi. Postanowiłam nie dać mu spokoju, dopóki mi wszystkiego nie wyśpiewa.
     - Mów o co chodzi. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
     - Wiem… -urwał, a po chwili ponownie zabrał głos: - Co byś powiedziała, gdybym jednak chciał się do tego przyzwyczaić?
     - C-co?! - no to mnie zwaliło z nóg! Nie mogłam uwierzyć, że zadał mi takie pytanie! - M-możesz powtórzyć?
     - Zapytałem, co powiedziałabyś, gdybym chciał się przyzwyczaić do tego całego porannego przychodzenia po ciebie, do całowania się z tobą, trzymania za ręce wszędzie, gdzie tylko pójdziemy…?
Co niby miałam mu odpowiedzieć?! Lubiłam go. Nawet bardzo… Ale czy aż tak bardzo, by z nim być?
     - Dlaczego pytasz? Przecież nasz związek jest tylko po to, by utwierdzić wszystkich wkoło, że jesteś inny, niż oni myślą. Zgodziłeś się na to przecież. Nie rozumiem co chcesz mi zakomunikować przez to pytanie… - nie zdążył mi odpowiedzieć, bo na horyzoncie pojawiła się Anette.
     - Porozmawiamy kiedy indziej - szepnął tylko, bo przyjaciółka była już obok mnie i całowała mnie na przywitanie w policzek.
     - Cześć wam. Jak tam? Umiecie na sprawdzian z matematyki? - zasypała nas pytaniami.
     - Liczymy na twoją pomoc - uśmiechnął się Tom.
     - Jak zwykle - prychnęła. - Moglibyście chociaż raz się nauczyć. Zawsze tylko ja i ja. Jakby nauka była taka straszna…
     - Oj, Anette… Już się tak nie bulwersuj. Ja coś tam umiem, więc Tom pewnie usiądzie ze mną, co Tom? - zapytałam go, a on tylko pokiwał głową.
To załagodziło zezłoszczoną dziewczynę; ona była zawsze pilną uczennicą, która dostawała najlepsze oceny ze wszystkich. Jednak i imprezowanie nie było jej obce, ponieważ lubiła wychodzić na różnego rodzaju dyskoteki. I właśnie na taki to skierowała teraz rozmowę.
     - Może pójdziemy dzisiaj gdzieś? - zaproponowała. - Jest piątek, trzeba się w końcu rozerwać…
     - Jestem za. Wyjdziemy wszyscy do jakiegoś klubu, czy coś… Potańczyć by się przydało - poparł Tom.
     - To w takim razie ja też idę - uśmiechnęłam się.

Doszliśmy do szkoły i oznajmiliśmy reszcie grupy jakie plany mamy na dzisiejszy wieczór. Oczywiście wszyscy byli zadowoleni, bo czemu mieliby przepuścić taką okazję do baletów?
     - To gdzie się spotykamy i kiedy? - zapytał Georg, kiedy siedzieliśmy w ósemke na ławce przed szkołą, podczas długiej przerwy.
Niby było chłodno, ale pierwsze promienie słońca wychodziły zza chmur, a śniegu od dawna już nie było. Nadchodziła wiosna i zapewne niedługo zacznie być tak ciepło, że zimowe kurtki nie będą już potrzebne.
     - Może o 17 tutaj? Stąd jest najbliżej do kina, klubu, czy gdzie tam pójdziemy… - odpowiedział Tom, chwytając z przyzwyczajenia moją dłoń.
Przytaknęliśmy i zmieniliśmy temat. Mówiliśmy o nauce, planach na weekend, podczas którego mieliśmy jeszcze iść do jakiegoś klubu, a kiedy przerwa dobiegła końca, weszliśmy do szkoły, by przecierpieć następnych kilka lekcji.
     - Ubierz się dzisiaj seksownie - szepnął mi do ucha Tom, kiedy wchodziliśmy do klasy.
     - Słucham?! - zapytałam głośno tak, że nauczyciel się odwrócił w moją stronę.
Spuściłam tylko głowę i posłałam chłopakowi gniewne spojrzenie, na co on tylko się uśmiechnął. Usiadłam więc w ostatniej ławce przy ścianie, a on po chwili do mnie dołączył. Kiedy nauczyciel historii rozpoczął swój monolog, zwróciłam się do chłopaka, siedzącego obok mnie:
     - O co ci chodziło? - zapytałam.
     - No chyba nie ubierzesz się do klubu w dres - zaśmiał się cicho.
     - Nieee, ale po co niby mam się ubierać ‘seksownie’? - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
     - Żebym miał na co popatrzeć - wypiął mi język.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc tylko głośno westchnęłam i odwróciłam wzrok, wlepiając go w otwarty zeszyt do historii.
     - Ślicznie wyglądasz, jak się czerwienisz, wiesz? - szepnął mi do ucha.
     - Przestań! - powiedziałam stanowczo, mając nadzieję, że jednak nie zauważył moich rumieńców, które zapewne stały się jeszcze większe niż dotychczas.
Tom jeszcze sobie coś tam mruczał pod nosem, ale przestałam zwracać na niego uwagę.
Do końca dnia w szkole wynudziłam się na tych wszystkich lekcjach. Na szczęście nie było ich dzisiaj dużo - i dobrze! W końcu piątek, weekend i wolne od tego znienawidzonego przeze mnie budynku! Przynajmniej na tych kilka dni.
Wyszłam ze szkoły zadowolona, jak zwykle z przyjaciółmi. Wszyscy byli w wyśmienitych nastrojach, więc zapowiadał się znakomity wieczór. Szłam z Anette, Samantą i Alex, rozmawiając o tym, jak można byłoby się ubrać na imprezę. Chłopcy szli kilka kroków za nami, dyskutując na temat tego, gdzie się wybierzemy.
     - Możesz założyć tę swoją kremową sukienkę - podpowiedziała Aneete, Alex.
     - Serio? Wydaje mi się, że jestem już do niej trochę za gruba - dziewczyna się skrzywiła.
     - Co ty opowiadasz! Masz świetną figurę! - krzyknęła Samantha.
Nie chciałam słuchać, jak rozmawiają o ubraniach, więc przystanęłam i poczekałam na chłopców.
     - Mogę iść z wami? - zapytałam. - Nie cierpię rozmów o modzie.
     - Jasne, dawaj łapę - Tom się uśmiechnął i chwycił mnie za dłoń.
     - Oj, gołąbeczki nasze - powiedział Georg przesłodzonym głosikiem. - Nie sądzisz, Gustav - tu zwrócił się do blondyna. - Że trzeba ich jakoś uspokoić? Będą się tu miziać…
     - Zgadzam się - odpowiedział chłopak i wepchnął się między nas z szerokim uśmiechem. - Teraz mnie możesz potrzymać za rękę - powiedział do mnie.
     - Nie pozwalaj sobie! - krzyknął Tom. - Możesz iść obok Carrie, ale bez żadnych numerów! - zagroził.
     - Dobrze, dobrze. Przestańcie już - zaśmiałam się.
Chłopcy się uspokoili i powrócili do poprzedniego tematu. Nie odzywałam się, rozmyślając o tym, co będę mogła zrobić w domu, kiedy walnę się na łóżko po beznadziejnym dniu. Mogłabym przez kilka godzin posiedzieć w Internecie, poczytać jakąś książkę. Ewentualnie mogłabym tylko leżeć i nic więcej...
     - Co się tak zamyśliłaś? - zapytał Bill, idący obok mnie. Nie zauważyłam, kiedy się pojawił.
     - Zastanawiałam się, co mogę dzisiaj robić - wygięłam usta w uśmiechu.
     - Idziesz z nami do klubu - podsunął.
     - Tak, ale przecież nie będę się szykować na to od razu po szkole - zaśmiałam się.
     - Ale chyba też nie dziesięć minut przed wyjściem? - odezwał się zaskoczony.
     - Hmmm… - zastanowiłam się. - Nie wiem. Pewnie tak.
     - Jesteś jedyną dziewczyną, którą znam, a która nie przywiązuje większej wagi do tego, jak wygląda - przyznał szczerze.
     - Widocznie jestem wyjątkowa - zaśmiałam się ponownie.
     - Zatem, wyjątkowa dziewczyno, widzimy się jutro o dwudziestej. Przyjdę po ciebie - posłał mi lekki uśmiech, a ja tylko skinęłam głową na zgodę, mając nadzieję, że Bill może rozmyśli się, bądź ja się pochoruję. Nie mieliśmy już żadnych tematów, więc szliśmy dalej w ciszy, nasłuchując o czym dyskutują Gustav, Georg i Tom. Akurat prowadzili konwersację o tym, kto będzie trzeźwy tego wieczoru.
     - Głosuję na Georga. Musisz się w końcu stary wziąć w garść - powiedział szczerze Tom. - Ciągle chlejesz jak świnia, nie mówiąc już o tym, że to ja muszę cię ciągnąć do domu po każdej imprezie. Mógłbyś w końcu przystopować - Tom mówił tak poważnie, że aż można byłoby mu uwierzyć.
     - Tsaaa, jasne - prychnął Hagen. - Powiedział ten, który nigdy nie miał alkoholu w ustach. To pewnie nie ty ostatnio zwymiotowałeś pod stolik, kiedy opijaliśmy urodziny Gustava.
Wszyscy wybuchli śmiechem; nawet dziewczyny odwróciły się do nas i zmniejszyły dzielącą nas odległość tylko po to, by przysłuchiwać się tej śmiesznej dyskusji.
Po słowach Listinga, Tom zrobił się czerwony na twarzy, ale nie odpuścił starszemu.
     - To było we wrześniu! Skąd u ciebie tak nagle taka dobra pamięć? Przecież narzekałeś, że nie wiesz nawet gdzie kładziesz swoje brudne gacie!
Hagen jeszcze podroczył się z Kaulitzem, a kiedy już obaj nie mieli co powiedzieć, rozpoczęli rozmowę na zupełnie inny temat.
Dotarliśmy do mojego domu, gdzie pożegnałam się ze wszystkimi, a Tom oczywiście musiał mnie pocałować jak najczulej, co nie uszło uwadze naszym przyjaciołom i poczęli gwizdać, bądź krzyczeć jakieś głupie zdania na nasz temat.
     - Pamiętaj, byś się dzisiaj seksownie ubrała - szepnął mi jeszcze do ucha.
Wypięłam mu tylko język i ruszyłam do domu, czując na sobie wzrok starszego z bliźniaków.


____________________
Dzisiaj zakończenie roku szkolnego, tak? 
Mam nadzieję, że średnie macie takie, jakie Was zadowalają, nie to co w moim przypadku, ale to nic… Jeśli skończyłyście trzecią klasę gimnazjum, to życzę, byście się dostały do takich szkół, jakie sobie wymarzyłyście; jeśli zaś przechodzicie do następnej klasy, to jeszcze lepszych wyników w nauce i w ogóle wszystkiego dobrego.
Wszystkim Wam życzę wspaniałych wakacji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz