4 września 2012

021


Siedzieliśmy w pizzerii około dwóch godzin, aż w końcu Samantha musiała iść. Bill chciał ją odprowadzić, ale ta zdecydowanie odmówiła, twierdząc, że musi odpocząć po podróży. Zostaliśmy więc w siódemkę.
     - To teraz ciebie i Billa czeka randka, tak? - zapytał Georg z cwanym uśmieszkiem.
     - Co?! - krzyknęłam.
     - No tak! Przecież była umowa. Jak nam się nie uda, ty idziesz na randkę z tym rozczochrańcem - wskazał na chłopaka, patrzącego na mnie z uśmiechem.
     - Pff! - prychnęłam. - Niech wam będzie.
     - Okej - zaśmiał się Bill. - To w sobotę o dwudziestej przyjdę po ciebie - powiedział i puścił mi oczko.
     - Samanta nie będzie zazdrosna? - zapytałam.
     - Ona jest głupia! - machnęła ręką Anette.
     - Jaka ty szczera - zaśmiał się Gustav. - Ale naprawdę wolimy ciebie niż ją. Jak poznasz lepiej tę dziewczynę, to przekonasz się, dlaczego tak o niej mówimy.
     - No aż się boję - przyznałam.
     - Nie masz czego - zaśmiał się Tom. - Obronimy cię - powiedziawszy to, objął mnie ramieniem.
     - Teraz to mi się nie wykręcicie! - krzyknął nagle Bill.  Nikt nie wiedział o co mu chodzi, więc łaskawie nam wytłumaczył: - Dajecie sobie całusy w policzki, przytulacie się… Co jest?! Jesteście razem?
Spojrzałam na Toma, on na mnie, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu to chłopak się odezwał.
     - Nie, Bill, nie jesteśmy razem. Po prostu się przyjaźnimy, tak? Jeśli tak zazdrościsz mi, że mnie Carrie lubi, a ciebie nie, to masz pecha - uśmiechnął się.
     - Tsaaa, jasne, zazdroszczę… Wiesz, mam Samanthę - założył ręce na piersi.
     - W takim razie dlaczego umawiasz się z Carrie na randkę? - to powiedziała Alex, wyraźnie rozbawiona.
     - Yyy… no… bo przecież taka była umowa, tak? - jąkał się.
     - Oj dajcie mu już spokój - odezwała się Anette, przytulając Billa.
     - Właśnie - poparł ją chłopak.
W pizzerii spędziliśmy czas do 15. Potem każdy udał się do swojego domu, a Tom zaproponował, że mnie odprowadzi. Zdecydowałam, że zastosuję mój plan. Szliśmy kawałek w ciszy, a kiedy dotarliśmy do mojego domu, zaproponowałam chłopakowi wspólne spędzenie czasu. Zgodził się, więc udaliśmy się do pokoju. Przyniosłam nam coś do jedzenia i kiedy rozmawialiśmy, siedząc na podłodze naprzeciwko siebie, doszłam do wniosku, że czas sprowadzić temat na inne tory.
     - To prawda co o tobie mówią? - walnęłam.
     - Zależy co masz na myśli…
     - To, jak traktujesz dziewczyny. Słyszałam o tobie różne rzeczy, że dziewczyny masz na jedną noc, że z żadną nie będziesz dłużej niż jeden dzień i że nie wierzysz w żaden rodzaj miłości - wyjaśniłam.
     - Ach, to… - westchnął, ale się nie odezwał. Dopiero po chwili wahania odpowiedział: - Nie, to nieprawda. Dziewczyny szanuję, a to, że zmieniam je jak skarpetki, to jakieś brednie. Ile bym dał, żeby ludzie przestali tak o mnie myśleć…
     - Jak?
     - Że jestem jakimś żigolakiem.
Zaśmiałam się na te słowa, ale widząc jego poważną minę, opamiętałam się.
     - Mam pomysł, jak można w jakiś sposób rozwiać te wszystkie plotki na twój temat - uśmiechnęłam się.
     - Serio? Jaki? - zaciekawił się. - Aż się boję.
Jeszcze przez chwilę zastanowiłam się czy dobrze robię, a kiedy nie znalazłam w moich myślach żadnych opcji, które byłyby niekorzystne, przedstawiłam Tomowi mój plan.
     - Żeby pozbyć się takiej opinii, musisz znaleźć sobie jakąś dziewczynę. Musi być odpowiednia, wiesz, o co mi chodzi… I doszłam do wniosku, że na sam początek możesz spróbować takiego związku z jakąś osobą, którą bardzo dobrze znasz - miałam nadzieję, że się domyśli, o co mi chodzi. - Rozumiesz?
     - Ehm… no… - albo mi się wydawało, albo się zaczerwienił. - Chyba wiem. Mówisz więc, że muszę znaleźć sobie odpowiednią dziewczynę, która pozwoli mi pozbyć się złej opinii, tak?
     - Dokładnie - uśmiechnęłam się.
     - Tylko muszę sobie ją najpierw skądś skombinować… Nie narysuję jej sobie przecież, albo nie wyczaruję…
     - I na to też mam rozwiązanie, jeśli się zgodzisz. Ale nie myśl sobie nic, bo chcę to zrobić ze względu na naszą przyjaźń - zaczęłam się gubić w tym co mówię, więc Tom mi pomógł.
     - Mów wreszcie, bo kompletnie nie rozumiem, co chcesz mi oznajmić.
     - Możemy udawać, że jesteśmy parą, żeby w końcu wszyscy zrozumieli, że jesteś normalnym chłopakiem, który docenia dziewczyny, a nie leci tylko na wygląd.
Powiedziałam to w końcu, ale na niego nie patrzyłam. Utkwiłam wzrok w podłodze, czekając na reakcję chłopaka. Nic nie mówił, ale czułam na sobie jego spojrzenie. Po dłuższej chwili, odważyłam się podnieść głowę i dostrzegłam Toma siedzącego naprzeciwko i patrzącego na mnie szeroko otwartymi oczami.
     - Powiesz coś? - zapytałam cicho.
     - No... zaskoczyłaś mnie…
     - Wiem, przepraszam. To pewnie głupi pomysł. Nie musisz się zgadzać, po prostu chciałam jakoś ci pomóc. Powiedz tylko, że nie, a zrozumiem przecież - uśmiechnęłam się.
     - Nie, co ty… Bardzo mi zależy na tym, żeby pozbyć się opinii kobieciarza i… ten… no dobrze - wyjąkał. - Zgadzam się - spojrzałam jeszcze raz na niego, a on szeroko się uśmiechnął. - W takim razie jesteśmy parą - zaśmiał się.
Odetchnęłam z ulgą i odwzajemniłam uśmiech. Tak się bałam, że może się nie zgodzić, albo mnie wyśmieje, a on proszę. Nie dość, że się zgodził, to jeszcze przyjął to z uśmiechem. Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas, aż do powrotu moich rodziców. Postanowiłam przedstawić im Toma, ale jako kolegę, a nie jako mojego chłopaka.
     - Dlaczego nie chcesz im powiedzieć, że jesteśmy razem? - zapytał.
     - Oni są dość przewrażliwieni na punkcie tego, że spotykam się z chłopcami. Ich zdaniem najpierw trzeba poznać się lepiej, poznać z rodzicami i takie tam… Sposoby rodem ze średniowiecza.
     - Aha - zaśmiał się. - W takim razie będę musiał przyjechać do ciebie na białym koniu i poprosić o chodzenie za pośrednictwem twojego taty…? To byłoby bardzo ciekawe.
     - Nawet tak nie żartuj - prychnęłam.
Zeszliśmy do salonu, gdzie siedzieli rodzice i widząc nas zrobili zdziwione miny. Przedstawiłam im Toma, a oni kazali nam usiąść jeszcze, ponieważ chcieli zadać chłopakowi kilka pytań. Zaczęło się przesłuchanie, podczas którego Tom dzielnie dawał sobie radę z gradem pytań od rodziców. Pytali go o mnóstwo rzeczy i widziałam, jak chłopak męczy się z niektórymi. Ja, jako ‘jego dziewczyna’ zdecydowałam przyjść mu z odsieczą.
     - Dobra, koniec już tego. Tom musi jutro iść do szkoły, musi się wyspać i takie tam… - powiedziałam, na co Tom posłał mi pełne wdzięczności spojrzenie.
Pożegnał się więc z rodzicami i odprowadziłam go do drzwi.
     - Chodź jeszcze się ze mną przejść - poprosił.
     - Tooom, jest zimno - jęknęłam.
     - Jako moja dziewczyna masz obowiązek chodzić ze mną gdzie tylko zechcę - szepnął mi do ucha z uśmiechem.
     - Bo zmienię zdanie! - zaśmiałam się. - Niech ci będzie.
Założyłam kurtkę oraz buty i wyszłam z chłopakiem na dwór. Świat spowity był w ciemności, którą rozświetlały tylko światła latarni ulicznych. Szłam obok Toma chodnikiem do momentu, aż on się zatrzymał i stanął naprzeciwko mnie. Nie odzywał się, tylko patrzył na mnie z uśmiechem.
     - Z czego się cieszysz? - zapytałam.
     - Tak o… Nie spodziewałem się, że poprosisz mnie o chodzenie - jeszcze szerzej się uśmiechnął.
     - To nie tak, idioto! - krzyknęłam popychając go. - Udajemy, tak?!
     - No dobra, dobra. Nazywaj to jak chcesz - zaśmiał się pod nosem.
     - Aż teraz tego żałuję - powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami.
Chłopak, domyślając się, że doprowadził mnie do stanu zdenerwowania, objął mnie od tyłu i pocałował w policzek. Mimowolnie się zaśmiałam i czułam jak na policzki wypływają mi rumieńce. Miałam ogromną nadzieję, że tego nie zauważył.
     - Ładnie się czerwienisz - szepnął mi do ucha.
     - Oj przestań! - krzyknęłam z rozbawieniem. - Nie czerwienię się z twojego powodu!
     - W takim razie dlaczego? Zastanówmy się - zrobił minę myśliciela i znowu powiedział: - Na pewno nie dlatego, że jest ci zimno, bo na moje oko jest jakieś dziesięć stopni. Jedyną opcją jest to, że rumienisz się z mojego powodu, bo ci się podobam.
Zaśmiałam się głośno, a zarazem nerwowo. Co prawda Tom był bardzo przystojny i podobał mi się trochę, ale nie chciałam, by się o tym dowiedział.
     - Już nie zaprzeczaj - wypiął mi język.
     - Ta, myśl sobie co chcesz. Ja wracam do domu.
     - A dasz buziaka? - poprosił, robiąc słodką minkę.
Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek. Już chciałam iść, kiedy on odwrócił mnie twarzą do siebie i wpił się w moje usta!
Zdezorientowana nie wiedziałam co robić. Totalnie mnie zamurowało!
Trwaliśmy dłuższą chwilę w pocałunku, a kiedy chłopak już mnie puścił ledwo zdołałam oddychać.
     - Tak się całują prawdziwe pary, kochanie - puścił mi oczko, odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku swojego domu.
Stałam tak oniemiała i patrzyłam na ciemną postać oddalającą się ode mnie.
Czy to się stało naprawdę?, zapytałam samą siebie. Czy Tom mnie pocałował?
Wróciłam otępiała do domu i bez kolacji poszłam się umyć a następnie rzuciłam się na łóżko i od razu zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz