4 września 2012

020


W szkole byłam przed dziewiątą, ponieważ dzień w szkole zaczynałam od drugiej lekcji; jednak żadnego z moich znajomych nie było ani pod klasą, ani w szatni. Zupełnie jakby rozpłynęli się w powietrzu. Czekając na dzwonek zajęłam się rozmową z Caroline - dziewczyną, którą na jednej z lekcji Bill zaczepiał, kiedy ja nie byłam chętna do rozmowy z nim.
     - A ty nie interesujesz się tym, jak pójdzie chłopakom na przesłuchaniu? - zapytała nagle.
     - Skąd ten pomysł? Przecież sama nawet załatwiałam im owe przesłuchanie - uśmiechnęłam się, a dziewczyna zrobiła dziwną minę.
     - W takim razie dlaczego cię tam z nimi nie ma?
     - Jak to? Nie rozumiem… Przecież mają stawić się w klubie dwudziestego stycznia…
     - Spójrz na dzisiejszą datę.
Przepełniona uczuciem paniki, wyjęłam telefon z kieszeni spodni i niepewnym wzrokiem spojrzałam na datę, jaka widniała na wyświetlaczu. Nie! Na pewno to jakaś pomyłka!
Na ekranie ukazała się data: 20.01.2012
Jak mogłam zapomnieć?! Jaka jestem głupia!
     - Matko! Przepraszam, ale muszę tam być! - krzyknęłam chowając książkę, którą trzymałam przed chwilą w dłoniach, do torby.
     - Rozumiem przecież. Jakby co, to cię nie widziałam - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam gest i popędziłam ku wyjściu z budynku. Jeśli pojechałabym do domu, by przebrać się w jakieś inne ubranie, a nie spodnie i bluza, istniała możliwość, że nie zdążyłabym stawić się tam na czas. Jednak nie mogę wyglądać jak strach na wróble! W dodatku jeszcze zmęczona bieganiem…
Zdecydowałam się przebrać. Puściłam się sprintem do domu, który na szczęście nie był za daleko od szkoły i wpadłam do środka jak strzała, nawet nie zamykając drzwi wejściowych.
W pokoju zrzuciłam z siebie ubranie i wpadłam do łazienki, biorąc najszybszy prysznic na świecie. Kiedy skończyłam, wróciłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy czarne rurki, do tego zwykła, biała bluzka; wyglądało to dość elegancko i odpowiednio na przesłuchanie. Włosy przeczesałam kilka razy szczotką i podkreśliłam oczy kredką, by nie było widoczne to, iż się spieszyłam. Telefon włożyłam do kieszeni spodni i zbiegłam na dół. Włożyłam czarny płaszcz oraz buty i wyszłam z domu, zamykając drzwi. Spojrzałam na zegarek, na którym była godzina 9:30.
Mam całkiem niezły czas, pomyślałam z lekkim uśmiechem.
Do klubu nie było bardzo daleko, ale biegnąc znowu byłabym zmęczona i cała czerwona na twarzy, a tego wolałabym uniknąć. Autobusem dotarłabym w niecałe dziesięć minut, ale najbliższy przystanek oddalony był również jakieś dziesięć minut drogi od domu. Tak czy siak - spóźnię się trochę, ale nie będzie wiadome z jakiego powodu.
Pobiegłam więc truchtem na przystanek. W drodze dostałam wiadomość od Anette:

,,Gdzie jesteś? Za pół godziny zaczyna się przesłuchanie! Mam nadzieję, że będziesz i nie zapomniałaś!”

Odpisać, czy nie?, zastanawiałam się. Po dłuższym namyśle, stwierdziłam, że napisanie przyjaciółce, że się spóźnię to nic wielkiego. I tak nie domyśli się, że zapomniałam…
W biegu wystukałam wiadomość:

,,Możliwe, że się troszkę spóźnię.“

,,Zapomniałaś!“

Na tego sms-a nie odpowiedziałam.
Biegłam dotąd, aż znalazłam się na przystanku. Akurat podjeżdżał autobus, który jechał do centrum, skąd mogłabym z łatwością dostać się do klubu, w którym miało odbyć się przesłuchanie.
Wskoczyłam ostania i kupiłam bilet. Zapłaciłam drżącymi rękoma i po otrzymaniu papierka, usiadłam na pierwszym wolnym siedzeniu od okna.
Przede mną dziesięć minut drogi, a jest 9:40, pomyślałam. Obym się nie spóźniła!
Odczytałam kolejny raz ostatnią wiadomość od Anette i zdecydowałam, że jednak odpiszę.

,,Tak, zapomniałam. Ale nie mów im! Będzie im przykro! Już jadę i, mam nadzieję, będę przed 10 w klubie!”

Po krótkim czasie dostałam odpowiedź:

,,Wiedziałam, że zapomnisz!!! Jak możesz być taka nieodpowiedzialna! Podjęłaś się tego, że zapewnisz im występ, a sama o nim zapominasz! Jeśli się spóźnisz choćby minutę, to powiem im o wszystkim!“

,,Okej! A Ty ciągle mówiłaś o tym przesłuchaniu, a kiedy było trzeba, to nie przypomniałaś mi!”

Nie dostałam odpowiedzi. Włożyłam komórkę do kieszeni spodni i czekałam, aż autobus zatrzyma się przy odpowiednim przystanku.
Byłam na miejscu o 9:50, więc była jeszcze szansa, że wpadnę do budynku równo o 10. Znowu puściłam się biegiem przez chodnik, ulicę i wszelkimi możliwymi skrótami, które znałam, dotarłam na miejsce o 9:59.

Znalazłam przyjaciół w poczekalni.
     - Cześć, przepraszam, że jestem tak późno, ale nie mogłam być wcześniej - powiedziałam od razu, spoglądając na wszystkich. Wśród nich była jakaś osoba, której nie znałam.
     - Nic się przecież nie stało - powiedział Tom i dał mi całusa w policzek. - Myśleliśmy, że zapomniałaś.
Zaśmiałam się nerwowo, patrząc na Anette, która tylko pokręciła głową.
Po chwili milczenia, odezwał się Bill:
     - Poznaj Samantę - wskazał na wysoką, szczupłą dziewczynę o blond włosach, na których widniały ciemnoczerwone pasemka. Ubrana była we fioletową koszulę, białe spodnie, a na nogach miała czarne kozaki na wysokiej szpilce.
Samanta podała mi rękę i się przedstawiła; ja zrobiłam to samo.
     - Miło mi cię poznać - powiedziałam ze szczerym uśmiechem.
     - Mnie również miło.
Porozmawialiśmy chwilę, w ciągu której posypało się wiele miły słów, dotyczących tego, by chłopaki nie przejmowali się tym, czy się dostaną czy nie i by dali z siebie wszystko, a następnie jakaś kobieta zaprosiła nas do pomieszczenia przesłuchań. Nas, czyli Devillish i mnie, ponieważ to ja ich zgłosiłam. Pokój był w środku ogromny, przy ścianie stała scena, za którą widać było czerwoną kurtynę. Przed nią poustawianych było kilkanaście krzeseł. Na kilku z nich siedzieli mężczyźni oceniający młodych muzyków. Chłopaki zajęli miejsca przy instrumentach, a ja podeszłam do Wagena, który był wśród oceniających.
     - Dzień dobry - przywitałam się. - Zespół Devillish.
     - Dziękuję. Proszę usiąść - wskazał na krzesło obok, a ja posłusznie je zajęłam.
Mężczyzna dał znać, by chłopcy zaczęli.

Po skończonym przesłuchaniu wróciliśmy do reszty.
     - I jak? - zapytała Alex, która przyszła zapewne spóźniona - Przyszłam niedawno, bo mama chciała, by jechać z nią na zakupy.
     - Mnie się bardzo podobało - przyznałam.
     - A oceniający? Jakie mieli miny? Byli zadowoleni? - dopytywała Samanta.
     - Nic nie było po nich widać, niestety. Ale bądźmy dobrej myśli. Zagrali naprawdę świetnie - uśmiechnęłam się.
     - Podobało ci się? - zapytał mnie Georg.
     - No pewnie! - zaśmiałam się.
Czekaliśmy pół godziny, zanim przesłuchali wszystkich. Kiedy mieli ogłaszać wyniki, zaprosili wszystkich uczestników do sali i tam Wagen zaczął mówić do mikrofonu:
     - Mam wyniki - uśmiechnął się. - Na początek jednak powiem, że wszyscy młodzi artyści byli naprawdę bardzo dobrzy! Nie spodziewałem się, że jesteście tak utalentowani. Niestety musieliśmy wybrać tego najlepszego.
Ścisnęłam za rękę Toma, który stał obok mnie. Uśmiechnął się na ten gest i ścisnął ją mocniej.
Wagen zaczął otwierać kopertę, a kiedy wyjął z niej białą kartkę, powiedział do mikrofonu:
     - Na otwarciu klubu wystąpią Dark Roses!
Zamarłam.
Byłam przekonana, że to Devillish byli najlepsi! Spojrzałam na resztę i widziałam ich zawiedzione miny. Dałam plamę. Obiecałam im, że wystąpią na tym otwarciu! Nie poddam się jednak i przyczynię się to tego, że będą sławnym zespołem!

     - Nie martwcie się, kiedyś i tak będziecie sławni! - pocieszała chłopaków Anette, kiedy wracaliśmy do domów. Nie mieliśmy zamiaru iść dzisiaj do szkoły.
     - Anette ma rację - poparła ją Samanta. - Kiedyś na pewno wam się uda!
     - Dobra, już dobra - odezwał się Gustav. - Nie pocieszajcie nas, bo będziemy się dołować jeszcze bardziej.
     - Zgadzam się. Chodźmy może na pizzę - zaproponował Georg. - Pośmiejemy się i zapomnimy o tej porażce.
Przystaliśmy więc na taką propozycję i ruszyliśmy do pizzerii, położonej niedaleko kina. Złożyliśmy zamówienie i czekając, aż zostanie zrealizowane, zajęliśmy się rozmową.
Przyglądałam się Samancie i Billowi - wyglądali na naprawdę szczęśliwych, a dziewczyna wydawała się miła; mimo tego, co o niej wcześniej myślałam. Z opowieści Toma można było wywnioskować, że Samanta była pustą dziewczyną, która leci na pieniądze… Może on się mylił, a może ja? To się jeszcze okaże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz