4 września 2012

017


Obudziła mnie mama, krzątająca się po moim pokoju. Otworzyłam jedno oko, zaskoczona.
     - Co tu robisz? - zapytałam zaspana.
     - Szukam paska, który pasowałby do tych spodni - wskazała na swoje jasne jeansy rurki.
     - No to weź ten czarny. Wisi w szafie - odpowiedziałam, przykrywając się kołdrą na głowę.
     - Dzięki - odezwała się. - Mogłabyś już wstać.
     - Po co? Jest niedziela.
     - Przygotowałabyś się do szkoły. Jutro twój pierwszy dzień - zauważyła.
No tak. Wyleciało mi to z głowy zupełnie. Już następnego dnia będę chodzić do głupiej szkoły. Jedynym plusem tego wszystkiego jest to, że liceum, do którego będę uczęszczała ma świetny profil.
     - Jak mam się niby przygotować? - odezwałam się po chwili.
     - Może zapytałabyś swoich kolegów, jaki przerabiali materiał przed dniami wolnymi i przyswoiłabyś go sobie - doradziła.
     - Wyjdę na kujona - mruknęłam.
     - Nie na kujona, tylko na dziewczynę, której zależy na ocenach i dostaniu się na studia odpowiednie do jej możliwości.
     - Mówisz do mnie dzisiaj jakimś dziwacznym językiem… Poza tym, nie zależy mi na stopniach.
     - Jak tam chcesz - odwróciła się i wyszła z mojego pokoju.
Przemyślałam jej słowa i doszłam do wniosku, że zapytanie Anette o materiał, który ostatnio przerabiali nie jest takim złym pomysłem. Wstałam więc, odświeżyłam się, ubrałam w dres, związałam włosy w kucyk i powędrowałam na dół, do kuchni. Tam zorganizowałam sobie śniadanie; płatki z mlekiem.
Już miałam zadzwonić do Anette, kiedy ktoś mnie uprzedził, dobijając się do mojej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz, chcąc dowiedzieć się, kto śmie zakłócać mi spokój i aż zamarłam… Dzwonił Bill. Tylko po co?
Chcąc się dowiedzieć, odebrałam.
     - Halo? - rzekłam niepewnie.
     - Hej. Pamiętasz, że mam do ciebie dzisiaj wpaść?
Eee… O czym on mówił?
     - Ah! Tak, pamiętam! - krzyknęłam, przywracając w pamięci wymienione z nim wiadomości.
     - Zapomniałaś - zaśmiał się.
     - Dobra, niech będzie. Wyleciało mi z głowy, ale już teraz pamiętam.
     - Okej. To kiedy mogę przyjść?
     - Nawet teraz. Przy okazji powiesz mi, co ostatnio przerabialiście w szkole.
     - Eee… w szkole? - nie wiedział o co mi chodzi.
     - Jutro jest osiemnasty stycznia. Idziemy do szkoły, ponieważ ferie już dobiegły końca… Widać jak zależy ci na edukacji - zachichotałam. - Zupełnie jak mi.
     - A… no tak - westchnął. - To w takim razie będę u ciebie za pół godziny.
     - Dobra.
Rozłączyłam się i opadłam na kanapę, włączając telewizor. Skakałam po kanałach, aż natrafiłam w końcu na coś sensownego, zwanego kanałem muzycznym. Leciała jedna z moich ulubionych piosenek - Linkin Park - In the end.

Siedziałam tak przed telewizorem dotąd, aż rozległ się dzwonek do drzwi. Wyłączyłam urządzenie i poszłam otworzyć. W progu stał nie kto inny, jak Bill.
     - Cześć - uśmiechnął się.
Wpuściłam go do środka i zaproponowałam coś do picia albo do jedzenia; jednak nic nie chciał. Zdecydowałam więc, że pójdziemy do mojego pokoju i tam będziemy nadrabiać moje ubytki w wiedzy.
     - Ładny masz pokój - powiedział chłopak, kiedy weszliśmy do pomieszczenia.
     - Dzięki. Może od razu przejdźmy do tego, co nieuniknione?
     - Okej.
Bill pokazał mi, co przerabiali ostatnio na poszczególnych zajęciach, wytłumaczył to, czego nie mogłam pojąć do końca i skończyliśmy jakieś dwie godziny później.
     - Dziękuję ci bardzo - uśmiechnęłam się, chowając książki z powrotem do szafki.
     - Nie ma za co - odwzajemnił gest. - A teraz możemy porozmawiać o tym, o czym wczoraj pisaliśmy?      - widząc moją minę, zdradzającą, że nie mam pojęcia o co mu chodzi, wyjaśnił: - Pisaliśmy wczoraj o tym, że musimy sobie wyjaśnić pewne sprawy związane z tym, że docinamy sobie nawzajem, z czego potem wynikają niepotrzebne spory.
     - Ah, to! No cóż, kiedy ty masz coś do mnie, nie potrafię spokojnie tego słuchać - rzekłam zgodnie z prawdą.
     - Ja tak samo.
     - A niby kiedy ja coś do ciebie miałam? - oburzyłam się nieco.
     - Powiedziałaś mi, że dąsam się jak baba - powiedział odrobinę zdenerwowany.
     - Uwierz mi, że czasem tak to wygląda. Jak jesteś zły, zakładasz dłonie na piersi, wydymasz usta i serio wyglądasz jak obrażona dziewczyna - chyba niepotrzebnie się odezwałam, bo krzyknął na mnie:
     - Nieprawda!
     - Nie krzycz na mnie, bo to prawda! Zapytaj się Toma, chłopaków… Albo swojej dziewczyny! Oni na pewno wiedzą, bo znają cię dłużej ode mnie…
     - Pf! - prychnął i ponownie zrobił minę jakby strzelił focha.
     - Tak, obraź się. Proszę bardzo.
     - Nie jestem obrażony. Po prostu coś sobie wymyślasz tylko po to, żeby mieć powód do kłócenia się ze mną.
Westchnęłam głośno i mruknęłam:
     - Jak ta dziewczyna może z Toba wytrzymać?
Możliwe, że usłyszał, bo prychnął po raz drugi, zrobił to samo, co poprzednim razem i usiadł na łóżku, odwracając się do mnie plecami.

Siedzieliśmy tak jakieś pół godziny. Bill na łóżku - obrażony; ja na krześle obrotowym, grająca w głupią grę na mojej komórce. Kiedy po raz dziesiąty chyba, przegrałam, postanowiłam odezwać się do “Pana Obrażonego“.
     - Długo się będziesz tak złościł? - zapytałam.
     - Dopóki mnie nie przeprosisz za to, że nazwałaś mnie dziewczyną. Może mam kobiecą urodę, maluję się, czasem zdarzy mi się ubierać niemęsko, ale nie znaczy, że się zachowuję i strzelam fochy jak dziewczyna. Wypraszam sobie.    
Zdziwił mnie tym swoim monologiem. Przyznać mogłabym, że zaimponował mi tym, ale po co mam się z nim spoufalać? Wystarczy, że siedzi w moim pokoju i muszę go przepraszać…
     - No dobra... Eeee… sorry - powiedziałam cicho.
     - Nie dosłyszałem. Mogłabyś głośniej? - widziałam ten jego chytry uśmieszek!
     - Sorry - mruknęłam odrobinę głośniej.
     - Niech będzie, że usłyszałem, jak mówisz: “kochany Billu, tak bardzo cię przepraszam” - teraz na jego twarzy wyraźnie malował się uśmiech zadowolenia i satysfakcji.
     - Okej, okej! Już! - krzyknęłam. - Jaki ty jesteś nieznośny! Jak w ogóle Tom może z tobą wytrzymać?!
     - Jestem spokojnym człowiekiem. Bezkonfliktowym. Nie szukam guza, więc mój brat nie narzeka - uniósł śmiesznie głowę, na co się zaśmiałam.
     - Niech ci będzie.
Nagle jego telefon się rozdzwonił.
     - Halo? - odebrał. - Jestem u koleżanki… No przepraszam, ale nikt mi nic nie powiedział, kiedy wychodziłem… Mogłaś głośniej. Nie słyszałem… Może i mógłbym… No okej. Zaraz będę - rozłączył się, po czym zwrócił do mnie. - Muszę już iść. Mama coś tam chce.
Odprowadziłam go do drzwi wejściowych i tam się pożegnaliśmy.

Resztę dnia spędziłam na obijaniu się oraz czytaniu tego, co może przydać mi się jutro w szkole. Napisałam do Anette wiadomość, by przysłała mi plan i aż mnie odrzuciło, kiedy zobaczyłam tych dziewięć lekcji.
     - Z samego powrotu do szkoły, mam siedzieć tam do wieczora - mruknęłam.
Spakowałam się i zeszłam do salonu na kolację.
Po posiłku pomogłam mamie sprzątnąć, a następnie całą trójką usiedliśmy przed telewizorem, by obejrzeć jakiś film sensacyjny.

Była godzina 22:55, kiedy wróciłam do pokoju i wyciągnęłam pamiętnik.

17 stycznia
Jutro pierwszy dzień szkoły po dniach wolnych. Wiem już co było ostatnio na lekcjach, przypomniałam sobie co nieco, więc nie powinno być tragicznie, kiedy jakiś nauczyciel mnie o coś zapyta. 
Jeszcze tych dziewięć lekcji jutro… Gorzej chyba być nie może.
Był u mnie dzisiaj Bill… 
Najpierw podał mi materiał, jaki przerabiali na zajęciach [bo nie wspomniałam o tym, że będę chodzić z nimi wszystkimi do jednej klasy - z Anette, Alex, Gustavem, Georgiem, Tomem i Billem]. Mam nadzieję, że wytrzymam przez tych kilka lat z fochami Billa.
Ah, no i mieliśmy wyjaśnić sobie wszystkie sprzeczności, jednak według mnie nic nie ustaliliśmy. On narzekał na to, co o nim mówię [mianowicie to, że zachowuje się momentami jak dziewczyna], ja coś tam powiedziałam i się obraził. Potem kazał mi go przepraszać…
Zrobiłam to z bólem serca, ale nie chcę się już z nim kłócić, więc niech mu będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz