4 września 2012

015


Obudziłam się strasznie wcześnie, bo chyba około 6:00; za oknem było szaro i pochmurno, czyli tak, jak lubię najbardziej. Odświeżyłam się, zjadłam śniadanie i napisałam wiadomość do rodziców, by się o mnie nie martwili.

“Idę na spacer. Nie wiem kiedy wrócę.”

Przykleiłam żółtą, samoprzylepną karteczkę na lodówkę i wyszłam z domu. Bo po co marnować taki piękny poranek na spaniu? Można wyjść na dwór, przespacerować się, porozmyślać nad swoim życiem i nie martwić się o to, czy nie jest aby za wcześnie na takie przechadzki. Taki stan najbardziej lubiłam. Nie przejmować się niczym i mieć wszystko głęboko w poważaniu.
Szłam pustymi jeszcze ulicami Berlina, obserwując ciche miasto, pogrążone jeszcze we śnie. W domu nie patrzyłam, która jest godzina; na zegarek w komórce spojrzałam dopiero wtedy, gdy z domów zaczęli wychodzić pierwsi ludzie, a ja siedziałam na parkowej ławce. Była 7:05.
Mróz szczypał mnie w uszy, policzki i nos. Miałam na sobie tylko cienką koszulkę, bluzę i kurtkę, więc było mi trochę zimno. Jednakże nie obchodziło mnie to. Wolałam patrzeć na budzący się Berlin.
Widok niezapomniany. Ludzie, którzy najpierw powoli wychodzą zaspani z domów, a potem, po spojrzeniu na zegarki, przyspieszają, orientując się, że za moment spóźnią się do pracy. Jakby ze ślimaków zamieniali się w pędzące gepardy.
Dałam sobie spokój z obserwowaniem miasta dopiero wtedy, gdy na drogach pojawiało się coraz więcej samochodów, rowerzystów, a w parkach spacerowiczów; było to około 8:15.
Wróciłam zatem do domu, jednak dłuższą drogą, która obejmowała dwie ulice i miejsce, do którego uwielbiałam chodzić; mianowicie stare, opuszczone blokowisko. Nikt już tam nie zaglądał; ludzie zapewne zapomnieli całkiem o nim, ale nie ja. Co prawda, nie chodziłam tam od bardzo dawna. Ostatni raz byłam tam tuż przed wyjazdem do Polski.  Brakowało mi tego miejsca i teraz żałowałam, że nie odwiedziłam go od razu po powrocie do rodzinnego miasta.
Szłam powoli, nie spiesząc się nigdzie, ze świadomością, że tam, w domu, nikt na mnie nie czeka, że rodzice pójdą sobie do pracy, a ja będę musiała siedzieć cały dzień sama w domu. Niby miałam Anette, do której w każdej chwili mogłabym zadzwonić, bądź wybrać się do niej bez zapowiedzi, ale nie chciałam. Teraz chciałam być sama. Przemyśleć to, co się wydarzyło w moim życiu, i przemyśleć, czy mam tego żałować, czy też nie.
Przemierzyłam te dwie ulice, by potem przejść na ‘moje miejsce’. Wyglądało tak samo, jak kilka lat temu. Pięć wielkich bloków, ustawionych w kole, a na środku plac. Wszystko było takie ponure, szare, pogrążone w tajemniczym nastroju. Każdy człowiek by się bał przychodzić tutaj po zmroku, ze względu na bezdomne koty, które tutaj przebywały oraz niekiedy spotkać można tu pijaka, który zabłądził w drodze do domu. Teraz jednak było tu spokojnie.
Podeszłam do ławki, stojącej na środku placu i przysiadłam na niej. Było mi zimno, bo przemarzłam, ale wolałam posiedzieć w samotności, w miejscu, które znałam jak własną kieszeń; które było trochę oddalone od miasta. Do domu nie było mi spieszno. Nie wiem, dlaczego tak mnie tutaj ciągnęło, ale czułam magię i urok tego miejsca; było niesamowite.
Siedziałam tak na tej ławce dość długo. Zapatrzyłam się na niebo, które z czasem rozjaśniało słońce, przenikające między chmurami. Czułam się, jakbym była sama na świecie; było mi tak dobrze…
Nagle usłyszałam jakiś dziwny dźwięk; jakby ktoś się skradał za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie, ale nic nie zauważyłam. Zaczęłam się trochę bać. W końcu dawno mnie tu nie było i coś mogło się pozmieniać… Na przykład to, że ktoś zaczął tutaj mieszkać. Wstałam z ławki i postanowiłam wrócić już do domu. Wychodząc spomiędzy bloków, wpadłam na kogoś tak, że prawie się przewróciłam. Na szczęście ów ktoś, złapał mnie, nie pozwalając upaść.
     - Dziękuję i przepraszam, zagapiłam się - powiedziałam szybko, nie patrząc na twarz osoby; zauważyłam tylko, że był to chłopak w czarnej kurtce.
     - Nie szkodzi, ale na przyszłość uważaj - ten głos… tak znienawidzony przeze mnie…
     - Dzięki za ostrzeżenie - rzuciłam sucho i minęłam Billa, kierując się do domu.
     - Przyszłaś tutaj sama? - dogonił mnie i teraz szliśmy obok siebie.
     - Jak dało się zauważyć.
     - Nie wiedziałem, że znasz to miejsce - Bill był szczerze miły, co mnie zaskoczyło. Postanowiłam, że również nie będę dla niego taka opryskliwa.
     - Przychodziłam tu zawsze, kiedy było mi źle… Przed przeprowadzką do Polski - odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
     - Znalazłem to blokowisko, kiedy szukałem jakiegoś spokojnego miejsca do rozmyślań - rzekł. - Tam powstało sporo piosenek, które zalegają teraz w mojej szafce.
     - Powinieneś je wykorzystać - podsunęłam.
     - Nie są zbyt dobre.
     - To je popraw - uśmiechnęłam się.
Na chwilę się zamyślił, a potem powiedział zadowolony:
     - A może masz ochotę mi w tym pomóc?
Zaskoczył mnie tym. Kompletnie nie spodziewałam się tego po tym chłopaku. Nie dość, że był miły, to jeszcze się do mnie uśmiechał. Nie byłam pewna, czy się zmienił, ale wszystko na to wskazywało.
Zgodziłam się na jego propozycję, więc poszliśmy do niego, po drodze zahaczając o piekarnię, by kupić sobie śniadanie. On również nic nie jadł, a słyszałam burczenie jego brzucha. Zjedliśmy po drodze kilka świeżych rogalików i skierowaliśmy się do domu Kaulitza. Nikogo miało nie być, ponieważ rodzice Billa pojechali do pracy, a Tom z Gustavem i Georgiem gdzieś się wybrali. Mieliśmy być sami.

Do willi Kaulitza dotarliśmy pół godziny później. Chłopak zaprosił mnie do środka, szczerze zadowolony i zaproponował coś do picia. Przystałam na colę; on również wziął sobie to samo, a że jedliśmy już śniadanie w drodze, przeszliśmy od razu do jego pokoju.
Pomieszczenie było dość przestronne, a przynajmniej byłoby takie, gdyby nie bałagan panujący w środku.
     - Nie spodziewałem się nikogo, więc nie sprzątnąłem - zaczerwienił się trochę, co wyglądało uroczo. Mimowolnie się zaśmiałam i pomogłam mu trochę ogarnąć pokój. - Daj spokój - zaśmiał się.
     - Oj, pomogę ci. Będzie szybciej.
Chłopak się zgodził i zrobiliśmy trochę miejsca, by zasiąść na łóżku. Bill wyciągnął jakieś czarne pudło spod łóżka i kazał mi je otworzyć.
     - Co to? - zapytałam.
     - Tu są wszystkie moje teksty. Możesz je przeczytać.
Niepewnie odsłoniłam wieko pudełka, a moim oczom ukazała się sterta kartek. Były kolorowe, białe, pogniecione, w linię, w kratkę… do wyboru, do koloru. Ale tu przynajmniej panował porządek.
     - Dużo tego - stwierdziłam, patrząc na wnętrze pudła.
     - Piszę, kiedy jest mi źle.
     - W takim razie czujesz się tak bardzo często - zmusiłam się i spojrzałam mu w oczy. Nie odpowiedział, ale wyjął ze środka jedną z kartek. Kątem oka zauważyłam datę widniejącą na jej rogu: 14 stycznia 2012.
Była ‘świeża’.
     - Przeczytaj - nakazał i uśmiechnął się.
Wzięłam do ręki kartkę, spojrzałam na jego ładne, pochyłe pismo i zagłębiłam się w tekst.

Komm mit! 

Fühlst du's auch? 
Strom und Energie 
Izoliert wie im Neopren 
Unter deiner Haut 
Endlos Weit 
In dir abgetaucht 
Schlägt dein Herz 
Im Tiefenrausch 
Auf der Suche nach dem Licht 
Genau wie du und ich 

Oh komm - die Nacht ist hell 
Komm - entkomm der Welt 
Lass dich fall'n, um zu fliegen 
Komm - der Himmel brennt 
Komm - sensationell 
Lass dich fall'n, um zu fliegen 
Komm - komm - komm 

Alles neu 
Wie 'n Prototyp 
Schweben wir 
Wo es nichts mehr gibt 
Wir sind schwerelos 
Willst du mehr? 
Willst du nie zurück? 
Willst du alles 
Dann komm mit 
Wir suchen nach dem Licht 
Wir beide: du und ich *

Byłam pod wielkim wrażeniem, ponieważ piosenka bardzo mi się podobała.
     - I jak? - zapytał, gdy zauważył, że już skończyłam.
     - Jest świetna! - zachwyciłam się.
     - Jeszcze nie skończona… Muszę ją dopracować. Wiesz, muzyka, refreny, powtórzenia…
     - Tak, ale teraz jest naprawdę cudowna! Nie mogę się doczekać, kiedy ją usłyszę - uśmiechnęłam się.
     - Serio?
Przytaknęłam.
Rozmawialiśmy jeszcze o Komm długo. Bill stwierdził, że na razie nie będzie jej kończył, bo chce dopracować starsze utwory. Z chęcią pomagałam mu w drobnych poprawkach w piosence Rette mich.
     - Ta mi się najbardziej podoba - stwierdził.
     - Dlaczego?
     - Jest taka osobista. Pisałem ją, kiedy było mi źle po rozstaniu się mojej mamy z moim tatą. Ale jakoś dałem radę. Większość piosenek jest z tego okresu.
     - Nie powinnam tego czytać - odsunęłam się.
     - Nie! Jest ok.! - zaprzeczył. - Zaakceptowałem już to. A Gordon jest fajny.
Bill dał mi do przeczytania Rette mich. Jej poprawioną już wersję.


Zum ersten Mal alleine in unserem Versteck 
Ich seh noch unsere Namen an der Wand 
Und wisch' sie wieder weg 
Ich wollt' dir alles anvertrauen 
Warum bist du abgehauen? 
Komm zurück - nimm mich mit 

Komm und rette mich - ich verbrenne innerlich 
Komm und rette mich - ich schaff's nicht ohne dich 
Komm und rette mich - rette mich - rette mich 

Unsere Träume waren gelogen und keine Tränen echt 
Sag dass das nicht wahr ist - sag es mir jetzt 
Vielleicht hörst du irgendwo 
Mein S.O.S. im Radio 
hörst du mich - hörst du mich nich' 

Komm und rette mich - ich verbrenne innerlich 
Komm und rette mich - ich schaff's nicht ohne dich 
Komm und rette mich - rette mich - dich und mich -
dich und mich - dich und mich

Ich seh' noch unsere Namen und wisch' sie wieder weg 
Unsere Träumen war'n gelogen und keine Tränen echt 
Hörst du mich - hörst du mich nich'... 
Komm und rette mich - rette mich **


* Tekst piosenki Tokio Hotel - Komm
** Tekst piosenki Tokio Hotel - Rette mich

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz