4 września 2012

014


Zadowolone z siebie ruszyłyśmy uczcić to, że załatwiłyśmy chłopakom występ w klubie. Zdecydowałyśmy się na gorącą czekoladę, ponieważ było zimno. Swoją drogą to na środek stycznia było naprawdę mroźno. Kilkanaście stopni na dworze oraz wiatr nie sprzyjały wychodzeniu z domu. Każdy normalny człowiek siedzi teraz w domu w ciepłych kapciach, przed telewizorem i popija gorącą herbatę z cytryną, a ja? Ja wraz z moją przyjaciółką załatwiam występ zespołowi naszych kumpli, by uniknąć randki z ich wokalistą.
Nie całkiem normalne, ale jednak trzeba coś z tym zrobić. Nie miałam zamiaru umawiać się z Billem. Działał mi na nerwy i to wystarcza mi, by myśleć o nim, że jest głupi i go nie lubię.
Dotarłyśmy do kawiarni, zajęłyśmy stolik przy oknie i zamówiłyśmy sobie po kubku gorącej czekolady. Czekając na zamówienie, rozmawiałyśmy o tym, co będzie kiedy jednak Wagen nie przyjmie chłopców i nie pozwoli im wystąpić na otwarciu.
     - To albo poszukamy czegoś innego, albo umówisz się z Billem - Anette najwyraźniej robiła sobie ze mnie żarty.
     - Dzięki, wiesz! - prychnęłam. - Ja traktuję to poważnie. Naprawdę go nie lubię i nie chcę spędzać z nim czasu sam na sam… Wiesz, moglibyśmy się pozabijać - ostrzegłam, a dziewczyna zachichotała.
     - Oj nie przesadzaj - jęknęła. - Jeszcze go dobrze nie poznałaś, a już na niego narzekasz.
     - Mimo to i tak go nie lubię.
Anette tylko westchnęła i wróciła do picia czekolady. Ja też się nie odezwałam.
Po jakimś czasie siedzenie w kawiarni nam się znudziło, więc postanowiłyśmy oznajmić chłopakom nowiny i ogłosić mój sukces (przynajmniej w minimalnym stopniu).
Idąc w stronę domu Kaulitzów, przyjaciółka wyciągnęła telefon i wybrała czyjś numer. Gdy ktoś po drugiej stronie odebrał, usłyszałam rozmowę:
- Hej, co tam?… A jesteście w domu?… To super. A Gustav z Georgiem też są?… Będziemy z Carrie za jakieś piętnaście minut… Owszem, stało się. Mamy dla was niespodziankę… Przekonasz się. Pa - rozłączyła się, po czym powiedziała do mnie: - Gustav z Georgiem są u bliźniaków.
     - Okej. To dobrze - odpowiedziałam.
Przez całą drogę rozmawiałyśmy o różnych głupotach, aż dotarłyśmy do willi Kaulizów. Zadzwoniłam do drzwi, a otworzył nam uradowany Tom. Gdy tylko nas zobaczył, uśmiechnął się jeszcze szerzej i od razu wpuścił nas do środka.
     - Hej wam - powiedział. - Jaką macie dla nas niespodziankę? - zaciekawił się.
     - Powiemy dopiero, jak będziecie wszyscy - odezwała się Anette.
     - To wchodźcie szybko, do salonu - poganiał nas chłopak.
Weszłyśmy do pomieszczenia, które nam wskazał.
Tam siedział cały zespół. Gustav z Georgiem na kanapie, sącząc Red Bulle i oglądając w telewizji jakiś film. Chyba był to Avatar, nie wiem, nie znam się. Bill siedział na fotelu, trzymając w dłoni jakiś zeszycik wraz z długopisem i coś pisał, nie zwracając na nic uwagi. Tak się zamyśli, że zapewne nie widział, kiedy weszłam razem z Anette.
     - Hej wam - powiedziałyśmy równocześnie. Wszyscy się odwrócili, oprócz Billa.
     - Wybaczcie mu - mruknął Tom. - Pisze piosenkę i wkręcił się na maksa… Jak dobrze pójdzie, to będziemy mieć kolejny kawałek za dziesięć minut.
     - Serio? - nie wierzyłam. - Długo już tak siedzi?
     - Od piętnastej - spojrzałam na zegarek - była 17:30.
     - No to całkiem długo - powiedziała Anette. - I myślicie, że mu się uda? Że napisze tak dobry kawałek jak poprzednie i będziecie mieć nowy hit?
     - Dlaczego nie? - zapytał retorycznie Georg. - Bill jest świetny w tym co robi i na pewno mu wyjdzie…
     - Zawsze wychodzi - dodał Gustav spokojnie.
Poczekaliśmy więc te dziesięć minut, aż Bill się ‘odwiesił‘, witając nas z uśmiechem i chwaląc się nowym utworem.
     - Pokaż nam - zażądała Anette.
     - O nie, nie! - oburzył się. - Najpierw musi być do tego muzyka, którą już mam w głowie i dopiero wtedy… Nie ma nic wcześniej.
Westchnęłyśmy zrezygnowane i już miałyśmy zaczynać nasz monolog, kiedy Tom przerwał nam wpół zdania, by zażądać odpowiedzi na jego pytanie: jaką mamy dla nich niespodziankę. Opowiadała Anette, a ja przyglądałam się z satysfakcją członkom zespołu. Gustav miał obojętny wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło, ale wiedziałam, że się cieszył.
Georg natomiast patrzył zdziwiony na nas, jakbyśmy były kosmitkami. Oczy wychodziły mu z orbit na dźwięk słów, że w końcu wystąpią w jakimś porządnym klubie w Berlinie i się jakoś wypromują.
Tom miał minę chyba smutną. Można się było domyślić dlaczego była taka smutna, kiedy jęknął, po zakończeniu monologu Anette.
     - Jak to?! Randki nie będzie?!
I w tym samym momencie ja spojrzałam na Billa z szerokim uśmiechem, a pozostali na mnie i na niego z minami równie zawiedzionymi jak ta Toma.
     - No co się patrzycie? - zapytałam. - Randki nie będzie - powtórzyłam.
Bill jednak musiał zniszczyć wszystko swoim kolejnym zdaniem:
     - Anette powiedziała, że wystąpimy na tym otwarciu, jak wygramy przesłuchanie, więc to, że nie będzie randki nie jest do końca przesądzone… - w tym momencie urwał, ponieważ rozdzwonił się jego telefon.- Wybaczcie mi, ale Samantha dzwoni.
Chłopak wyszedł, a my dalej dyskutowaliśmy na temat tego, czy randka będzie czy nie.
     - Ej! - krzyknęłam. - Skoro Bill ma dziewczynę to nie może umawiać się z inną, prawda?
     - A tam! - powiedział Georg. - Wolimy ciebie niż Samanthę.
Nie ukrywam, miło mi się zrobiło, ale nie zmieniło to faktu, że umawiać się z zajętym chłopakiem nie chciałam. Pogadaliśmy sobie jeszcze, aż w końcu przeszedł Bill.
     - Wygląda na to, że jeśli uda nam się zagrać na tym otwarciu, to Samantha jeszcze zdąży nas zobaczyć i usłyszeć, jak gramy - rzekł zadowolony.
     - Jeeej, jak super - udał zadowolonego Tom; nie wyszło mu to jednak, ale nikt się tym nie przejął.
     - To my pójdziemy już, co? - powiedziałam do Anette.
     - Tak, mama chciała, bym wcześniej wróciła.
     - Odprowadzimy was - zaproponowali Gustav z Georgiem.
Wyszliśmy we czwórkę na dwór; zapadał już zmrok i było dość ciemno, by się bać chodzić samemu po ulicach. Niby latarnie uliczne oświetlały wszystko, ale to nie zmienia faktu, że można się było bać. Szliśmy w ciszy, bo jakoś nie było tematów do rozmowy; w sumie nie przeszkadzało mi to, nie wiem jak innym, ale przecież gdyby coś im nie pasowało, to by powiedzieli, nieprawdaż?
Ulice Berlina były już opustoszałe; bo co można robić w środku zimy po zmroku na ulicy? Gdzieniegdzie tylko widać było ciemne postaci, spieszące się do domów, by w spokoju upajać się satysfakcją, że nie marzniesz już w nos i masz gdzieś, czy ktoś pod twoim domem nie zamarza na śmierć.
Bo przecież ludzi nie interesuje nic, prócz czubka własnego nosa. Nie ważne, czy ktoś potrzebuje teraz twojej pomocy, twojego wsparcia… Liczysz się tylko ty i nic więcej. Każdy ma swoje życie i niech tak pozostanie. Trzeba się martwić o siebie.

Do domu doszłam już tylko z Gustavem, bo domy Anette i Georga mijaliśmy wcześniej. Chłopak był tak miły, że zaproponował, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się i szliśmy na początku w ciszy, a potem Gustav zaczął temat.
     - Wiesz… Dzięki za załatwienie nam tego występu… to dla nas bardzo ważne.
Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
     - Przestań… Nie ma za co. Poza tym nie chcę randki z Billem.
     - No tak… Ale przecież on nie jest taki zły…
     - Dla ciebie nie jest niemiły - zauważyłam.
     - Oj… -zawiesił się.
     - Właśnie - zaśmiałam się. - No ale trudno się mówi, prawda?
     - Na pewno się kiedyś polubicie i nawet zostaniecie przyjaciółmi - zapewnił.
     - Niedoczekanie.
Rozmawialiśmy jeszcze o błahych sprawach, a kiedy już byliśmy pod moim domem, pożegnaliśmy się.
Od razu ruszyłam do mojego pokoju; stamtąd zabrałam piżamę i przeszłam do łazienki. Byłam trochę zmęczona, więc postanowiłam bez kolacji iść spać, ponieważ głodna nie byłam.
Wzięłam długi, relaksujący prysznic, a gdy skończyłam wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku opierając się o ścianę, wyciągnęłam pamiętnik z kryjówki, wzięłam do ręki długopis i zaczęłam pisać to co przyszło mi na myśl.

15 stycznia
Nie wierzę, że udało nam się załatwić przesłuchanie dla Devillish! Myślałam już, że polegnę i zmuszona będę do spędzenia czasu sam na sam z Billem (nazwanie tego randką jakoś nie przechodzi mi przez gardło… nie napisałabym tego…) byłoby istną katastrofą. Chociaż realizacja tego snu, sprzed paru dni wydaje się dość kusząca…
Ale nie będę się rozpisywać na jego temat. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Teraz czekam tylko na to, kiedy pójdą na to przesłuchanie, wygrają i zaśpiewają na otwarciu! Wtedy będę mogła spać spokojnie.
Gustav mnie dzisiaj odprowadził do domu. Stwierdził, że z Billem na pewno się polubimy kiedyś, a nawet zostaniemy przyjaciółmi.
Jasne.
Coś mi się to nie widzi.
Zauważyłam, że Kaulitz coś za często pojawia się w pamiętniku, w moich myślach, w ogóle w moim życiu. Dziwne. Trzeba więc to zmienić.


________________________________________
Miałam dodać dopiero pod koniec kwietnia, ale już dawno nic nie dodawałam, więc chciałam Wam zrobić świąteczny prezent.

A na święta życzę Wam wszystkiego najlepszego, spełnienia waszych marzeń, nawet tych najmniej istotnych. Szczęścia, miłości i wszystkiego, czego sobie zamarzycie.
Jeśli również coś tworzycie, czy to opowiadania, wiersze, piosenki czy cokolwiek innego, to życzę Wam, by to, co robicie podobało się Wam i wszystkim, którzy to czytają.
Wszystkiego dobrego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz