4 września 2012

012


Założyłam się z Billem o to, że załatwię Devilish występ w jakimś berlińskim klubie. Chyba mnie totalnie powaliło! Co ja sobie myślałam! Jestem jakaś nienormalna?! Bo kto o zdrowych zmysłach decyduje się na takie rzeczy?! Jeszcze żebym lubiła wszystkich członków tego zespołu… Ale nie! Wokalista uważa się za ósmy cud świata i ja musiałam kierować się tym, że chcę udowodnić, iż jestem od niego lepsza.
Jestem głupia.
Pożałowałam tej decyzji w momencie, kiedy siedziałam w domu wieczorem i szukałam w Internecie jakichś miejsc, gdzie mogliby pojawić się menagerowie lub łowcy talentów. Niby mogłam ustawić ich w klubie go-go, ale jaki byłby z tego zysk? Przecież tam nie ma żadnych menagerów… No dobra, może i są, jednakże nie chciałam wystawić się na pośmiewisko wśród znajomych. Bo przecież wyśmialiby mnie, gdybym oznajmiła im, że mają pojawić się w takim klubie. Chociaż lepszy klub dla striptizerek niż randka z Billem.
Zdecydowałam, że nie wyrzucę linku, ponieważ w akcie desperacji wszystko może się przydać. Zapisałam go więc i poszukiwałam dalej.
Nagle pukanie do drzwi.
     - Proszę - powiedziałam, zamykając laptopa i sięgając po kubek z gorącą czekoladą.
Drzwi się uchyliły a w nich stanęła mama. Jak zwykle wyglądała na dwadzieścia lat mniej, niż miała naprawdę.
     - Jak minął dzień? - zapytała, siadając na łóżku.
     - Okej. Byliśmy u bliźniaków, żeby zobaczyć próbę ich zespołu.
     - I jak? Są dobrzy? Osiągną karierę? - zaśmiała się.
     - Możliwe. Ich kawałek Durch den Monsun jest świetny.
     - O, to wspaniale. W takim razie niech się jakoś promują…
     - Są na dobrej drodze - mruknęłam, przypominając sobie, że po części jestem zobowiązana nadać im jako taki rozgłos.
     - Serio? A co takiego robią?
     - Występują w różnych klubach w mieście - uogólniłam trochę.
     - Coś widzę, że nie jesteś w nastroju do rozmów. Pójdę sobie - uśmiechnęła się lekko i wstała z łóżka.
     - Przepraszam, ale trochę źle się czuję. Boli mnie brzuch.
     - W takim razie się połóż.
Wyszła.
Dobrze, że nie powiedziałam jej o tym durnym zakładzie. Mówiłaby mi, że jestem nieodpowiedzialna, że to głupota zakładać się o randkę z zajętym chłopakiem. Ah! No właśnie. Ciekawa jestem, jaką to dziewczynę znalazł sobie Bill. Pewnie dziewczyna ma anoreksję, ubiera się w wyzywające ubrania i jest typowym plastikiem. Anorektyczka, bo przecież modelka, a one zazwyczaj są szczupłe do granic możliwości, a plastik… nie wiem dlaczego tak pomyślałam o niej, ale tylko to przyszło mi do głowy. Chociaż nie stwierdziłabym, że dziewczyną Billa jest taki właśnie plastik. Może i się mylę, ale kiedy zobaczę Samantę wszystko się wyjaśni. A to już niedługo, ponieważ ferie się niedługo skończą. Kolejna nieprzyjemna sprawa…
Moje rozmyślania przerwał dźwięk mojego telefonu, sygnalizujący, że ktoś do mnie dzwoni. Numer zastrzeżony.
     - Słucham? - odebrałam.
     - Aż tak oficjalnie to nie musisz - odezwał się tak znienawidzony przeze mnie głos.
     - Coś ważnego, czy tylko chcesz zatruwać mi życie swoją osobą? - wycedziłam przez zęby.
     - No to chyba ważne, bo chodzi mi o twoją godność - zaśmiał się Bill.
     - Wysłowisz się dzisiaj czy może poczekasz do końca ferii?
     - Chciałem powiedzieć, że nie musisz szukać tego klubu…
     - Słucham?
     - No tak. Po co masz marnować czas i swój i mój, skoro i tak ci się nie uda tego załatwić… Chcę tylko przyspieszyć tę naszą randkę i tyle. Nie musisz się wysilać - rzekł.
Zamurowało mnie. Nie tyle z wściekłości co z zaskoczenia. Co to miało znaczyć?! On chyba ze mnie kpił!
     - Ż-że co?! Nie uda mi się?! Chyba nie masz pojęcia z kim rozmawiasz! - powiedziałam wściekle, głosem, jaki usłyszałam u siebie po raz pierwszy. - Jesteś taki głupi!
     - Powiedziałem ci tylko prawdę, a ty chyba jakaś nie w humorze… Czyżby nie udało ci się jeszcze znaleźć klubu? - zaśmiał się.
Znowu się ze mnie nabija, pomyślałam wściekła do granic możliwości.
     - Jeszcze nie znalazłam, ale jeśli dalej będziesz się ze mnie naśmiewał i prowokował mnie, to załatwię ci występ w klubie go-go - odparowałam poważnie.
     - Byłoby mi bardzo miło. Nawet gdybyś ty była jedną ze striptizerek.
Zrobiłam się czerwona. Czy on teraz ze mną flirtuje?!
     - Co to ma niby znaczyć? - zapytałam.
     - Nie ważne. Muszę kończyć. Życzę powodzenia - i się rozłączył.
Jak zwykle przerwał połączenie. I się nie dowiedziałam, co znaczyć miało zdanie, które powiedział na mój temat. Och! Jak ja go nie lubię!
Znowu otworzyłam laptopa, włączyłam jakąś stronę internetową i na nowo zajęłam się przeszukiwaniem różnych ofert, które mogłabym uznać za korzystne dla zespołu. Czułam się po części jak jakiś menager, który organizuje sławnej gwieździe występ. Ale przecież chyba tak było. No może bez tej opcji, że jestem ich menagerem, bo tego to nawet bym nie chciała. Widzenie się często z Billem…
Brr! Nie wytrzymałabym. I do tego te jego wahania nastrojów; mówi, że nie dąsa się jak baba, a to przecież widać!

Odrzuciłam od siebie myśli na temat zachowania Billa, który był totalnym przeciwieństwem swojego brata, i wróciłam do szukania klubów. Jak na złość wszystkie miały już wypchany repertuar na dwa miesiące. A ja nie zniosę ciągłych gadek Kaulitza przez tyle czasu.
Zrezygnowana napisałam wiadomość do Anette.

,,Załamię się zaraz. Żaden klub nie ma wolnych miejsc! Najwcześniej za dwa miesiące!”

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.

,,Oh, nie przejmuj się. Dasz sobie radę. Nawet Ci pomogę; wpadnę jutro do Ciebie i coś wykombinujemy”

,,Naprawdę?! Jesteś wspaniała!”

,,Tak, tak. Wiem”

,,I skromna, ale to swoją drogą… myślisz, że ten występ wypali?”

,,No pewnie! Dlaczego nie? Masz wątpliwości?”

,,Co do tego, czy uda mi się zorganizować im ten występ, to owszem. Ale do tego, że chłopaki mają talent, to nie… Ta piosenka, którą dzisiaj zagrali… Poezja!”

,,O tak. Była świetna.“

,,Ah, zapomniałabym powiedzieć Ci, że gadałam z Billem przez telefon.”

,,Zadzwonił do Ciebie?! Co mówił?!”

,,To nie była zbyt przyjemna rozmowa. Opowiem Ci jutro, jak do mnie przyjdziesz.”

,,Okej. Wybacz, ale idę spać. Dobranoc.”

Nie odpisałam już na wiadomość, tylko poszłam do łazienki, biorąc piżamę. Po wykąpaniu się, wróciłam do pokoju i wśliznęłam pod kołdrę. Miałam zasnąć, ale zdecydowałam, że napiszę coś w pamiętniku. Wyciągnęłam go spod łóżka i zaczęłam składać zdanie po zdaniu…

14 stycznia
Chyba nici z mojego pozytywnego nastawienia w stosunku do Billa. Z tym człowiekiem nie da się normalnie porozmawiać bez zbędnych słów. Jest zwykłym głupkiem i jakimś cholernym egoistą. I ja, głupia, założyłam się z nim o to, że załatwię Devilish występ w jakimś berlińskim klubie, by jakiś dobry menager lub łowca talentów zwrócił uwagę na zespół.
Podczas ich dzisiejszej próby i słuchania Durch den Monsun byłam pod ogromnym wrażeniem ich talentu. Bill i Tom świetnie brzmieli razem, ale Gustav i Georg do tego, to poezja dla ucha! Oni muszą zrobić karierę muzyczną! I ja się o to postaram!
Ach, jeszcze ten telefon od Billa. 
Bo założyłam się z nim o to, że jeśli nie uda mi się załatwić im tego występu, to pójdę z nim na randkę (pomysł oczywiście należał do Toma). Mam więc ogromną nadzieję, że jutro znajdę coś razem z Anette, która ma przyjść mi z pomocą.
A co do telefonu od Kaulitza, to zaczął gadać jakieś głupoty. Najpierw mi docinał (jak zwykle), a potem niby podrywał. Co było dla mnie niezrozumiałe.
Ten chłopak jest naprawdę dziwny.
Można by rzec, że nawet psychicznie niezrównoważony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz