4 września 2012

011


Obudziłam się, czując na brzuchu jakiś ciężar, nie dający mi oddychać. Otworzyłam zaspane oczy i ujrzałam jakieś ciało, leżące na moim z głową opuszczoną obok łóżka. W takiej dziwnej pozycji, spała na mnie Anette. Powstrzymując śmiech, próbowałam się spod niej uwolnić, przy czym jej nie obudzić, jednak słabo mi to wychodziło, ponieważ dziewczyna dziwnie się ułożyła; i to jeszcze twarzą do podłogi. Po dłuższym kombinowaniu, cudem unikając uduszenia, udało mi się wstać. Zdecydowałam uczcić ten wielki moment, robiąc przyjaciółce zdjęcie. Wyglądała niczym dziewczynka z Ringu z głową prawie dotykającą podłogi.
Zostawiłam Anette w takiej pozycji i udałam się do kuchni. Na lodówce znalazłam karteczkę od rodziców:

,,Nie chcąc wam przeszkadzać, pojechaliśmy w odwiedziny do cioci Nancy. Powinniśmy wrócić wieczorem.”

Znowu cały dom dla mnie, pomyślałam z uśmiechem.
Zrobiłam sobie na śniadanie kanapki z serem i w piżamie weszłam do salonu, włączając telewizor. Zasiadłam na kanapie i skakałam po kanałach, zajadając się śniadaniem.
Po piętnastu minutach dostrzegłam w kuchni Georga.
     - Hej - mruknął, siadając na krześle. - Masz jakąś wodę? - zapytał.
     - Czekaj, zaraz ci podam - odpowiedziałam i poszłam do pomieszczenia, szukając w lodówce napoju.
     - Dzięki… - powiedział i pociągnął łyk z butelki.
     - Trochę niehigienicznie, ale niech to będzie od teraz wyłącznie twoja butelka - zaśmiałam się.
     - Jaka ty jesteś zabawna - zakpił. - Jak się spało?
     - Bardzo dobrze, ale mnie trochę Anette dusiła. Chcesz zobaczyć jak spała?
     - No pewnie.
Pokazałam mu zdjęcie, a Georg zaczął śmiać się na cały dom.
     - No przekomiczne - dodał na koniec.
     - Co jest takie zabawne? - zapytała Anette, wchodząc do kuchni.
     - To, jak spałaś dzisiaj - odpowiedziałam.
     - Niby jak?
Dziewczyna również śmiała się, oglądając siebie na zdjęciu.
     - Nie musiałaś robić tej fotki - jęknęła.
     - Ale patrzenie na ciebie, kiedy wyglądasz jak z horroru jest najlepszą rzeczą na świecie.
     - Jaka ty miła dzisiaj - zaśmiała się. - Daj coś do jedzenia, bo umieram z głodu.
Podałam obojgu kanapki z serem i wędliną oraz herbatę. Potem dołączyli do nas bliźniacy i Gustav, więc nie musiałam sprzątać po każdym oddzielnie.
Trzydzieści minut później, siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś głupi film. Niestety nic innego nie było w telewizji.
     - Nudzę się - mruknął Tom.
     - Nie ty jeden - zawtórowali mu Gustav w Georg równocześnie.
Wszyscy zaczęliśmy myśleć, co moglibyśmy robić, jednak jakoś nic nikomu do głowy nie przyszło. Siedzieliśmy w milczeniu jakieś dziesięć minut, próbując coś wymyślić, aż w końcu ja się poddałam.
     - Dobra, nic nie wymyślę. Do głowy przychodzi mi tylko nurkowanie - westchnęłam.
     - Niby dobry pomysł, ale nie ma gdzie. Chyba, że polecimy na jeden dzień do Ameryki - skomentowała Anette.
     - A tego nie da się ot tak załatwić - dodał Georg.
     - Zróbmy próbę - rzekł Tom. - Dawno nie graliśmy, a skoro mamy być zespołem, który zyska niedługo światową karierę, to musimy ćwiczyć, tak? - dodał.
Wszyscy się zgodziliśmy. Jeszcze nie słyszałam, jak grają wszyscy czterej, więc to mogłoby być coś ciekawego. Gustav na perkusji, Georg na basie, Tom gitara, a Bill śpiew. Niezłe połączenie i według mnie, każdemu pasuje to, czym zajmuje się w ‘zespole’.
Udaliśmy się więc do ‘sali prób’ chłopaków, czyli do garażu Kaulitzów. Rodziców bliźniaków nie było, więc mieliśmy też cały dom do dyspozycji. Dobrze się złożyło, że chłopaki mieli tu swoje instrumenty, bo inaczej musielibyśmy to wszystko przytaszczyć tu, a pogoda nie sprzyjała temu, by łazić po dworze. Padał śnieg, było ślisko, wiał wiatr i czego to jeszcze życzy sobie miłośnik zimy. Mimo, że lubiłam tę porę roku, to ten wiatr i śnieg były już przesadą.
Będąc już w garażu chłopaków każdy znalazł dla siebie miejsce. Ja usiadłam na starym fotelu pod ścianą a Anette obok na drugim. Było tu dość ciemno, ale Gustav zapalił małą żarówkę pod sufitem, która oświetliła całe pomieszczenie. Zamknęliśmy także drzwi, by zimno tu nie dotarło. Georg włączył mały grzejnik elektryczny i powoli robiło się coraz cieplej. Na moment zniknął mi z oczu Bill, lecz po chwili wrócił niosąc dzbanek z gorącą herbatą i sześć kubków. Nalał do każdego z nich ciepłego napoju i podał wszystkim.
Popijając płyn przyglądałam się całemu pomieszczeniu. Pod każdą ze ścian stały pudła, jeden na drugim, było tu też sporo pudełek ze starymi farbami, kilka starych gitar z uszkodzonymi strunami, parę rowerów, deskorolek oraz wiele innych gratów. Garaż przypominał ten rodem z jakiegoś horroru. Najbardziej przez ten półmrok i mnóstwo sprzętów.
Chłopaki już byli gotowi do próby, więc zwróciłam wzrok na nich; zaczęli grać.
Z instrumentów wydobyły się pierwsze dźwięki jakiegoś utworu. Nie należał do Devilish, ale to była całkiem nowa piosenka, a jej melodia była piękna. Brakowało tylko słów, których doczekałam się w momencie, kiedy o nich pomyślałam.

Das Fenster öffnet sich nicht mehr
Hier drin ist es voll von dir und leer
Und vor mir geht die letzte Kerze aus
Ich warte schon ne Ewigkeit
Endlich ist es jetzt soweit
Da draußen ziehn die schwarzen Wolken auf*

I ten niesamowity, pełen życia refren, przyprawił mnie o szybsze bicie serca.
Ta piosenka musi stać się hitem, pomyślałam. I ja muszę się o to postarać.

     - Jak się podobało? - zapytał Bill, zdejmując kurtkę i kładąc ją na oparcie fotela, na którym siedziałam.
     - Super! To nowa piosenka? - zachwycała się Anette.
     - Tak… Przyznam, że to nasza pierwsza próba, kiedy ją gramy, ale uważam, że poszło nieźle - odpowiedział chłopak.
     - Nieźle?! Było po prostu bombowo! Brak mi słów! - widać, że dziewczynie się podobało.
     - A ty? - Tom zwrócił się do mnie. - Jak było twoim zdaniem?
     - Świetnie. Powinniście pomyśleć nad znalezieniem jakiegoś menagera - przyznałam. - Tworzycie coś niezwykłego. Podczas refrenu myślałam, że umrę na zawał. Ta piosenka jest niesamowita.
Trochę głupio było mi zachwycać się czym, co tworzy Bill, zwłaszcza, że nadal go nie lubiłam, ale to, co powiedziałam o piosence, było prawdą.
     - Cóż… dzięki - Bill się odrobinę zaczerwienił, więc odwrócił wzrok. - Staramy się nadać Devilish rozgłos, ale słabo nam to wychodzi.
     - Może spróbujcie w jakimś klubie? W Berlinie jest ich pewnie mnóstwo - zaproponowała Anette.
     - Nikt nie chce przyjąć zespołu z taką nazwą - prychnął Gustav, siadając na krześle.
     - To zmieńcie nazwę. Albo najpierw spróbujcie wystąpić w jednym z lokali berlińskich…
     - Gustav powiedział, że zespołów…. - zaczął Bill, ale mu przerwałam.
     - Chcesz się założyć, że przyjmą was w jednym? - popatrzyłam na niego z wyższością.
     - Dobra. Załóżmy się.
     - O co? - zapytałam.
     - Ja wiem! - krzyknął Tom. Popatrzyliśmy na niego, a on się odezwał, zachwycony ze swojego durnego pomysłu: - Jak Carrie załatwi nam występ w jakimś klubie w tym mieście, to umówisz się z nią na randkę.
Zszokowana tym, co powiedział starszy z Kaulitzów, zaniemówiłam i patrzyłam na niego, jak na idiotę.
Bill nie był lepszy. Z jego brązowych oczu można było wyczytać, że chce zabić bliźniaka.
     - To będzie ciekawe - zaśmiała się moja przyjaciółka. - Dwoje największych chyba wrogów na randce.
     - Carrie, chyba się nie wycofasz, co? - podpuszczał mnie Georg.
     - Stoi - wyciągnęłam dłoń do Billa. Ten uścisnął ją, a Gustav przeciął.
I oto byłam skazana na załatwienie chłopakom występu w jakimś klubie w Berlinie, albo mogłam pożegnać się z resztką mojej godności i iść z nim na randkę. Na wstępie już wykluczyłam to drugie.
Tylko jaki ja znam klub, który przyjmie zespół o nazwie tak szatańskiej, jak sam Lucyfer?



*Fragment piosenki Tokio Hotel - Durch den monsun

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz