4 września 2012

009


Po kilkuminutowym spacerze do Philadelphii, dotarliśmy na miejsce. Niby mogliśmy wybrać się tam samochodem, ale mimo, że Georg miał prawo jazdy, tak jak Gustav, to samochód tego pierwszego był w warsztacie, a ten drugi własnego auta nie posiadał. Skazani byliśmy więc na pieszą wędrówkę. Było sympatycznie, ponieważ rozmawialiśmy, śmialiśmy się i dokuczaliśmy sobie nawzajem.
Droga minęła dość szybko, toteż nie czuliśmy za bardzo zmęczenia. Weszliśmy do klubu, płacąc wcześniej po dziesięć euro za jeden bilet, a następnie weszliśmy w głąb budynku, do sali, w której były stoły do bilardu, automaty i różnego rodzaju gry.
Wewnątrz unosił się dym papierosowy oraz zapach alkoholu, jednakże nie widziałam tam osób, który byłyby pijane, a to dobrze, bo nie miałam patrzeć na takie osoby. Po prostu wzbudzały we mnie niechęć.
Podeszliśmy wszyscy do jednego z automatów, który wydawał lemoniadę i kupiliśmy sobie po jednej. Kiedy już każdy miał swój napój, przeszliśmy do stołu bilardowego i zaczęliśmy ustalać kto z kim gra; rządził oczywiście Tom.
     - To tak - zaczął. - Bill z Carrie do stołu pod oknem - polecił. - Obok nich Anette z Alex, dalej Gustav z Georgiem…
     - A ty? Nie będziesz grać? - zapytała moja przyjaciółka.
     - Na razie nie. Ja idę na automaty - uśmiechnął się.
     - Tylko nie przegraj całej kasy - upomniał go Bill, na co ten tylko machnął ręką.
Porozchodziliśmy się do miejsc, które wyznaczył nam Tom; niestety ten człowiek jak coś postanowi, to musi tak być, więc musiałam dzielić jeden stół z Billem, a do tego on miał mnie uczyć grać.
     - Wybierz kij - polecił chłopak, a ja wzięłam jeden, ze stojących przy ścianie.
Wszystkie wyglądały tak samo, więc stwierdziłam, że różnicy nie ma.
     - Teraz nasmaruj końcówkę kredą - mówił to nie patrząc na mnie, tylko biorąc kij i smarując go białym przedmiotem, który leżał z boku; robiłam to samo, co on, by nie wyjść na jakąś nieporadną idiotkę.
     - I co dalej? - zapytałam, gdy już skończyłam.
     - Pokażę ci, jak trzeba go trzymać - mówiąc to, podszedł do mnie, pochylił się nad stołem i, jak prawdziwy zawodowiec, rozbił trójkąt ułożony z bil tak, że kilka z nich wpadło do łuz.
     - Teraz ty - albo mi się wydawało, albo na jego usta wkradł się lekki uśmieszek.
Spróbowałam zrobić, to co przed chwilą Bill; pochyliłam się, wymierzyłam kijem w bilę, uderzyłam… niestety coś mi nie wyszło i żadna z tych głupich kulek nie wpadła do żadnej z tych głupich dziur.
     - Nie umiem - powiedziałam naburmuszona i usiadłam na stole.
     - No widzę właśnie - dociął mi i nie zwracając na mnie uwagi, grał dalej. Kiedy wbił następnych kilka bil, znowu zabrał głos: - Teraz ty.
     - Powiedziałam, że nie umiem - spojrzałam na niego.
     - Ale ja nie zamierzam tracić czasu na twoje fochy. Złaź i graj.
     - Nie ja chciałam być z tobą przy jednym stole, więc nie miej do mnie pretensji - odparowałam.
     - Również nie jestem z tego zadowolony, ale jeśli już tu jesteśmy, to bądź tak miła i ze mną zagraj - odpowiedział oglądając kij.
Zdenerwowana wstałam ze stołu i powtórzyłam moje poprzednie ‘zagranie’. Tym razem jedna z bil trafiła do łuzy, więc miałam jeszcze jeden ruch.
Po jakimś czasie, gra się zakończyła; można się było spodziewać, że wygrał Bill, co też mnie nie zdziwiło. Niby Tom nakazał wręcz, byśmy się pogodzili, ale wydaje mi się, iż tego nie zrobiliśmy. Co prawda, nie odzywaliśmy się do siebie, więc mogło to być oznaką zgody, jednakże pewna nie byłam. Postanowiłam go o to zapytać:
     - Mogę o coś zapytać?
     - Możesz - odpowiedział, poczym upił łyk lemoniady; znowu na mnie nie patrzył, co mnie irytowało.
     - Jesteśmy pogodzeni, czy jak?
     - Nie wiem, jak wolisz.
     - No dla mnie lepiej byłoby, gdybyśmy byli pogodzeni. Przynajmniej Tom nas nie będzie męczył - zdziwiła mnie jego odpowiedź.
‘Jak wolisz’?! No przecież to głupie! Powinniśmy oboje zadecydować, a nie tylko ja!
     - Okej, więc oficjalnie jesteśmy w stanie rozejmu, pasuje? - zapytał z lekkim uśmiechem.
     - Dobra - kiedy to powiedziałam, wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją delikatnie uścisnęłam.
   
Do około południa w bilard grał każdy z każdym. Osoba bez pary albo chodziła grać na automatach, bądź robiła co chciała. Ja siedziałam na skórzanym fotelu, obitym czerwoną skórą, przy jednym ze stolików i popijałam kolejną puszkę lemoniady. Nie miałam ochoty pić alkoholu, ponieważ mama zorientowałaby się od razu, a nie chciałam mieć problemów.
Tak więc siedziałam na tym fotelu sama, aż podszedł do mnie jakiś chłopak. Blondyn usiadł na fotelu obok i powiedział:
     - Cześć. Jestem Andreas - uśmiechnął się, podając mi rękę.
     - Carrie - odwzajemniłam gest i uścisnęłam jego dłoń.
     - Przyszłaś tutaj z Billem i Tomem? - zapytał, czym mnie zdziwił.
     - Tak. Znasz ich?
     - To moi kumple. Przyjechałem do nich na ferie.
     - Aha. Nie jesteś stąd?
     - Nie, mieszkam w Magdeburgu, ale chyba też przeprowadzę się do Berlina.
     - Dlaczego? Źle ci tam?
     - Odrobinę - zaśmiał się. - Ale może się lepiej poznamy, zanim opowiem ci o moich sprawach osobistych? - zaproponował.
Przytaknęłam z uśmiechem i zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziałam mu parę elementów z mojego życia, o które prosił, a następnie on uczynił to samo wobec mnie. Bardzo miło nam się gadało; Andreas był świetnym chłopakiem i gdyby nie to, że jednak nie był w moim typie i miał dziewczynę, na pewno bym się nim zainteresowała. Jednak, jak sam powiedział: - Mały flirt jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Rozmawialiśmy tak jakiś czas, a potem przyszła reszta. Tom przedstawił Andreasa i wszyscy usiedliśmy przy stoliku, rozmawiając i popijając napoje.
W pewnym  momencie, blondyn powiedział do mnie:
     - Może zagramy w bilard? - zaproponował z uśmiechem.
     - Jasne - odwzajemniłam gest i postawiłam puszkę z napojem na stoliku.
     - Ale ona nie umie grać - dociął mi Bill.
     - W takim razie, Andreas może mnie nauczy, czego ty nie zrobiłeś - odpowiedziałam mu, idąc za chłopakiem.
Nauka gry w bilard była bardzo przyjemna; to chyba było przyczyną tak umiejętnego i dobrze grającego nauczyciela, jakim był Andreas. Gdy Bill mnie uczył, jakoś nie dawało to żadnego efektu, ale z blondynem było zupełnie inaczej. Świetnie się bawiliśmy, a do tego, ja niekiedy przebijałam go we wbitych do łuz bilach. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i Andreas mnie pokonał. Wróciliśmy więc z powrotem do stolika i jakoś wkręciliśmy się w rozmowę.
     - Jak nauka? - zapytał Gustav.
     - A świetnie. Andreas jest chyba najlepszym nauczycielem pod słońcem - uśmiechnęłam się.
     - Jakbym ja cię uczył, to na pewno mówiłabyś tak o mnie… A nawet lepiej - odpowiedział.
     - Nie wątpię - zaśmiałam się.

Do wieczora siedzieliśmy w Philadelphii, spędzając czas na przetestowaniu wszystkich możliwych gier, aż w końcu zrobiło się trochę późno i zdecydowaliśmy się wrócić.
Z klubu wracaliśmy podzieleni na kilka grup. W jednej z nich byłam ja, Andreas, Gustav i Alex, a reszta była jedną wielką hołotą; wydawało mi się, że byli nieco podcięci, ponieważ wydzierali się na całą ulicę, przyciągając wzrok nielicznych przechodniów. Oczywiście ich krzyki brzmiały niecenzuralnie i wolałabym ich nie przytaczać. Najbardziej wydzierał się Tom; a któżby inny? Modliłam się w duchu, by mój dom w końcu pojawił się na horyzoncie i nie musiałabym przyznawać się, że ONI są moimi znajomymi.
Niestety nie nastąpiło to zbyt szybko, a do tego Tom zauważył, że idę niedaleko niego i podbiegł do mnie, chuchając na mnie alkoholem i obejmując w pasie:
     - No, Carrie! Nasza droga przyjaciółko!
     - Tak, Tom, słucham - powiedziałam unikając jego oddechu.
     - Wiesz, że mimo to, iż znamy się zaledwie… - zaciął się. - Nie wiem ile, ale to na pewno krótki czas… To ja cię bardzo lubię.
     - To miło - uśmiechnęłam się lekko; nie ukrywam, ale to było miłe.
     - Ale serio mówię… I wiesz… Bill też cię lubi, tylko on nie umie pokazywać tego, jak mu się dziewczyna podoba…
No nie wierzę!
     - Tom, nie sądzę, żeby to była prawda, ale naprawdę miło z twojej strony, że tak go bronisz… - zaczęłam, ale nie pozwolił mi skończyć.
     - Carrie, moja droga… Ja mówię ci prawdę. Może i się powtarzam, bo mój umysł nie do końca rejestruje co powiedziałem przed paroma sekundami, ale… Ale Bill cię lubi, tylko ukrywa się za maską… wiesz, złamane serce miał i teraz twierdzi, że nigdy się nie zakocha…
     - Mówisz od rzeczy… Ale zapamiętam to, żeby ci jutro przypomnieć - powiedziałam z uśmiechem; nie interesowała mnie osobista historia mojego głupiego kolegi.
     - O! Dobry pomysł. Jutro zadzwoń do mnie i przypomnij mi to, co ci teraz mówię. Dokończę moją opowieść… - urwał, a po chwili znowu się odezwał. - A teraz, czy mogłabyś poprowadzić mnie w jakieś krzaki, bo czuję, że alkohol mi się nie przyjął.
Szybko oderwałam rękę Toma od mojej talii i czym prędzej pochyliłam go delikatnie do przodu, by wyrzucił z siebie zawartość swojego żołądka.
     - Jutro będziesz umierał - zaśmiałam się.
     - No taaak… jak zwykle wszyscy mi źle życzą - jęczał.
     - To nie tak - próbowałam stłumić śmiech. - Po prostu nie możesz pić tak dużo.
Już się nie odezwał, tylko spojrzał na mnie takim wzrokiem, że ja też zamilkłam.
Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę, ujrzałam w oddali mój dom. Oddałam Toma pod opiekę Billa i pożegnałam się ze wszystkimi.

Weszłam do domu i po cichu wspięłam się po schodach do pokoju.
Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i usiadłam na łóżku z pamiętnikiem na kolanach i długopisem w ręce; zaczęłam pisać.

12 stycznia
W Philadelphii było super! 
Graliśmy w bilard, na automatach i oczywiście niektórzy musieli zabawiać się z alkoholem. Zawsze tak jest; w Polsce, kiedy gdzieś z kimś wychodziłam to również był alkohol. Nawet, gdy następnego dnia trzeba było iść do szkoły. 
Poznałam Andreasa - przyjaciela bliźniaków - fajny chłopak. Miły, przystojny, ale nie w moim typie, a do tego ma dziewczynę, to nie ma nawet o czym gadać. 
Rozmowa z pijanym Tomem była bardzo zabawna, ale też dowiedziałam się, że Bill mnie nie lubi, ponieważ ma ‘obrzydzenie’ do dziewcząt ze względu na taką jedną, która złamała mu serce. Nie wiem czy mu wierzyć, czy nie… Tom mówił, że jego brat mnie lubi, tylko tego nie okazuje… Może i tak, ale jakby lubił mnie naprawdę, to chyba nie docinał mi na każdym kroku, prawda?
No nic…
Jednak jesteśmy z Billem na etapie rozejmu. Jestem ciekawa, jak długo to się utrzyma. 
Jak sądzisz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz