4 września 2012

008


Obudziłam się około ósmej w bardzo dobrym humorze. Nawet nie mam pojęcia dlaczego tak było, ale możliwe, że to przez sen, który był odrobinę zabawny. Śniło mi się, że podczas drugiego z kolei spotkania z Billem, on zaczął mi znowu docinać swoimi głupimi ‘żartami’, jeśli można to tak nazwać. Ja oczywiście byłam wściekła, ponieważ ten głupi idiota już doprowadzał mnie tym do szału; jednakże w jakichś niewyjaśnionych okolicznościach, przede mną pojawił się ogromny talerz spaghetti, które polane było sosem w kolorze żywej czerwieni. Sądząc po jego barwie zapewne był pomidorowy. Nie wiem dlaczego ktoś postawił go tuż pod moim nosem, ponieważ nie przepadam za tym daniem, ale wyobrażenie go na tej pięknej, białej koszulce chłopaka, siedzącego naprzeciwko mnie i żywo gestykulującego na mój temat, przyprawiło mnie o rządzę mordu.
Kiedy Bill wyrażał opinię na temat tego, jak się ubieram, co było niezrozumiałe dla mnie, bo miałam na sobie zwykłe jeansy i koszulkę, zdenerwował mnie do tego stopnia, że sięgnęłam po talerz z jedzeniem, które stało przede mną, podeszłam do chłopaka i… wyrzuciłam mu zawartość naczynia na głowę, a odrobinę zostawiłam na koszulce, która niegdyś była biała, a teraz zabarwiała się na czerwono sosem pomidorowym.
Komicznie wyglądał!
Przyglądałam się temu, jak strzepuje sobie makaron i kawałki mięsa z włosów oraz bluzki, poczym podchodzi do mnie i… nie pamiętam, bo się obudziłam.
Teraz byłam strasznie ciekawa tego, co zrobiłby Bill, gdybym się nie ocknęła, ale widok jego czerwonej z gniewu twarzy, idealnie pasującej do barwy jego koszulki usatysfakcjonował mnie do tego stopnia, że odpuściłam sobie zastanawianie się nad tym, co chłopak miał zamiar zrobić.

Wyskoczyłam z łóżka w świetnym humorze i od razu doskoczyłam do szafy i wyciągnęłam z niej ciemne spodnie rurki i czerwoną koszulkę, która przypominała mi barwą sos pomidorowy od mojego spaghetti ze snu. Do tego jeszcze biała bluza i poszłam z ubraniami do łazienki, gdzie odświeżyłam się i lekko umalowałam. Następnie zeszłam na śniadanie, którego niestety nie znalazłam na stole w kuchni, a zamiast tego na lodówce, na samoprzylepnej, żółtej karteczce, znalazłam liścik od mamy:

,,Tata jest w pracy, a ja też mam zamiar coś sobie znaleźć. Nie zniosę ciągłego siedzenia w domu, więc po przeszukaniu ofert pracy w gazecie, znalazłam kilka ciekawych ogłoszeń. Wrócę po południu. 
Kocham Cię,
Mama”


Zdjęłam kartkę z lodówki i wyrzuciłam ją do kosza na śmieci, stojącego pod zlewem. Cieszyłam się z tego, że mama chce znaleźć sobie jakieś zajęcie; po co ma bezczynnie siedzieć w domu całymi dniami, skoro może robić coś fajnego, z czego potem będą pewnie jakieś drobne pieniądze? Niby nic nam nie brakowało, ale przecież każdy grosz się liczy…
Zauważyłam, że ja też już niedługo będę musiała coś sobie znaleźć. Może jakaś praca barmanki? Brzmi ciekawie. Mam siedemnaście lat, więc bez problemu ktoś przyjmie mnie do pracy. Rozmyślając, co mogłabym kupić sobie za moje pierwsze pieniądze, ktoś zadzwonił do drzwi. Ocknęłam się i otworzyłam je, a do środka wpadła gromada ludzi z Anette na czele, a na końcu naburmuszony Bill z założonymi rękami; sądząc po jego minie i tymże geście, chyba nie był zadowolony z tego, że znalazł się w moim domu.
Zapraszającym gestem wskazałam salon i poszłam za Georgiem, Gustavem, Billem, Tomem, Alex oraz Anette. Wszyscy rozsiedli się na kanapie, fotelach i krzesłach patrząc na mnie z uśmiechami. Nie wiedziałam o co im chodzi, więc zadałam pytanie:
     - No co jest?
     - Jadłaś śniadanie? - odezwał się Georg.
     - Nie jeszcze. Właśnie miałam taki zamiar, a co? - zapytałam podejrzliwie, ponieważ odrobinę się niepokoiłam tym, że znajomi nachodzą mnie o dziesiątej rano, patrząc na mnie z dziwnymi minami.
     - Mamy taki plan, by iść na bilard. Do samego wieczora! - krzyknął Tom. - A ty idziesz z nami - uśmiechnął się.
     - Nie umiem grać - moje stwierdzenie nie zrobiło na nich żadnego wrażenia; pewnie Anette ich o tym uprzedziła.
     - Nauczymy cię - zapowiedział Gustav. - Idź zjedz coś, a my się rozgościmy.
Czułam się jak gość we własnym domu! Ale przecież byli życzliwi, więc posłuchałam. W kuchni zrobiłam sobie kilka kanapek i spożywałam je, nasłuchując, co dzieje się w pomieszczeniu obok. Nie zdziwiły mnie krzyki chłopaków, którzy walczyli o władzę nad telewizorem, czyli pilot. Miałam nadzieję, że się nie pobiją i nie narobią żadnych szkód. Kiedy skończyłam jeść śniadanie, posprzątałam po sobie i wróciłam do salonu, gdzie panowała w miarę przyjazna atmosfera. Bill nadal siedział naburmuszony i wyraźnie niezadowolony, że musiał znaleźć się w moim towarzystwie, Anette z Alex oglądały książki, umieszczone na regale przy oknie, a Tom z Gustavem i Georgiem oglądali jakiś mecz futbolowy, będąc wyraźnie przeciwko Realowi Madryt.
     - No taką szmatę przepuścić! - załamywał ręce Georg.
     - Jakieś patałachy grają na tym boisku! - krzyczał Gustav; swoją drogą pierwszy raz widziałam go takiego rozgadanego, przyjmując za fakt, że znam go od wczoraj.
     - Już zjadłam - powiedziałam na tyle, głośno, by przekrzyczeć rozemocjonowanych chłopaków.
     - Poczekajmy jeszcze dziesięć minut. Za tyle kończy się druga połowa - poprosił Tom.
Wszyscy przystanęli na tę propozycję, więc zasiadłam obok Billa na kanapie, ponieważ nigdzie więcej miejsca nie było i patrzyłam na mecz w telewizji. Minęły zaledwie dwie minuty, kiedy Bill odezwał się do mnie cicho:
     - Interesujesz się tym?
     - Poniekąd. Lubię czasami pograć - wskazałam głową na ekran, nawet na niego nie patrząc.
     - Super - odpowiedział bez entuzjazmu.
Siedziałam tak jeszcze kilka minut, oparta na kanapie, kątem oka dostrzegając, że Bill ciągle siedzi naburmuszony z założonymi na piersi rękoma, zaczęło mnie to odrobinę razić w oczy. Zdecydowałam więc odezwać się do niego:
     - Widać na kilometr, że nie chcesz tu być, ale nie musisz się dąsać jak baba.
Chyba podziałało, bo zerwał się na równe nogi, stanął naprzeciwko mnie i patrząc na mnie oczami pełnymi furii, powiedział, a raczej wysyczał przez zęby:
     - Nie. Dąsam. Się. Jak. Baba.
     - A gdzie tam - prychnęłam i skierowałam wzrok z powrotem na mecz, który niedługo miał dobiec końca.
     - Dlaczego się do mnie przyczepiłaś? - zapytał głośniej.
     - Ja?! Do ciebie?! - krzyknęłam zszokowana. - To ty chyba masz coś do mnie!
     - Niby co?
     - A skąd ja mam to wiedzieć?! Ubzdurałeś sobie coś w tej twojej farbowanej główce i teraz masz jakieś pretensje!
      - Nic sobie nie ubzdurałem! To ty zaczęłaś mieć jakieś fochy już wtedy, kiedy rozmawialiśmy przez telefon!
     - Rozłączyłeś się pierwszy! Zapomniałeś?! - krzyczeliśmy już tak głośno, że prawdopodobnie sąsiedzi nas słyszeli.
Nie zwróciłam wcześniej na to uwagi, ale stałam kilka centymetrów od Billa, a reszta towarzystwa patrzyła na nas z otwartymi ustami, siedząc na kanapie, jak w kinie; brakowało im tylko popcornu.
     - Nie, nie zapomniałem, ale zrobiłem to, bo byłaś dla mnie niegrzeczna!
     - Co określasz takim mianem? Że nie chciałam rozmawiać z obcym chłopakiem przez telefon, nie chcąc marnować przy tym pieniędzy?!
     - Tak! Mogłaś to powiedzieć bardziej delikatnie, albo w ogóle nie dzwonić!
     - Nie dzwoniłam do ciebie, tylko do Anette!
     - Co za różnica?!
     - Zasadnicza do jasnej cholery!
Chyba nasza ‘rozmowa’ dobiegła końca, ponieważ Bill już się nie odezwał. Patrzyliśmy sobie w oczy ciężko oddychając, jak po jakimś wysiłku fizycznym. Ale chyba tak można nazwać naszą kłótnię.
Nie wiedziałam jak mam na to wszystko patrzeć. Przecież to w ogóle nie miało sensu. Ta rozmowa nie miała sensu; jednak stało się i się nie odstanie. Miałam nadzieję, że jakoś to wyjaśnimy; może nie dzisiaj, ale kiedyś.
- Chodźmy na ten bilard - odezwała się cicho Alex, na co wszyscy pokiwaliśmy głowami.
Założyliśmy kurtki, buty i wyszliśmy na zewnątrz; ja jeszcze zamknęłam dom na klucz i napisałam mamie sms-a, ponieważ przez tę kłótnię z Billem zapomniałam o napisaniu jej jakieś wiadomości.

,,Wychodzę ze znajomymi na bilard. Wrócę pewnie wieczorem. Kocham Cię.”

,,Dobrze, ale bądź ostrożna. Też Cię kocham”

Schowałam telefon do kieszeni i zajęłam się dyskusją z Tomem o tym, kto ma mnie uczyć grać.
     - Stanowczo jestem za tym, by to Bill zajął się nauką. Może wtedy uda wam się dojść do porozumienia, bo moim zdaniem, kłótnia w twoim domu była absolutnie niepotrzebna! - powiedział uśmiechając się to do mnie, to do swojego bliźniaka.
     - To nie była kłótnia, tylko… - zaczął Bill, ale nie mógł znaleźć odpowiedniego słowo, toteż przyszłam mu z pomocą.
     - Tylko głośna wymiana poglądów.
     - Właśnie.
     - Jaaasne, mnie nie zbajerujecie - prychnął. - Już postanowione! Cały dzisiejszy czas, który spędzimy w klubie… Zapomniałem nazwy… cholera! Georg jaki to klub? - zwrócił się do chłopaka o prostych włosach.
     - No ten… kurczę… wiem! Philadelphia.
     - Właśnie! I w tymże klubie mój zacny braciszek nauczy cię grać w bilard, a do tego macie się pogodzić.
Jego uśmiech i ton głosu wyrażał, że nie mamy nic do powiedzenia.
Byłam skazana na kilka godzin siedzenia w tym przeklętym klubie, ucząc się grać w jakąś durną grę, a moim nauczycielem będzie jakiś durny chłopak. Zapowiadał się męczący dzień w towarzystwie Billa.

____________________
Dedykacja dla: Traumer (Aneta)
Dzięki niej odcinek dzisiaj, a nie jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz