4 września 2012

007


Siedząc przed telewizorem, straciłam trochę poczucie czasu; ocknęłam się z zamyślenia dopiero wtedy, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, uprzednio wyłączając urządzenie; uchyliłam drzwi, chcąc zobaczyć kto przyszedł, a wtedy moim oczom ukazała się ona. Ubrana w czarne glany do kolan, tegoż samego koloru rurki, wpuszczone w buty, kurtkę w tym samym kolorze, a na jej ramiona opadały długie brązowe włosy. Spojrzałam na jej bladą twarz, przyozdobioną rumieńcami od mrozu oraz szerokim uśmiechem, a jej szare oczy dawały znak, że zaraz się rozpłacze. Kiedy oprzytomniałam, rzuciłam się na Anette, mało jej nie przewracając, a ona zaśmiała się głośno i przytuliła mnie równie mocno.
Obejmowałyśmy i śmiałyśmy się przed dłuższą chwilę, aż zabrakło nam oddechów od ciągłego ściskania. Wpuściłam przyjaciółkę do domu, a ta udała się od razu do salonu, rozwalając się na kanapie.
     - Jak zwykle czujesz się jak u siebie w domu - zażartowałam.
     - Przecież to mój obowiązek - odpowiedziała mi i poklepała miejsce obok siebie. Usiadłam posłusznie i patrzyłam na nią z radością w oczach.
     - Co się tak przyglądasz? Mam coś na twarzy? - zapytała wycierając wierzchem dłoni usta.
     - Nie, skąd! - zaprzeczyłam. - Po prostu dawno cię nie widziałam - dodałam, poczym znowu ją objęłam i wyszeptałam jej do ucha - tak za tobą tęskniłam.
Dziewczyna odwzajemniła uścisk i znowu trwałyśmy tak przez następnych kilka minut.

     - Dobra - odezwała się Anette po dłuższej chwili - musimy iść. Pewnie reszta już na nas czeka - odsunęła się ode mnie i poszła do przedpokoju, by założyć kurtkę i buty. Podążyłam za nią i uczyniłam to samo.
Kiedy byłyśmy już gotowe ja jeszcze napisałam mamie karteczkę następującej treści:

,,Wychodzę z Anette. 
Nie wiem kiedy wrócę, bo idziemy z jej znajomymi na pizzę. 
Nie martw się o mnie,
Carrie”

Zostawiłam wiadomość na lodówce, a następnie wyszłyśmy z Anette na dwór; ja jeszcze zamknęłam drzwi na klucz.

Podążałyśmy ulicami Berlina, rozmawiając o tym, co działo się w naszym życiu od naszego ostatniego spotkania, czyli od wakacji.
Po jakichś piętnastu minutach, dotarłyśmy do pizzerii. Weszłyśmy do pomieszczenia, z którego biło przyjemne ciepło, a w tle słychać było cichą muzykę. Weszłyśmy w głąb pizzerii i podążyłyśmy do stolika umieszczonego w najdalszym końcu pomieszczenia. Tam dostrzegłam piątkę ludzi, którzy śmiali się nie wiadomo z czego. Było tam czterech chłopców i jedna dziewczyna. Byłam pewna na pięćdziesiąt procent, że to właśnie tam Anette mnie zaprowadzi. Nie myliłam się i już po chwili stałyśmy przy ich stoliku. Cała piątka spojrzała na nas i naraz zamilkła; po zaledwie sekundzie, moja przyjaciółka się odezwała:
     - To jest Carrie, o której wam już tyle opowiadałam - na jej twarzy malował się uśmiech.
     - Cześć - przywitałam się, a całe towarzystwo odpowiedziało mi tym samym.
Następnie Anette przystąpiła do przedstawianie mi wszystkich.
Najbliżej mnie siedziała Alex - blondynka o pięknych, niebieskich oczach i półdługich włosach. Ubrana była podobnie do Anette. Miała glany do kolan, szare rurki, granatową bluzę z kapturem i lekki makijaż.
Obok niej siedział Gustav - również był blondynem; umięśniony, ubrany w ciemne spodnie, koszulkę z logo jakiegoś rockowego zespołu sprawiał wrażenie nieśmiałego; miał też okulary z czarnymi oprawkami.
Dalej Georg, który miał na sobie podobny strój do Gustava. Także ciemne jeansy, koszulka, ale miał długie brązowe włosy. Wydawać by się mogło, że pracował nad nimi cały poranek.
Obok Tom. Ten to był dopiero przystojny! Ale wiedziałam już, że na chwilę obecną był obiektem westchnień Anette, toteż od razu sobie odpuściłam. Tom miał na sobie luźne granatowe jeansy, koszulkę, chyba w rozmiarze XXL, a na to duża luźna bluza. Na głowie miał czarne warkoczyki, przez co wyglądał uroczo, ale jego kolczyk w wardze sprawiał, że był mega seksowny.
Kiedy już Tom został mi przedstawiony, wiedziałam, że kiedyś przyjdzie chwila na Billa. Widocznie był to ostatni chłopak, siedzący po mojej lewej stronie.
Ten miał również czarne włosy, ułożone w jako - takiego irokeza, a na jedno oko miał spuszczonych kilka krótkich pasm włosów, tworzących grzywkę. Bill ubrany był w jasne jeansy podziurawione chyba we wszystkich możliwych miejscach, ale miał pod spodem drugie spodnie, więc nie było mu widać nóg. Miał też białą koszulkę, przylegającą do jego szczupłego ciała, a na to skórzaną kurtkę; zapomniałam wspomnieć, że miał pomalowane oczy.
Gdyby nie negatywne pierwsze wrażenie, jakie wywarł na mnie podczas naszej rozmowy telefonicznej, mogłabym stwierdzić, że z wyglądu był fajny. Ale! Na pewno taki nie jest.
Po przedstawieniu wszystkich, zasiadłam między Anette a Alex, biorąc do ręki szklankę z wodą, która wcześniej została dla mnie zamówiona.
     - Taaa - westchnął Georg chcąc rozluźnić atmosferę. - Więc mówisz, że pochodzisz z Niemiec, tak? - zapytał w końcu.
     - Yhym - przytaknęłam pociągając kolejny łyk ze szklanki.
     - Dlaczego przeprowadziłaś się do Polski? - tym razem odezwał się Tom.
     - Mój tata został przeniesiony. Taką ma pracę.
     - Tym razem też? - to powiedział Bill.
     - Dokładnie.
     - Nie mogliście już na zawsze zostać albo w Polsce albo tutaj? - odezwał się znowu, przez co prawie zachłysnęłam się własną śliną.
Wszyscy spojrzeli na chłopaka, a Tom to chyba chciał go nawet zabić, ponieważ w jego oczach zobaczyć można było żądzę mordu.
     - O co ci chodzi? - powiedział przez zęby, a Bill wzruszył tylko ramionami i dodał:
     - Tylko zapytałem. Taka moja ciekawska natura - uśmiechnął się do mnie idiotycznie. - Odpowiesz? - ponaglił.
     - No właśnie nie mogliśmy, bo mój tata znowu został przeniesiony, a zważając na to, że Berlin to moje rodzinne miasto, zgodził się przyjąć propozycję od razu. A Anette wspominała, że ty z Tomem też przenieśliście się tutaj z… Magdeburga? - odpowiedziałam, starając się zachować spokój.
     - Taaak - westchnął. - Mieliśmy już dość naszych fanów. Bo pewnie przyjaciółka wspominała ci też, że mamy nasz taki zespół.
     - Mhm… A fanami chciałeś nazwać jakieś rozwrzeszczane trzynastolatki, czy mieliście jakichś bardziej poważnych wielbicieli? - dogryzłam mu. Chyba tym pytaniem wyprowadziłam go lekko z równowagi, ponieważ mięśnie jego szczęki zaciskały się i rozluźniały.
     - Mamy samych poważnych wielbicieli - wysyczał przez zęby.
Uroczo się denerwował, przemknęło mi przez myśl, ale od razu wcisnęłam ją w głąb mojej podświadomości tak, by już nigdy więcej nie zaprzątała mi głowy.
     - Możliwe - ucięłam, próbując tym zakończyć naszą niezbyt miłą wymianę zdań.
Zaległa więc odrobinę krępująca cisza, którą zakłócała tylko muzyka wydobywająca się z głośników radia. Usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek - The Calling - Wherever you will go.
Zaczęłam wybijać palcami rytm na udach, a kiedy Anette to zobaczyła, uśmiechnęła się do mnie.
     - Ciągle ich lubisz? - zapytała.
     - No jasne! I nigdy nie przestanę - odpowiedziałam jej równie miłym uśmiechem.
     - O czym gadacie? - odezwał się Gustav, nie rozumiejąc.
     - W radio leci ulubiona piosenka Carrie - wyjaśniła przyjaciółka.
Reszta zaczęła się przysłuchiwać, aż w końcu, milcząca do tej pory Alex oznajmiła:
     - Ja się muszę zbierać. Mama mi właśnie napisała wiadomość, że mam być w domu za dziesięć minut - skrzywiła się.
     - Może cię odprowadzę? - zaproponował Georg.
     - Jeżeli chcesz - obdarzyła go miłym uśmiechem.
Po chwili Alex i Georg zniknęli z pizzerii, w której zostałam tylko ja, Anette, bliźniaki i Gustav. Brązowowłosa zajęła się rozmową z Tomem i Gustavem nie wiadomo o czym, a ja siedziałam na czerwonej kanapie, dłubiąc widelcem w sałatce wegetariańskiej, którą zamówiłam pięć minut wcześniej.
     - Jesteś wegetarianką? - zapytał Bill innym głosem. Chyba był to z serii tych milszych.
     - Tak. Ty chyba też, sądząc po pizzy - odparłam wskazując widelcem zawartość jego talerza.
     - Aż tak zwracasz uwagę na to, co kto zamawia?
No teraz to mnie wkurzył! Najpierw sam zaczyna temat jedzenia, a teraz co?! Że JA jestem ciekawska?!
     - Sam zacząłeś temat i to ja powinnam powiedzieć ci, że jesteś ciekawski - odparłam, próbując zahamować wybuch.
     - Chciałem tylko nawiązać temat! - bronił się, unosząc ręce.
     - Coś ci chyba nie wyszło - wysyczałam.
     - Nerwowa jesteś - uśmiechnął się. - I niezbyt miła - dodał.
     - Tylko dla wybranych - uśmiechnęłam się ironicznie.
     - Spotkał mnie zaszczyt.
     - Raczej spadła na ciebie klątwa. Tak bym to określiła.
     - Mam się bać? - zapytał.
     - Jeśli chcesz.
Miałam dość tego przekomarzania się, więc oznajmiłam całemu towarzystwu, że muszę iść do domu. Spędziłam w pizzerii jakieś trzy godziny, ale domu nie miałam ochoty wracać. Zdecydowałam się pospacerować po parku.

Do ciepłego domu wróciłam po szesnastej; rodzice siedzieli w salonie, więc udałam się do nich, a ci od razu zasypali mnie gradem pytań, związanych z tym, jak minął mi dzień z Anette i jej znajomymi. Powiedziałam, że było naprawdę fajnie, co nie było do końca związane z prawdą, ale po co mają się martwić? Bill to żaden problem. Widać, że się nie lubimy, a to przecież nie jest koniec świata.
Około dwudziestej drugiej, wykąpana i przebrana w piżamę, usiadłam wygodnie na łóżku, wzięłam do ręki pamiętnik i długopis i zaczęłam pisać…

11 stycznia
Już po spotkaniu ze znajomymi Anette. 
Są naprawdę super. Tom mnie powala, kiedy docina Georgowi, a Gustav jest uroczy! Nie wiem dlaczego, ale jego nieśmiałość jest naprawdę zabawna. Alex, mimo, że jest cicha, to mam wrażenie, że drzemie w niej coś, co czeka tylko na to, by wyjść na zewnątrz, ale mam zamiar z niej to wydobyć. Bo przecież nie można być aż tak cichą osobą. Gustav niby też jest taki, ale przynajmniej się odzywa. Na przykład kiedy chce dopiec chłopakom.
Coś mi się wydaje, że bliźniacy oraz Gustav z Georgiem się zaprzyjaźnią, jeśli to jeszcze nie nastąpiło.
Jak ja tęskniłam za Anette! 
Najchętniej nie opuszczałabym jej ani na krok! Niestety to niemożliwe, ale jutro na pewno się spotkamy. Mam nadzieję przynajmniej.
Zapomniałabym opisać Ci pierwsze spotkanie z Billem.
Tak mnie denerwuje ten człowiek, że najchętniej rozszarpałabym go tam w tej pizzerii! Już mam go dość! 
Oby mi nie wchodził więcej w drogę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz