4 września 2012

006


Poniedziałek.
W końcu ten upragniony dzień wyjazdu. Poprzednie dwa spędziłam na leniuchowaniu i słuchaniu muzyki oraz niekiedy przeczytałam jakąś książkę.
Poniedziałek natomiast, zaczęłam od sprzątania pokoju i pakowania wszystkich moich rzeczy do toreb. Musiałam się nad tym napracować odrobinę, ale kiedy ma się sporej wielkości pokój, to do czegoś zobowiązuje.
Ubrań nie miałam zbyt wiele, jednakże upchnięcie ich wszystkich w trzy torby i średnią torbę sportową było nie lada wyczynem. Ale jakoś sobie poradziłam i około piętnastej, zniosłam to wszystko do przedpokoju, z którego to, rodzice pakowali nasze rzeczy do busa, a następnie wysłali go do Berlina; ja miałam zostawić sobie tylko najniezbędniejsze rzeczy i zapakować je sobie w torbę, która służyła mi do noszenia książek do szkoły.
Zaraz po obiedzie cała nasza trójka, po pożegnaniu z domem, zapakowała się do samochodu, ruszając do najpiękniejszego miejsca na świecie - do Berlina.
Przez pierwsze dwie godziny jazdy słuchałam muzyki z MP3. Kolejne trzy - przespałam, a reszta - minęła mi na wyglądaniu przez okno. Jednak znudziło mi się to, więc znowu zasnęłam.

Obudziłam się następnego dnia, około dziewiątej, ale nadal jechaliśmy. Rodzice uprzedzali mnie, że podróż z Polski do Berlina trwać będzie jakieś dwadzieścia trzy godziny, ale myślałam, że jednak to będzie krócej. Podczas postoju na stacji benzynowej, skorzystałam z łazienki, kupiłam mnóstwo żelków, by mieć co jeść podczas dalszej jazdy oraz jakąś sałatkę i picie.
Przed osiemnastą byliśmy już w Berlinie i wypakowywaliśmy nasze bagaże do domu.
Z zewnątrz budynek wyglądał tak samo, jak kilka lat temu - duży, piętrowy,  z białej cegły, z brązową dachówką, ogrodzony również białym płotem. Wokół rosły drzewa, teraz nagie, z powodu zimy i leżącego śniegu. A właśnie! Tu także był śnieg! Tyle, że więcej niż w Polsce! Ucieszyłam się ogromnie, iż przynajmniej tu będę mogła w pełni cieszyć się zimą.
Kiedy niosłam ostatnią torbę do domu, przemierzając wysypaną żwirem dróżkę, zaczął dzwonić mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i naciskając zieloną słuchawkę, przyłożyłam go do ucha:
     - Hallo? - to była Anette.
     - Cześć. Gdzie jesteś? - zapytała.
     - Wnoszę już do domu torby… A co?
     - Jak to cudownie! Wiesz, mogłybyśmy się dzisiaj spotkać… - zaczęła, ale z bólem serca musiałam jej przerwać.
     - Przepraszam, ale nie mogę. Mama już mnie męczy, żebym pomagała jej w jakimś ogarnięciu domu. Wiesz, trzy lata nas tu nie było, a firma sprzątająca, którą zatrudniała co jakiś czas, nie za bardzo się sprawdziła. Przepraszam…
     - No przecież nic się nie stało. Poza tym, pewnie jesteś zmęczona. Rozumiem - powiedziała.
Jak ja ją kochałam - za to zrozumienie. Czasem myślałam nawet, że gdyby ktoś podłożył jej minę pod nogi, a ona by na nią nadepnęła, zrozumiałaby to i jeszcze zaczęła po niej skakać; bo przecież ona to rozumie.
     - Jesteś kochana… Ale spotkamy się jutro, dobrze?
     - Jeśli tylko będziesz chciała.
     - Jasne, że chcę! Przecież musisz mnie jakoś psychicznie przygotować na to, co czeka mnie, podczas spotkania z twoimi znajomymi…
     - Miałaś na myśli Billa? - zapytała podejrzliwie.
     - Nie wiem o co ci chodzi. Twoim znajomym niestety jest też ten ograniczony człowiek, więc zmuszona jestem go poznać. Nie odsunę się od niego przecież…
     - Aj! - przerwała mi ze śmiechem. - Na pewno go polubisz! - ten jej entuzjazm czasami mnie przerażał. Rzadko się zdarzało, by Anette miała dobry humor, a jak już ją ‘opętał’ można było się jej bać. Teraz właśnie nastąpił ten moment, kiedy dziewczyna mogła zrobić coś, czego ja nie zrobiłabym nawet po alkoholu.
     - Śmiem wątpić - odezwałam się po chwili namysłu.
     - Głupoty gadasz - zaśmiała się po raz kolejny. - Zapewniam cię i nawet dam sobie rękę uciąć, że prędzej czy później polubisz Billa i staniecie się przyjaciółmi…
     - Uważaj na słowa, bo możesz tę rękę stracić - przerwałam jej poważnie. - Nie sądzę, bym go kiedykolwiek polubiła. Nawet w moim najbliższym wcieleniu jestem pewna, że będę go unikać jak ognia - zapewniłam.
     - Ah, Carrie… co się z tobą porobiło w tej Polsce przez trzy lata, to ja nie wiem… Kiedyś nawiązywałabyś nowe znajomości…
     - Nie z takimi ograniczonymi istotami, jak twój znajomy - po raz kolejny jej przerwałam.
     - A przestań już… Bill jest naprawdę fajny…
Mówiłaby dalej, gdybym po raz setny tego dnia nie wtrąciła jej się w zdanie.
     - Może i jest. Nie wiem. Nie znam człowieka, ale przez telefon nie był według mnie fajny. Możliwe, że się mylę, ale na razie nie zmienię swojego zdania na jego temat. Może kiedy go bliżej poznam okaże się inny… zobaczymy.
     - I tak trzymać! - krzyknęła zadowolona.
     - Ja muszę kończyć - powiedziałam, kiedy mama wyszła na betonowe schody i gestem dłoni zaprosiła mnie do domu. - Mama chce żebym jej pomogła.
     - No trudno. Odezwij się, jak będziesz miała czas. Obgadamy nasze jutrzejsze spotkanie.
     - Jasne. To papa.
Usłyszałam tylko stłumione ‘pa’ i rozłączyłam się, chowając komórkę do kieszeni spodni. Wtaszczyłam torbę do domu, a następnie do mojego dawnego pokoju, po drodze podziwiając mój stary dom. Jeszcze były w nim meble, których nie wyrzuciliśmy, ze względu na to, że każde z nas - mama, tata i ja - mieliśmy wielką nadzieję na to, że i tak kiedyś wrócimy tutaj, by z powrotem zamieszkać w Niemczech. Salon, duży i jasny, był w kolorach beżowym i błękitnym. Kuchnia to odcienie brązu, a przedpokój to biel. Sypialnia rodziców - także w ogóle nie zmieniona była w kolorze pomarańczy, z tego względu, że to była ulubiona barwa ich obojga. Za to mój - wymarzony pokój - był zupełnie inny niż reszta domu. Dominowały w nim trzy kolory - czarny, czerwony i biały. Ściany czarne, podłoga ciemnoczerwona, a meble białe oraz z domieszkami pozostałych barw. Wszystko komponowało się świetnie. Tak, jak wtedy, gdy mieszkałam tu na początku.
Cieszyłam się ogromnie, że nic a nic nie zmieniło się w wystroju budynku. Nie wiem, czy przyzwyczaiłabym się do zmian; za bardzo kochałam to wszystko, co otaczało mnie w tym domu, w moim pokoju.
Kiedy już wszystkie rzeczy, które należały do mnie, załadowałam do mego królestwa, zeszłam z powrotem na dół, gdzie mama już dyrygowała wszystkimi facetami, którzy przywieźli meble z naszego starego domu. Nie wiedziałam, że ona ma aż tak wysoki głos, kiedy krzyczała, co gdzie ma stać. Na szczęście owi faceci chyba ją polubili, bo z wyraźną przyjemnością słuchali jej rozkazów. Postanowiłam, że coś przekąszę i poszukałam w siatce w kuchni czegoś, co mogłoby służyć mi za posiłek. Znalazłam batona, więc zaczęłam rozkoszować się jego smakiem.
Mężczyźni, którzy po skończeniu wnoszenia i ustawiania mebli, wyszli z naszego domu, nie chcieli zapłaty na fatygę, mówiąc, że ‘taką żonę to każdy by chciał mieć‘. Jak się mama zarumieniła, kiedy to usłyszała! Ale jak nie chcieli pieniędzy, to nie.
Potem nasza trójka zaczęła wszystko sprzątać. Znaczy kurze, folie, jakieś śmieci, których było dosyć sporo i tak cały dom.
Zeszło nam się od dziewiętnastej do dwudziestej trzeciej, ale chcieliśmy mieć to wszystko z głowy. Po odświeżeniu się, stwierdziłam, że nie ma sensu budzić Anette telefonem, więc zdecydowałam napisać jej sms-a, a zadzwonię jutro rano.

,,Nie miałam czasu zadzwonić, bo dopiero co skończyliśmy sprzątać, a ja jestem zmęczona i chciałam tylko Ci napisać, że odezwę się jutro, jak wstanę. A teraz miłych snów.”

Wysłałam wiadomość, a następnie położyłam się pod kołdrę i chyba natychmiast zasnęłam.

Następnego dnia, około ósmej, obudził mnie dźwięk telefonu, sygnalizujący nadejście sms-a. Wzięłam do ręki komórkę i przeczytałam wiadomość, która była od mojej przyjaciółki.

,,Dopiero odczytałam od Ciebie sms-a. Ja już wstałam i nie mogę się doczekać naszego spotkania! Jeśli się obudzisz, zadzwoń do mnie. Musimy uzgodnić szczegóły naszego dzisiejszego spotkania.”

Postanowiłam od razu wykonać telefon do Anette. Odebrała po pierwszym sygnale, a do tego chyba jadła śniadanie, bo mówiła niezbyt wyraźnie.
     - Halo? - odezwała się.
     - Anette?
     - Uhym - mruknęła. - Przepraszam, ale jem śniadanie - usłyszałam niezbyt wyraźnie.
     - Nie szkodzi. Jedz, ja będę mówić.
     - Okej.
     - Jak dla mnie, możemy się spotkać nawet za godzinę. Ja też zjem, ogarnę się i mogę wychodzić.
     - Ale nie wiem czy reszta też może - powiedziała, kiedy skończyła przeżuwać.
     - To mogłabyś jakoś się z nimi skontaktować?
     - No pewnie. Już skończyłam jeść, więc zaraz zadzwonię. Kiedy się dowiem, to dam ci znać gdzie i za ile.
     - Okej. Dzięki. To ja już będę kończyć i idę robić to, co mam do zrobienia.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę i wzięłam z szafy ubrania, czyli czarny top na ramiączka, rurki i bluzę w tym samym kolorze i powędrowałam z tym do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, umalowałam i wyszłam z pomieszczenia udając się z powrotem do pokoju. Tam sprawdziłam komórkę, ale nie miałam żadnych wiadomości lub połączeń od Anette, więc włożyłam ją do kieszeni i zeszłam do kuchni, by zjeść śniadanie. Zastałam tam rodziców, którzy przyrządzali wspólnie jajecznicę; dołączyłam do nich, a jakiś czas później razem zjedliśmy posiłek.
Potem poszłam do salonu, gdzie zasiadłam na kanapie i włączyłam telewizor na kanał muzyczny. Natrafiłam na Linkin Park - In the end, która była moją ulubioną piosenką i zaczęłam sobie cicho nucić. Gdy utwór dobiegał końca, poczułam wibracje w kieszeni; wyjęłam telefon i odebrałam połączenie od Anette.
     - Tak? - zapytałam.
     - Wybacz za takie opóźnienie, ale do Georga dodzwonić się nie mogłam… - zaczęła szybko.
     - Nie szkodzi.
     - Ale jeśli możesz, to za godzinę do ciebie przyjdę i pójdziemy do kawiarni w centrum… co ty na to?
     - Jestem za.
     - To za godzinkę pod twoim domem.
     - W porządku.
Rozłączyła się, zanim zdążyłam zapytać, czy jej znajomi pojawią się w kawiarni w całości. Ale jednak czeka mnie niespodzianka. Już się nie mogłam doczekać spotkania z nimi, ale najmniej pragnęłam zobaczyć tego Billa. Oby nie doprowadził mnie do szału, kiedy będziemy tam siedzieć. Z taką nadzieją poszłam do łazienki, by sprawdzić jak wyglądam; poprawiłam co nieco makijaż, po czym wyszłam z pomieszczenia. Zostało mi jeszcze pół godziny, więc poświęciłam je na oglądanie telewizji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz