4 września 2012

005


Wstałam około ósmej i poszłam od razu do łazienki w celu odświeżenia się. Skończyłam jakieś pół godziny później i już czysta i pachnąca zeszłam na śniadanie, które niestety musiałam zrobić sobie sama, gdyż mama była strasznie zabiegana. Chyba wiązało się to z naszym wyjazdem do Niemiec, ponieważ chodziła w tę i z powrotem, rozmawiając przez telefon w języku niemieckim. Słyszałam tylko urywki zdań, takie jak: ‘dobrze, zapakujemy wszystko do południa’, ‘o której państwo przyślą samochód?’ i tego typu.
Zrobiłam sobie do jedzenia dwie kanapki z serem, które skonsumowałam w krótkim czasie, a potem, kiedy spostrzegłam, że mama już nie rozmawia przez telefon, podpytałam ją o naszą przeprowadzkę.
     - To w sprawie naszego wyjazdu?
     - Tak. Dzisiaj firma przyśle do nas swój wóz około południa i zawiozą nasze rzeczy. Musimy spakować się do południa - wyjaśniła.
     - To spróbuję się postarać.
     - Lepiej nie próbuj, tylko to zrób. Nie chcę płacić więcej, bo ty się nie wyrobiłaś z pakowaniem - powiedziała stanowczo.
     - Okej, okej. To może już zacznę…
     - Dobry pomysł.
Posłałam mamie mordercze spojrzenie i poszłam do garażu po kartony. Wzięłam kilka i zaniosłam je do pokoju; spakowałam w nie książki, płyty i inne drobiazgi, które się zmieściły. Kiedy skończyłam, a o dziwo, było dosyć wcześnie - około jedenastej - przyjrzałam się jeszcze raz mojemu królestwu. Mój pokój był taki pusty; żadnych przedmiotów, które znaczyłyby dla mnie bardzo dużo. Puste ściany, z których pozdejmowałam plakaty i zdjęcia; ‘łyse’ półki, gdzie jeszcze dzisiaj rano stały moje pamiątki z wycieczek, różnych wyjazdów do rodzinnych Niemiec i drobne prezenty. Mimo, że nie przepadałam za Polską, wiedziałam, że będzie mi brakować tego miejsca. Ale pewna byłam, że nigdzie indziej, prócz rodzinnego Berlina nie chcę mieszkać. Tam było moje miejsce, gdzie się urodziłam i chcę umrzeć. Nie liczy się to, że trzy lata mojego życia spędziłam tu, ważne, że wracam tam, skąd pochodzę.
Skończyłam z rozmyślaniem i zaniosłam wszystkie moje rzeczy do przedpokoju, gdzie tata już przynosił swoje. Oznajmił mi tylko, że ubrania weźmiemy, kiedy będziemy jechać w poniedziałek. Kiedy mój pokój był całkiem pusty, usiadłam na łóżku, wzięłam laptopa i puściłam swoją ulubioną muzykę. Zatracając się w niej, nie usłyszałam dźwięku telefonu, który sygnalizował, że ktoś próbuje się ze mną skontaktować. Dopiero, kiedy zadzwonił drugi raz, odebrałam; to była Anette.
     - Tak? - zapytałam przyciszając muzykę.
     - Przeszkadzam ci w czymś?
     - Nie, właśnie skończyłam pakować niektóre moje rzeczy.
     - Aha… Bo wiesz… dzwonię, bo chcę cię przeprosić.
Nie wiedziałam o co jej chodzi. Za co niby miała mnie przepraszać?
     - Ale za co?
     - Za Billa…
Taaa, za tego idiotę.
     - Nie musisz…
     - Ale to moja wina, że zaczął z tobą pisać, a potem odebrał… Mówił mi, że to nie była przyjemna rozmowa - Anette wydawała się być zawstydzona, ale to przecież nie ona powinna się wstydzić, tylko tamten… Bill.
     - Nie musisz mnie za niego przepraszać! Odbiło ci?!
     - Nie, ale… mogłam nie dawać mu mojej komórki…
     - Gdyby był dobrze wychowany, na pewno by jej nie wziął… - próbowałam załagodzić jej poczucie winy, jednak nie było łatwo.
     - Ale ja cię naprawdę przepraszam… Mam nadzieję, że się nie obraziłaś… - w jej głosie słychać było nadzieję.
     - Skąd! Nie umiem się na ciebie gniewać - pocieszałam ją.
     - A co Bill ci opowiadał?
     - Najpierw rozmawialiśmy o tym, że lubię piosenki zespołu jego i jego brata, a potem jakoś tak się ułożyło, że trochę się ze sobą nie zgadzaliśmy… - opowiedziałam jej całą rozmowę, a Anette znowu zaczęła mnie przepraszać za swojego głupiego kolegę.
Gdybym nie powiedziała po raz… setny chyba, że nie ma za co przepraszać i nie zagroziła, że się obrażę, to raczej nie przestałaby mówić do końca dnia. W końcu się jednak opamiętała i zaczęłyśmy rozmawiać o mojej przeprowadzce. Anette już ustalała nasze spotkanie, podczas którego miała przedstawić mi swoich znajomych. Niestety Billa też… W głębi serca miałam nadzieję, że z jakichś powodów nie będzie mógł przyjść na to spotkanie. Ustaliłyśmy w końcu, że zadzwoni do mnie, kiedy już będzie wiedziała czy wszyscy będą mieli czas.
Nasza rozmowa trwała do tej pory, aż mój tata nam nie przerwał, wołając mnie na obiad.

Po posiłku pomogłam mamie pozmywać i wyszłam sobie na spacer. Śnieg jeszcze przykrywał ziemię, ale już nie padał. Miałam wielką nadzieję, że w Niemczech będzie inaczej… Szłam powoli chodnikiem, zmierzając w stronę parku. Już niedługo miałam wyjechać stąd na zawsze i bardzo się z tego cieszyłam. Rozmyślając o tym, jak to będzie, kiedy już zamieszkam z powrotem w moim rodzinnym mieście, a tu nagle na kogoś wpadłam. Zupełnie przypadkiem…
     - Przepraszam - powiedziałam do chłopaka, który na dźwięk mojego głosu się odwrócił. - Nie chciałam. Zamyśliłam się.
     - Nic się nie stało - kiedy usłyszałam, kto to, od razu pożałowałam, że wyszłam z domu.
     - Cześć - rzekł Eryk, uśmiechając się smutno.
     - Hej…
     - Co u ciebie? - zapytał.
     - W porządku - rzuciłam tylko i przeszłam obok niego.
     - Poczekaj - wziął mnie za rękę, a ja spojrzałam na niego pytająco. - Chcę pogadać.
     - O czym?
     - O tym, że wyjeżdżasz…
     - No i…?
     - Będę tęsknił - powiedział cicho.
     - Ja nie - mówiąc to, nadal patrzyłam mu i oczy.
     - Carrie… Naprawdę żałuję tego, co przeze mnie przeszłaś, ale przeprosiłem cię i chcę zacząć od początku!
     - A nie rozumiesz tego, że mam to gdzieś?! Skrzywdziłeś mnie, a ja nie mam zamiaru ci tego wybaczać! Zapomnij o mnie, o tym, co nas kiedyś łączyło i daj mi święty spokój! - powiedziałam to zbyt głośno, ponieważ ludzie, którzy przechodzili obok, spoglądali na nas dziwnym wzrokiem.
     - Zostańmy chociaż przyjaciółmi - wyszeptał po długiej chwili milczenia.
     - I co to da?
     - To, że będę wiedział, że mi wybaczyłaś. Mógłbym znieść to, że będziesz szczęśliwa z kimś innym, a nie ze mną, ale umrę jeśli nie będę mógł więcej się z tobą zobaczyć lub usłyszeć twojego głosu - puścił moją dłoń, a ja patrzyłam na jego smutek, który krył się w oczach. Tych pięknych, niebieskich oczach, za które kiedyś mogłabym oddać całe moje życie. Teraz jednak to była przeszłość…
     - Dobrze. Wybaczę ci - odezwałam się w końcu, a na twarzy Eryka pojawił się cień uśmiechu.
     - Dziękuję - powiedział i odszedł.
Stałam jak ten kołek, aż w końcu zawołałam za nim:
     - Zaczekaj! - odwrócił się, a ja podeszłam do niego. - Zadzwoń kiedyś - podałam mu mój numer, odwróciłam się i odeszłam.
Wiedziałam, że zrobiłam dobrze. Mimo, że Eryk mnie skrzywdził, to widziałam jego żal, podczas naszej rozmowy, a to oznaczało skruchę i to, że żałował. Rozmyślałam o tym po drodze do domu. Wchodząc na chodnik, prowadzący na moją ulicę ujrzałam wielki wóz do przeprowadzek, stojący na moim podjeździe. Nie spiesząc się, weszłam do domu, gdzie w przedpokoju, zostawiłam buty wraz z kurtką i poszłam do swojego pokoju. Chciałam zadzwonić do Anette, ale z racji, że dzisiaj też miała wyskoczyć gdzieś ze znajomymi, postanowiłam napisać do niej sms-a.

,,Mam nadzieję, że się dobrze bawisz. Dzisiaj rozmawiałam z Erykiem, ale nie będę Cię zanudzać… Miłego wieczoru i do zobaczenia niedługo.”

Wysłałam wiadomość i kiedy już myślałam, że mi nie odpisze, usłyszałam dźwięk sms-a.

,,Dziękuję. Tobie również. Ależ możesz, a nawet musisz zanudzać mnie Twoją sprawą z Erykiem! Co się stało?”

,,Wybaczyłam mu i zostaliśmy przyjaciółmi, a ja dałam mu jeszcze numer telefonu, żeby zadzwonił kiedyś. Myślisz, że dobrze zrobiłam?”

,,Że co?! No zaszokowałaś mnie tym… Nie wiem czy to dobrze. A jak będzie do Ciebie wydzwaniał?”

,,Na razie tego nie robi, to może nie będzie?”

,,Oby. Ja muszę kończyć już, bo mi telefon wyrywają. Do zobaczenia„

Nie odpisywałam już, tylko odłożyłam komórkę i zdecydowałam, że znowu zapiszę coś w pamiętniku. Wyjęłam go z ‘kryjówki‘ i zaczęłam bazgrać…

6 stycznia
Anette przepraszała mnie za… Billa (nawet pisanie jego imienia mi nie podchodzi zbyt łatwo). Oczywiście mówiłam, że ona nie jest niczemu winna, ale jak to Anette… lubi przesadzać. Liczę na to, że nie będę musiała poznawać tego człowieka. Po jednej rozmowie już go nie lubię i nie mam zamiaru zmieniać zdania.
Ale ja nie o tym chciałam pisać. Rozmawiałam z Erykiem i mu wybaczyłam. Widziałam jego ból, a potem tę iskierkę radości w oczach. Dałam mu numer telefonu i powiedziałam, żeby kiedyś zadzwonił. Anette mówi, że może wydzwaniać dzień i noc, ale ja nie mam żadnego podobnego przeczucia. I liczę, że ‘przepowiednia’ Anette się nie spełni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz