4 września 2012

001


Siedzenie na lekcji fizyki było tak nudne, że nawet ziewać mi się nie chciało. Nie zwracałam uwagi na to, co mówi nauczycielka, tylko patrzyłam na widoki za oknem, które nie były tak piękne, jakich można się było spodziewać w środku zimy. Wiał wiatr, padał deszcz a na niebie pojawiły się ciemne, burzowe chmury. Tak bardzo pragnęłam śniegu, który pokryłby cały świat, ale jeszcze się na to nie zanosiło. Nawet w prognozie pogody nie było ani widu, ani słychu, że śnieg zaszczyci nas swoją obecnością.
     - A może panna Carrie by się obudziła? - usłyszałam piskliwy głos nauczycielki.
    - Niestety nie śpię - powiedziałam odwracając głowę w jej stronę.
    - No mam nadzieję. A teraz powiedz mi jaki jest wzór na siłę.
Zaskoczyła mnie tym pytaniem, bo z fizyki nie jestem żadnym asem, ale na szczęście miałam otwarty podręcznik i to z niego przeczytałam to, co miałam powiedzieć:
    - Em razy a.
    - Rozwiń to - poleciła.
    - Masa razy przyspieszenie - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem, patrząc jej w oczy.
Nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ zadzwonił dzwonek, kończący szóstą lekcję, czyli moją ostatnią.
Wyszłam z klasy jako jedna z pierwszych i udałam się do szatni, a gdy już ubrałam się w moją ciepłą kurtkę i buty, opuściłam szkołę, witając wolność. Kiedy szłam do domu, który był niedaleko budynku, podbiegła do mnie koleżanka z klasy - Julia.
    - Hej, co tak sama idziesz, co? - zapytała.
    - Jakbyś nie zauważyła, to zazwyczaj tak jest - powiedziałam niezbyt przyjaźnie.
Niby Julia była w porządku, ale nie miałam ochoty na towarzystwo innych. Zwłaszcza po tym, co się ostatnio wydarzyło…
    - Chyba nie jesteś w nastroju do rozmów… Może sobie pójdę? - zapytała zasmucona.
Chciałam już powiedzieć, żeby mnie zostawiła w spokoju, ale nie chciałam być niemiła.
    - Nie, przepraszam. Po prostu nie mam humoru dzisiaj. Ale możesz mi towarzyszyć. Nie mam nic przeciwko temu - uśmiechnęłam się lekko.
    - Coś się stało? Wiesz przecież, że mi możesz powiedzieć…
I za to ją uwielbiałam. Zawsze wiedziała, kiedy jest mi źle oraz pomagała mi w miarę możliwości. Traktowałam ją jak dobrą koleżankę, bo przyjaciółką nie była. To za dużo powiedziane. Nie miałam przyjaciół tutaj, w Polsce.
    - Tęsknię za Anette… - szepnęłam.
    - Och… - Julia mnie objęła, a ja wtuliłam się w nią, jakbym tym sposobem mogła zagłuszyć tęsknotę.
Kiedy odsunęłam się od dziewczyny, wytarłam wierzchem dłoni kąciki oczu i ruszyłyśmy w dalszą drogę.
    - Nie ma jakiejś szansy na to, że spotkacie się przed wakacjami? Bo wtedy to zawsze do cioci jeździsz, do Hannoveru…
    - Właśnie jadę do Berlina w ferie na jakiś tydzień, może dłużej -powiedziałam.
    - No widzisz! Więc twoja tęsknota zostanie chociaż trochę stłumiona -pocieszała mnie.
    - Jesteś kochana. Mimo, że nie uważam cię za przyjaciółkę.
    - Dziękuję, że obdarzyłaś mnie choć odrobiną zaufania…
Przytuliłam ją jeszcze raz, a potem stanęłam przy moim domu. Był murowany białą cegłą z czerwoną dachówką, a do tego mały ogródek. Całość ogrodzona była wysokim płotem w kolorze brązu, a do drzwi wejściowych prowadziła wyspana kamieniami dróżka. Całość nie wyglądała za ciekawie, ponieważ obszar wokół budynku nie był zbyt zadbany. Mama zawsze zwalała to na brak czasu, albo złą pogodę do pracy, a ja jednak trzymam się swojego - mama jest leniwa.
Pożegnałam się z Julią i weszłam do domu. Zdjęłam buty i przemoczoną kurtkę, wieszając na wieszaku i udałam się do kuchni, skąd dochodziły ciche przekleństwa mamy, gotującej obiad.
    - Jasna cholera! - krzyknęła.
    - Co się stało? - zapytałam siadając przy stole i biorąc jabłko.
    - Poparzyłam się - syknęła.
    - Co gotujesz?
    - Jakąś zupę z proszku. Chcesz, to zobacz - rzuciła mi puste opakowanie, które głosiło, że moja mama próbuje sporządzić zupę pieczarkową.
    - I to jest trudne do zrobienia? - zapytałam unosząc brwi w geście zdziwienia.
    - Dla mnie tak, bo nie jestem kucharzem - docięła. - Lepiej idź umyć ręce. Zaraz będę nalewać.
    - Nie jestem pewna, czy chcę to jeść - droczyłam się.
    - To nie! - prychnęła.
    - Żartowałam - powiedziałam, całując ją w policzek.
Umyłam ręce, a potem wróciłam do kuchni i pomogłam nakryć do stołu. Nie powiem, ale zupa mamy była w porządku. Zjadłam, poczym pozmywałam, dając mamie możliwość oglądania jej ulubionego serialu, którego tytułu nawet nie pamiętam. Gdy skończyłam, poszłam do mamy, rozsiadłam się na kanapie i tępo wpatrywałam się w ekran telewizora, mało rozumiejąc z fabuły serialu.
    - Kiedy tata wróci? - zapytałam po chwili.
    - Nie wiem. Mówił, że coś pod wieczór - odpowiedziała nie przerywając oglądania.
    - Zadzwonię do niego - rzekłam i wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę. Ojciec odebrał po kilku sygnałach.
    - Tak?
    - Cześć, tato. Kiedy będziesz w domu? - zapytałam.
    - Nie wiem, kochanie. Szef mnie jeszcze do siebie wzywa teraz, więc nie wiem ile to może potrwać. Zadzwonię do mamy, kiedy będę wyjeżdżać z biura -powiedział wyraźnie zmartwiony.
    - No dobrze. To do zobaczenia.
    - Pa.
Rozłączyłam się i położyłam telefon na kanapie. Nie miałam na nic ochoty, więc poszłam do swojego pokoju, który był moim światem. Czarno-czerwone ściany, które ledwo wymusiłam na rodzicach, biały sufit, oraz ciemnobrązowe panele na podłodze. Pod jedną ze ścian stało duże łóżko, przykryte czarno-białym kocem. Pod drugą biurko z laptopem, dalej mały regał z książkami oraz szafa. Kochałam mój pokój. Tylko tutaj mogłam być sobą i robić to, na co tylko miałam ochotę. Rodzice wiedzieli, że jest on dla mnie małą ‘świątynią’, więc zawsze pytali, czy mogą wejść do środka i pukali.
Położyłam się na łóżku i wyciągnęłam komórkę. Zastanawiałam się nad tym, czy nie zadzwonić do Anette. Dawno nie rozmawiałyśmy, ale to ze względu na naukę. Już dawno mówiła mi, że musi poprawić oceny, a do tego ja też nie miałam zbyt dobrej sytuacji w szkole. Na szczęście poprawiłam to, na czym zależało mi najbardziej, czyli fizykę i wyszłam z oceny dopuszczającej na dostateczną. Byłam z siebie dumna, bo wiedziałam, że z tego przedmiotu idzie mi ciężko. Anette wspominała mi o problemach w angielskim, więc w miarę moich możliwości pomagałam jej, odrabiając prace domowe, ale na sprawdzianach mnie nie było. Nie rozmawiałam z nią od jakiegoś czasu, toteż nie wiem czy wyszła na lepszą ocenę, ale stwierdziłam, że dzisiaj do niej zadzwonię. W końcu weekend…
Dziewczyna odebrała po czwartym sygnale, a w jej głosie słychać było zadowolenie.
    - Cześć - powiedziałam w języku niemieckim, ponieważ moja przyjaciółka nie miała umiejętności władania językiem polskim.
    - Hej! Jak ja się za tobą stęskniłam! - krzyknęła.
    - Ja za tobą też! Co tam u ciebie? Poprawiłaś ten angielski? - zapytałam.
    - U mnie okej. A angielski poprawiłam na cztery. Wiem, że słabo, bo jeden stopień to nic, ale jednak zawsze coś.
    - No pewnie! Jestem z ciebie dumna! - powiedziałam szczerze.
    - Dziękuję. A u ciebie co?
    - W porządku. Chociaż mi ciebie brakuje, czyli to, co zwykle.  Nie mam co robić, więc zadzwoniłam. Mam nadzieję, że ci w niczym nie przeszkodziłam…
    - Nie! Skąd! Siedzę właśnie w domu, bo czekam na Georga -odpowiedziała, a ja od razu się zainteresowałam.
    - Więc między wami coś jest?
    - Coś ty! On jest zapatrzony w tę swoją lalę - westchnęła. - Ale wiesz… jest taki jeden Tom… dołączył do naszej klasy w tym tygodniu. Razem z bratem i rodzicami przeprowadzili się z Magdeburga… Jest taki słoooodki… I mają zespół z bliźniakiem… znaczy grają tylko w klubach, ale kiedy z nim rozmawiałam, to powiedział, że marzą z Billem o własnej kapeli - rozmarzyła się, a ja już wiedziałam, co to oznacza.
    - Nie mów mi, że się zauroczyłaś!
    - Nieee?
    - Idź ty! Mam nadzieję, że to jakiś normalny chłopak, a nie burak, albo pryszczaty kujon…
    - Skąd! Gra na gitarze, ma warkoczyki, ma hiphopowy styl, jest słodki…
    - Aha - ucięłam, by przestała opowiadać mi o swoim nowym obiekcie zauroczenia. -A tak właściwie, to dlaczego czekasz na Georga?
    - Bo ma przyjść po zeszyty. Nie było go cały tydzień i teraz chce nadrobić zaległości. Wiesz, że od poniedziałku nam się ferie zaczynają? Tak jak u ciebie, prawda?
    - Tak. To idealnie! A również dwa tygodnie?
    - Yhym…
    - Więc jeszcze lepiej! Bo jest taki plan, że wybieramy się na ferie do Berlina.
    - Nie!
    - Tak!
    - Ale super! - krzyczała. - Nie mogę się doczekać!
    - Ja też!
Rozmawiałyśmy jeszcze jakiś czas, póki Anette nie musiała kończyć, ze względu na przyjście kolegi, więc ja położyłam się na poduszce w celu zaśnięcia.

Obudziły mnie światła samochodu, które widziałam za oknem. Widocznie spałam jakieś dwie, albo trzy godziny. Pomyślałam, że to ojciec przyjechał, więc wstałam z łóżka i poszłam do salonu i znowu rozsiadłam się na kanapie. Najpierw mama podała obiad, a następnie oboje przyszli do mnie i także usiedli. Wydawało mi się, że chcą ze mną porozmawiać.
    - Mamy ci coś do powiedzenia - rzekł ojciec.
    - Słucham.
    - Wspominałem ci przez telefon, że szef wezwał mnie do siebie na rozmowę - potwierdziłam skinieniem. - Powiedział mi że ostatnio świetnie się spisuję w pracy i dowiedziała się o tym ich kancelaria za granicą. Zadzwonili do niego i zapytali, czy nie byłbym zainteresowany awansem -tata był bardzo podekscytowany. - Oczywiście powiedział, że jak najbardziej, bo od dłuższego czasu do tego dążyłem… Dał im więc mój numer, a prezes do mnie dzisiaj zadzwonił.
    - Co chciał? - zapytałam podejrzliwie.
    - Zaproponował mi awans na stanowisko doradcy finansowego w relacjach międzynarodowych. Moje miesięczne wynagrodzenie wynosiłoby dwadzieścia tysięcy euro na miesiąc… - wiedziałam, że jeszcze nie skończył i czeka na moje pytanie.
    - W czym problem?
    - Musiałbym się przeprowadzić.
Wiedziałam, że coś w tym jest. Dopiero poprawiłam ocenę z fizyki na semestr, a tu już kolejna przeprowadzka. Ileż można?! Dopiero trzy lata minęły od naszej przeprowadzki z Niemiec do Polski!
    - To gdzie teraz będziemy mieszkać? - zapytałam z ironią.
    - Nie powiedziałem, że się zgodziłem - rzekł zdziwiony.
    - Przecież wiemy, że uległeś - zaczynałam się denerwować.
    - Musiałem się zgodzić.
    - Ale powiedz jej gdzie?! - popędzała mama.
    - W... w Berlinie - powiedział prawie szepcząc.
To chyba jakiś żart! Albo sen! Uszczypnęłam się w rękę, a kiedy stwierdziłam, że jednak mnie zabolało, do oczu napłynęły mi łzy radości. Czułam, jak całe moje wnętrze wypełnia szczęście i pragnienie podzielenia się nim z wszystkimi wokół…
    - Gggdzie? - zapytałam kiedy powrócił mi głos.
    - Wiedziałem, jak bardzo tęsknisz za Anette. To przecież twoja najlepsza przyjaciółka, a twoje cierpienie jest nie do zniesienia. Zawsze, po skończeniu z nią rozmowy masz ból i łzy w oczach, więc bez wahania się zgodziłem - tłumaczył się. - Twojej radości nie dało się opisać, kiedy mieliśmy jechać na ferie do Niemiec.
    - Kocham Cię! - krzyknęłam przez łzy i uściskałam ojca. -Ale czy nie będzie problemu ze szkołą? No i kiedy wyjeżdżamy?
    - Szkołę jakoś załatwimy, a wyjeżdżamy w poniedziałek wieczorem.
    - Czyli później niż planowaliśmy, ale i tak się cieszę.
    - Najważniejsze jest szczęście Twoje i mamy.
Spojrzałam na kobietę około czterdziestki, parzącą na nas z uśmiechem i łzami w oczach. Ona również była szczęśliwa, bo też kochała Niemcy. Miejsce, w którym się urodziła, dorastała i pochowała swoich rodziców. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Berlina, była bardzo przygnębiona, ale dawała jakoś radę. Kochała nasz stary dom w Berlinie, który sama  urządzała i tak spędziła najpiękniejsze lata swojego życia.
Uściskałam jeszcze raz oboje, a potem poszłam do swojego pokoju w pełni szczęśliwa, że już niedługo znowu zobaczę Anette i razem będziemy już na zawsze.
Spojrzałam na zegarek, wskazujący 23:30 i mimo, że było tak późno, wybrałam numer przyjaciółki.
    - Halo? - zapytała zaspanym głosem.
    - Witaj po raz drugi. Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale muszę ci przekazać pewną bardzo ważną wiadomość - mówiłam powoli i wyraźnie, by każde moje słowo dotarło do jej zaspanego mózgu.
    - Zaczynam się bać - ziewnęła.
    - Niestety będę wyjeżdżać w poniedziałek wieczorem, a nie w niedzielę, jak planowałam.
    - Coo?! Dlaczego?! - jęknęła.
    - Bo rodzice postanowili, że zostaniemy na dłużej.
    - O, to super. Myślałam, że stało się coś strasznego…
    - No i się stało.
    - Co takiego?
    - Przeprowadzam się do Berlina na stałe - powiedziałam szeptem.
Po drugiej stronie słychać było tylko ciszę. Kiedy trwała zbyt długo, zaczęłam się martwić. Może Anette się wcale nie cieszy? Może już nie traktuje mnie jako swojej przyjaciółki? Może znalazła sobie kogoś lepszego? Tysiące pytań krążyło mi w głowie, ale żadne nie miało znaczenia pozytywnego. Zdecydowałam się odezwać.
    - Jesteś? - zapytałam.
    - Tak - trochę mi ulżyło, kiedy usłyszałam jej miękki głos.
    - Co ty na to? Nie cieszysz się?
    - Nie no bardzo się cieszę!
    - Jakoś nie słychać…
    - Bo wiesz, zaspana jestem…
    - Nie wierzę ci.
    - No to co mam niby powiedzieć?!
    - Że jesteś szczęśliwa, bo się w końcu spotkamy! Ja jestem, bo nie widziałam cię od wakacji! Myślałam, że mimo wszystko ciągle jesteś moją przyjaciółką! - miałam łzy w oczach. Nie spodziewałam się takiej reakcji.
    - Ale przecież jestem! - krzyknęła.
    - W takim razie dlaczego nie cieszysz się, że się spotkamy? - zapytałam stanowczo, a kiedy znowu zapadła cisza, ponagliłam ją: - Odpowiedz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz